William Blake i Urizen jako demiurg
W Księdze Urizena i późnych poematach proroczych William Blake przedstawił stwórcę-prawodawcę jako władzę rozumu, która oddzieliła się od wieczności i zamknęła człowieka w prawie i materii; od XIX wieku nazywano to wizją gnostycką, choć znajomość źródeł gnostyckich u Blake'a pozostaje sprawą bardzo niepewną.

Cień grozy w wieczności
The First Book of Urizen, wydana przez Blake'a w 1794 roku jego własną techniką druku iluminowanego, zaczyna się od zdarzenia, które poprzedza stworzenie świata. W wieczności powstaje „cień grozy”, coś, co jest „samo w sobie zamknięte, wszystko odpychające”. Ten byt nie ma jeszcze imienia, ale wkrótce się okazuje, że to Urizen – postać, w której imieniu wielu interpretatorów słyszy angielskie your reason, „twój rozum”, lub greckie horizein, „wyznaczać granice”. Obie etymologie są domysłami, ale obie trafnie oddają funkcję tej postaci: Urizen jest tym, kto oddziela, mierzy i ustanawia granice.
W pierwszej części poematu Urizen pracuje w samotności nad tym, czego nikt inny nie chce. Szuka stałości w świecie, który był dotąd żywym ruchem, szuka „radości bez bólu”, „ciała stałego bez fluktuacji”. Wreszcie występuje przed wiecznymi z księgą z mosiądzu i ogłasza w niej swoje prawa: jeden Król, jeden Bóg, jedno Prawo. Jest to pierwszy akt stworzenia w sensie Blake'a, a zarazem pierwszy akt upadku. Wieczni odpowiadają przerażeniem, wieczność rozdziera się, a Urizen zostaje oddzielony i zaczyna kształtować świat, który jest jego więzieniem.
Dalsza część poematu opisuje, jak Los, postać twórczej wyobraźni, wiąże Urizena w kształt ciała przez siedem straszliwych „wieków”, w których powstają kręgosłup, serce, oczy, uszy, nozdrza, żołądek i kończyny. Stworzenie ludzkiego ciała jest tu procesem ograniczania, kurczenia się zmysłów do kilku wąskich otworów, przez które wieczność już tylko się przesącza. Świat materialny, który Urizen ustanawia, zostaje następnie spowity „siecią religii”, z którą jego potomkowie uznają prawo za Boga.
Poemat nie stoi samotnie. W następnym roku Blake wydał The Book of Ahania i The Book of Los, które opowiadają ten sam upadek z innych perspektyw. W pierwszej Urizen odpycha od siebie Ahanię, swoją żeńską emanację, nazywając ją grzechem, i zostaje sam ze swoim chłodnym prawem; jej lament nad utraconą radością jest jednym z najbardziej przejmujących fragmentów wczesnych proroctw. W drugiej opowieść prowadzona jest od strony Losa, który w otchłani wykuwa słońce i przykuwa do niego kręgosłup Urizena. Tytuł „pierwszej księgi” zapowiadał zresztą ciąg dalszy, który nigdy nie powstał w zamierzonej postaci. Blake nie zbudował zamkniętego systemu, lecz kilkakrotnie podejmował ten sam mit, za każdym razem przesuwając jego środek ciężkości.
Stwórca jako prawodawca
Struktura tego mitu przypomina pod wieloma względami to, co gnostycy mówili o Demiurgu. W systemach znanych z relacji heresiologów i z tekstów z Nag Hammadi stwórca widzialnego świata jest istotą niższą, niewiedzącą o istnieniu wyższego Boga, przekonaną, że sam jest jedynym bogiem, i ogłaszającą prawo, przez które utrzymuje ludzi w niewoli. W Apokryfonie Jana Jaldabaot wypowiada słowa „jestem Bogiem zazdrosnym i nie ma innego poza mną”, co tekst uznaje za dowód jego ignorancji. Urizen, ogłaszający w księdze z mosiądzu „jednego Boga i jedno prawo”, robi to samo.
