Gesamtausgabe i problem stenogramów wykładów Steinera
Wydanie zbiorowe dzieł Rudolfa Steinera liczy ponad trzysta pięćdziesiąt tomów, lecz ich zdecydowaną większość tworzą wykłady zapisane przez stenografów i słuchaczy, których autor nie przejrzał, co od początku rodzi pytanie, jaki status mają te teksty i kto ponosi odpowiedzialność za ich brzmienie.
Biblioteka, której autor nie napisał
Kto staje przed półką z Rudolf Steiner Gesamtausgabe, widzi szereg jednolicie oprawionych tomów, oznaczonych numerami katalogowymi, na które powołują się wszyscy piszący o antropozofii. Łatwo ulec wrażeniu, że jest to dzieło jednego pióra, porównywalne z wydaniami zbiorowymi filozofów, którzy przez całe życie pisali książki. Wrażenie to jest mylące. Pisma Steinera w ścisłym sensie, a więc książki, które sam przygotował do druku, artykuły, wstępy i część korespondencji, zajmują stosunkowo niewielką część wydania. Numery od 51 do 354 zarezerwowano dla wykładów, a więc dla zapisów słowa mówionego, które Steiner wygłaszał przez ponad dwadzieścia lat w dziesiątkach miast Europy.
Różnica nie jest techniczna. Filozofia wolności, Teozofia czy Wiedza tajemna w zarysie to teksty, których każde zdanie Steiner zatwierdził, a niektóre przerabiał w kolejnych wydaniach. Wykłady są czymś innym: śladem żywej sytuacji, w której mówca odpowiadał na konkretną publiczność, improwizował na podstawie krótkich notatek, powtarzał się, skracał, żartował i zmieniał zdanie w trakcie wywodu. To, co z tej sytuacji pozostało, zależy od umiejętności i uwagi ludzi, którzy ją zapisywali. Historyk, który chce korzystać z tych tomów, musi więc wiedzieć, jak powstały.
Kto zapisywał słowo mówione
W pierwszych latach działalności teozoficznej i antropozoficznej Steiner nie miał stałego stenografa. Wykłady notowali słuchacze, niektórzy znający stenografię, inni piszący odręcznie w skrócie, i z ich notatek sporządzano następnie przepisy maszynowe, które krążyły wśród członków. Jakość tych zapisów była bardzo nierówna. Dla wielu wczesnych cykli zachowały się jedynie streszczenia lub notatki, które oddają raczej sens wywodu niż jego dokładne słowa, a w niektórych przypadkach dysponujemy kilkoma różniącymi się wersjami tego samego wykładu.
Sytuacja zmieniła się w drugiej dekadzie XX wieku. Od 1916 roku większość wykładów w Dornach i podczas podróży notowała zawodowa stenografka Helene Finckh, która towarzyszyła Steinerowi aż do końca jego działalności w 1924 roku. Jej zapisy są uważane za znacznie dokładniejsze od wcześniejszych, ale nawet one nie są nagraniem. Stenogram trzeba było odczytać i przepisać, a w trakcie tego procesu dochodziło do decyzji redakcyjnych: uzupełniania niedokończonych zdań, porządkowania szyku, rozwiązywania niejasnych skrótów. Wykresy i rysunki, które Steiner wykonywał na tablicy, odtwarzano z pamięci lub z prowizorycznych szkiców, dopóki nie zaczęto przechowywać samych tablic. Od 1919 roku pokrywano je czarnym papierem, który po wykładzie zdejmowano i archiwizowano; dzięki temu zachowało się ponad tysiąc rysunków, będących dziś jednym z niewielu bezpośrednich śladów wystąpień Steinera, nietkniętych ręką redaktora.
Każdy tom wykładów jest więc wynikiem kilku warstw pośrednictwa. Pierwszą jest słowo Steinera, drugą zapis stenografa lub słuchacza, trzecią przepis, czwartą redakcja wydawcy. W najlepszym przypadku warstwy te zachowują wierność sensu; w gorszym mogą wprowadzać błędy, które później utrwalają się przez cytowanie.
