Tablica Bembińska i renesansowy sen o Egipcie
Tablica Bembińska, rzymski brąz inkrustowany srebrem, który od XVI wieku czytano jako klucz do mądrości kapłanów faraona, jest w istocie podwójnym snem o Egipcie: najpierw Rzymian, którzy go wykonali, potem humanistów i okultystów, którzy szukali w nim objawienia Hermesa.

Przedmiot, który sam już był imitacją
Tablica przechowywana dziś w Museo Egizio w Turynie ma postać prostokątnego blatu z brązu, nieco szerszego niż metr, pokrytego wtopionymi w metal figurami ze srebra i stopów o odmiennych barwach. Pole dzieli się na trzy poziome pasy wypełnione postaciami bóstw, kapłanów i świętych zwierząt; środek zajmuje postać na tronie pod baldachimem, zwykle identyfikowana z Izydą, od której pochodzi łacińska nazwa Mensa Isiaca. Wokół biegnie obramienie z kolejnymi postaciami i rzędami znaków przypominających hieroglify.
Współczesne badania są zgodne co do zasadniczej kwestii: nie jest to dzieło egipskie, lecz rzymskie, wykonane prawdopodobnie w I wieku po Chrystusie dla któregoś z rzymskich sanktuariów Izydy. Postaci są skomponowane według egipskich wzorów, ale zestawione bez reguł, które obowiązywały w prawdziwej ikonografii świątynnej, a znaki obok nich nie tworzą zdań. Twórca znał wygląd hieroglifów i pewien zasób kultowych scen, ale nie znał języka. Dokładniejsza data i miejsce przeznaczenia pozostają hipotezą; łączy się tablicę z kultem izyjackim, który w Rzymie przeżywał rozkwit od czasów późnej republiki, lecz nie ma dowodu, z której świątyni pochodzi.
To spostrzeżenie zmienia sposób patrzenia na całą późniejszą historię przedmiotu. Kiedy renesansowi antykwariusze widzieli w tablicy tajemnicę Egiptu, nie mylili się w tym, że stali wobec obrazu egipskiej religii. Mylili się co do tego, czyj to był obraz. Tablica przedstawia Egipt widziany z Rzymu, Egipt cudzoziemskich misteriów, egzotycznej świętości i pisma, które samo w sobie wyglądało na sekret. Renesansowe odczytanie było więc snem o śnie: humaniści dopisywali własne znaczenia do kompozycji, która już w chwili powstania była fantazją o kulturze obcej.
Od warsztatu ślusarza do kolekcji Bemba
Pochodzenie tablicy w czasach nowożytnych zna się z przekazów, które mają w sobie coś z anegdoty. Według najczęściej powtarzanej wersji brąz wypłynął w Rzymie po złupieniu miasta przez wojska cesarskie w 1527 roku i trafił w ręce rzemieślnika, od którego odkupił go Pietro Bembo, wenecki humanista, poeta i późniejszy kardynał. Szczegóły tej opowieści, w tym rzekomy ślusarz i cena, nie są potwierdzone współczesnymi dokumentami, natomiast obecność tablicy w kolekcji Bemba w Padwie jest pewna i to od niego wzięła się nazwa, pod którą znała ją Europa.
Po śmierci Bemba w 1547 roku tablica przeszła do zbiorów Gonzagów w Mantui, jednej z najświetniejszych kolekcji antyków na Półwyspie Apenińskim. Losy mantuańskich zbiorów po zdobyciu miasta w 1630 roku były burzliwe i dokładna droga, którą brąz dotarł do Turynu, gdzie znajdował się w kolekcji książąt sabaudzkich, nie jest w pełni udokumentowana. Wiadomo natomiast, że w epoce napoleońskiej zabytek wywieziono do Paryża i po upadku cesarstwa zwrócono do Turynu, gdzie stał się jednym z pierwszych obiektów kolekcji, z której wyrosło tamtejsze muzeum egipskie.
Historia własności ma tu znaczenie interpretacyjne. Bembo, Gonzagowie i Sabaudczycy nie byli kolekcjonerami okultystycznymi, lecz arystokratycznymi miłośnikami antyku. W ich zbiorach tablica funkcjonowała jako rzadkość, przedmiot prestiżu i zagadka dla uczonych gości. Jej sława rozeszła się jednak nie dzięki temu, że wiele osób ją oglądało, lecz dzięki rycinie, która uczyniła ją dostępną dla każdego, kto miał dostęp do biblioteki.
