Jonatan Eibeschütz i spór o amulety
Gdy w 1751 roku Jakub Emden ogłosił, że amulety rozdawane przez rabina Jonatana Eibeschütza w Metzu i Hamburgu kryją w szyfrze imię Sabbataja Cwiego, rozpoczął się najgłośniejszy spór kabalistyczny XVIII wieku, który wciągnął gminy, władze państwowe i chrześcijańskich uczonych, a nie przyniósł rozstrzygnięcia.

Wielki talmudysta z Pragi
Jonatan Eibeschütz urodził się około 1690 roku w Krakowie, a nazwisko rodowe zawdzięczał morawskiemu miasteczku Ivančice, po niemiecku Eibenschütz, gdzie jego ojciec był rabinem. Wcześnie osierocony, uczył się w jesziwach Moraw i Polski, a w młodym wieku osiadł w Pradze, gdzie zasłynął jako kaznodzieja i nauczyciel. Jego jesziwa przyciągała setki uczniów, a pisma halachiczne, przede wszystkim komentarze do Szulchan aruch, uczyniły go jednym z największych autorytetów prawnych pokolenia. Był także znawcą kabały i autorem kazań, w których mistyczne wątki splatały się z homiletyką, oraz człowiekiem zręcznym w kontaktach z władzą, co jedni podziwiali, a inni mieli mu za złe.
W 1741 roku Eibeschütz został rabinem w Metzu, ważnej gminie we wschodniej Francji, a w 1750 roku wybrano go na urząd naczelnego rabina trzech połączonych gmin: Altony, Hamburga i Wandsbek, znanych pod hebrajskim skrótem AHU. Był to jeden z najbardziej prestiżowych urzędów rabinicznych w Europie. Właśnie tam, kilka miesięcy po objęciu stanowiska, rozpoczęła się afera, która miała zaciążyć na całej jego dalszej karierze.
Amulety dla położnic
Zwyczaj sporządzania amuletów, kamejot, był w świecie aszkenazyjskim powszechny i akceptowany. Rabini i kabaliści pisali na pergaminie lub papierze kombinacje imion Bożych, imiona aniołów i wersety biblijne, które miały chronić przed chorobą, złymi duchami i nieszczęściem. Szczególnie poszukiwane były amulety dla kobiet w ciąży i w połogu, bo śmiertelność matek i niemowląt była wysoka, a tradycja wiązała ją z działaniem demonicznych sił, zwłaszcza Lilit. Eibeschütz, jak wielu rabinów jego czasu, wydawał takie amulety, i to w dużej liczbie, zarówno w Metzu, jak i po przybyciu do Hamburga, gdzie w tym czasie miała miejsce fala zgonów wśród położnic.
Część amuletów trafiła w ręce osób trzecich i została otwarta. Okazało się, że zawierają ciągi liter, których nie dało się odczytać jako znanych imion Bożych. Pojawiły się pogłoski, że ich treść, odczytana za pomocą prostego szyfru zastępującego litery według stałego klucza, zawiera słowa odnoszące się do Sabbataja Cwiego, na przykład modlitwę do Boga Izraela „w imię Sabbataja”. W gminie, która pamiętała jeszcze wcześniejsze afery związane z ukrytymi sabbatejczykami, takie podejrzenie było niezwykle groźne.
Wątpliwości nie zrodziły się zresztą w Hamburgu. Już w Metzu krążyły opowieści o niezwykłych amuletach rabina, a po jego wyjeździe niektórzy członkowie tamtejszej gminy mieli zachować egzemplarze, które później posłużyły jako materiał porównawczy. Dla oskarżycieli było to ważne, ponieważ pozwalało twierdzić, że chodzi nie o pojedynczy błąd skryby, lecz o powtarzalny wzór obecny w amuletach pisanych w różnych miastach i w różnych latach. Dla obrońców ten sam fakt świadczył o czymś przeciwnym: skoro amulety krążyły przez lata bez skandalu, to podejrzenie musiało zostać wywołane sztucznie, w chwili, gdy Eibeschütz objął urząd budzący zazdrość. Obie strony sięgały po te same przedmioty, lecz czytały je w zupełnie odmienny sposób, i ta właśnie rozbieżność lektur stała się od początku istotą sporu.
