Apokalipsa Jana w wykładach norymberskich Steinera
W norymberskim cyklu z czerwca 1908 roku Rudolf Steiner odczytał Apokalipsę Jana nie jako proroctwo rychłego końca świata, lecz jako zaszyfrowaną mapę przyszłej ewolucji ludzkości, rozpisaną na siedmiu listach, pieczęciach, trąbach i czaszach, w której liczba 666 jest imieniem demona słonecznego Sorata.
Księga jako podręcznik inicjacji
Między 17 a 30 czerwca 1908 roku Steiner wygłosił w Norymberdze dwanaście wykładów zatytułowanych Die Apokalypse des Johannes, poprzedzonych wieczorem wprowadzającym. Słuchaczami byli członkowie niemieckiej sekcji Towarzystwa Teozoficznego, której był wówczas sekretarzem generalnym; do zerwania z Adyarem pozostawało jeszcze kilka lat. Cykl ukazał się później w zbiorowym wydaniu dzieł jako tom 104, a jego tekst opiera się na notatkach stenograficznych, których Steiner nie redagował do druku. Ta okoliczność ma znaczenie dla każdej lektury: mamy do czynienia z mową, w której wiele obrazów rzucono szkicowo, z myślą o słuchaczach znających już podstawowe pojęcia teozoficzne.
Punkt wyjścia jest radykalny. Dla Steinera Apokalipsa nie jest ani pismem okolicznościowym, zrodzonym z prześladowań chrześcijan za Domicjana, ani alegorią upadku Rzymu, jak chciała krytyka historyczna. Jest zapisem doświadczenia inicjacyjnego, w którym wtajemniczony ogląda w obrazach drogę, jaką ludzkość przejdzie w dalekich epokach. Autora utożsamiał z autorem czwartej Ewangelii, a tego z kolei z Łazarzem, wskrzeszonym – w jego interpretacji – w akcie wtajemniczenia dokonanym przez samego Chrystusa. Ewangelia miałaby opisywać to, co się wydarzyło, Apokalipsa zaś to, co z tego wydarzenia wyrośnie. Takie utożsamienie nie ma oparcia w filologii biblijnej, która od dawna rozróżnia autorów obu tekstów; należy do wewnętrznej logiki duchowej nauki Steinera i tak trzeba je przedstawiać.
Rok wcześniej, na kongresie federacji europejskich sekcji teozoficznych w Monachium w maju 1907 roku, salę ozdobiono siedmioma pieczęciami apokaliptycznymi, namalowanymi według szkiców Steinera. Obrazy te – Syn Człowieczy z mieczem w ustach, księga z siedmioma pieczęciami, niewiasta obleczona w słońce, smok, jeźdźcy, Baranek, Niebieskie Jeruzalem – zapowiadały kierunek norymberskiej interpretacji: Księgę Objawienia należy czytać jak imaginację, której składnikami są nie zdarzenia historyczne, lecz stany świadomości.
Siedem razy siedem
Struktura liczbowa Apokalipsy stała się w Norymberdze kluczem do całego wykładu. Steiner przyjmował, że ludzkość od zatonięcia Atlantydy przechodzi przez siedem kolejnych epok kulturowych: pradawnych Indii, Persji, Egiptu i Chaldei, Grecji i Rzymu, epokę obecną, rozpoczętą u schyłku średniowiecza, oraz dwie przyszłe. Siedem listów do Kościołów Azji Mniejszej odczytywał jako skierowane właśnie do tych siedmiu kultur. Efez odpowiadał najstarszej, praindyjskiej, Sardes – obecnej, a Filadelfia i Laodycea – tym, które dopiero nadejdą. Pochwały i napomnienia każdego listu stają się w tej lekturze charakterystyką zadań i pokus właściwych danej epoce: miłość pierwsza Efezu, martwota Sardes, która „ma imię, że żyje”, letniość Laodycei.
Ale listy obejmują tylko jedną wielką epokę. Po niej, w wizji Steinera, przychodzi przełom nazwany „wojną wszystkich przeciw wszystkim”, po którym rozpoczyna się kolejny cykl siedmiu okresów, symbolizowany przez siedem pieczęci. Następny cykl to siedem trąb, a ostatni, przejściowy, ku zupełnie innemu stanowi Ziemi – siedem czasz gniewu. Obraz przypomina zatem system zagnieżdżonych rytmów, w którym każda siódemka zamyka okres i otwiera następny na wyższym poziomie. W porządku tym nie ma miejsca na jedno wydarzenie końca świata; jest natomiast mowa o stopniowej przemianie warunków życia, w której fizyczność coraz bardziej staje się wyrazem wewnętrznego stanu człowieka.
