Maurycy Frydman – od teozofii do Nisargadatty
Maurycy Frydman, warszawski inżynier, przeszedł drogę od teozofii i rozmów z Krishnamurtim przez aśram Ramany Maharshiego i sanjasę jako Swami Bharatananda do redakcji I Am That, książki, która w 1973 roku uczyniła Nisargadattę Maharaja jednym z najbardziej czytanych nauczycieli advaity.
Inżynier szukający absolutu
Maurycy Frydman urodził się w Warszawie pod koniec XIX wieku, w rodzinie żydowskiej, i od młodości łączył w sobie dwie skłonności, które rzadko chodzą w parze: zmysł konstruktora i nienasycony głód metafizyki. Wykształcił się na inżyniera, specjalizował się w elektrotechnice i przez pewien czas pracował we Francji. Wspomnienia ludzi, którzy go znali, przedstawiają go jako człowieka niezwykle bezpośredniego, o szybkim umyśle i ostrym języku, niecierpliwego wobec pustych słów, a zarazem gotowego oddać wszystko, co miał, komuś w potrzebie. Sam opisywał swoje poszukiwania jako drogę przez kolejne formy religijności, z których każda okazywała się zbyt ciasna, choć nie bezwartościowa.
Jednym z pierwszych przystanków była teozofia. W międzywojennej Polsce towarzystwo teozoficzne skupiało ludzi szukających duchowości poza strukturami kościelnymi, a jego otwarcie na myśl indyjską przyciągało umysły zmęczone europejskim racjonalizmem. Frydman zetknął się w tym środowisku z Wandą Dynowską, z którą łączyła go później wieloletnia współpraca, a także z myślą Jiddu Krishnamurtiego. Dla Frydmana spotkanie z Krishnamurtim miało znaczenie przełomowe, ale przede wszystkim jako zakwestionowanie wszystkich autorytetów, łącznie z teozoficznymi. Krishnamurti mówił, że prawdy nie można otrzymać od nikogo, że organizacje, rytuały i hierarchie duchowe stają się przeszkodą, a uwolnienie zaczyna się od bezlitosnej uwagi wobec własnego umysłu. Frydman przyjął tę lekcję tak poważnie, że przestał z czasem szukać prawdy w systemach okultystycznych; pozostał natomiast przyjacielem Krishnamurtiego na dziesięciolecia, jednym z niewielu, którzy potrafili z nim spierać się otwarcie.
Fabryka w Bangalore i aśram w Tiruwannamalai
Do Indii trafił w połowie lat trzydziestych, z zamiarem połączenia pracy zawodowej z poszukiwaniem nauczyciela. Objął stanowisko kierownicze w rządowej fabryce elektrotechnicznej w Bangalore, w księstwie Majsur, i przez kilka lat był cenionym menedżerem, znanym z troski o warunki pracy robotników. Równocześnie odwiedzał aśramy i świętych, a najważniejszym z tych spotkań stała się wizyta u Ramany Maharshiego w Tiruwannamalai u stóp świętej góry Arunaczali.
Ramana nauczał metody, która wydawała się stworzona dla umysłu takiego jak Frydmanowy: dociekania „kim jestem?”, czyli kierowania uwagi ku źródłu poczucia „ja” aż do jego rozpuszczenia w czystej świadomości. Nie wymagał wiary, rytuałów ani wiedzy teologicznej; wymagał wytrwałości i szczerości. Frydman przyjeżdżał do aśramu wielokrotnie, zadawał pytania ostre i rzeczowe, nieraz uparcie wracał do tych samych trudności. Jego rozmowy z Ramaną znalazły się w zapiskach prowadzonych w aśramie, a sam przygotowywał przekłady i opracowania nauk mistrza. Świadkowie wspominali, że Ramana odnosił się do niego z wyraźną sympatią i cierpliwością, doceniając jego bezkompromisową szczerość.
