Traktat XIV Corpus Hermeticum – list o Stwórcy i stworzeniu
Czternasty traktat Corpus Hermeticum, list Hermesa do Asklepiosa, streszcza naukę o nierozerwalnej więzi Stwórcy i stworzenia: nic nie powstaje bez sprawcy, a Bóg nie przestaje działać; obrazem tej prawdy jest rolnik siejący ziarno, a jej obroną argument przeciw odbieraniu Bogu dzieła.

List zamiast dialogu
Większość traktatów Corpus Hermeticum ma formę rozmowy: nauczyciel mówi, uczeń pyta, czasem milknie w zachwycie. Czternasty jest wyjątkiem, bo został pomyślany jako list. Hermes zwraca się do Asklepiosa z pozdrowieniem, które w greckim brzmi eu phronein – „bądź dobrej myśli”, dosłownie „myśl dobrze” – i od razu tłumaczy okoliczności. Jego syn Tat chciał poznać naukę o naturze wszechrzeczy i nie godził się na zwłokę, a ponieważ jest młody i dopiero wkracza w gnozę, Hermes musiał rozwijać przed nim wiele szczegółów. Dla Asklepiosa, który ma już większą wiedzę, wybiera natomiast najważniejsze punkty i przekazuje je w skrócie, w sposób bardziej tajemny, jak mówi tekst.
Ta rama literacka jest ciekawa sama w sobie. Zakłada istnienie obszerniejszego cyklu nauk, w którym Tat był słuchaczem, oraz przekonanie, że ta sama prawda może być wyłożona na różnych poziomach: szeroko dla początkującego, zwięźle dla zaawansowanego. Hermetyka odwołuje się kilka razy do zaginionych „mów ogólnych” i „mów szczegółowych”, a czternasty traktat bywa czytany jako ich echo. Nie musi to oznaczać, że istniał konkretny, spisany zbiór; równie dobrze może chodzić o literacką fikcję szkoły, która nadaje pojedynczym pismom pozór większej całości. Pewne jest tylko, że autor listu chce przedstawić naukę skondensowaną, nadającą się do zapamiętania.
Adresat listu nie jest przypadkowy. Asklepios występuje w hermetyce jako uczeń najbardziej zaawansowany, rozmówca w wielkim dialogu znanym po łacinie jako Asclepius, a w innych pismach jako ten, który sam przekazuje naukę dalej. Pisząc do niego, Hermes nie musi tłumaczyć podstaw, może odwołać się do wspólnego słownika i wskazać jedynie to, co najważniejsze. Takie ustawienie postaci odpowiada hierarchii, którą znano z ówczesnych szkół filozoficznych: mistrz, starszy uczeń, młodszy uczeń, każdy z innym dostępem do nauki.
Forma epistolarna wpływa też na ton. Brak tu ekstatycznych uniesień i scen wizyjnych znanych z Poimandresa czy traktatu trzynastego. Hermes pisze jak nauczyciel do kolegi: rzeczowo, z serią krótkich argumentów, z jednym obrazem, który ma unieść całość, i z ostrzeżeniem przed błędnym rozumowaniem. List jest więc małym kompendium, nie mistagogią.
To, co powstaje, i ten, kto czyni
Rdzeniem listu jest para pojęć, które autor wprowadza z prostotą definicji. Istnieją dwie rzeczy: to, co staje się, i to, co czyni. Wszystko, co powstało, powstało przez coś innego, bo nie mogłoby zrodzić samego siebie; skoro tak, musi istnieć sprawca, który sam nie powstał i jest starszy od wszystkiego, co powstaje. Ten, kto czyni, jest jeden, bo gdyby było ich wielu, nie byłoby pierwszego. Stworzeń jest wiele, stwórca jest jeden.
Najbardziej charakterystyczne jest jednak twierdzenie, że te dwie rzeczy są nierozłączne. Nie da się pomyśleć jednej bez drugiej: stwórca bez stworzenia przestałby być stwórcą, stworzenie bez stwórcy nie mogłoby trwać. Hermes mówi, że są one jednym w zjednoczeniu, choć jedno poprzedza, a drugie następuje. Poprzedza Bóg, który czyni, następuje to, co uczynione. Pierwszeństwo nie oznacza tu odstępu w czasie, lecz porządek zależności.
