Andriej Bieły w Dornach
Andriej Bieły spędził lata 1914–1916 w Dornach przy budowie pierwszego Goetheanum, rzeźbiąc w drewnie obok Asi Turgieniewej, a antropozoficzne doświadczenie świadomości, pamięci i ciała przeniknęło jego prozę, od ostatecznego kształtu Petersburga po Kotika Letajewa.

Poeta przy dłucie
Wśród setek ludzi, którzy przed pierwszą wojną światową zjechali do szwajcarskiej wioski Dornach pod Bazyleą, aby wznosić drewnianą budowlę zaprojektowaną przez Rudolfa Steinera, był jeden z najważniejszych pisarzy rosyjskiego modernizmu. Borys Bugajew, piszący jako Andriej Bieły, miał wtedy za sobą Symfonie, tomy wierszy, Srebrnego gołębia i rozległe prace teoretyczne o symbolizmie. W Dornach pracował jednak nie piórem, lecz dłutem: przy rzeźbieniu architrawów i kapiteli wielkiej, podwójnie zwieńczonej kopułami budowli, która miała być zarazem teatrem dla dramatów misteryjnych i obrazem duchowej kosmologii przełożonej na formę.
Ten epizod bywa w biografiach Bielego traktowany jako dziwactwo albo jako ucieczka od literatury. Lepiej widzieć w nim doświadczenie formujące. Dla symbolisty, który od młodości pisał o sztuce jako drodze poznania, praca w drewnie pod kierunkiem człowieka głoszącego naukę o duchu była próbą sprawdzenia, czy teoria może stać się czynnością rąk. W listach i późniejszych wspomnieniach Bieły opisywał zmęczenie, chłód warsztatów, kłótnie wśród budowniczych z wielu narodów, a zarazem poczucie uczestnictwa w czymś, co przekraczało jednostkowe ambicje. Zanim jednak stanął przy rusztowaniach, przeszedł drogę, która zaczęła się dwa lata wcześniej.
Droga do Steinera i Asia Turgieniewa
Bieły poznał Steinera osobiście w 1912 roku, wraz z Anną Turgieniewą, zwaną Asią, młodą artystką z rodziny spokrewnionej z autorem Ojców i dzieci. Asia uczyła się grafiki w Brukseli i miała za sobą poważne studia nad techniką rytowniczą. Para jeździła odtąd za Steinerem po Niemczech, Szwajcarii i Skandynawii, słuchając cykli wykładów w Kolonii, Monachium, Bazylei, Kristianii i innych miastach. W 1914 roku pobrali się w Bernie, a wkrótce osiedli w Dornach, gdzie rozpoczęto prace nad Johannesbau, przemianowanym później na Goetheanum.
Rola Asi była w tym przedsięwzięciu wyraźniejsza niż rola jej męża. To ona należała do zespołu, który przygotował barwne okna budowli: wielkie tafle szkła, w których motywy rytowano tak, że obraz pojawiał się dopiero w przenikającym świetle. Steiner przywiązywał do tych okien szczególne znaczenie, widząc w nich miejsce, gdzie materia staje się przezroczysta dla duchowej treści. Turgieniewa pozostała związana z Goetheanum przez całe życie i kierowała później pracami nad szklanymi oknami drugiej budowli. Jej zaangażowanie okazało się trwalsze niż małżeństwo z Bielym, które nie przetrwało rozłąki wojennej.
Dla samego Bielego miesiące w Dornach oznaczały intensywne ćwiczenia medytacyjne według wskazań Steinera, lekturę jego pism i nieustanne rozmowy z innymi uczniami. Był to także czas wewnętrznych kryzysów. Pisarz opisywał później stany, które interpretował jako przeżycia progowe, oraz napięcia, które przenosił na relacje z otoczeniem. W środowisku Dornach rozumiano je różnie: jedni widzieli w nich owoc praktyki, inni objaw przeciążenia wrażliwego umysłu. Niezależnie od oceny te doświadczenia przeszły do jego prozy.
