Co-Masonry i teozoficzny eksperyment rytualny
Gdy Annie Besant przeniosła mieszane wolnomularstwo Le Droit Humain do Londynu w 1902 roku, loża stała się dla teozofii pierwszym laboratorium rytuału, w którym jasnowidzenie Leadbeatera, mistrz Rakoczi i ceremonialne zakony lat dziesiątych przemieniły ruch książek i wykładów w ruch obrzędów.

Teozofia bez ołtarza
Towarzystwo Teozoficzne w pierwszych dekadach istnienia było organizacją słowa. Helena Bławatska i Henry Steel Olcott założyli je w 1875 roku jako stowarzyszenie badawcze, a jego codzienność wypełniały wykłady, odczyty, czasopisma i rozprawy. Sekcja Ezoteryczna, utworzona w 1888 roku, miała instrukcje i zobowiązania, ale nie liturgię. Bławatska odnosiła się do magii ceremonialnej z rezerwą, a do wolnomularstwa ze sceptycyzmem: w Isis Unveiled przekonywała, że nowoczesna masoneria utraciła klucze do dawnych misteriów i zachowała jedynie ich zewnętrzną formę. Teozofia była więc, przynajmniej w zamyśle, drogą wewnętrzną, prowadzącą przez studium i medytację, nie przez obrzęd.
Na przełomie XIX i XX wieku ta sytuacja zaczęła się zmieniać. Annie Besant, od 1907 roku przewodnicząca Towarzystwa w Adyarze, i Charles Webster Leadbeater, jej najbliższy współpracownik, wprowadzili do teozoficznego świata całą serię organizacji o charakterze obrzędowym. Pierwszą i najtrwalszą z nich było Co-Masonry, czyli wolnomularstwo mieszane, przejęte od francuskiego Le Droit Humain. Historia samej obediencji, założonej w 1893 roku przez Marię Deraismes i Georges’a Martina, jest tematem osobnego eseju działu wolnomularskiego; tu chodzi o to, co teozofia z niej zrobiła.
Paryż 1902 i Human Duty
Besant została przyjęta do Le Droit Humain w Paryżu w 1902 roku wraz z Francescą Arundale, ciotką późniejszego przewodniczącego Towarzystwa, George’a Arundale’a. W ciągu kilku miesięcy otrzymała wyższe stopnie i upoważnienie do zakładania lóż w Wielkiej Brytanii. Jeszcze w tym samym roku, 26 września, w Londynie konsekrowano lożę Human Duty nr 6, pierwszą lożę mieszaną w świecie anglojęzycznym. W 1903 roku Louis Goaziou zainicjował w Stanach Zjednoczonych federację amerykańską, a wkrótce loże powstały w Indiach, Australii i innych krajach, w których działało Towarzystwo Teozoficzne. Sieć teozoficzna stała się siecią, po której rozchodziło się wolnomularstwo mieszane.
Szybkość, z jaką Besant przeszła przez stopnie, była możliwa dzięki temu, że Le Droit Humain było już wtedy czymś więcej niż obediencją trzech stopni symbolicznych. Georges Martin na przełomie XIX i XX wieku przyjął dla niej pełną drabinę trzydziestu trzech stopni Dawnego i Uznanego Rytu Szkockiego i utworzył Radę Najwyższą, która stała na czele zakonu. Besant mogła więc otrzymać najwyższy stopień i stanąć na czele federacji brytyjskiej jako przedstawicielka Rady Najwyższej, z prawem nadawania stopni i zakładania lóż. Dla teozofki, która myślała o duchowym rozwoju jako o kolejnych inicjacjach, sama ta struktura była czytelna: stopnie lożowe dało się bez trudu zestawić z teozoficzną nauką o stopniach ucznia na ścieżce.
Dla francuskiej obediencji był to rozwój zarazem pożądany i problematyczny. Le Droit Humain wyrosło z republikańskiego, wolnomyślicielskiego środowiska i, podobnie jak Wielki Wschód Francji po 1877 roku, nie wymagało od członków wiary w Boga. Besant, organizując federację brytyjską, przywróciła formuły „na chwałę Wielkiego Budowniczego Wszechświata” i obecność świętej księgi na ołtarzu loży, co upodabniało jej rytuał do angielskiego wolnomularstwa męskiego. Zjednoczona Wielka Loża Anglii nie uznała jednak lóż mieszanych za regularne i nigdy tego nie zmieniła. Co-Masonry znalazło się więc w osobliwym położeniu: zbyt religijne dla francuskiego laicyzmu i zbyt niekonwencjonalne dla angielskiej regularności.
