Pieczęć Ordo Theia Philosophia
Teozofia i antropozofia

Steiner jako wydawca przyrodniczych pism Goethego

Wieloletnia praca młodego Rudolfa Steinera nad przyrodniczymi pismami Goethego, najpierw w wydaniu Kürschnera, potem w weimarskim Archiwum Goethego i Schillera, nie była epizodem filologicznym, lecz warsztatem, w którym powstała goetheanistyczna teoria poznania, będąca później filozoficznym fundamentem antropozofii.

Historyczny emblemat Towarzystwa Teozoficznego
Historyczny emblemat Towarzystwa Teozoficznego

Student z Wiednia i polecenie Schröera

Gdy w 1879 roku osiemnastoletni Rudolf Steiner rozpoczynał studia w wiedeńskiej Wyższej Szkole Technicznej, jego przyszłość rysowała się raczej w laboratorium lub w szkolnej klasie niż w archiwum literackim. Uczęszczał na matematykę, fizykę, chemię i biologię, a obok tego słuchał wykładów z literatury niemieckiej u Karla Juliusa Schröera. Ten urodzony w Bratysławie germanista, badacz dialektów i znawca dramatu, należał do pokolenia, dla którego Goethe był nie tyle klasykiem do studiowania, ile mistrzem życia. Schröer wydawał dramaty Goethego, pisał o niemieckiej poezji i rozbudzał w słuchaczach przekonanie, że w dziele weimarskiego poety kryje się całość światopoglądu, a nie tylko suma arcydzieł.

To właśnie Schröer polecił swego studenta Josephowi Kürschnerowi, wydawcy monumentalnej serii Deutsche National-Litteratur. Kürschner potrzebował opracowania tej części spuścizny Goethego, którą filologowie traktowali z zakłopotaniem: pism o morfologii roślin i zwierząt, o geologii, meteorologii i przede wszystkim o barwach. Zadanie powierzono dwudziestodwulatkowi, który nie miał jeszcze dyplomu, ale łączył dwie rzadko spotykane kompetencje – przyrodnicze wykształcenie techniczne i filozoficzną potrzebę uzasadnienia poznania. Pierwszy tom przyrodniczych pism ukazał się z jego wstępem w 1883 roku, z datą wydania 1884, a kolejne wychodziły do 1897 roku.

Wstępy Steinera do tych tomów, zebrane później osobno jako Einleitungen zu Goethes Naturwissenschaftlichen Schriften, czytają się dziś jak dziennik intelektualnego dojrzewania. Nie są komentarzem rzeczowym do poszczególnych odkryć ani historią sporów botaników. Ich autor stawia od początku pytanie bardziej podstawowe: jakim sposobem poznania posługiwał się Goethe, skoro dochodził do wyników, których ówczesna nauka nie umiała ani przyjąć, ani odrzucić.

Metamorfoza roślin jako problem poznawczy

Punktem wyjścia była rozprawa Versuch die Metamorphose der Pflanzen zu erklären z 1790 roku. Goethe twierdził w niej, że wszystkie boczne organy rośliny – liście łodygowe, działki kielicha, płatki korony, pręciki i słupek – są przekształceniami jednego organu podstawowego, który dla wygody nazywał liściem. Roślina rozwija się rytmem rozszerzania i kurczenia: od liścieni przez coraz bardziej zróżnicowane liście, przez skupienie w kielichu, rozkwit korony, ponowne ściągnięcie w organach rozrodczych aż po owoc i nasienie. Podczas podróży włoskiej, w ogrodzie botanicznym w Palermo w 1787 roku, poeta szukał „praroślinny”, Urpflanze, i przez pewien czas wierzył, że mogłaby ona istnieć jako konkretny okaz.

Dla Steinera najważniejsze było to, co wydarzyło się później. W tekście Glückliches Ereignis Goethe opisał rozmowę z Schillerem w Jenie latem 1794 roku. Gdy z zapałem przedstawiał mu metamorfozę i kreślił przed nim symboliczną roślinę, Schiller pokręcił głową i odparł, że to nie jest doświadczenie, lecz idea. Goethe odpowiedział, że cieszy się, iż ma idee, nie wiedząc o tym, i że nawet widzi je oczyma. W tej wymianie zdań Steiner rozpoznał oś całego problemu: Schiller, wykształcony na Kancie, oddzielał ideę od postrzeżenia, Goethe natomiast doświadczał ich jedności.