Warto też pamiętać, że kabalistyczny amulet nie był tekstem przeznaczonym do czytania. Jego skuteczność, w przekonaniu ówczesnych, zależała od poprawnego zapisania liter i imion, a nie od tego, czy noszący rozumie ich sens. Otwieranie takich amuletów i poddawanie ich analizie było więc samo w sobie gestem niezwykłym, który przenosił przedmiot pobożności w sferę dowodu.
Jakub Emden i jego drukarnia
Głównym oskarżycielem stał się Jakub Emden, syn Cwi Hirsza Aszkenaziego, który w poprzednim pokoleniu prowadził w Amsterdamie walkę z sabbatejską teologią. Emden mieszkał w Altonie, nie piastował urzędu rabinicznego, lecz cieszył się opinią wybitnego uczonego i miał, za zgodą duńskich władz, własną drukarnię hebrajską. To ostatnie okazało się kluczowe: Emden nie musiał ubiegać się o aprobaty i zgody gminy, mógł natychmiast drukować swoje oskarżenia. W 1751 roku ogłosił, że amulety Eibeschütza są dziełem sabbatejczyka, a ich autor jest ukrytym heretykiem.
W kolejnych latach Emden wydał całą serię broszur i książek polemicznych. Wśród nich znalazły się Torat ha-Kenaot, zbiór materiałów o dziejach sabbatianizmu i jego zwolenników, a także pisma poświęcone bezpośrednio sprawie amuletów, w których przytaczał ich tekst, rozszyfrowania i świadectwa. Pisał zjadliwie, nie przebierając w słowach; nie oszczędzał ani Eibeschütza, ani jego zwolenników, a jego styl sam w sobie stał się częścią sporu. Dla jednych był strażnikiem prawowierności, który jako jedyny miał odwagę przeciwstawić się potężnemu rabinowi, dla innych – zawistnym rywalem, który nie mógł znieść, że stanowisko w trzech gminach przypadło komuś innemu.
Gminy, królowie i hebraiści
Spór szybko przekroczył granice Altony. Eibeschütz zaprzeczał wszystkim zarzutom, twierdząc, że litery amuletów są kombinacjami świętych imion zgodnymi z kabalistyczną tradycją, a interpretacja Emdena jest arbitralna i złośliwa. Zgromadził poparcie wielu rabinów z Polski, Czech i Niemiec, a listy z ich świadectwami opublikował w 1755 roku w książce Luchot Edut, „Tablice świadectwa”. Z kolei rabini z innych ośrodków, w tym z Amsterdamu i części gmin niemieckich, stanęli po stronie Emdena. W samych trzech gminach doszło do gwałtownych scen, a Emden na pewien czas musiał wyjechać do Amsterdamu w obawie o swoje bezpieczeństwo.
Ponieważ Altona należała do Danii, w sprawę zaangażowały się władze państwowe. Król Fryderyk V i jego urzędnicy domagali się wyjaśnień, powoływali komisje i rozważali, czy Eibeschütz powinien zachować urząd. Do dyskusji włączyli się także chrześcijańscy uczeni. Hebraista David Friedrich Megerlin twierdził, że amulety dowodzą skrytej wiary Eibeschütza w Chrystusa jako mesjasza, i wzywał go do publicznego przyjęcia chrztu, co tylko zaogniło sytuację. Sprawę rozpatrywał również Sejm Czterech Ziem w Rzeczypospolitej, najwyższa instytucja samorządu żydowskiego w Polsce, w której zdania były podzielone; jej stanowisko nie zakończyło konfliktu.
Próbę mediacji podjął Ezechiel Landau, młodszy wówczas rabin, później naczelny rabin Pragi. W liście kompromisowym wyraził pogląd, że amulety, niezależnie od zamiarów autora, budzą podejrzenia i nie powinny być w obiegu, a jednocześnie nie należy hańbić wielkiego uczonego. Ta formuła pozwalała zachować twarz obu stronom, ale nie zadowoliła żadnej. Eibeschütz pozostał na stanowisku, ostatecznie utrzymany na nim dzięki poparciu władz duńskich; zmarł w 1764 roku w Altonie, nie przyznawszy się do żadnej winy.