Dlaczego kobiety w loży
Teozoficzne uzasadnienie dopuszczenia kobiet było inne niż francuskie. Deraismes i Martin mówili o równości obywatelskiej i o emancypacji; Besant, która w latach siedemdziesiątych XIX wieku działała u boku Charlesa Bradlaugha w National Secular Society, a w 1877 roku stanęła wraz z nim przed sądem za wydanie broszury o antykoncepcji, nie odrzucała tych argumentów, ale dodawała do nich argument duchowy. W teozoficznej antropologii dusza nie ma płci, a w kolejnych wcieleniach przyjmuje ciało raz męskie, raz kobiece. Wykluczenie kobiet z inicjacji byłoby więc wykluczeniem dusz, które w poprzednim życiu mogły być inicjowanymi mężczyznami. Inicjacja dotyczy jaźni, nie ciała, i dlatego nie może zależeć od płci.
Ten argument wpisywał Co-Masonry w szerszą wizję, w której wolnomularstwo było ostatnim, zdegenerowanym, ale wciąż żywym odgałęzieniem dawnych misteriów. Leadbeater rozwinął tę tezę w dwóch książkach z 1926 roku, The Hidden Life in Freemasonry oraz Glimpses of Masonic History, gdzie wyprowadzał rytuał lóż z misteriów egipskich i przez nie z jeszcze starszych tradycji inicjacyjnych. Historycznie teza ta jest bezpodstawna: wolnomularstwo spekulatywne powstało w Wielkiej Brytanii na przełomie XVII i XVIII wieku z korporacji kamieniarskich, a ciągłość z Egiptem jest legendą, którą Leadbeater zaczerpnął z XVIII-wiecznych obrządków i przetworzył po swojemu. Jej znaczenie polega jednak na tym, że nadała teozoficznemu wolnomularstwu poczucie, iż przywraca coś utraconego, a nie wymyśla nowego.
Jasnowidz w loży
Najważniejszym wkładem Leadbeatera było jednak co innego: opis rytuału z punktu widzenia rzekomego jasnowidzenia. W jego książkach ceremonia lożowa nie jest tylko dramatem moralnym, jak w klasycznym wolnomularstwie, lecz operacją energetyczną. Zapalenie świateł, otwarcie loży, kroki i znaki wywołują, według niego, widzialne dla jasnowidza formy w materii eterycznej i astralnej, przyciągają duchowe moce i budują nad lożą rodzaj niewidzialnej świątyni, przez którą płynie siła na zgromadzonych i na otoczenie. Każdy urzędnik loży ma w tej wizji przypisaną funkcję w przekazywaniu tej siły, a stopnie są kolejnymi poziomami otwarcia na nią. Leadbeater opisywał też obecność istot niewidzialnych, aniołów i duchów przyrody, które według niego przyłączały się do ceremonii i współpracowały z braćmi w kształtowaniu tej świątyni. Jego opisy mają charakter relacji naocznego świadka, z kolorami, kształtami i kierunkami ruchu, i w tej szczegółowości tkwiła ich siła perswazyjna: czytelnik nie dostawał symbolicznej interpretacji, lecz rzekomy protokół obserwacji.
Leadbeater twierdził też, że prawdziwym zwierzchnikiem całego wolnomularstwa na świecie jest jeden z teozoficznych Mistrzów, Mistrz Rakoczi, utożsamiany z hrabią de Saint-Germain, któremu przypisywano także wcielenie w Francisa Bacona. Ten Mistrz, niewidzialny dla zwykłych wolnomularzy, miał kierować wszystkimi prawdziwymi lożami, a Co-Masonry, z jego przyzwoleniem, miało stać się narzędziem odnowy obrzędów. Ani ta postać, ani jej związek z historycznym wolnomularstwem nie mają potwierdzenia poza pismami Leadbeatera i jego zwolenników, ale w świecie teozofii lat dwudziestych przyjmowano je powszechnie.