Przejście od teozofii do advaity było dla Frydmana czymś więcej niż zmianą nauczyciela. Teozofia przedstawiała duchowy rozwój jako długą wędrówkę przez plany i ciała subtelne, przez kolejne wcielenia i stopnie inicjacji, pod opieką hierarchii Mistrzów. Advaita w ujęciu Ramany odrzucała tę perspektywę u samych podstaw: jaźń nie musi się nigdzie wspinać, ponieważ już jest tym, czego szuka, a wszystkie plany i stopnie należą do świata zjawisk, który ma zostać przejrzany, a nie zdobyty. Dla człowieka, który zaczynał od teozoficznych schematów, ta zmiana oznaczała porzucenie całej mapy duchowej i zgodę na drogę bez etapów. Frydman przyjął ją, nie odrzucając jednak z pogardą dawnych fascynacji; mówił o nich raczej jak o szkole, którą trzeba było przejść, żeby zrozumieć jej granice.
Spotkanie z Ramaną nie zakończyło poszukiwań w sensie biograficznym, ale zmieniło ich charakter. Odtąd Frydman nie szukał już nowej doktryny; szukał coraz głębszego zrozumienia tego, co mistrz z Arunaczali wskazywał w ciszy. W duchu indyjskiej tradycji wyrzeczenia przyjął sanjasę i imię Swami Bharatananda, choć jego styl życia wymykał się stereotypom ascety. Nosił ochrowe szaty, żył skromnie, nie posiadał niemal niczego, a mimo to pozostawał człowiekiem czynu – nie wycofał się do pustelni, lecz nadal pracował dla innych.
Gandhi i konstytucja Aundh
Jeden z najciekawszych epizodów jego indyjskiego życia dotyczy polityki. W 1938 roku władca niewielkiego księstwa Aundh w zachodnich Indiach, Bhawanrao Pant Pratinidhi, wraz ze swym synem Appą Pantem postanowił oddać władzę mieszkańcom i wprowadzić samorząd oparty na zasadach gandyjskich. Frydman, który znał rodzinę władcy, odegrał w tym przedsięwzięciu kluczową rolę jako autor projektu konstytucji. Dokument przygotowano w konsultacji z Mahatmą Gandhim w Sewagramie, a jego zasady odzwierciedlały gandyjską wizję: władza miała wyrastać od dołu, od samorządów wiejskich, z udziałem wszystkich dorosłych mieszkańców, a państwo miało służyć samowystarczalności wsi, a nie odwrotnie.
Eksperyment, znany jako Aundh Experiment, trwał kilka lat i zakończył się wraz z włączeniem księstwa do niepodległych Indii. Nie da się go ocenić w kategoriach trwałego sukcesu politycznego, ale stanowi wyjątkowy przykład próby wcielenia etyki swaradżu w ustrój państwowy. Dla Frydmana był też dowodem, że duchowe poszukiwanie nie musi oznaczać ucieczki od świata. Bliskość z Gandhim przyniosła także mniej znane owoce: inżynier pracował nad usprawnieniem kołowrotka, symbolu gandyjskiej samowystarczalności, stosując swoje umiejętności techniczne w służbie programu, który Gandhi uważał za ekonomiczne serce niepodległości.
Bibliotekarz pomostu i opiekun uchodźców
Równolegle Frydman uczestniczył w przedsięwzięciu Wandy Dynowskiej, Bibliotece Polsko-Indyjskiej. Nie był jej główną tłumaczką; jego rola polegała raczej na wspieraniu wydawnictwa, szukaniu środków i drukarni, a niekiedy na współpracy przy opracowaniu tekstów. Ta przyjaźń, zbudowana na wspólnym polskim pochodzeniu i wspólnym przekonaniu o duchowej wartości Indii, trwała do końca ich życia.
Po 1959 roku oboje zaangażowali się w pomoc uchodźcom tybetańskim, którzy po klęsce powstania w Lhasie przybyli do Indii. Frydman wykorzystywał swoje kontakty i doświadczenie organizacyjne, by pomagać w budowie osiedli, zbierać fundusze i ułatwiać kształcenie młodych Tybetańczyków. Działał bez rozgłosu, a o jego roli wiemy głównie z relacji ludzi, którym pomógł. Ta praca wpisuje się w spójny obraz jego życia: duchowość rozumiana jako bezinteresowne działanie, w którym nie ma miejsca na budowanie własnej pozycji. Frydman nie zakładał organizacji, nie gromadził uczniów i nie pisał o sobie. Pozostawił niewiele tekstów pod własnym nazwiskiem, a jego biografię trzeba składać z listów, wzmianek w cudzych wspomnieniach i przedmów do książek, które redagował. Ten brak autoprezentacji jest sam w sobie świadectwem: człowiek, który przez całe życie szukał wyzwolenia od fałszywego poczucia „ja”, konsekwentnie unikał tworzenia wokół siebie legendy, a dziś jego imię jest znane głównie z karty tytułowej cudzej książki.