Podobieństwo pogłębia sposób, w jaki Blake przedstawia związek Urizena z biblijnym Bogiem Starego Testamentu. Na słynnym frontyspisie do Europy (1794), znanym jako The Ancient of Days, starzec z rozwianą brodą wychyla się z kręgu słońca i mierzy otchłań cyrklem. Obraz nawiązuje do biblijnego tekstu o Bogu, który wyznacza krąg na powierzchni głębi, ale zarazem przedstawia akt geometrycznego ograniczenia. Na wielkim druku barwnym Elohim Creating Adam (1795) stwórca pochyla się nad leżącym człowiekiem, wokół którego owija się wąż; akt stworzenia wygląda tu jak udręka, nie jak dar. W niepublikowanych za życia wierszach z notatnika Blake nazywa takiego Boga „Nobodaddy” – zbitką „nikogo” i „tatusia” – i kpi z jego zazdrosnej tajemniczości.
U Blake'a pojawia się też motyw, który można porównać z gnostycką krytyką prawa mojżeszowego. W Zaślubinach Nieba i Piekła (ok. 1790) mówca dowodzi, że Jezus był cały cnotą i działał z impulsu, nie z reguł, i łamał każde z dziesięciu przykazań. Prawo jest w tej optyce wytworem upadłego rozumu, który chce zamrozić żywy ruch energii. Kiedy gnostycy przeciwstawiali Boga Jezusa Bogu prawa, kierowali się innymi racjami teologicznymi, ale obraz stwórcy-prawodawcy jako władzy ograniczającej jest w obu przypadkach zbieżny.
Co Blake mógł wiedzieć o gnostykach
Zestawienie tych podobieństw nasuwa pytanie, czy Blake znał źródła gnostyckie. Trzeba odpowiedzieć ostrożnie. Teksty koptyjskie, takie jak Apokryfon Jana, nie były w jego czasach dostępne; biblioteka z Nag Hammadi została odkryta w 1945 roku, a i wcześniej znane kodeksy, jak Pistis Sophia, wydano dopiero po jego śmierci. Blake mógł znać gnozę wyłącznie z drugiej ręki: z relacji Ireneusza i innych Ojców, z historii Kościoła, takich jak dzieło Johanna Lorenza Mosheima tłumaczone na angielski, z polemik angielskich deistów i unitarian, z mitograficznych kompilacji w rodzaju New System Jacoba Bryanta, którego dzieło Blake jako młody rytownik mógł znać z bliska.
Do tego dochodzą źródła pośrednie. Blake czytał Swedenborga, którego najpierw podziwiał, a potem krytykował. Znał pisma Jakuba Böhmego w angielskim wydaniu kojarzonym z nazwiskiem Williama Lawa. Obracał się w kręgu, w którym znano przekłady Thomasa Taylora, angielskiego platonika, tłumacza Plotyna, Proklosa i orfickich hymnów. Kathleen Raine w Blake and Tradition (1968) dowodziła, że ten neoplatoński i hermetyczny materiał był dla Blake'a podstawowym źródłem symboliki. Jeśli tak, to gnostyckie elementy jego mitu mogłyby wyrastać nie z bezpośredniej lektury gnostyków, lecz z ogólnego platońskiego schematu upadku duszy w materię.
Brak jest jednak w pismach Blake'a wyraźnych odwołań do Walentyna, Bazylidesa czy Marcjona, które świadczyłyby o świadomym nawiązaniu. Przekonanie o jego „gnostycyzmie” jest zatem przede wszystkim interpretacją, opartą na podobieństwie struktur, a nie na udowodnionej zależności. Pomocne są tu notatki Henry'ego Crabba Robinsona, który rozmawiał z Blakiem w ostatnich latach jego życia. Według tych zapisków Blake miał mówić, że natura jest dziełem diabła, a o stwórcy świata wyrażał się w sposób, który Robinsonowi przypominał dawne herezje. Takie wypowiedzi, przekazane przez rozmówcę, który nie zawsze rozumiał Blake'a, wskazują na pokrewieństwo intuicji, ale nie na znajomość tekstów.