Ten sposób czytania ma swoje wewnętrzne napięcie. Z jednej strony Steiner podkreśla, że chodzi o ogromne okresy, niemierzalne w latach i niedające się przełożyć na kalendarz. Z drugiej strony wiąże z tą wizją etyczne rozstrzygnięcia, które dokonują się teraz: to, jak człowiek współczesny odnosi się do impulsu Chrystusowego, decyduje, czy zdoła przejść do kolejnych stanów. Norymberskie wykłady mówią tu o rozdzieleniu ludzkości na tych, którzy uduchowią swoją naturę, i tych, którzy związawszy się z materią, utworzą odrębną, opadającą gałąź. Te fragmenty, zawierające sformułowania o „złej rasie” przyszłości, należą do najtrudniejszych w cyklu i bywają przywoływane w krytyce; Steiner rozumiał je jako opis moralnych skutków wyboru, a nie dziedzicznego podziału, lecz sam język budzi dziś uzasadniony sprzeciw.
Bestia, która ma liczbę człowieka
Najbardziej znanym miejscem cyklu jest interpretacja trzynastego rozdziału Apokalipsy, opisującego dwie bestie – wychodzącą z morza i wychodzącą z ziemi – oraz zagadkową liczbę: „Tu jest mądrość. Kto ma rozum, niech obliczy liczbę bestii: liczba bowiem człowieka. A liczba jej: sześćset sześćdziesiąt sześć”. Egzegeza historyczna zwykle rozwiązuje tę zagadkę przez gematrię hebrajskiego zapisu imienia „Neron Cezar”. Steiner również posłużył się gematrią, ale doszedł do innego wyniku.
Zapisał liczbę 666 hebrajskimi literami samech (60), waw (6), resz (200) i taw (400) i otrzymał imię Sorat. Według źródeł starszej tradycji okultystycznej, do których się odwoływał – choć nie wskazywał ich dokładnie – miało ono oznaczać demona słonecznego, przeciwnika istoty słonecznej, którą w swojej chrystologii utożsamiał z Chrystusem. Bestia o dwóch rogach jest więc w tej lekturze nie konkretnym władcą, ale duchową mocą, która dąży do zatrzymania człowieka w obrębie zmysłowości i odebrania mu zdolności przyjęcia „ja” w pełnym sensie. Steiner powtarzał, że chodzi o istotę przeciwną nie tyle jakiejś pojedynczej cnocie, ile samej możliwości duchowego rozwoju.
Ta interpretacja ma kilka warstw. Najprostsza jest symboliczna: liczba sześć, powtórzona na trzech poziomach, wskazuje na niedopełnienie, na zatrzymanie się tuż przed siódemką, która w całej Apokalipsie oznacza pełnię. Druga warstwa jest kosmologiczna: Sorat działa nie w historii, lecz w kosmicznym rytmie, i jego wpływ objawia się z określoną periodycznością. Trzecia jest moralna: imię bestii jest „liczbą człowieka”, ponieważ zło, o którym mowa, wyrasta z możliwości samego człowieka, gdy ten odwraca się od własnej duchowej przyszłości.
Obok bestii stoją w tym samym fragmencie Księgi obrazy przeciwstawne: niewiasta obleczona w słońce, z księżycem pod stopami i wieńcem z dwunastu gwiazd, oraz smok, który czyha na jej dziecko. Steiner widział w niewieście duszę ludzką, która przyjęła w siebie światło słoneczne i panuje nad siłami księżycowymi, czyli nad tym, co w człowieku odziedziczone i nawykowe. Dziecko, które ma się narodzić, jest wyższym „ja”, a zagrożenie ze strony smoka – próbą zatrzymania tych narodzin, zanim dusza dojrzeje. Walka Michała ze smokiem, opisana w dwunastym rozdziale, staje się w tej perspektywie obrazem wewnętrznego zmagania, w którym siła myśli oczyszczonej przez miłość przeciwstawia się sile wiążącej człowieka z niższą naturą. W norymberskich wykładach motyw ten jest raczej zarysowany niż rozwinięty; później, w wykładach z lat dwudziestych, Michał stanie się jedną z centralnych postaci antropozoficznej wizji współczesności.