Spotkanie z Nisargadattą
Ostatni wielki rozdział zaczął się w Bombaju, w połowie lat sześćdziesiątych. Frydman, wówczas już starszy człowiek, który znał osobiście wielu wybitnych nauczycieli Indii, trafił do niewielkiego mieszkania w dzielnicy Khetwadi, gdzie nad sklepikiem z tytoniem przyjmował gości Nisargadatta Maharaj. Ten skromny człowiek, sprzedawca papierosów i uczeń tradycji Navnath Sampradaya, mówił po marathi, nie znał angielskiego i nie miał żadnego wykształcenia akademickiego, a jego nauka o czystym „jestem” jako bramie do tego, co przekracza nawet świadomość, uderzała radykalizmem bliskim Ramanie, lecz wyrażonym w zupełnie innym, ostrzejszym idiomie.
Frydman rozpoznał w Nisargadatcie nauczyciela, którego słowa należało udostępnić światu. Przez kilka lat uczestniczył w rozmowach, nagrywał je na taśmę i spisywał, korzystając z pomocy tłumaczy z marathi. Następnie przystąpił do ogromnej pracy redakcyjnej: wybierał, porządkował i przekładał na angielski dialogi, nadając im literacką formę, a jednocześnie starając się zachować bezpośredniość mowy mistrza. Efektem była książka I Am That, wydana w Bombaju w 1973 roku przez wydawnictwo Chetana. Złożona ze stu kilkudziesięciu rozmów, stała się jednym z klasycznych tekstów współczesnej advaity, tłumaczonym na dziesiątki języków i do dziś przyciągającym czytelników z całego świata.
Rola Frydmana jako redaktora budziła później pytania. Krytycy zauważali, że wiele z najbardziej błyskotliwych sformułowań książki ma ślady jego własnego stylu, a sam dobór rozmów odzwierciedla jego zainteresowania, w tym echo dialogów z Krishnamurtim. Zwolennicy odpowiadają, że redaktor nie wymyślił nauki, lecz nadał jej kształt zrozumiały dla zachodnich czytelników, i że według relacji z otoczenia mistrza Nisargadatta znał i akceptował powstającą książkę. Obie strony mają rację w pewnej mierze: I Am That jest dziełem Nisargadatty przefiltrowanym przez wrażliwość człowieka, który całe życie spędził w rozmowach z mistrzami i potrafił rozpoznać, co w nich najistotniejsze.
Nisargadatta sam należał do linii, której nauki przekazywano przede wszystkim w marathi i w formie bezpośredniego pouczenia. Jego nauczyciel, Siddharameshwar Maharaj, przekazał mu prostą wskazówkę: trzymać się poczucia „jestem” i nie utożsamiać się z niczym, co da się w nim postrzec. Na tej wskazówce zbudowana jest cała książka. Frydman, który przez lata praktykował dociekanie Ramany, rozpoznawał tu pokrewną metodę, różniącą się akcentami, ale nie kierunkiem. W I Am That pytania często zadają cudzoziemcy, ludzie wychowani w zachodniej psychologii, w chrześcijaństwie albo w teozofii, i właśnie dlatego książka stała się dla nich zrozumiała: odpowiedzi trafiały w ich własne przyzwyczajenia myślowe.
Frydman zmarł w Bombaju w 1976 roku. Jego droga – od warszawskiego środowiska teozoficznego przez Krishnamurtiego i Ramanę po pokój nad sklepikiem w Bombaju – pokazuje, jak teozofia mogła stać się nie celem, lecz pierwszym krokiem: bramą, przez którą europejski poszukiwacz wchodził do Indii, by w końcu porzucić wszelkie pośrednictwo i stanąć wobec żywych nauczycieli niedualności.