Tablica nie była też jedynym egipskim przedmiotem, który przyciągał wówczas uwagę. Rzym renesansu żył wśród egipskich zabytków przywiezionych w starożytności: obelisków, sfinksów, posągów Izydy i Serapisa, które wydobywano przy budowach i ustawiano na nowo. Pinturicchio w Apartamentach Borgiów wplótł mit Izydy i Ozyrysa w genealogię papieskiego rodu, a pod koniec XVI wieku Sykstus V kazał wznieść kilka obelisków na placach miasta, zwieńczonych krzyżem. Egipt był w tej kulturze obecny jako język znaków, który można przyswoić i schrystianizować. Na tym tle tablica wyróżniała się jednym: zamiast pojedynczej figury czy kolumny ze znakami oferowała całą, uporządkowaną kompozycję, którą łatwo było wziąć za mapę egipskiego panteonu i zarazem za tekst.
Rycina Vica i komentarz Pignorii
W 1559 roku Enea Vico, rytownik z Parmy, wydał w Wenecji dużą rycinę odtwarzającą tablicę w całości. Odtąd wszyscy, którzy pisali o Mensa Isiaca, mogli pracować na obrazie, a nie na relacji z drugiej ręki. Rycina, jak każda reprodukcja, interpretowała – wyostrzała kontury, ujednolicała szczegóły, nadawała figurom bardziej klasyczną fizjonomię – ale przez ponad dwa stulecia była podstawową formą obecności tablicy w uczonym obiegu.
Pierwszym, który poświęcił tablicy osobny komentarz, był padewski antykwariusz Lorenzo Pignoria. Jego Vetustissimae tabulae aeneae sacris Aegyptiorum simulachris coelatae accurata explicatio ukazała się w Wenecji w 1605 roku, a później w rozszerzonych wydaniach pod tytułem Mensa Isiaca. Wbrew temu, czego można by oczekiwać po epoce, podejście Pignorii było zaskakująco powściągliwe. Traktował tablicę jako przedstawienie egipskich bóstw i obrzędów i objaśniał je przez zestawienie z innymi znanymi zabytkami oraz ze świadectwami autorów greckich i łacińskich, a nie przez spekulację o ukrytym systemie. Dla historyka badań nad starożytnym Egiptem jest to jeden z pierwszych przykładów porównawczej archeologii religii, uprawianej na długo przed odczytaniem pisma.
Komentarz Pignorii miał też wymiar, który łatwo przeoczyć. Padewski uczony zebrał wokół tablicy materiał porównawczy z różnych kolekcji, monety, gemmy i posążki, i w ten sposób pokazał, że Mensa Isiaca nie jest unikatowym kluczem, lecz jednym z wielu świadectw kultu izyjackiego w świecie rzymskim. Takie umiejscowienie przedmiotu w szeregu podobnych odbierało mu aurę wyjątkowości, na której opierały się spekulacje. Późniejsi autorzy chętnie korzystali z erudycji Pignorii, ale rzadko przejmowali jego ostrożność.
Ta powściągliwość nie zwyciężyła. Renesansowe przekonanie, że hieroglify są symbolicznym językiem idei, przekazanym przez Horapollona i rozbudowanym w encyklopedii Pierio Valeriana, przygotowało grunt dla lektury zupełnie innej. Skoro Egipcjanie zapisywali w obrazach nie słowa, lecz pojęcia, to tablica z tyloma obrazami musiała być traktatem. Wystarczyło znaleźć do niego klucz.
Kircher i tablica jako system teologii
Klucz zaproponował w połowie XVII wieku Athanasius Kircher, który w trzecim tomie Oedipus Aegyptiacus (1652–1654) poświęcił tablicy obszerny wykład. Jego encyklopedyczne przedsięwzięcie omawia w tej bibliotece osobny esej, tutaj wystarczy uchwycić, co zrobił z samym przedmiotem. Kircher odczytał tablicę jako obraz całej egipskiej teologii: hierarchię bytów emanujących od najwyższego bóstwa, sfery świata ideowego, niebieskiego i żywiołowego, porządek geniuszy i opiekunów. Każda postać otrzymała w jego interpretacji miejsce w tym systemie, a sam układ trzech pasów stał się mapą kosmosu.