Zastrzeżenie z Mein Lebensgang
Sam Steiner był świadom tego problemu i odniósł się do niego wprost w autobiografii Mein Lebensgang, którą pisał w odcinkach w ostatnim roku życia. W jednym z ostatnich rozdziałów rozróżnił dwa rodzaje swoich tekstów: publicznie wydane książki oraz tak zwane druki prywatne, czyli przepisy wykładów rozpowszechniane początkowo tylko wśród członków Towarzystwa. Zaznaczył, że te drugie powstały z zapisów nieprzejrzanych przez niego z braku czasu, że wolałby, aby słowo mówione pozostało słowem mówionym, i że zgodził się na ich rozpowszechnianie dopiero na prośbę członków, którzy chcieli mieć dostęp do treści wykładów.
Do tego zastrzeżenia dołączył drugie, częściej cytowane. Druki prywatne były według niego adresowane do słuchaczy znających podstawy antropozofii, a ocena ich treści wymaga znajomości tych podstaw. Kto czyta je bez tego przygotowania, może je źle zrozumieć. Steiner twierdził jednocześnie, że w wykładach nie ma niczego, co nie byłoby rezultatem antropozofii, i że ich treść nie różni się w istocie od publicznie wydanych pism. Rozróżniał więc dwie kwestie: wiarygodność przekazu, za którą nie mógł ręczyć, i spójność nauki, za którą ręczył.
To zastrzeżenie bywa przywoływane w dwóch przeciwnych celach. Krytycy powołują się na nie, by podważyć wartość wykładów jako źródła i ograniczyć poważną dyskusję do książek. Obrońcy wykładów podkreślają raczej drugą część uwagi, w której Steiner zapewnia o ich zgodności z całością. Zastrzeżenie to trzeba też czytać na tle decyzji podjętej na zjeździe bożonarodzeniowym w Dornach na przełomie 1923 i 1924 roku, kiedy Towarzystwo zostało powołane na nowo. Steiner zrezygnował wtedy z zasady, że druki prywatne są dostępne wyłącznie dla członków, i zgodził się na ich publiczną sprzedaż, opatrzoną odpowiednią uwagą o ich charakterze. Ta zmiana była świadomym krokiem ku jawności: tajemnica stowarzyszenia nie miała już chronić treści, które i tak krążyły poza nim, często w zniekształconej postaci. Od tej chwili jednak problem wierności przekazu przestał być sprawą wewnętrzną, a stał się kwestią publiczną, z którą musieli się zmierzyć wszyscy późniejsi wydawcy.
Uczciwa lektura musi przyjąć oba aspekty naraz: wykłady są autentycznym świadectwem myśli Steinera, ale nie są tekstami, za których dokładne brzmienie odpowiadał.
Marie Steiner, zarząd i spór o spuściznę
Po śmierci Steinera w 1925 roku pytanie o wykłady stało się sprawą instytucjonalną. Marie Steiner, wdowa i najbliższa współpracowniczka, była spadkobierczynią praw autorskich i od lat kierowała wydawnictwem publikującym jego dzieła. Przygotowywała kolejne cykle do druku, porządkując stenogramy i nadając im formę czytelną dla szerszej publiczności. Jej redakcja była często daleko idąca: wygładzała styl, usuwała powtórzenia, czasem łączyła fragmenty. Dzięki niej wiele wykładów w ogóle ukazało się w druku, ale to jej wersje przez dziesięciolecia uchodziły za tekst Steinera.
Relacje Marie Steiner z pozostałymi członkami zarządu Powszechnego Towarzystwa Antropozoficznego były napięte już w latach trzydziestych, a w latach czterdziestych przerodziły się w otwarty konflikt o to, kto ma prawo dysponować spuścizną. Marie Steiner postanowiła wyprowadzić prawa i archiwum spod kontroli zarządu i powołała w 1943 roku stowarzyszenie, które miało zarządzać spuścizną niezależnie od Towarzystwa. Po jej śmierci w 1948 roku spór przeniósł się na drogę prawną i ciągnął się latami. Według relacji z tamtych lat przez pewien czas w samym Goetheanum utrudniano sprzedaż wydań przygotowanych przez stowarzyszenie, a członkowie musieli wybierać między lojalnością wobec zarządu a lojalnością wobec testamentu wdowy.
