Pieczęć Ordo Theia Philosophia
Teozofia i antropozofia

Wanda Dynowska – Umadevi i Biblioteka Polsko-Indyjska

Wanda Dynowska, polska teozofka, która od 1935 roku żyła w Indiach jako Umadevi, zbudowała Bibliotekę Polsko-Indyjską – przedsięwzięcie przekładowe przenoszące klasykę indyjską do polszczyzny i polską literaturę do języków Indii – a w ostatniej dekadzie życia poświęciła się uchodźcom tybetańskim.

Helena Pietrowna Bławatska
Helena Pietrowna Bławatska

Teozofia jako szkoła pracy

Wanda Dynowska urodziła się w 1888 roku w Petersburgu, w rodzinie polskiej, i wychowała się na pograniczu dwóch kultur, w których duchowe poszukiwania przełomu wieków miały wyjątkowo silne natężenie. Studiowała, pisała wiersze, a w okresie dwudziestolecia międzywojennego stała się jedną z najbardziej aktywnych postaci polskiego środowiska teozoficznego. W tym środowisku występowała przede wszystkim jako wykładowczyni, tłumaczka i redaktorka; pisywała do pism ruchu, organizowała spotkania i przekładała teksty, które miały przybliżyć polskim czytelnikom duchowość Wschodu.

Dla Dynowskiej teozofia nie była przede wszystkim systemem kosmologii. Była szkołą, w której uczy się pracy dla innych i pokonywania granic między kulturami. Z tego powodu szczególnie bliskie były jej wątki, które w ruchu teozoficznym łączyły się z wychowaniem, sztuką i porozumieniem narodów. Gdy w latach dwudziestych w środowisku teozoficznym rosło znaczenie Jiddu Krishnamurtiego, Dynowska należała do tych, którzy z uwagą słuchali jego wypowiedzi i tłumaczyli je na polski. Krishnamurti, ze swoim radykalnym odrzuceniem autorytetów duchowych, nie stał się dla niej guru w tradycyjnym sensie. Pozostał raczej punktem odniesienia: przypomnieniem, że żadna organizacja nie może zastąpić osobistego poznania.

Te zainteresowania prowadziły w jednym kierunku: ku Indiom. W 1935 roku Dynowska wyjechała do Adyaru pod Madrasem, do światowej siedziby Towarzystwa Teozoficznego, by uczestniczyć w dorocznej konwencji. Wyjazd, planowany jako podróż, zamienił się w nowe życie. Do Polski nie wróciła już nigdy na stałe; w Indiach spędziła następne trzydzieści sześć lat.

Adyar połowy lat trzydziestych był miejscem szczególnym. Po śmierci Annie Besant w 1933 roku prezesurę Towarzystwa objął George Arundale, a jego żona, tancerka Rukmini Devi, rozpoczynała właśnie dzieło odnowy klasycznego tańca południowych Indii i w 1936 roku założyła szkołę sztuk Kalakshetra. Wokół siedziby Towarzystwa pracowały szkoły, biblioteka bogata w rękopisy sanskryckie i ośrodki zajmujące się wydawaniem tekstów indyjskich. Dla przybyszki z Europy była to okazja, by zobaczyć teozofię nie jako lekturę, lecz jako żywą wspólnotę, w której Indie nie są egzotycznym tłem, ale gospodarzem. Dynowska szybko jednak wyszła poza krąg Adyaru i zaczęła szukać kontaktu z Indiami spoza środowisk związanych z Europejczykami.

Umadevi w Indiach

W Indiach Dynowska przyjęła imię Umadevi, nawiązujące do Umy, jednego z imion bogini Parwati, małżonki Śiwy. Imię nie było przebraniem ani teatralnym gestem, lecz znakiem przynależności do kultury, w której zamierzała żyć. Poznawała języki, podróżowała po kraju, odwiedzała aśramy i ośrodki religijne, nawiązywała kontakty z ludźmi bardzo różnych środowisk – od teozofów Adyaru po działaczy ruchu narodowego. Była świadkiem ostatnich lat panowania brytyjskiego i sympatyzowała z dążeniami niepodległościowymi; środowisko gandyjskie było jej bliskie zarówno przez etykę niestosowania przemocy, jak i przez ideał prostego życia.