Z tej zasady wynika teza, która nadaje listowi jego wyrazisty charakter: Bóg nie przestaje tworzyć. Tworzenie nie jest zdarzeniem z przeszłości, które zostawiło po sobie gotowy świat, lecz trwałą czynnością, w której świat jest nieustannie podtrzymywany. Autor ujmuje to w formule, która brzmi niemal paradoksalnie: Bóg nie jest niczym innym niż samym czynieniem. To, co dla nas jest jednym z działań, w nim jest istotą. Gdyby przestał czynić, przestałby być tym, czym jest.
Ta myśl łączy hermetykę z szerszą tradycją filozoficzną. Arystotelesowski Bóg był czystym aktem, lecz nie zajmował się światem; platoński Demiurg z Timajosa stworzył kosmos i powierzył dalsze dzieło młodszym bogom. Hermetysta wybiera drogę pośrednią: jego Bóg jest aktem, ale aktem, który jest właśnie tworzeniem, a więc nieustannym zwróceniem ku światu. Nie jest to panteizm, bo stwórca pozostaje odrębny od tego, co czyni, ale jest to bliskość, która wyklucza wszelki deizm.
Rolnik i ziarno
Aby uczynić tę naukę uchwytną, list sięga po obraz z codziennego życia. Popatrz na rolnika, mówi Hermes, który rzuca w ziemię nasienie: tu pszenicę, tam jęczmień, gdzie indziej inne ziarno. Popatrz, jak sadzi winorośl, jabłoń i inne drzewa. Tak samo Bóg sieje w niebie nieśmiertelność, na ziemi przemianę, a we wszechświecie życie i ruch. Obraz jest krótki, ale doskonale dobrany do tezy.
Rolnik nie jest bowiem rzemieślnikiem, który wykonuje przedmiot i odchodzi od niego. Jego praca jest współpracą z ziemią, rozłożoną na pory roku i wymagającą stałej obecności. Ziarno rzucone w glebę nie rośnie samo z siebie w tym sensie, że potrzebuje ziemi, wody, słońca i opieki; a jednak to rolnik decyduje, co i gdzie zostanie zasiane. W ten sposób obraz łączy dwa wątki listu: różnorodność stworzeń i jedność sprawcy. Ziarna są różne, siewca jeden.
Warto też zwrócić uwagę na podział zasiewu. Niebo otrzymuje nieśmiertelność, ziemia – przemianę. To rozróżnienie odpowiada kosmologii, w której sfery niebieskie są wieczne i niezmienne w swoim ruchu, a świat podksiężycowy jest dziedziną powstawania i ginięcia. Hermetysta nie traktuje jednak tej różnicy jako degradacji ziemi. Przemiana także jest zasiewem Boga, darem, a nie upadkiem; to Bóg sieje zmianę, tak jak rolnik sieje różne rośliny według pory i miejsca. W ten sposób zmienność świata zostaje włączona w boski plan, a nie przeciwstawiona mu.
Obraz rolnika ma długą historię w literaturze religijnej basenu Morza Śródziemnego. Ewangelie znają przypowieść o siewcy, platonicy porównywali przekazywanie wiedzy do siania ziaren w duszy, a stoicy mówili o logoi spermatikoi, rozumach nasiennych, z których rozwija się porządek świata. Hermetyk nie musiał czerpać z żadnego z tych źródeł bezpośrednio; obraz był po prostu oczywisty w społeczeństwie rolniczym, a nad Nilem, gdzie cały rok gospodarczy zależał od wylewu i siewu, miał szczególną siłę.
Przeciw odbieraniu Bogu dzieła
Druga połowa listu ma charakter polemiczny. Hermes przestrzega przed tymi, którzy z pobożnych pobudek chcieliby odsunąć Boga od tworzenia. Ich rozumowanie musiało brzmieć mniej więcej tak: Bóg jest najwyższy, wolny od doznań i niczego niepotrzebujący, więc nie przystoi mu zajmować się powstawaniem rzeczy, zwłaszcza rzeczy podlegających zmianie i zniszczeniu. Taki pogląd był w epoce szeroko rozpowszechniony – od niektórych platoników, którzy powierzali świat pośrednikom, po gnostyków przypisujących stworzenie niższemu Demiurgowi.