Z tego sporu wyrosła instytucja znana jako Rudolf Steiner Nachlassverwaltung, zarządzająca archiwum i prawami do dzieł. To ona w połowie lat pięćdziesiątych rozpoczęła wydawanie Gesamtausgabe według jednolitego planu, z systemem numeracji, który do dziś organizuje całą literaturę przedmiotu. Wydanie zbiorowe stało się w ten sposób nie tylko przedsięwzięciem edytorskim, lecz także formą rozstrzygnięcia sporu o spuściznę: tekst kanoniczny miał być tekstem przygotowanym przez archiwum, nie przez zarząd Towarzystwa.
Edycja krytyczna i problem autorytetu
Redaktorzy wydania zbiorowego przez kolejne dziesięciolecia wracali do stenogramów, porównywali różne przepisy i poprawiali wcześniejsze wersje. W nowszych tomach podawano informacje o podstawie tekstu, różnicach między zapisami i ingerencjach redakcyjnych, a w czasopiśmie towarzyszącym wydaniu publikowano materiały archiwalne i reprodukcje rysunków z tablic. Mimo tych starań Gesamtausgabe nie jest wydaniem krytycznym w sensie filologii akademickiej. Jej redakcja ma charakter praktyczny, ukierunkowany na czytelnika poszukującego treści, a nie na badacza, który chce odtworzyć proces powstawania tekstu.
Lukę tę próbuje wypełnić wydanie krytyczne przygotowywane od 2013 roku przez Christiana Clementa, amerykańskiego germanistę związanego z Brigham Young University, publikowane jako Rudolf Steiner Schriften. Kritische Ausgabe. Projekt dotyczy pism, nie wykładów, i stosuje do nich metody edytorskie znane z wydań klasyków filozofii: porównanie kolejnych redakcji, aparat krytyczny, komentarz źródłowy wskazujący lektury i inspiracje Steinera. Wydanie wywołało ożywioną dyskusję w środowisku antropozoficznym. Jedni przyjęli je jako wejście Steinera do świata akademickiego, inni zarzucali wstępom i komentarzom redukowanie jego doświadczenia duchowego do zależności literackich.
Spór o edycję krytyczną jest w istocie przedłużeniem pytania, które postawił sam Steiner w Mein Lebensgang. Kto ma prawo ustalać brzmienie tekstu: autor, jego uczniowie, instytucja archiwum czy niezależny filolog? W przypadku pism odpowiedź jest stosunkowo prosta, bo istnieje tekst zatwierdzony przez autora. W przypadku wykładów takiego tekstu nie ma. Każde wydanie jest rekonstrukcją, a każda rekonstrukcja wymaga zaufania do łańcucha pośredników.
Problem pomnaża się w przekładach. Czytelnik angielski, francuski czy polski otrzymuje zwykle tłumaczenie jednego z wydań niemieckich, nierzadko starszego, przygotowanego jeszcze według redakcji Marie Steiner, a nie według nowszych tomów, w których poprawiono odczyt stenogramu. Do czterech warstw pośrednictwa dochodzi wtedy piąta, a różnice między wydaniami bywają w przekładzie niewidoczne. Przy cytowaniu wykładów warto więc podawać numer tomu wydania zbiorowego i, jeśli to możliwe, rok edycji, z której korzystał tłumacz. Ta drobna praktyka bibliograficzna pozwala odróżnić spór o myśl Steinera od sporu o to, co rzeczywiście powiedział.
Dla historyka idei płynie z tego praktyczna zasada. Twierdzenia, które opierają się na pojedynczym zdaniu z wykładu, zwłaszcza z okresu przed 1916 rokiem, trzeba traktować ostrożnie i sprawdzać w innych miejscach. Twierdzenia potwierdzone w pismach i w wielu wykładach z różnych lat mają mocniejszą podstawę. Ta ostrożność nie jest wyrazem nieufności wobec Steinera; jest konsekwencją jego własnej uwagi, że słowo mówione żyje inaczej niż słowo pisane i że jego utrwalenie zawsze coś zmienia.
