Jan Lydos i Hermes w De mensibus
Jan Lydos, urzędnik prefektury pretoriańskiej za Justyniana, wplata w antykwaryczne De mensibus słowa Hermesa obok Orfeusza, wyroczni chaldejskich i neoplatoników, pokazując, że hermetyka w szóstowiecznym Konstantynopolu żyła jako składnik uczonej, dyskretnie pogańskiej erudycji, a nie jako zakazana wiedza tajemna.

Urzędnik, który kolekcjonował bogów
Jan z Filadelfii w Lidii, znany jako Lydos, przybył do Konstantynopola około 511 roku i spędził w stołecznej administracji około czterdziestu lat. Sam opowiada o swojej karierze w dziele De magistratibus: o protekcji krajana, prefekta Zotyka, o pochwalnym poemacie nagrodzonym przez przełożonego, o mozolnym awansie w biurach prefektury pretoriańskiej i o goryczy, z jaką patrzył na reformy, które w jego oczach niszczyły starą, dostojną machinę urzędu. W ostatnich latach jego służby cesarz Justynian powierzył mu nauczanie łaciny w stołecznej szkole i zachęcił go do pisania. Lydos był więc kimś, kogo trudno uznać za outsidera: człowiekiem systemu, piszącym w samym sercu chrześcijańskiego imperium.
Zarazem był człowiekiem przeszłości. Jego trzy zachowane dzieła – o urzędach, o znakach i wróżbach (De ostentis) oraz o miesiącach (De mensibus) – łączy jedna pasja: odnaleźć w teraźniejszości ślady starożytnego porządku, rzymskiego i greckiego, religijnego i obywatelskiego. Lydos zbiera etymologie, kalendarze, rytuały, imiona bogów i ich wykładnie, a robi to z gorliwością, która dla nowoczesnego czytelnika bywa męcząca, lecz dla historyka idei jest bezcenna. W jego zbiorach przetrwały okruchy tekstów, których nie znamy z żadnego innego źródła, i wśród nich właśnie greckie słowa przypisywane Hermesowi Trismegistosowi.
Wiadomo też, że w młodości słuchał wykładów filozofa Agapiosa, którego sam przedstawia jako ucznia Proklosa. Ta jedna wzmianka umieszcza go na obrzeżach ostatniego pokolenia ateńskiego neoplatonizmu, w świecie, w którym Hermes, Orfeusz i Chaldejczycy uchodzili za świadków jednej pradawnej teologii. Lydos nie był jednak filozofem z zawodu i nie pisał systematycznych komentarzy. Jego neoplatonizm jest neoplatonizmem czytelnika i kolekcjonera, który przyswoił sobie słownik szkoły i jej sposób rozumienia starych mitów.
Księga o miesiącach i jej kształt
De mensibus nie dotrwało do nas w całości. Znamy je z wyciągów i streszczeń sporządzonych przez późniejszych bizantyńskich czytelników oraz z cytatów w leksykonach, a nowożytne wydanie, przygotowane przez Richarda Wünscha dla serii teubnerowskiej pod koniec XIX wieku, jest w istocie rekonstrukcją z rozproszonych świadectw. Ta okoliczność ma znaczenie dla każdej lektury: nie zawsze wiemy, jak długie były oryginalne wywody Lydosa ani w jakim porządku je rozwijał. Niekiedy zachował się tylko wybrany przez epitomatora fragment, w którym nazwisko Hermesa pada jak przypis bez tekstu głównego.
Zamysł dzieła da się jednak odczytać. Lydos przechodzi przez rzymski rok, od kalendarza i jego reform po kolejne miesiące, i przy każdej dacie zatrzymuje się, by objaśnić imię, święto, bóstwo opiekuńcze i jego wewnętrzny sens. Janus, Saturn, Wenus, Merkury, Słońce i Księżyc nie są tu jedynie postaciami dawnego kultu, lecz kluczami do porządku liczb i kosmosu. Lydos chętnie posługuje się arytmologią w duchu pitagorejskim, objaśnia znaczenie monady, diady i triady, łączy dni tygodnia z planetami. Wszystko to należy do szerokiego nurtu późnoantycznego antykwaryzmu, który od czasów Warrona traktował religię rzymską jako przedmiot wiedzy, a w epoce neoplatońskiej uczynił z niej również przedmiot teologii symbolicznej.