Hermes odwraca to rozumowanie. Odbierać Bogu dzieło to w istocie obrażać go, bo jeśli Bóg nie tworzy, to albo z pychy, albo z niemocy, a obie te rzeczy są z boskością sprzeczne. Pycha oznaczałaby, że uważa dzieło za niegodne siebie; niemoc – że nie jest w stanie go dokonać. Pobożność, która chce oszczędzić Bogu kontaktu ze światem, okazuje się więc ukrytą bezbożnością. Prawdziwą czcią jest uznanie, że Bóg czyni wszystko i że nie wstydzi się swego dzieła.
Pozostaje jednak trudność, której list nie omija: skąd w świecie zło, jeśli wszystko czyni dobry Bóg? Odpowiedź jest zwięzła i obrazowa. Zło przyrasta do rzeczy powstających jak rdza do brązu i brud do ciała. Rzemieślnik nie wytworzył rdzy, rodzice nie stworzyli brudu na ciele dziecka; to, co przylgnęło z zewnątrz, nie obciąża tego, kto uczynił rzecz. Bóg nie jest więc autorem zła, choć jest autorem wszystkiego, co powstaje. Co więcej, sama przemiana, którą Bóg sieje na ziemi, okazuje się środkiem oczyszczenia: zmiana usuwa to, co przylgnęło, tak jak przetopienie metalu usuwa nalot.
Ta teodycea jest prosta, ale nie naiwna. Nie neguje realności zła, lecz pozbawia je statusu dzieła; zło jest dodatkiem, osadem, czymś przypadłościowym, a nie częścią boskiego planu. Zarazem nie potrzebuje żadnej mitologii upadku ani drugiej zasady. W tym sensie list pozostaje w zgodzie z ogólną tendencją hermetyki do zachowania jednego źródła wszystkiego. Można dostrzec w niej echo zasady sformułowanej już w Timajosie, że wszystko, co się staje, musi stawać się z jakiejś przyczyny; hermetysta dopisuje do niej wniosek, którego Platon tak wyraźnie nie wyciągnął, że przyczyna ta działa ciągle, a nie tylko na początku.
Mówić mniej, widzieć więcej
Zakończenie listu wraca do tonu osobistego. Hermes zachęca Asklepiosa, by uwolnił się od wielosłowia i od mnóstwa nazw, bo właśnie one zasłaniają prostą prawdę. Wystarczą dwie rzeczy: to, co staje się, i ten, kto czyni. Kto to zrozumie, nie potrzebuje rozbudowanych systemów ani hierarchii pośredników. Przy innych traktatach, pełnych zawiłych kosmologii, ta zachęta brzmi jak głos rozsądku wewnątrz szkoły skłonnej do mnożenia bytów.
W tej zachęcie kryje się również program duchowy. Skoro Bóg nie przestaje działać, to kontemplacja nie wymaga ucieczki ze świata, lecz patrzenia na świat jako na nieustanny akt tworzenia. Rolnik widziany przy pracy, roślina wyrastająca z ziarna, zmiana pór roku – wszystko to staje się okazją do rozpoznania obecności sprawcy. Hermetyczna pobożność, tak jak opisuje ją ten list, polega na tym, by w każdej powstającej rzeczy dostrzec rękę, która ją czyni, i nie odejmować jej Bogu z fałszywej skromności.
List nie ma ambicji traktatu systematycznego i właśnie dlatego dobrze nadaje się do lektury dla kogoś, kto chce uchwycić, co hermetyści uważali za najistotniejsze. W kilku stronach mieści się tu cała ontologia zależności, obraz, który można zabrać ze sobą, i krótka teodycea. Ficino, przekładając zbiór na łacinę, umieścił ten tekst na końcu swojego Pimandra, i rzeczywiście brzmi on jak streszczenie, które zamyka naukę nauczyciela słowami skierowanymi do ucznia na odległość, z pozdrowieniem, by myślał dobrze.