Kluczowa okazała się przyjaźń i współpraca z Maurycym Frydmanem, warszawskim inżynierem, który również trafił do Indii i przeszedł własną drogę duchową. Ich drogi różniły się w wielu punktach, lecz łączyło ich przekonanie, że między Polską a Indiami może powstać prawdziwy pomost, zbudowany nie z egzotycznych wyobrażeń, lecz z rzetelnie przełożonych tekstów. Frydman wnosił do tej współpracy praktyczny zmysł organizatora, znajomość ludzi i kontakty, które pozwalały znaleźć drukarnie i darczyńców; Dynowska – literacki słuch, pracowitość i wytrwałość w żmudnej pracy redakcyjnej. Wiele tomów powstało dzięki temu, że oboje gotowi byli przez lata pracować bez wynagrodzenia, traktując wydawnictwo jako formę służby, a nie przedsięwzięcie handlowe. Z tego przekonania wyrosła Biblioteka Polsko-Indyjska, której Dynowska była twórczynią, główną redaktorką i najważniejszą tłumaczką.

Biblioteka Polsko-Indyjska

Biblioteka Polsko-Indyjska powstała w latach czterdziestych i działała do końca życia Umadevi. Była to seria wydawnicza o dwóch kierunkach. Pierwszy prowadził z Indii do Polski: Dynowska tłumaczyła, często we współpracy, teksty religijne, filozoficzne i literackie, które miały pokazać polskiemu czytelnikowi duchową głębię kultury indyjskiej. Wśród nich znalazła się Bhagawadgita, którą przełożyła wierszem pod tytułem Bhagavad Gita, czyli Pieśń Pana, a także wybory z upaniszad, poezja religijna różnych regionów Indii i wypowiedzi współczesnych nauczycieli duchowych. Szczególne znaczenie miały antologie, w których Dynowska starała się zaprezentować wielość tradycji: od wedyjskich hymnów po poezję bhakti i tamilskich świętych.

Drugi kierunek prowadził z Polski do Indii. Biblioteka publikowała przekłady polskiej literatury na języki indyjskie oraz na angielski, który w Indiach był językiem kultury. Romantycy – Mickiewicz, Słowacki, Krasiński – zajmowali w tym programie miejsce szczególne, ponieważ w ich twórczości Dynowska widziała duchowe pokrewieństwo z myślą indyjską: przekonanie o misji narodu, o realności świata ducha, o mocy ofiary. Ukazywały się też książki przedstawiające historię i kulturę Polski, tłumaczone przy pomocy indyjskich współpracowników na języki takie jak hindi, tamilski czy bengalski. W ten sposób polska literatura trafiła do czytelników, którzy wcześniej nie mieli z nią żadnego kontaktu.

Warunki pracy były bardzo skromne. Biblioteka nie dysponowała stałym zapleczem finansowym; książki drukowano w małych nakładach w indyjskich drukarniach, gdzie składacze nie znali polskiego, co wymagało od Dynowskiej wielokrotnej korekty i cierpliwości. Wydawnictwo utrzymywało się dzięki datkom przyjaciół, sprzedaży książek wśród Polonii i wsparciu ludzi dobrej woli z wielu krajów. Nie miało w Polsce instytucjonalnego partnera; w PRL jego publikacje docierały do czytelników drogą prywatną, ale w niektórych środowiskach stały się prawdziwym oknem na Wschód.

Metoda przekładowa Dynowskiej wynikała z jej rozumienia tekstu religijnego. Uważała, że pieśń sakralna powinna pozostać pieśnią także w przekładzie, toteż w wielu przypadkach wybierała formę wierszowaną, z rytmem i rymem bliskim polskiej tradycji poetyckiej, nawet za cenę odejścia od dosłowności. Taki wybór ma swoje koszty: terminologia filozoficzna bywa w jej przekładach rozmyta, a niektóre pojęcia sanskryckie otrzymują polskie odpowiedniki naznaczone chrześcijańskim słownikiem. Ma jednak również zalety, które doceniali czytelnicy: tekst brzmi jak modlitwa, a nie jak dokument filologiczny, i można go czytać na głos. Dynowska pracowała zwykle z indyjskimi znawcami oryginału, konsultując z nimi sens poszczególnych strof, a potem sama nadawała im ostateczny kształt w polszczyźnie.