Młody wydawca nie chciał rozstrzygać sporu przez przyznanie racji poecie z sentymentu. Postawił tezę, że Goethe miał rację, ale nie potrafił jej filozoficznie uzasadnić, bo nie interesowała go teoria poznania jako osobna dziedzina. Praroślina nie jest więc ani rośliną fizyczną, ani abstrakcyjnym pojęciem gatunku, lecz ideą zdolną przybierać nieskończenie wiele postaci, uchwytną dla myślenia, które samo staje się ruchliwe jak obiekt. Goethe nazywał taką władzę anschauende Urteilskraft, oglądającą władzą sądzenia, odwołując się z przekorą do Kanta, który uważał ją za niedostępną człowiekowi. Steiner od pierwszych wstępów bronił twierdzenia, że jest ona dostępna i że stanowi właściwe narzędzie nauki o organizmach.

Z tej perspektywy przyrodnicze pisma Goethego przestawały być ciekawostką z dorobku wielkiego poety. Stawały się świadectwem innej metody, w której zjawisko obserwuje się tak długo i tak wielostronnie, aż samo wypowie swoje prawo. Steiner podkreślał, że metamorfoza nie jest hipotezą wyjaśniającą zjawiska za pomocą ukrytego mechanizmu, lecz ujęciem związku między samymi zjawiskami. Podobnie czytał nauki o kościach – odkrycie kości międzyszczękowej u człowieka w 1784 roku – oraz teorię kręgową czaszki. Wszędzie szukał tego samego gestu poznawczego: przejścia od rzeczy pojedynczej do typu, który żyje w szeregu przekształceń.

Zarys teorii poznania z 1886 roku

Owocem tych rozważań była niewielka książka Grundlinien einer Erkenntnistheorie der Goetheschen Weltanschauung mit besonderer Rücksicht auf Schiller, wydana w 1886 roku jako uzupełnienie wstępów do edycji Kürschnera. Steiner pisał w niej, że chce zbudować teorię poznania, której Goethe nie napisał, a którą jego światopogląd domyślnie zakłada. Już podtytuł wskazywał na szczególne miejsce Schillera: to on sformułował sprzeciw, na który należało odpowiedzieć.

Rdzeniem Grundlinien jest rozróżnienie doświadczenia i myślenia. Doświadczenie, mówi Steiner, to to, co jest nam dane bez naszego udziału: chaotyczny zbiór postrzeżeń, jeszcze nieuporządkowany. Myślenie natomiast jest jedynym obszarem, w którym jesteśmy jednocześnie twórcami i świadkami; wiemy, jak powstają nasze pojęcia, bo sami je wytwarzamy. Poznanie polega na połączeniu tych dwóch stron, a idea nie jest kopią rzeczy ani subiektywną dodatkową konstrukcją, lecz brakującą połową rzeczywistości. Przyroda dana zmysłom jest niepełna; dopełnia się dopiero w myśli, która nie przychodzi do niej z zewnątrz, ale wydobywa jej własną treść.

Takie stanowisko stawiało Steinera w opozycji do panującego wówczas neokantyzmu. Gdy filozofowie uniwersyteccy przyjmowali, że rzecz sama w sobie pozostaje niedostępna, a świat poznany jest wytworem form naszej świadomości, autor Grundlinien twierdził, że nie istnieje żadna nieprzekraczalna granica poznania. Granicę tę wyznacza tylko stopień rozwoju myślenia. To zdanie, napisane w języku akademickiej epistemologii, zawiera w zarodku późniejszy program antropozofii: jeśli myślenie można rozwijać, to obszar poznawalnej rzeczywistości nie jest z góry zamknięty.

Kolejnym krokiem była praca doktorska obroniona w 1891 roku w Rostocku, opublikowana rok później jako Wahrheit und Wissenschaft, a potem Die Philosophie der Freiheit z 1894 roku. Obie książki rozwijają te same myśli w sposób bardziej systematyczny i niezależny od Goethego, ale ich zalążek tkwi w pracy nad przyrodniczymi tomami. Sam Steiner w autobiografii Mein Lebensgang przedstawiał tę ciągłość jako oczywistą.

Lata weimarskie i wydanie Zofii

W 1890 roku Steiner przeniósł się do Weimaru, aby pracować w Archiwum Goethego i Schillera nad wielkim wydaniem krytycznym, zainicjowanym przez wielką księżnę Zofię z Saksonii-Weimaru i nazywanym potocznie wydaniem Zofii lub weimarskim. Powierzono mu część działu przyrodniczego, w tym tomy morfologiczne. Tutaj praca miała inny charakter niż u Kürschnera. Chodziło o dokładne odczytanie rękopisów, ustalenie wariantów, uporządkowanie notatek i szkiców, nieraz porzuconych przez Goethego w połowie zdania.