Druga Apokalipsa: wykłady dla kapłanów
Szesnaście lat później Steiner wrócił do Księgi Objawienia w zupełnie innym gronie. We wrześniu 1924 roku, w Dornach, w ostatnich miesiącach swej działalności wykładowej, wygłosił osiemnaście wykładów dla kapłanów Wspólnoty Chrześcijan, ruchu odnowy religijnej, który powstał w 1922 roku przy jego pomocy, ale pozostawał organizacyjnie niezależny od Towarzystwa Antropozoficznego. Cykl, wydany później pod tytułem Apokalypse und Priesterwirken, jest bardziej skupiony na praktyce liturgicznej i na tym, jak kapłan ma rozumieć swoją posługę w świetle obrazów Apokalipsy.
W tym późnym cyklu motyw liczby 666 nabiera wymiaru historycznego. Steiner wskazuje, że rok 666 naszej ery przypada na epokę rozkwitu akademii w Gundiszapurze, perskiego ośrodka nauki, która w jego interpretacji miała wprowadzić do ludzkości przedwcześnie intelektualną, pozbawioną duchowego wymiaru wiedzę; plan ten miał zostać złagodzony przez pojawienie się islamu. Dwukrotność tej liczby, rok 1332, łączył z okresem tuż po zniszczeniu zakonu templariuszy, a trzykrotność, rok 1998, ze spodziewaną kulminacją działania Sorata pod koniec XX wieku. Związki te nie mają żadnego oparcia w historiografii; Steiner formułował je jako wynik badania duchowego, które słuchacze mieli przyjąć lub odrzucić na własną odpowiedzialność.
Porównanie obu cykli pokazuje przesunięcie akcentów. W Norymberdze, przed audytorium teozoficznym, Apokalipsa jest przede wszystkim kosmogramem, rozpisanym na rytmy ewolucji. W Dornach, przed kapłanami, staje się także rozpoznaniem czasu, w którym żyją, oraz narzędziem duszpasterskiej czujności. Cykl z 1924 roku jest mniej usystematyzowany, bardziej osobisty i, jak zauważają komentatorzy wewnątrz ruchu, zawiera fragmenty, w których Steiner mówi o sobie i swoim zadaniu jaśniej niż gdziekolwiek indziej.
Obraz zamiast przepowiedni
Interpretacja norymberska zajmuje szczególne miejsce w dziejach chrześcijańskiej ezoteryki. Nie jest to lektura chiliastyczna, oczekująca tysiącletniego królestwa w określonym roku, ani lektura moralizatorska, sprowadzająca obrazy do zachęt do wytrwania. Najbliższe jej są dawne interpretacje alegoryczne, od Orygenesa po Joachima z Fiore, który również widział w Apokalipsie klucz do kolejnych stanów Kościoła. Różnica polega na tym, że Steiner wprowadza w miejsce historii Kościoła historię świadomości ludzkiej i rozciąga ją na skale czasowe, jakich żadna dawna egzegeza nie znała.
Siedem pieczęci, siedem trąb i siedem czasz nie są w tej wizji kalendarzem katastrof, lecz opisem tego, jak to, co duchowe, stopniowo przenika i przekształca to, co materialne. Niebieskie Jeruzalem, zstępujące z nieba, oznacza w ostatnim wykładzie przyszły stan, w którym ludzkość ukształtuje środowisko na obraz własnej przemienionej istoty. Baranek nie jest tylko ofiarą, lecz zasadą miłości, która ma zostać przez człowieka przyswojona tak, jak przyswaja się dziś zdolność myślenia.
Ta lektura domaga się od czytelnika dwóch rzeczy naraz. Trzeba przyjąć jej śmiałość jako świadectwo ezoterycznego chrześcijaństwa przełomu wieków, które próbowało pogodzić ewolucjonizm z biblijną eschatologią. Trzeba też pamiętać, że jej rozstrzygnięcia egzegetyczne – tożsamość autora, gematria Sorata, daty z cyklu dla kapłanów – są tezami wynikającymi z własnej metody Steinera, a nie ustaleniami, które dałoby się sprawdzić na tekście. Cykl norymberski pozostaje w ten sposób jednym z najwyraźniejszych przykładów jego twierdzenia, że obrazy dawnych pism są dokładnymi opisami rzeczywistości duchowej, którą można badać – i zarazem jednym z miejsc, gdzie to twierdzenie najmocniej wystawia się na próbę.
