Stele Thota w Księdze Sotis Pseudo-Manethona
Przekaz zachowany w kronice Jerzego Synkellosa przypisuje Manethonowi wiedzę zaczerpniętą ze stel, które pierwszy Thot wypisał w świętym języku, a po potopie przełożono je i złożono w świątynnych księgach; ten krótki tekst tworzy mit pisma, które przetrwało katastrofę i stało się źródłem hermetycznej mądrości.

Kronikarz z Konstantynopola i zaginiony kapłan
Jerzy Synkellos był bizantyjskim mnichem i urzędnikiem patriarchatu konstantynopolitańskiego, który na przełomie VIII i IX wieku spisał obszerną Eklogę chronograficzną, historię świata od stworzenia do czasów Dioklecjana. Jego celem było uporządkowanie chronologii biblijnej i pogańskiej, a ponieważ korzystał z wielu zaginionych dziś źródeł, jego dzieło stało się kopalnią fragmentów. Wśród nich znajdują się wypisy dotyczące Egiptu, przekazane pod imieniem Manethona z Sebennytos, egipskiego kapłana, który w III wieku p.n.e. napisał po grecku historię swojego kraju dla pierwszych Ptolemeuszy.
Oryginalne Aegyptiaca Manethona zaginęły, a to, co z nich wiemy, pochodzi z cytatów u Józefa Flawiusza oraz z epitom przekazanych przez Juliusza Afrykańczyka i Euzebiusza, które Synkellos również zestawia. Obok nich przytacza jednak jeszcze jedno dzieło, zwane Księgą Sotis, z inną listą królów i z listem dedykacyjnym. Sam Synkellos traktował je z pewną nieufnością, a współcześni badacze są zgodni, że nie pochodzi ono od historycznego Manethona. Uważa się je za późniejszą kompilację, powstałą zapewne w okresie rzymskim lub wczesnobizantyjskim, która posłużyła się autorytetem słynnego kapłana. Stąd określenie Pseudo-Manethon. Sam tytuł odsyła do Sotis, czyli Syriusza, gwiazdy, której pierwszy poranny wschód wyznaczał w Egipcie początek roku i nadejście wylewu Nilu. Egipska rachuba okresów sotisowych, w których kalendarz cywilny i rok gwiezdny ponownie się spotykały, była w starożytności znana i przywoływana przez uczonych chronografów. Nazwanie kompilacji imieniem tej gwiazdy sugerowało więc, że chodzi o dzieło o wielkich cyklach czasu, mierzonych niebem, a nie tylko o spis królów.
W tej właśnie kompilacji znajduje się fragment, który od dawna przyciąga uwagę historyków hermetyzmu. Mowa w nim o pochodzeniu wiedzy, na której autor rzekomo oparł swoją historię, oraz o samym Hermesie Trismegistosie jako jej pierwotnym źródle.
Stele w kraju Seriadzkim
Według przekazu Manethon czerpał informacje ze stel znajdujących się w ziemi zwanej Seriadzką. Stele te wypisał w świętym języku i w świętych literach Thot, pierwszy Hermes. Po potopie zostały one przełożone ze świętego języka na grecki, lecz wciąż w literach hieroglificznych, i spisane w księgach, które złożono w najskrytszych pomieszczeniach egipskich świątyń. Dokonał tego Agathodajmon, syn drugiego Hermesa i ojciec Tata. Grecka konstrukcja zdania jest na tyle zwięzła, że genealogia bywa czytana różnie, a niektórzy streszczający przypisują ojcostwo Tata wprost drugiemu Hermesowi; dosłowny tekst wskazuje raczej na Agathodajmona jako ogniwo pośrednie. Niezależnie od tej wątpliwości schemat jest jasny: wiedza pochodzi od pierwotnego boga pisma, przetrwała zagładę w kamieniu, a następnie została przeniesiona do ksiąg przez jego potomków.
Do tego opisu dołączono list Manethona do Ptolemeusza Filadelfosa. Kapłan zapewnia w nim władcę, że przedstawi mu święte księgi spisane przez praojca Hermesa Trismegistosa, i podkreśla, że czyni to na jego życzenie, ponieważ król pragnie poznać przyszłe losy świata. Już samo to sformułowanie zdradza późne pochodzenie tekstu. Historyczny Manethon pisał historię dynastii, a nie dzieło o przyszłości kosmosu, a tytuł Trismegistos w odniesieniu do Hermesa jako autora ksiąg należy do epoki, w której literatura hermetyczna była już dobrze znana.