Archiwum było wówczas instytucją filologiczną par excellence, kierowaną w duchu pozytywistycznej rzetelności. Steiner, który przybył tam z gotową już interpretacją Goethego, odczuwał napięcie między wymogami edytorskimi a własnym zainteresowaniem ideą całości. W listach i w autobiografii wspominał weimarskie lata jako czas wewnętrznej samotności, mimo bogatego życia towarzyskiego i kontaktów z uczonymi, artystami i bywalcami salonów. Jednocześnie ów żmudny kontakt z rękopisami dawał mu wgląd w to, jak Goethe naprawdę pracował: jak wracał do tych samych problemów po latach, jak notował obserwacje roślin, kości i chmur, jak bronił swojej nauki o barwach przed fizyką Newtona.

Właśnie Farbenlehre była najbardziej spornym punktem spuścizny. Steiner, wykształcony w fizyce, nie twierdził, że Goethe obalił optykę Newtona w jej własnym obszarze. Bronił natomiast prawa do innego pytania: nie o mechanizm światła, lecz o barwę jako zjawisko przeżywane, powstające na granicy światła i ciemności, w mętnym ośrodku. W jego ujęciu nauka o barwach była przykładem fenomenologii zjawiska, które fizyka sprowadza do ilości. Spór ten miał później znaczenie dla antropozoficznych badań nad światłem i kolorem, ale już w latach dziewięćdziesiątych pokazuje, jak Steiner czytał Goethego: jako przedstawiciela pełniejszego empiryzmu, a nie jako romantycznego przeciwnika nauki.

Książka o światopoglądzie Goethego

Zwieńczeniem tego okresu była książka Goethes Weltanschauung, wydana w 1897 roku, w którym Steiner opuścił Weimar i wyjechał do Berlina. Nie jest to już wstęp do edycji, lecz samodzielna synteza. Autor przedstawia w niej Goethego jako myśliciela, którego stosunek do przyrody wynika z określonej postawy wobec świata: z zaufania do zjawisk, z niechęci do rozdzielania ducha i materii, z przekonania, że idea działa w rzeczach, a nie ponad nimi. Rozdziały o metamorfozie zjawisk świata, o osobowości Goethego na tle platonizmu i o naturze idei zbierają wątki obecne we wstępach, ale zarazem porządkują je w obraz spójnego światopoglądu.

W tej książce szczególnie wyraźnie widać dystans Steinera wobec Platona. Goethe, jak twierdzi, nie umieszczał idei w odrębnym świecie, lecz szukał ich w zjawiskach. Ideę rośliny poznaje się, patrząc na rośliny, a nie odwracając od nich wzrok. Ten immanentny idealizm stał się dla Steinera wzorem: duchowość nie miała być ucieczką od świata zmysłów, lecz jego dopełnieniem. Gdy po 1900 roku zaczął mówić o świecie duchowym w języku teozofii, często podkreślał, że opisuje rozszerzenie tej samej metody obserwacji, a nie zerwanie z nią.

Od goetheanizmu do nauki duchowej

Związek między pracą edytorską a późniejszą antropozofią nie polega na tym, że Steiner znalazł u Goethego ezoteryczną doktrynę. Polega na czymś bardziej strukturalnym: na przekonaniu, że myślenie jest organem postrzegania, który można kształcić. W przyrodniczych pismach Goethego Steiner odnalazł przykład człowieka, który ćwiczył się w patrzeniu na przemiany i doszedł do ujęcia, niedostępnego dla myślenia zastygłego w gotowych pojęciach. Uczynił z tego program poznawczy, a następnie przeniósł go na obszary, o których Goethe w ogóle nie mówił.

Świadczą o tym późniejsze nazwy i instytucje. Budowla w Dornach, centrum ruchu antropozoficznego, otrzymała imię Goetheanum. Antropozoficzne rolnictwo, medycyna i pedagogika odwoływały się do metamorfozy jako zasady rozumienia życia, a badacze z kręgu Steinera rozwijali morfologię roślin i naukę o barwach w duchu, który sam nazywał goetheanistycznym. Historyk idei może mieć wątpliwości, czy Goethe rozpoznałby się w tym dziedzictwie, i takie wątpliwości wypowiadało wielu germanistów. Nie zmienia to jednak faktu, że droga Steinera do nauki duchowej wiodła przez kilkanaście lat cierpliwej pracy nad tekstami o liściach, kościach i barwach, wykonywanej z rzetelnością edytora i z pytaniem filozofa o to, czym jest poznanie.