Co było w amuletach
Pytanie o rzeczywisty charakter amuletów wraca w historiografii od ponad dwustu lat. Badacze dysponują zarówno przekazami tekstów amuletów, jak i ich rozszyfrowaniami, których prawdziwość obie strony od początku kwestionowały. Kluczem w hipotezie Emdena był system przestawiania liter, który przy odpowiednim zastosowaniu dawał w kilku przypadkach słowa związane z Sabbatajem. Krytycy wskazywali, że podobnymi metodami można odczytać niemal wszystko z dowolnego ciągu liter, i że sam Emden był skłonny do widzenia sabbatejczyków wszędzie. Zwolennicy oskarżenia odpowiadali, że zbieżności są zbyt liczne i zbyt precyzyjne, by były przypadkowe.
Sprawę dodatkowo skomplikował rękopis zatytułowany Wa-awo ha-jom el ha-ajin, „I przyszedłem dziś do źródła”, zawierający wykład sabbatejskiej teologii, który część współczesnych i późniejszych autorów przypisywała Eibeschützowi. Gershom Scholem uważał tę atrybucję za przekonującą, a Mosze Perlmutter w obszernej monografii z 1947 roku poświęconej stosunkowi Eibeschütza do sabbatianizmu doszedł do wniosku, że rabin rzeczywiście należał do kręgu ukrytych wiernych. Inni badacze pozostają sceptyczni, wskazując na brak bezpośrednich dowodów i na możliwość, że rękopis przypisano mu dopiero w toku sporu. Rzetelnie można powiedzieć tylko tyle, że kwestia pozostaje otwarta, choć przeważa dziś przekonanie o realnych związkach Eibeschütza z sabbatejską myślą. Nie bez znaczenia jest też dalsza historia jego rodziny: syn, Wolf Eibeschütz, otwarcie przedstawiał się jako sabbatejski prorok i za sprawą swych wpływów u dworu uzyskał szlachectwo.
Spór o granice tajemnicy
Afera amuletów była czymś więcej niż osobistym konfliktem dwóch wybitnych uczonych. Pokazała, że w połowie XVIII wieku praktyczna kabała, tak głęboko wpisana w codzienność gmin, stała się polem podejrzeń. Amulet, który do tej pory był zwykłym narzędziem pobożności, mógł nagle okazać się nośnikiem ukrytej doktryny. Z tej perspektywy spór pokazywał zarazem trudność oddzielenia tradycyjnej mistyki imion od jej sabbatejskiego wykorzystania, skoro obie posługiwały się tym samym językiem kombinacji liter i świętych imion.
Konsekwencje były długotrwałe. Emden, mimo że nie wygrał sporu w sensie instytucjonalnym, ugruntował wzór czujności, w którym każdy niejasny tekst kabalistyczny, a zwłaszcza każdy nowy autor powołujący się na objawienia, mógł być badany pod kątem ukrytego sabbatianizmu. Zarazem gwałtowność polemiki, jej publiczny charakter i interwencje władz świeckich osłabiły autorytet rabinatu w oczach wielu Żydów, szczególnie tych, którzy już wówczas zwracali się ku nowym ideałom oświecenia. Wielu historyków widzi w aferze Eibeschütza jeden z momentów, w których tradycyjny porządek gminy zaczął tracić zdolność do rozstrzygania sporów wewnętrznych własnymi środkami.
Pozostaje też wymiar ludzki tej historii. Kobiety, dla których pisano amulety, nie miały w sporze głosu, choć to ich życie i lęk przed porodem stanowiły jego punkt wyjścia. Kawałki pergaminu, które miały je chronić, stały się dowodami w procesie o herezję, czytanymi, szyfrowanymi i drukowanymi w całej Europie. W tym przesunięciu od ochrony do oskarżenia dobrze widać, jak bardzo kabała osiemnastowieczna była naraz praktyką codziennej pobożności, polem wysokiej spekulacji i stawką w walce o władzę.
