Pieczęć Ordo Theia Philosophia
Teozofia i antropozofia

Głos ciszy Bławatskiej

The Voice of the Silence z 1889 roku, ogłoszony przez Bławatską jako przekład fragmentów tajemnej „Księgi Złotych Przepisów”, jest jej najbardziej kontemplacyjnym tekstem i wykładem ścieżki bodhisattwy, który zachwycał buddystów, a historyków religii stawia przed nierozstrzygniętym pytaniem o źródła.

Egzemplarz „The Voice of the Silence” z 1889 roku podarowany przez Helenę Bławatską Lwu Tołstojowi, ze zbiorów Domu-Muzeum Tołstoja – domena publiczna
Egzemplarz „The Voice of the Silence” z 1889 roku podarowany przez Helenę Bławatską Lwu Tołstojowi, ze zbiorów Domu-Muzeum Tołstoja – domena publiczna · Wikimedia Commons

Książka napisana w Fontainebleau

Latem 1889 roku Helena Bławatska, wyczerpana pracą nad Doktryną tajemną i chorobą, spędziła kilka tygodni w Fontainebleau pod Paryżem. Towarzyszyła jej przez część tego czasu Annie Besant, świeżo przyjęta do Towarzystwa Teozoficznego, która później wspominała, że Bławatska pisała tam szybko, bez wahania, jakby przepisując tekst widziany przed oczyma. Owocem tego pobytu była niewielka książeczka, wydana jeszcze w tym samym roku w Londynie i Nowym Jorku, z dedykacją „dla nielicznych”.

Format tej książki od początku odróżniał ją od wielkich traktatów autorki. Izyda odsłonięta i Doktryna tajemna to tomy encyklopedyczne, pełne cytatów, polemik z nauką i teologią, przypisów i dygresji. Głos ciszy jest krótki, rytmiczny, zbudowany z wersetów przypominających sutry lub teksty mądrościowe. Nie ma w nim kosmologii łańcuchów planetarnych ani dyskusji z Darwinem. Mówi o jednej rzeczy: o drodze ucznia, który chce przekroczyć własne ja, i o wyborze, który stoi przed nim u kresu tej drogi.

Bławatska przedstawiła tekst jako przekład. We wstępie pisała, że pochodzi on z „Księgi Złotych Przepisów”, zbioru należącego do tej samej rodziny pism co Stanze Dzjana, przechowywanego w szkołach mistycznych Wschodu i znanego jej z czasów studiów u nauczycieli. Zbiór miał liczyć kilkadziesiąt drobnych traktatów, z których część znała na pamięć; wybrała z nich trzy, przeznaczone dla tych, którzy nie zadowalają się teorią. Ani przed nią, ani po niej nikt nie wskazał rękopisu, który by tę księgę zawierał.

Tekst właściwy otoczyła Bławatska aparatem przypisów, które są niemal równie ciekawe jak same wersety. Objaśniała w nich terminy sanskryckie i tybetańskie, odsyłała do szkoły jogaczary, której założenie tradycja wiąże z Asangą, wyjaśniała, czym jest nada, alaja czy dhjana, a niekiedy dopisywała krótkie komentarze doktrynalne. Przypisy te pełnią podwójną funkcję. Z jednej strony ułatwiają lekturę czytelnikowi europejskiemu, z drugiej wpisują tekst w określoną genealogię, sugerując, że przemawia przez niego mahajana w jej najbardziej mistycznym nurcie.

Trzy fragmenty i jedna droga

Książka składa się z trzech części, nazwanych fragmentami. Pierwszy, który dał tytuł całości, mówi o nada, wewnętrznym dźwięku, który uczeń słyszy, gdy zmysły i myśli zostają uciszone. Opis prowadzi przez stopnie tego dźwięku – od głosu podobnego do śpiewu słowika, przez dźwięk srebrnych cymbałów i szum morza, po grzmot – aż do ciszy, w której słuchający i słyszane stają się jednym. Ten sam fragment wprowadza obraz trzech sal: niewiedzy, nauki i mądrości, przez które dusza przechodzi, by dojść do miejsca, gdzie nie ma już cieni. Tu również pada najczęściej cytowana myśl książki: umysł jest wielkim zabójcą rzeczywistości i uczeń musi zabić zabójcę.