Gdzie Blake odchodzi od gnozy
Porównanie z gnozą prowadzi do równie ważnych różnic. Urizen nie jest obcym bytem, który przychodzi z zewnątrz i zniewala świat duchowy. Jest jedną z czterech władz człowieka, czterech Zoa, które w Czterech Zoa – wielkim, niedokończonym poemacie pisanym od połowy lat dziewięćdziesiątych XVIII wieku – składają się na pierwotnego człowieka, Albiona. Urizen jest rozumem, Luvah uczuciem, Tharmas zmysłami, Urthona – w czasie upadku Los – wyobraźnią. Upadek nie polega na tym, że wyższy świat zostaje zawłaszczony przez niższego władcę, lecz na tym, że jedna z władz człowieka oddziela się od pozostałych i chce panować nad całością.
W tym ujęciu stwórca-prawodawca nie jest wrogiem człowieka, lecz jego chorą częścią. Rozum sam w sobie nie jest zły; staje się zły, kiedy wyrywa się z jedności i przypisuje sobie władzę absolutną. Gnostycki Demiurg pozostaje zaś na ogół istotą niezdolną do odkupienia, która w eschatologii zostaje zniesiona lub pozostawiona w niższym porządku. U Blake'a jest inaczej. W dziewiątej nocy Czterech Zoa Urizen zostaje przemieniony: zrzuca starość, staje się z powrotem promiennym młodzieńcem i zajmuje swoje miejsce w odnowionej jedności człowieka. Zbawienie nie polega na ucieczce od stwórcy, lecz na jego uleczeniu.
Podobnie wygląda sprawa z materią. Gnostycy, przynajmniej w swych radykalniejszych odmianach, widzieli w ciele więzienie, z którego należy się uwolnić. Blake, choć opisuje stworzenie ciała jako ograniczenie, w innych miejscach głosi, że ciało jest tą częścią duszy, którą postrzegają pięć zmysłów, i że energia, płynąca z ciała, jest wieczną rozkoszą. Upadkiem nie jest istnienie ciała, lecz jego zamknięcie, zwężenie percepcji. Gdyby drzwi percepcji zostały oczyszczone – brzmi słynne zdanie z Zaślubin Nieba i Piekła – wszystko ukazałoby się człowiekowi takim, jakie jest: nieskończonym.
Mit wyobraźni, nie teologia herezji
Późne poematy prorocze, Milton i Jerusalem, przesuwają akcent z Urizena na Szatana jako uosobienie samości, Selfhood, i na przebaczenie jako jedyną drogę wyzwolenia. Postać Szatana w Miltonie to ktoś, kto przybiera pozory dobroci i prawości i właśnie dlatego zniewala. Blake przenosi ciężar z kosmicznego stwórcy na wewnętrzny mechanizm, przez który człowiek sam siebie więzi w systemach moralnych i intelektualnych. Słynne zdanie z Jerusalem, mówiące, że trzeba stworzyć własny system, aby nie zostać zniewolonym przez system innego człowieka, pokazuje, jak Blake rozumiał własną mitologię: nie jako odkrycie starożytnej herezji, lecz jako akt twórczej obrony przed cudzymi prawami.
Pytanie, czy Blake był gnostykiem, nie ma więc prostej odpowiedzi. Jego mit dzieli z gnozą strukturę: stwórcę, który nie zna prawdziwego Boga, prawo jako narzędzie zniewolenia, świat materialny jako przestrzeń upadku, poznanie jako drogę wyzwolenia. Brak jednak dowodów, że znał gnostyków inaczej niż przez rozproszone wzmianki, a jego mitologia zmierza ku pojednaniu i uleczeniu, a nie ku wiecznemu rozdzieleniu. XIX-wieczni i XX-wieczni czytelnicy, odkrywając te podobieństwa, często mówili o „gnostyckiej wizji” Blake'a, chcąc wskazać, że jego opór wobec Boga-prawodawcy ma dawny rodowód. Trafniej byłoby powiedzieć, że Blake samodzielnie odtworzył problem, z którym zmagali się gnostycy – problem niedoskonałego stwórcy i zniewalającego prawa – i rozwiązał go w sposób własny, w którym ostatnie słowo należy do wyobraźni i przebaczenia. Urizen nie jest Jaldabaotem przeniesionym do Londynu epoki rewolucji; jest rozumem, który zapomniał, że jest częścią człowieka, i który może sobie to przypomnieć.