Nazwa Seriadzkiej ziemi pozostaje zagadką. Nie da się jej z pewnością zlokalizować i być może nie odpowiadała żadnemu rzeczywistemu miejscu. Badacze zwracają uwagę na podobieństwo do opowieści, którą przekazał Józef Flawiusz w Dawnych dziejach Izraela. Według niej potomkowie Seta, wiedząc z przepowiedni Adama, że świat zostanie zniszczony raz przez ogień, a raz przez wodę, wznieśli dwie kolumny, ceglaną i kamienną, i wypisali na nich swoje odkrycia dotyczące ciał niebieskich. Kamienna kolumna miała przetrwać jeszcze w czasach Józefa w ziemi Siriadzkiej. Zbieżność nazwy i motywu trudno uznać za przypadkową, choć kierunek zależności nie jest pewny.
Pismo, które przetrwało potop
Opowieść o stelach Thota należy do szerszej rodziny mitów o wiedzy ocalonej przed katastrofą. Najsłynniejszy grecki przykład znajduje się w Timajosie Platona, gdzie egipski kapłan z Sais tłumaczy Solonowi, że Grecy są jak dzieci, ponieważ ich pamięć jest raz po raz niszczona przez potopy i pożary. Egipt, chroniony przez Nil i umiarkowany klimat, przechowuje w świątyniach zapisy sięgające tysięcy lat. U Platona Egipt jest zatem archiwum ludzkości, a jego kapłani – strażnikami pamięci, która gdzie indziej przepadła.
Pseudo-Manethon idzie dalej. Nie wystarcza mu, że egipskie świątynie przechowały stare zapiski. Twierdzi, że sama wiedza poprzedza potop i została celowo zabezpieczona na kamieniu, by przetrwała zniszczenie. Pismo staje się tu narzędziem ciągłości między dwiema epokami ludzkości: przedpotopową, w której działał pierwszy Hermes, i popotopową, w której jego dziedzictwo wymaga przekładu. Motyw przekładu jest kluczowy. Wiedza nie trwa sama z siebie, lecz musi zostać odczytana i przeniesiona do nowego języka przez kogoś, kto zna jej pierwotny kod. Agathodajmon i Tat stają się kapłanami-tłumaczami, a księgi w świątynnych sanktuariach – ostatecznym miejscem przechowania.
Istotny jest też paradoks, który zawiera się w zdaniu o przekładzie na grecki w literach hieroglificznych. Nie wiadomo, co dokładnie autor miał na myśli: może chodziło o tekst w greckim języku, lecz zapisany świętym pismem, a może o połączenie obu systemów. Ta niejasność sama w sobie jest znamienna. Mit chce jednocześnie podkreślić ciągłość z dawną, sakralną formą zapisu i dostępność tej wiedzy dla greckojęzycznego czytelnika. Pragnie, by wiedza była zarazem stara i zrozumiała, tajemna i przekazywalna.
Wybór kamienia jako nośnika również nie jest obojętny. W egipskiej kulturze inskrypcja na steli czy ścianie świątyni miała szczególny status: nie była notatką, lecz trwałym ustanowieniem, aktem, który utrwalał porządek świata wobec czasu. Hieroglify uchodziły za medu netjer, „słowa boga”, a ich zapis w kamieniu przedłużał istnienie tego, co zostało nazwane. Grecy, którzy od Herodota przyglądali się egipskim inskrypcjom z podziwem i niezrozumieniem, chętnie widzieli w nich zapis tajemnej wiedzy. Mit stel Thota łączy oba te spojrzenia. Kamień chroni tekst przed wodą, a święte litery chronią go przed niepowołanymi; potrzebny jest dopiero kapłan, który potrafi przejść od jednego do drugiego, od trwałości do zrozumienia.