Petersburg między rewolucją a ciałem eterycznym
Petersburg powstawał w latach 1911–1913, a więc przeważnie przed Dornach, i ukazał się najpierw w almanachach wydawnictwa Sirin, a w formie książkowej w 1916 roku. Nie jest to powieść antropozoficzna w sensie doktrynalnym. Jej osnową pozostaje historia bomby zegarowej, ojca senatora i syna wplątanego w spisek, rozegrana w mieście, które Bieły przedstawia jako geometryczną halucynację imperium. A jednak już w pierwszej wersji, pisanej w okresie zbliżania się do Steinera, pojawiają się motywy, które badacze łączą z antropozoficznym słownikiem: wychodzenie świadomości z ciała, przeżycie „ciała” myśli rozrastającego się poza granice głowy, kosmiczne rozszerzenie i bolesne skurczenie jaźni.
Bohater, Mikołaj Ableuchow, przeżywa w kluczowych scenach stany, w których przestrzeń wokół niego rozpada się, a on sam rozciąga się w nieskończoność, by po chwili skupić się w punkcie. Bieły nazywał te przeżycia własnymi słowami, ale ich struktura przypomina opisy, które Steiner dawał w wykładach o śnie, śmierci i przejściu przez próg. Ważniejsza od pojedynczych zapożyczeń jest jednak zmiana samej poetyki: miasto, bohaterowie i czas powieści stają się projekcjami świadomości, a narrator zachowuje się jak ktoś, kto bada mechanizm, w którym myśl wytwarza rzeczywistość.
Antropozofia wpłynęła wyraźniej na późniejsze przeróbki tekstu. Wydanie berlińskie z 1922 roku jest znacznie skrócone i przebudowane; Bieły usuwał z niego fragmenty, przesuwał akcenty i porządkował rytmiczną prozę. Ta druga redakcja powstała w czasie, gdy pisarz przechodził głęboki kryzys wobec Towarzystwa Antropozoficznego, i dlatego trudno ją czytać jako proste świadectwo wiary. Pokazuje raczej, że język wyniesiony z Dornach stał się częścią jego warsztatu, nawet wtedy, gdy relacja ze Steinerem była najbardziej napięta.
Kotik Letajew i pamięć niemowlęctwa
Najpełniej antropozoficzne doświadczenie przenika Kotika Letajewa, napisanego w Dornach w latach 1915–1916 i opublikowanego najpierw w almanachu „Skify”, a jako książka w 1922 roku. Powieść jest próbą rekonstrukcji najwcześniejszych lat życia, od chwili, gdy świadomość dziecka dopiero wyłania się z niezróżnicowanego chaosu wrażeń. Bieły opisuje świat widziany z perspektywy istoty, dla której nie istnieje jeszcze granica między ciałem a otoczeniem, a słowa rodziców są wydarzeniami kosmicznymi, nie komunikatami.
Steiner mówił wielokrotnie o tym, że w pierwszych latach życia jaźń dopiero stopniowo wnika w organizm, a dziecko żyje w stanie bliższym przedziemskiemu niż późniejszej świadomości dorosłego. Bieły nie przenosi tych tez do książki jako wykładu. Zamiast tego buduje prozę, w której wspomnienie dorosłego narratora sięga pod próg zwykłej pamięci, a obrazy niemowlęctwa nakładają się na mityczne figury: labirynt, starca, lwa, rozpalone sfery. Narrator wyraźnie sugeruje, że dostęp do tych warstw zawdzięcza pracy wewnętrznej podjętej w dorosłości, a więc praktyce, którą Bieły znał z Dornach.
Kotik Letajew jest więc czymś więcej niż autobiograficzną powieścią o dzieciństwie w profesorskim domu na Arbacie. Jest eksperymentem z czasem: dorosły, który przeżył kryzysy medytacyjne u stóp budowanego Goetheanum, wraca do początków jaźni i próbuje opisać jej narodziny od środka. Dlatego rosyjscy krytycy, nawet nieprzychylni antropozofii, uznawali tę książkę za jedno z najśmielszych osiągnięć prozy Bielego, a jej język wpłynął na pisarzy, którzy o Steinerze nie wiedzieli prawie nic.
