Wsiewołod Sołowjow i Współczesna kapłanka Izydy
Książka Wsiewołoda Sołowjowa Sowriemiennaja żrica Izidy, ogłoszona w 1892 roku i przełożona na angielski w 1895, przynosi najbardziej osobisty i zarazem najbardziej oskarżycielski portret Bławatskiej z lat 1884–1886, pisany przez rodaka, który z entuzjasty stał się jej nieprzejednanym przeciwnikiem.

Powieściopisarz w poszukiwaniu cudu
Wsiewołod Siergiejewicz Sołowjow (1849–1903) był w latach osiemdziesiątych XIX wieku znanym i poczytnym autorem powieści historycznych, w których rosyjska przeszłość, od dworu carskiego po losy rodów szlacheckich, nabierała barw przygody i romansu. Był synem wybitnego historyka Siergieja Sołowjowa i starszym bratem filozofa, który w tym eseju pozostaje poza polem widzenia. Pisarz miał skłonności mistyczne, interesował się spirytyzmem i zjawiskami niezwykłymi, a jego zainteresowanie Bławatską wyrastało z autentycznej ciekawości wobec tego, co w ówczesnej Europie nazywano nauką okultystyczną.
Spotkał ją w Paryżu wiosną 1884 roku, gdy założycielka Towarzystwa Teozoficznego przebywała w Europie, przyjmując gości z wielu krajów. Sołowjow był zafascynowany: oto Rosjanka, o której pisała prasa w kilku językach, obdarzona – jak twierdzili jej zwolennicy – mocami, jakich nie posiadał żaden znany medium. Wstąpił do Towarzystwa, uczestniczył w rozmowach i spotkaniach, był świadkiem zdarzeń, które wówczas przyjmował jako zjawiska nadzwyczajne. W swoich późniejszych wspomnieniach nie ukrywał, że przez pewien czas wierzył w autentyczność Mistrzów i w szczerość Bławatskiej.
Ten początek ma znaczenie dla oceny całej książki. Sołowjow nie przyszedł do Bławatskiej jako sceptyk ani jako dziennikarz szukający sensacji. Przyszedł jako adept, i dlatego jego rozczarowanie miało tak gwałtowny charakter. Książka, którą napisał, jest relacją człowieka przekonanego, że został oszukany, i to oszukany w sprawie, która była dla niego ważna.
Nie mniej ważna jest wspólnota języka. Z angielskimi i amerykańskimi uczniami Bławatska rozmawiała w języku, którym posługiwała się sprawnie, lecz bez swobody; z Sołowjowem mówiła po rosyjsku, z całą zjadliwością, humorem i rubasznością, które w jej korespondencji rodzinnej są dobrze widoczne. Rosyjski rozmówca słyszał inną Bławatską niż Olcott czy Sinnett: bardziej bezpośrednią, mniej pilnującą wizerunku, skłonną do żartów z własnych zwolenników. Ta bliskość dała książce wyjątkowy materiał, a zarazem uczyniła jej autora szczególnie podatnym na zranienie, gdy poufałość zamieniła się we wzajemną nieufność.
Paryż, Elberfeld, Würzburg
Narracja Sołowjowa obejmuje kilka etapów jego znajomości z Bławatską. W Paryżu, w 1884 roku, poznaje jej otoczenie: oddanych uczniów, Rosjan i Francuzów, rodzinę, która przyjechała ją odwiedzić. Następnie śledzi jej podróże po Europie, w tym pobyt w Niemczech, gdzie Bławatska gościła między innymi w Elberfeldzie u rodziny Gebhardów. Wreszcie, po jej powrocie z Indii w 1885 roku, odwiedza ją w Würzburgu, gdzie chora i osamotniona pisarka zaczynała pracę nad dziełem, które miało stać się jej opus magnum.
Würzburg jest punktem kulminacyjnym książki. Sołowjow przedstawia Bławatską w stanie skrajnego wyczerpania fizycznego i psychicznego, w niewielkim mieszkaniu, z garstką towarzyszy, pod ciężarem oskarżeń, które spadły na nią w Indiach. Opisuje rozmowy, w których – jak twierdzi – mówiła z nim bardziej otwarcie niż kiedykolwiek wcześniej. W jego relacji to właśnie tam zaczęła się rozpadać zasłona: Bławatska miała dawać do zrozumienia, że część zjawisk była przygotowywana, i bronić tego jako koniecznego środka do przyciągnięcia ludzi do idei, które uważała za prawdziwe.