Ocena literacka przekładów jest zróżnicowana. Dynowska tłumaczyła z wielkim zaangażowaniem, często przez język pośredni, i nie zawsze spełniała rygory filologii indologicznej. Jej przekłady mają jednak niezaprzeczalną wartość historyczną: dla wielu polskich czytelników drugiej połowy XX wieku były pierwszym zetknięciem z Bhagawadgitą czy upaniszadami w przystępnej formie, a sama seria stanowi unikatowy przykład oddolnej dyplomacji kulturalnej prowadzonej przez jedną osobę z pomocą kilku przyjaciół.

Polscy uchodźcy w Indiach

Wojna przyniosła Dynowskiej nieoczekiwane zadanie. Po układzie Sikorski–Majski, w latach 1942–1943, przez Iran do Indii trafiły tysiące polskich uchodźców wyprowadzonych ze Związku Radzieckiego, w tym wiele dzieci. Powstały polskie osiedla, z których największe znajdowało się w Valivade koło Kolhapuru, a jedno z najbardziej znanych – w Balachadi, gdzie dzieciom schronienia udzielił maharadża Nawanagaru. Dynowska angażowała się w życie tych społeczności: odwiedzała osiedla, prowadziła spotkania, przybliżała kulturę Indii ludziom, którzy po latach zesłania znaleźli się w zupełnie obcym świecie. Dla niej samej było to spotkanie z polskością w jej najbardziej poranionej postaci.

Ten epizod pokazuje coś istotnego w jej postawie. Umadevi, choć głęboko zakorzeniona w Indiach, nie przestała czuć się Polką. Jej projekt przekładowy był patriotyczny w swoim zamyśle: chciała, by Polska była znana i rozumiana w Azji, i by Polacy mogli korzystać z duchowego skarbca Indii. Między tymi dwoma celami nie widziała sprzeczności. Przeciwnie, sądziła, że naród, który przeszedł przez rozbiory, powstania i wojnę, ma szczególną zdolność rozumienia Indii walczących o niepodległość, a Indie z kolei mogą pomóc Polakom odnaleźć duchowy wymiar własnej historii. W tej myśli, dziś zapewne nazbyt romantycznej, kryło się szczere przekonanie, że narody mogą się spotykać na poziomie najgłębszych wartości, a nie tylko interesów.

Ostatnia dekada: wśród Tybetańczyków

Po 1959 roku, gdy po upadku powstania w Lhasie Dalajlama i dziesiątki tysięcy Tybetańczyków schronili się w Indiach, Dynowska podjęła ostatnie wielkie zadanie. Wraz z Frydmanem włączyła się w pomoc uchodźcom: organizowała wsparcie dla dzieci i mnichów, zbierała fundusze, pośredniczyła w kontaktach z zagranicznymi darczyńcami. Przebywała w Dharamsali, gdzie powstał ośrodek emigracyjnego rządu tybetańskiego, a później w rejonie Mysore, w południowych Indiach, gdzie władze indyjskie wydzieliły ziemie na osiedla tybetańskie. Buddyzm tybetański stał się dla niej w tych latach nie tylko przedmiotem pomocy, ale też drogą duchową, którą przyjęła w ostatnim okresie życia. Szczególnie zależało jej na edukacji dzieci, które w obozach przejściowych traciły nie tylko dom, lecz także ciągłość języka i tradycji. W pracy z uchodźcami powtarzało się doświadczenie z lat wojny: znów stała obok ludzi wyrwanych z ojczyzny, tym razem nie rodaków, ale przedstawicieli kultury, którą od dawna podziwiała. Dla współczesnych, którzy odwiedzali ją w tych latach, była już starszą, bardzo skromnie żyjącą kobietą, pochłoniętą korespondencją i zbiórkami, a zarazem wciąż pracującą nad kolejnymi tomami Biblioteki.

Umadevi zmarła w 1971 roku na południu Indii, w okolicach Mysore, wśród tybetańskich przyjaciół. Jej dziedzictwo jest wyjątkowe w historii polskiej teozofii. Nie zostawiła systemu ani szkoły; zostawiła półkę książek, z których każda była mostem między dwiema kulturami, oraz pamięć ludzi, którym pomogła w trudnych chwilach. Droga, która zaczęła się w polskim środowisku teozoficznym, doprowadziła ją do miejsca, w którym idea braterstwa ludzkości przestała być hasłem, a stała się codzienną pracą przy tłumaczeniu, korekcie i opiece nad uchodźcami.