Do tego samego kręgu należą Zapiski dziwaka, książka wydana na początku lat dwudziestych, w której Bieły przetwarza bezpośrednio swój pobyt w Szwajcarii i podróż powrotną przez wojenną Europę. Narrator, alter ego autora, przeżywa tam drogę przez Francję i Anglię jako ciąg tajemniczych znaków, prześladowań i prób, a pobyt przy budowie świątyni nad Renem przedstawia jako inicjację, której nie zdołał doprowadzić do końca. Tekst jest nierówny, chwilami bliski zapisowi obsesji, i właśnie dlatego cenny dla historyka: pokazuje, jak praktyka medytacyjna, wojna i lęk przed szpiegami splatały się w umyśle pisarza w jedną opowieść o próbie duszy. Między Kotikiem Letajewem a Zapiskami dziwaka przebiega granica, którą Bieły sam wyczuwał: pierwsza książka przemienia doświadczenie w formę, druga pozostaje w jego wnętrzu, nie znajdując dystansu.
Powrót, rozczarowanie i Wspomnienia o Steinerze
W 1916 roku Bieły został wezwany do stawienia się przed rosyjską komisją poborową. Opuścił Dornach w sierpniu i okrężną drogą, przez Francję, Anglię i Skandynawię, wrócił do Rosji. Asia pozostała w Szwajcarii. Rozłąka, wojna i rewolucja sprawiły, że małżonkowie już nigdy nie odbudowali wspólnego życia. W Rosji Bieły należał do środowiska antropozofów moskiewskich, wygłaszał wykłady, działał w Wolnej Akademii Filozoficznej, a w 1917 roku opublikował studium o Steinerze i Goethem w światopoglądzie współczesności, będące polemiką z krytykami antropozoficznej lektury Goethego.
Rosyjskie Towarzystwo Antropozoficzne, założone w 1913 roku, skupiało ludzi o bardzo różnych temperamentach. Należeli do niego lub byli z nim blisko związani pisarze, muzycy i aktorzy, a w latach dwudziestych w orbitę antropozofii wszedł także Michaił Czechow, który przeniósł jej idee do teatru. W tym środowisku Bieły poznał Klaudię Wasiliewą, która z czasem została jego drugą żoną i opiekunką jego spuścizny. Władze sowieckie zamknęły Towarzystwo w 1923 roku, a na początku lat trzydziestych wielu dawnych członków aresztowano i zesłano.
Lata 1921–1923, spędzone w Berlinie, były dla Bielego czasem załamania. Spotkanie z Asią, która nie zamierzała do niego wrócić, oraz chłodne, jak to odbierał, przyjęcie w kręgach antropozoficznych doprowadziły do gwałtownych reakcji i publicznych ekscesów, które odnotowało wielu świadków. Bieły pisał wtedy gorzko o Towarzystwie, rozróżniając jednak organizację, którą oskarżał o sekciarstwo, od osoby Steinera. Po powrocie do Rosji w 1923 roku nie zerwał już z antropozofią wewnętrznie, choć sowiecka rzeczywistość zmuszała go do milczenia o niej w druku.
Najważniejszym świadectwem tego związku są Wspomnienia o Steinerze, spisane pod koniec lat dwudziestych i wydane dopiero wiele lat po śmierci autora. Bieły opisuje w nich Steinera nie jako nieomylnego mistrza, lecz jako człowieka o wielkiej uważności, humorze i zmęczeniu, otoczonego uczniami, którzy często go nie rozumieli. Tekst jest zarazem aktem pojednania z własną przeszłością: pisarz, który w Berlinie złorzeczył Dornach, wraca myślą do warsztatów, okien Asi i wykładów, by uznać, że to tam nauczył się patrzeć na świadomość jako na pole pracy. Wspomnienia mają charakter osobisty i nie zawsze są wiarygodne w szczegółach, ale ich wartość polega na tym, że pokazują antropozofię oczami artysty, który brał ją śmiertelnie poważnie i dlatego nie potrafił się z nią ani pogodzić, ani rozstać.
Dornach pozostał więc w biografii Bielego miejscem przejścia. Nie stworzył tam programowego dzieła antropozoficznego i nie został ideologiem ruchu. Wyniósł stamtąd coś subtelniejszego: przekonanie, że proza może być zapisem przemian świadomości, a rytm zdania odpowiada rytmom życia wewnętrznego. To przekonanie, zrodzone przy dłucie i w salach wykładowych, ukształtowało najbardziej oryginalne strony jego dzieła.