Fragment drugi, Dwie ścieżki, wprowadza rozróżnienie, które stanowi oś całego tekstu. Jest ścieżka otwarta i ścieżka tajemna, nauka oka i nauka serca, wiedza głowy i mądrość duszy. Uczeń może dążyć do wyzwolenia dla siebie i osiągnąć je; może też wybrać drogę, na której wyzwolenie jest odłożone, a cała zdobyta moc zostaje obrócona na pomoc innym istotom. Fragment trzeci, Siedem bram, opisuje tę drogę jako przejście przez kolejne doskonałości, z których każda jest kluczem do następnej bramy: dar, moralną dyscyplinę, cierpliwość, beznamiętność, męstwo, kontemplację i mądrość.

Lista bram jest pouczająca dla czytelnika znającego buddyzm. Mahajana zna sześć doskonałości (paramita), a w późniejszych systemach dziesięć; Bławatska podaje siedem, wstawiając między cierpliwość a męstwo viraga, beznamiętność, której w klasycznym szeregu nie ma. Ta drobna różnica dobrze oddaje charakter całego dzieła. Słownictwo i ogólny kształt pochodzą z tradycji buddyjskiej, a zarazem całość jest dopasowana do teozoficznego upodobania do siódemki i uzupełniona pojęciami zaczerpniętymi z jogi hinduskiej.

Ścieżka bodhisattwy według teozofii

Sercem Głosu ciszy jest pochwała wyrzeczenia, które przewyższa samo wyzwolenie. Uczeń, który osiągnął kres, może wejść w stan, który Bławatska nazywa szatą dharmakaja, i opuścić świat na zawsze, w doskonałej i nieosiągalnej dla innych błogości. Może też przyjąć szatę nirmanakaja, pozostać w łączności ze światem i stać się jednym z niewidzialnych opiekunów ludzkości, tworzących, w obrazie książki, „mur ochronny” wokół świata. Ten drugi wybór jest w tekście nazwany wielkim wyrzeczeniem i przedstawiony jako najwyższy akt współczucia.

Z punktu widzenia buddyjskiej doktryny trzech ciał Buddy ten obraz jest daleko idącą reinterpretacją. W klasycznej mahajanie dharmakaja nie jest stanem odejścia od świata, lecz absolutną naturą przebudzenia, a nirmanakaja to ciało przejawione, w którym Budda działa wśród istot; nie są to dwie alternatywy, między którymi wybiera adept. Także surowe słowa Głosu ciszy o pratjekabuddach, przedstawionych jako ci, którzy wyzwalają się samolubnie, odpowiadają pewnym polemicznym motywom mahajany, ale nadają im ostrość właściwą raczej teozoficznemu moralizmowi niż scholastyce buddyjskiej.

Mimo tych różnic etyczny rdzeń książki jest jednoznacznie bodhisattwiczny. Wezwania, by dusza nastawiała ucha na każdy krzyk bólu, by nie spoczęła, dopóki choć jedna istota cierpi, by nie przyjmowała owocu własnych zasług, wyrażają ideał znany z Bodhicharjawatary Śantidewy i z wielu sutr mahajany. Bławatska nadała mu formę dostępną czytelnikowi europejskiemu, który nigdy nie słyszał o Śantidewie, i właśnie to tłumaczy żywotność książki: była dla wielu ludzi Zachodu pierwszym spotkaniem z ideałem bodhisattwy, zanim poznali go z przekładów naukowych.

Wydanie pekińskie i głos Suzukiego

W 1927 roku Głos ciszy ukazał się w Pekinie nakładem Chińskiego Stowarzyszenia Badań Buddyjskich. Wydanie przygotowali Alice Leighton Cleather i Basil Crump, teozofowie wierni nauce samej Bławatskiej, krytyczni wobec Adyaru, którzy osiedlili się wtedy w Chinach. Tom zaopatrzono w krótką przedmowę przypisaną IX Panczenlamie, Thubtenowi Czokji Nyimie, przebywającemu w tym czasie na wygnaniu w Chinach po konflikcie z rządem w Lhasie, a także w kaligrafię opisaną jako jego dzieło.

Dla zwolenników Bławatskiej był to dowód, że wysoki dostojnik buddyzmu tybetańskiego rozpoznał w książce prawdziwą naukę. Sceptycy zwracali uwagę, że nie wiadomo dokładnie, co Panczenlama przeczytał, w jakim przekładzie i w jakim stopniu przedmowa jest jego tekstem, a w jakim redakcją pośredników. Przedmowa ma charakter ogólnej pochwały drogi współczucia i nie zawiera żadnego twierdzenia o istnieniu „Księgi Złotych Przepisów”. Jest więc świadectwem życzliwej recepcji, a nie potwierdzeniem źródła.