W tym porządku Hermes pojawia się jako jeden z autorytetów, a nie jako patron całego przedsięwzięcia. Lydos przywołuje go tak, jak przywołuje Orfeusza, Pitagorasa, Platona, Porfiriusza, Jamblicha czy Proklosa: jako głos starożytności, który potwierdza określone rozumienie bóstwa lub zjawiska. Takie zestawienie było już wówczas utrwalonym gestem szkoły. Jamblich w De mysteriis czynił z Hermesa patrona egipskiej mądrości kapłańskiej, a Proklos wymieniał go w szeregu teologów, z których płynie jedna objawiona prawda. Lydos dziedziczy tę hierarchię autorytetów i stosuje ją do materiału kalendarzowego.
Grecki głos Logos teleios
Najcenniejsze z hermetycznych świadectw Lydosa dotyczy tekstu, który Latynosi znali jako Asclepius. Pisarz cytuje bowiem Hermesa z dzieła nazywanego „Słowem doskonałym”, Logos teleios, i robi to po grecku. Ponieważ grecki oryginał tego dialogu zaginął, a zachował się w całości tylko łaciński przekład, każdy grecki urywek ma wagę dokumentu. Obok cytatów u Laktancjusza i koptyjskiego fragmentu z Nag Hammadi właśnie wypisy Lydosa pozwalają filologom porównać łacinę z jej wzorem i zobaczyć, gdzie tłumacz parafrazował, skracał lub rozbudowywał.
Treść tych urywków odpowiada zainteresowaniom antykwariusza. Lydos sięga po Hermesa przede wszystkim tam, gdzie mowa o demonach, o mocach rozmieszczonych w powietrzu i o losach duszy, a więc o tej warstwie kosmosu, którą neoplatońska demonologia starannie porządkowała. Hermes jest dla niego świadkiem tego, że przestrzeń między ziemią a niebem nie jest pusta, lecz zaludniona istotami, które oczyszczają, karzą i pośredniczą. Nie znaczy to, że Lydos przejmuje hermetyczną drogę zbawienia; wystarcza mu, że egipski mędrzec mówi to samo, co Platon i Chaldejczycy. Cytat ma charakter dowodu z autorytetu, a nie zaproszenia do praktyki.
Uderza też swoboda, z jaką Lydos podaje tytuł. Nie musi wyjaśniać, czym jest „Słowo doskonałe”, nie broni się przed zarzutem korzystania z pism pogańskich, nie dodaje formuł dystansu. Zakłada, że jego czytelnik – zapewne wykształcony urzędnik lub nauczyciel – zna tę księgę albo przynajmniej wie o jej istnieniu. Świadczy to o tym, że w Konstantynopolu VI wieku dialog Hermesa z Asklepiosem nie był rzadkością przechowywaną w ukryciu, lecz jedną z pozycji, które dało się cytować w uczonej prozie, obok traktatów filozoficznych i podręczników astronomii.
Hermes w towarzystwie Orfeusza i Chaldejczyków
Lydos nie oddziela hermetyki od innych nurtów pradawnej teologii. W jego tekstach Hermes stoi w jednym szeregu z Orfeuszem, którego hymny i teogonie neoplatonicy uważali za najstarszą grecką teologię, oraz z „Chaldejczykami”, czyli z Wyroczniami chaldejskimi, objawionym poematem z II wieku, któremu Proklos przyznawał rangę niemal świętej księgi. Lydos przytacza wyrocznie chętnie i z szacunkiem, czasem w tym samym akapicie co słowa Hermesa. Zestawienie to nie jest przypadkowe: dla późnego neoplatonizmu wszyscy ci świadkowie należeli do jednej rodziny, w której różnice imion i stylu zakrywały wspólną treść.
Z punktu widzenia historii hermetyzmu oznacza to, że w VI wieku Hermes funkcjonował już nie jako założyciel odrębnej wspólnoty, lecz jako autorytet w szerszym kanonie. Jeśli kiedyś istniały kręgi czytelników, dla których hermetyczne traktaty były drogą wtajemniczenia, to u Lydosa ich ślad jest niewidoczny. Hermes jest raczej nazwiskiem w bibliografii uczonego, równie ważnym jak Porfiriusz, a może nawet mniej często przywoływanym. Ta zmiana statusu jest sama w sobie interesująca: pisma, które powstały jako nauki o odrodzeniu duszy przez poznanie, stały się źródłem informacji o kosmologii, demonologii i kulcie.