Hermes pierwszy i drugi
Rozróżnienie dwóch Hermesów zasługuje na osobną uwagę, nawet jeśli nie należy go wiązać z późniejszymi, rozbudowanymi genealogiami. W Księdze Sotis mamy do czynienia z prostym schematem: pierwszy Hermes, utożsamiony z Thotem, jest autorem pierwotnego zapisu; drugi Hermes należy do pokolenia, które żyło po potopie i którego syn dokonał przekładu. Imię zostaje w ten sposób rozdzielone na dwie postacie, co pozwala pogodzić boski autorytet pierwszego objawiciela z ludzką pracą tłumaczenia i przekazu.
Podobne rozróżnienie znajduje oparcie w samych tekstach hermetycznych. W łacińskim Asklepiusie Hermes wspomina swojego dziadka, również Hermesa, którego imię nosi i którego świątynia znajduje się w jego rodzinnym mieście. Tat występuje w Corpus Hermeticum jako syn i uczeń Hermesa, a Agathodajmon pojawia się jako dawny nauczyciel, którego słowa Hermes przytacza. Pseudo-Manethon nie tworzy więc genealogii z niczego, lecz porządkuje imiona krążące już w środowisku hermetycznym i wplata je w opowieść o przekazie po katastrofie. Wynika z tego, że autor znał literaturę hermetyczną i odwoływał się do niej jako do znanej czytelnikom tradycji.
W jednym z fragmentów zachowanych przez Stobajosa, w traktacie zwanym Kore Kosmou, Izyda opowiada swojemu synowi Horusowi, że Hermes, zanim wstąpił do nieba, ukrył swoje święte księgi w pobliżu tajemnic Ozyrysa, aby szukali ich tylko godni. Motyw ukrycia wiedzy i oczekiwania na tych, którzy ją odnajdą, łączy oba teksty, choć w Kore Kosmou nie ma mowy o potopie. Wspólna jest jednak intuicja, że mądrość Hermesa nie jest dostępna wprost, lecz wymaga odnalezienia, odczytania i przekładu.
Mit źródła jako legitymizacja
Trzeba zapytać, jaką funkcję pełniła ta opowieść. Najbardziej oczywista odpowiedź dotyczy autorytetu. Autor Księgi Sotis przedstawia swoje dzieło jako wynik lektury najstarszych możliwych źródeł, starszych niż potop i pochodzących od samego boga pisma. W świecie, w którym wiek tekstu decydował o jego wartości, takie twierdzenie miało ogromną siłę. Stawiało egipską tradycję ponad grecką historiografią, a nawet ponad biblijną chronologią, która dla czytelników chrześcijańskich była podstawą rachuby czasu.
Ten ostatni punkt tłumaczy zainteresowanie Synkellosa. Bizantyjski kronikarz musiał zmierzyć się z egipskimi listami królów, które sięgały dziesiątki tysięcy lat wstecz i kolidowały z biblijną datą stworzenia. Przytaczając Księgę Sotis, zestawiał ją z innymi wersjami, krytykował i próbował dopasować do własnego systemu. Paradoksalnie to jego krytyczna praca zachowała tekst, który bez niej uległby zapomnieniu.
Dla historii hermetyzmu fragment ma znaczenie podwójne. Po pierwsze, pokazuje, że w późnej starożytności istniało przekonanie o istnieniu ksiąg Hermesa przechowywanych w świątyniach, o czym świadczy również Klemens Aleksandryjski, opisując czterdzieści dwie księgi Hermesa niesione w procesji przez egipskich kapłanów. Po drugie, wprowadza do tradycji motyw pisma ocalałego z kataklizmu, który w późniejszych epokach zostanie rozwinięty w różnych kierunkach. Tekst Pseudo-Manethona nie jest więc ani rzetelnym świadectwem o Egipcie, ani hermetycznym traktatem, lecz uczoną legendą, w której wyraża się charakterystyczna dla hermetyzmu wiara: prawda jest bardzo stara, została kiedyś zapisana i może zostać odnaleziona przez tych, którzy umieją czytać.
Wiara ta, choć nie ma oparcia w historii, ma swój duchowy sens. Mówi, że mądrość nie jest wynalazkiem ostatnich pokoleń, lecz dziedzictwem, które przechodzi przez katastrofy dziejów, ponieważ ktoś zadbał o jej zapis i o jej przekład. W tym sensie stele Thota są obrazem samej tradycji: kamieniem, który przetrwał wodę, i księgą, która czeka w ciemności świątyni na czytelnika.