Inny ważny głos należał do Daisetsu Teitaro Suzukiego, japońskiego uczonego, który zrobił więcej niż ktokolwiek inny dla przybliżenia zen Zachodowi. Suzuki i jego żona, Beatrice Lane Suzuki, mieli związki z ruchem teozoficznym, a sam Suzuki wyraził się o Głosie ciszy z uznaniem, uznając go za wierny wyraz ducha buddyzmu mahajany. Jego opinia jest często przytaczana w literaturze teozoficznej i ma realną wagę, bo pochodzi od znawcy tradycji. Warto jednak pamiętać, że dotyczyła treści duchowej, a nie filologicznej genezy tekstu. Suzuki mógł rozpoznać w książce prawdziwą mahajanę w sensie etosu bez przesądzania, czy istnieje jej tybetański oryginał.

Spór o źródła

Pytanie o pochodzenie Głosu ciszy pozostaje otwarte. Najprostsza hipoteza krytyczna głosi, że Bławatska skomponowała tekst sama, korzystając z lektur dostępnych w Europie lat osiemdziesiątych: przekładów buddyjskich i hinduskich, prac orientalistów, opisów jogi i medytacji, a także własnej wyobraźni religijnej. Za tą hipotezą przemawia mieszanina słownictwa sanskryckiego, tybetańskiego i hinduskiego, którą trudno sobie wyobrazić w jednym rodzimym tekście, oraz obecność rozwiązań typowo teozoficznych, jak siódemka bram czy szczególna interpretacja trzech ciał.

Zwolennicy autentyczności wskazują z kolei na zgodność książki z pewnymi naukami tradycji tybetańskiej, które w 1889 roku nie były jeszcze szeroko znane w Europie, oraz na to, że Bławatska nigdy nie twierdziła, iż przekłada dosłownie; mówiła raczej o swobodnym oddaniu sensu, uzupełnionym objaśnieniami w przypisach. Niektórzy badacze związani z ruchem próbowali powiązać „Złote Przepisy” z konkretnymi gatunkami literatury tybetańskiej, na przykład z tekstami przekazu ustnego szkół medytacyjnych, ale propozycje te pozostają hipotezami, a nie identyfikacjami.

Historyk może opisać sytuację bez rozstrzygania jej na siłę. Głos ciszy jest tekstem synkretycznym, w którym wątki buddyjskie, hinduskie i teozoficzne zostały przetopione przez osobowość autorki w jednolitą całość o wielkiej sile literackiej. Czy za tym przetopieniem stał tybetański rękopis, ustny przekaz, czy wyłącznie talent i lektura, tego dotąd nikt nie wykazał. Pewne jest natomiast, że właśnie w tej książce, a nie w żadnym z wielkich traktatów, Bławatska pokazała najwyraźniej, co dla niej samej było ostatecznym celem teozofii: nie wiedza o kosmosie, lecz przemiana, która każe zrezygnować z owoców tej wiedzy dla dobra innych.

Książka dla nielicznych, czytana przez wielu

Dedykacja „dla nielicznych” okazała się ironią losu. Ze wszystkich dzieł Bławatskiej Głos ciszy doczekał się najwięcej przekładów i wydań, był rozdawany jako podręcznik medytacji, czytany w lożach, cytowany przez ludzi, którzy nigdy nie otworzyli Doktryny tajemnej. Jego krótkie wersety nadawały się do powolnej, wielokrotnej lektury i do uczenia się na pamięć, a brak skomplikowanej kosmologii czynił go dostępnym dla czytelników o różnych przekonaniach.

Ta popularność ma swoją cenę. Książka bywa czytana jako autentyczne pismo buddyjskie, co nie jest uprawnione, albo odrzucana jako fałszerstwo, co nie oddaje jej rzeczywistej wartości. Uczciwiej jest traktować ją jako to, czym niewątpliwie jest: jako jeden z najważniejszych tekstów duchowości nowoczesnej, w którym europejska poszukiwaczka, przekonana o istnieniu ukrytej mądrości Wschodu, przemówiła językiem wersetu, a nie traktatu, i nadała ideałowi współczującego wyrzeczenia formę, w której przetrwał w kulturze Zachodu dłużej niż niejedna wierna filologicznie edycja sutr.