Ta sama teoria – rytuał jako kanał siły, opisany językiem jasnowidzenia – stała się podstawą Kościoła Liberalnokatolickiego, założonego w 1916 roku przez Jamesa Ingalla Wedgwooda, aktywnego także w Co-Masonry, i Leadbeatera, który został w nim biskupem. Kościołowi temu poświęcony jest osobny esej. Wystarczy tu powiedzieć, że Co-Masonry było dla obu pierwszym miejscem, gdzie mogli sprawdzić swoje rozumienie ceremonii w praktyce, zanim przenieśli je do mszy.
Zakony lat dziesiątych
Co-Masonry nie było jedynym rytualnym przedsięwzięciem teozofii. Rok 1911 przyniósł Zakon Gwiazdy na Wschodzie, organizowany wokół młodego Krishnamurtiego jako zapowiadanego Nauczyciela Świata; jego dzieje i rozwiązanie w 1929 roku omawia inny esej. W 1912 roku Besant, Wedgwood i Marie Russak założyli Order of the Temple of the Rosy Cross, zakon o ceremoniach różokrzyżowych, który przetrwał zaledwie kilka lat. Powstawały kolejne zakony i bractwa, często z własnymi strojami, insygniami i rytuałami, dzielącymi członków na stopnie. Wiele z nich wykorzystywało struktury i członków Co-Masonry. Tę samą tendencję widać po stronie niemieckiej, gdzie Rudolf Steiner w 1906 roku uzyskał od Theodora Reussa patent obrządku Memphis-Misraim, by prowadzić własną pracę kultową w ramach sekcji ezoterycznej.
Ta mnogość organizacji budziła sprzeciw części teozofów, którzy widzieli w niej odejście od pierwotnego programu Towarzystwa. Krytycy, zwłaszcza w kręgach odwołujących się do Bławatskiej, uważali, że stopnie, szaty i obrzędy wprowadzają w ruch zbudowany na wolnym poszukiwaniu hierarchię i autorytet, któremu trudno się przeciwstawić, skoro jego źródłem jest jasnowidzenie przywódców. Rozwiązanie Zakonu Gwiazdy przez samego Krishnamurtiego w 1929 roku było najsilniejszym ciosem w ten system, a jego słowa, że prawda jest „krainą bez dróg”, były wymierzone także w całą obrzędowość, która otoczyła jego osobę.
Rytuał jako eksperyment
Dlaczego teozofia w ogóle potrzebowała obrzędów? Odpowiedź leży w samej logice teozoficznej wizji ewolucji. Jeśli ludzkość wspina się ku coraz wyższym stanom świadomości, a Mistrzowie kierują tym procesem, to potrzebne są narzędzia, przez które ich wpływ może dotrzeć do ludzi bez pośrednictwa książki. Rytuał, w ujęciu Besant i Leadbeatera, był właśnie takim narzędziem: uprzedmiotowionym kanałem, który działa także na tych, którzy nie rozumieją doktryny. Co-Masonry, z jego starymi symbolami i stopniami, dawało gotową strukturę, którą wystarczyło napełnić nową treścią. Przy tym loże mieszane w Indiach i w innych krajach pozaeuropejskich mogły korzystać z ogólnej zasady wolnomularskiej, że księgą prawa świętego jest ta, którą uznaje kandydat, co dobrze odpowiadało teozoficznemu przekonaniu o wspólnym źródle wszystkich religii.
Besant kierowała federacją brytyjską aż do śmierci w 1933 roku, a Leadbeater zmarł rok później, i od tej chwili teozoficzne wolnomularstwo musiało się obejść bez obojga swoich autorytetów. Tak rozumiane Co-Masonry było eksperymentem, który się powiódł instytucjonalnie i przetrwał swoich twórców: loże mieszane działają do dziś w federacjach Le Droit Humain i w niezależnych od niego organizacjach, a teozoficzne odczytanie rytuału nadal jest w części z nich obecne. Jako eksperyment intelektualny pozostaje bardziej dwuznaczne. Wprowadziło do zachodniej ezoteryki przekonanie, że obrzęd można opisać jak zjawisko fizyczne, z jego formami i przepływami energii, co później przejęło wiele ruchów nowej religijności. Ale uzależniło też sens rytuału od świadectwa jednego jasnowidza, którego twierdzeń nikt nie mógł sprawdzić. Najtrwalszą częścią dziedzictwa okazało się więc nie to, co Leadbeater widział nad lożą, lecz to, co Besant zrobiła w niej samej: wprowadziła kobiety na równych prawach do ceremonii, z której przez dwa stulecia były wykluczone.