Czytelnik musi pamiętać, że relacja ta pochodzi wyłącznie od Sołowjowa i została spisana po kilku latach. Nie zachowały się niezależne zapisy tych rozmów. Wiele sformułowań przypisywanych Bławatskiej w książce brzmi jak skondensowana, literacka wersja wypowiedzi, której dokładnego brzmienia nie da się już odtworzyć. Sołowjow był powieściopisarzem i jego książka czyta się jak powieść; to jej siła i jej problem.
Z tego samego powodu ostrożności wymagają opisy własnych przeżyć autora. Sołowjow wspomina zdarzenia z 1884 roku, które początkowo uznał za znaki obecności Mistrza, w tym wizję i liścik odnaleziony w niezwykłych okolicznościach. W książce reinterpretuje je jako efekt sugestii, napięcia emocjonalnego i zręczności otoczenia. Ta reinterpretacja jest psychologicznie wiarygodna, lecz nie bardziej sprawdzalna niż pierwotna wiara: w obu przypadkach mamy do czynienia z tym samym świadkiem, który w różnym czasie inaczej rozumiał to, co przeżył. Książka dokumentuje więc nie tyle zjawiska, ile przemianę ich obserwatora.
Spowiedź
Najbardziej znanym fragmentem dzieła jest tak zwana spowiedź Bławatskiej – list, który według Sołowjowa otrzymał od niej na początku 1886 roku, gdy ich stosunki zaczęły się psuć. W tekście, przytoczonym przez niego w przekładzie i komentarzu, Bławatska pisze o swojej przeszłości w tonie jednocześnie wyzywającym i rozpaczliwym. Grozi, że jeśli zostanie zdemaskowana, sama ujawni wszystko o swoim życiu i o tych, którzy w nim uczestniczyli, i że nie pozostawi nikogo nietkniętym. Odnosi się także do plotek dotyczących jej życia prywatnego, w tym do sprawy dziecka, Jurija, którego pochodzenie od dawna było przedmiotem domysłów.
Dla Sołowjowa list był dowodem, że ma do czynienia z osobą zdesperowaną, zdolną do szantażu i manipulacji, która w chwili zagrożenia zrzuca maskę. Dla obrońców Bławatskiej był to wybuch emocji kobiety chorej, osaczonej oskarżeniami i przekonanej, że zawiódł ją ktoś, komu zaufała. Pytanie o autentyczność samego tekstu było podnoszone, lecz szczególnie istotne jest pytanie o jego interpretację: czy jest to przyznanie się do oszustwa w sprawie zjawisk i Mistrzów, czy przede wszystkim wyraz gniewu wobec ludzi grzebiących w jej przeszłości?
Uważna lektura pokazuje, że list jest bardziej dwuznaczny, niż sugeruje komentarz Sołowjowa. Mówi wiele o osobistych ranach i obawach autorki, mniej o mechanice zjawisk. Sołowjow wpisał go jednak w ramę oskarżenia, która nadaje mu jednoznaczność. Na tym polega metoda książki: materiał autentyczny, choć fragmentaryczny, zostaje ułożony w narrację, w której każda scena zmierza ku jednemu wnioskowi.
Książka i jej przekład
Sowriemiennaja żrica Izidy ukazała się po rosyjsku w 1892 roku, rok po śmierci Bławatskiej, najpierw w odcinkach w „Russkim Wiestniku”, a następnie w wydaniu książkowym. Moment publikacji nie był przypadkowy: autorka nie mogła już odpowiedzieć, a jej ruch zyskiwał w Rosji coraz więcej zwolenników, zwłaszcza w kręgach arystokratycznych i literackich. Sołowjow przedstawił swoje dzieło jako ostrzeżenie dla rodaków, ujawnienie prawdy o kobiecie, którą Europa wynosiła na piedestał.
W 1895 roku w Londynie ukazał się angielski przekład, A Modern Priestess of Isis, w skrócie i opracowaniu Waltera Leafa, filologa klasycznego znanego z edycji Homera, wydany z inicjatywy Towarzystwa Badań Psychicznych. Ten kontekst nadał książce szczególną rangę w świecie anglojęzycznym: weszła w krąg literatury krytycznej wobec teozofii i była później często przywoływana w biografiach Bławatskiej jako świadectwo z pierwszej ręki. Wydanie angielskie, skrócone i opatrzone przez tłumacza wyjaśnieniami, różni się nieco od rosyjskiego oryginału, co nie zawsze było odnotowywane przez późniejszych autorów.