Lektura Kirchera nie była przypadkowa. Wyrastała z przekonania, że Egipt Hermesa Trismegistosa był źródłem prisca theologia, a jego mądrość przetrwała w symbolach, które chrześcijański uczony może rozszyfrować dzięki znajomości neoplatonizmu, kabały i pism hermetycznych. Tablica Bembińska dawała temu przekonaniu materialny dowód. W tym sensie była dla Kirchera tym, czym dla Ficina był rękopis Pimandra: świadectwem, że pradawna teologia istniała i da się ją odzyskać. Paradoks polega na tym, że uczony, który najwięcej zrobił dla europejskiej fascynacji Egiptem, oparł swoją wizję na przedmiocie wykonanym w Rzymie przez artystę nieznającego egipskiego pisma.
Krytyka tego typu lektur narastała stopniowo. Bernard de Montfaucon w L'antiquité expliquée (1719) reprodukował tablicę w porządku zabytków, a nie objawień. Rozstrzygnięcie przyniosło dopiero odczytanie hieroglifów przez Champolliona w latach dwudziestych XIX wieku, po którym nie mogło być już wątpliwości, że znaki na obrzeżach tablicy nie tworzą żadnego tekstu. Dla egiptologii tablica stała się odtąd ciekawostką z dziejów rzymskiego egiptomaństwa. Zachowała jednak wartość jako dokument tego, jak Rzymianie wyobrażali sobie obrzędy Izydy, i jako jeden z nielicznych tak dużych przedmiotów kultu izyjackiego, które przetrwały w całości.
Druga kariera w okultyzmie
Dla tradycji ezoterycznej rozstrzygnięcie filologów niczego nie zakończyło. W XIX wieku tablica zyskała nowe życie w środowiskach okultystycznych, które łączyły egipską mądrość z tarotem i kabałą. Éliphas Lévi przywoływał ją jako zabytek hieroglificznej wiedzy pokrewnej kartom, a William Wynn Westcott, jeden z założycieli Zakonu Złotego Brzasku, wydał w 1887 roku broszurę The Isiac Tablet, opartą w dużej mierze na komentarzach Pignorii i Kirchera, w której łączył jej postaci z systemem znaków zodiaku, planet i liter hebrajskich. W XX wieku Manly P. Hall rozpowszechnił podobne odczytania w The Secret Teachings of All Ages (1928), a reprodukcje ryciny Vica stały się stałym elementem popularnej literatury ezoterycznej.
Ta okultystyczna kariera dobrze pokazuje, jak działa wyobraźnia hermetyczna wobec przedmiotów. Nie potrzebuje ona autentyczności w sensie archeologicznym, potrzebuje obrazu, który zachowuje formę tajemnicy. Tablica Bembińska spełniała ten warunek idealnie: była stara, pochodziła z kręgu kultu misteryjnego, pokrywały ją znaki, których nikt nie umiał przeczytać, i miała za sobą trzy stulecia uczonych komentarzy. Kiedy filologowie stwierdzili, że znaki są pozbawione treści, okultyści mogli odpowiedzieć, że treść nie leży w znakach, lecz w układzie.
Warto przy tym zauważyć, że okultystyczne komentarze XIX wieku rzadko sięgały do samego przedmiotu. Westcott i jego następcy pracowali na rycinach i na tekstach poprzedników, tak że ich interpretacje są w gruncie rzeczy komentarzami do Kirchera, a nie do rzymskiego brązu. Łańcuch reprodukcji i objaśnień oddalił czytelników od turyńskiego zabytku jeszcze bardziej niż renesansowa rycina.
Historyk idei nie musi rozstrzygać tego sporu na rzecz którejkolwiek ze stron, ale może wskazać, co rzeczywiście zawiera się w tablicy. Zawiera ona świadectwo, że Rzymianie I wieku pragnęli Egiptu jako miejsca świętej tajemnicy, i świadectwo, że to samo pragnienie odżyło w Padwie, Mantui i Rzymie epoki renesansu, a potem w Paryżu i Londynie XIX wieku. Nie przechowuje mądrości kapłanów faraona. Przechowuje coś, co dla dziejów zachodniego hermetyzmu jest może ważniejsze: ciągłość tęsknoty, która wciąż na nowo wymyślała Egipt, by mieć skąd wywodzić Hermesa.