Interesujące jest również to, czego Lydos nie robi. Nie opisuje rytuałów hermetycznych, nie przytacza modlitw, nie łączy Hermesa z praktyką teurgiczną, którą Jamblich i Proklos tak wysoko cenili. Jego Hermes jest teologiem i kosmologiem, a nie mistagogiem. Można to tłumaczyć ostrożnością autora piszącego za panowania cesarza, który w 529 roku wydał zarządzenia przeciw pogańskim nauczycielom, ale można też po prostu uznać, że antykwariusza interesowała wiedza, a nie wtajemniczenie. Oba wyjaśnienia nie wykluczają się wzajemnie.
Pogańska warstwa chrześcijańskiej stolicy
Pytanie o religię samego Lydosa zajmuje badaczy od dawna i nie ma na nie jednoznacznej odpowiedzi. Pisarz nigdzie nie deklaruje się jako poganin, piastował urzędy wymagające przynależności do Kościoła, chwali cesarza i jego mądrość. A jednak jego teksty niemal nie zawierają chrześcijańskich odniesień, a stare bóstwa traktuje z powagą, która wykracza poza obojętną ciekawość. Część historyków widzi w nim ukrytego poganina, część – chrześcijanina o klasycznym wykształceniu, dla którego dawna religia była już tylko kulturą. Uczciwiej jest powiedzieć, że źródła nie pozwalają rozstrzygnąć tego sporu, a może i samo pytanie stawia granicę ostrzejszą, niż wyznaczali ją ludzie tamtej epoki.
Niezależnie od rozstrzygnięcia, Lydos pokazuje, jak wyglądał świat, w którym hermetyka przetrwała po zamknięciu wielkich szkół. Nie była już ruchem ani nauką w sensie programu, lecz warstwą erudycji, rozpowszechnioną wśród urzędników, retorów i nauczycieli, którzy w prywatnych bibliotekach przechowywali Proklosa, Orfeusza i Hermesa. Ta warstwa nie potrzebowała świątyń; wystarczały jej książki i nawyk myślenia o kosmosie jako hierarchii mocy. W stolicy, której oficjalną religią było chrześcijaństwo, pozostawała kulturową pamięcią starych bogów, nieskrywaną, ale też nie manifestowaną.
Ta pamięć miała znaczenie dla dalszych losów pism Hermesa. To w takim środowisku greckie traktaty mogły być kopiowane, wypisywane i komentowane, zanim po wiekach trafiły do zbioru, który nazywamy Corpus Hermeticum. Lydos nie jest jego twórcą ani redaktorem, lecz świadkiem epoki, w której hermetyka już stała się przedmiotem uczonej lektury. Dzięki jego antykwarycznej pasji możemy usłyszeć kilka zdań, które Hermes wypowiadał po grecku, zanim ten język zamilkł w zachodnich rękopisach.
Erudycja jako forma przetrwania
Przypadek Lydosa uczy ostrożności wobec dwóch uproszczeń. Pierwsze głosi, że po triumfie chrześcijaństwa hermetyka zeszła do podziemia i przetrwała jedynie w kręgach wtajemniczonych. Drugie twierdzi, że zniknęła zupełnie, by odżyć dopiero dzięki bizantyńskim i renesansowym odkrywcom. De mensibus pokazuje sytuację pośrednią i znacznie mniej dramatyczną: Hermes trwał w zwyczajnej, choć wyrafinowanej kulturze literackiej, jako autorytet przywoływany w objaśnieniach kalendarza.
Taka forma przetrwania ma swoją cenę. Hermes Lydosa jest Hermesem rozproszonym w cytatach, oderwanym od kontekstu dialogów, w których przemawiał do Tata i Asklepiosa o odrodzeniu i poznaniu Boga. Jego słowa służą do wyjaśnienia czegoś innego. Zarazem ta właśnie cena okazała się warunkiem zachowania. Gdyby nie antykwariusz, który chciał wiedzieć, dlaczego Rzymianie świętowali w określone dni i co znaczyły imiona ich bogów, niektóre zdania Logos teleios przepadłyby bez śladu.
Historia hermetyki nie składa się więc tylko z objawień i wielkich przekładów, ale także z cichej pracy ludzi takich jak Lydos, którzy niczego nie zakładali i niczego nie reformowali, a jedynie notowali, porównywali i przechowywali. W ich biurkach, między aktami urzędowymi a zeszytami z etymologiami, przetrwała pamięć o egipskim mędrcu, który mówił o demonach powietrza i o kosmosie pełnym bogów.