Książka zawiera wiele żywych scen i obserwacji psychologicznych, a jej portret Bławatskiej jako osoby niezwykle charyzmatycznej, kapryśnej, dowcipnej, wulgarnej i zdolnej do nagłych zmian nastroju zgadza się w wielu szczegółach z relacjami innych świadków, także życzliwych. Różnica leży w ocenie: tam, gdzie zwolennicy widzieli ekscentryczność geniuszu, Sołowjow widział narzędzia oszustki.
Recepcja w Rosji była podzielona. Część czytelników przyjęła książkę jako ostateczne rozliczenie z modą na teozofię, część jako ponury paszkwil wymierzony w kobietę, która nie mogła się już bronić. Rosyjscy teozofowie, skupieni w następnych dekadach wokół Anny Kamieńskiej i petersburskiego Towarzystwa, długo uważali ją za główną przeszkodę w poważnym przyjęciu dorobku Bławatskiej w ojczyźnie. Sołowjow zaś, który do końca życia pozostał pisarzem historycznym, w dziejach ezoteryki zapisał się przede wszystkim tą jedną książką polemiczną, a nie dziesiątkami tomów powieści.
Odpowiedź siostry
Najważniejszą polemiką z książką była odpowiedź Wiery Żelichowskiej, siostry Bławatskiej, ogłoszona w 1893 roku pod tytułem E. P. Bławatska i sowriemiennyj żriec istiny. Już sam tytuł, w którym „kapłanka Izydy” zostaje odbita w „kapłanie prawdy”, wskazuje na ironiczny charakter tekstu. Żelichowska znała Sołowjowa osobiście; spotykała go w Paryżu i w Würzburgu, była świadkiem części opisanych przez niego zdarzeń i przedstawiała je zupełnie inaczej.
Jej argumenty koncentrowały się na wiarygodności autora. Zarzucała Sołowjowowi, że jego zachowanie w latach 1884–1885 nie pasuje do późniejszego obrazu sceptycznego obserwatora: miał być entuzjastą, gorąco zabiegającym o względy Bławatskiej i o kontakt z Mistrzami, a jego zwrot przeciwko niej wiązał się z osobistym rozczarowaniem i urażoną ambicją. Wskazywała też na nieścisłości w chronologii i opisie scen, w których sama uczestniczyła, oraz na to, że listy jej siostry zostały w książce przytoczone wybiórczo i opatrzone tendencyjnym komentarzem.
Sołowjow odpowiedział na te zarzuty, a spór toczył się dalej w prasie rosyjskiej. Dla historyka wymiana ta ma wartość szczególną: dwie osoby, które znały Bławatską osobiście w tym samym okresie, przedstawiają te same zdarzenia w przeciwstawny sposób. Pokazuje to, jak bardzo każda relacja o niej była zabarwiona zaangażowaniem świadka – i jak trudno oddzielić w nich fakt od interpretacji.
Świadek, którego nie da się pominąć
Mimo stronniczości Współczesna kapłanka Izydy pozostaje źródłem, którego żaden biograf Bławatskiej nie może zignorować. Jest jedną z niewielu obszernych relacji z jej ostatnich lat w Europie, pisaną przez kogoś, kto widział ją w chwilach słabości, a nie tylko w roli przewodniczki ruchu. Zawiera szczegóły codziennego życia, rozmów i nastrojów, których próżno szukać w hagiograficznych wspomnieniach uczniów.
Zarazem jest to książka napisana przez rozczarowanego wyznawcę, którego wiarygodność została skutecznie podważona przez osoby równie bliskie wydarzeniom. Rozsądna lektura wymaga więc podwójnej ostrożności: brania na serio obserwacji Sołowjowa i nieufności wobec jego wniosków. Jego portret mówi wiele o Bławatskiej, lecz równie wiele o nim samym – o rosyjskim intelektualiście końca XIX wieku, rozdartym między pragnieniem cudu a lękiem przed oszustwem, który w kobiecie z Würzburga zobaczył najpierw jedno, a potem drugie.
