Pieczęć Ordo Theia Philosophia
Gnostycyzm

Ethel Stefana Drower i ocalenie ksiąg mandejskich

Ethel Stefana Drower, przez ponad ćwierć wieku mieszkająca w Iraku, zgromadziła, skopiowała i wydała dziesiątki mandejskich rękopisów, tworząc wraz z Lidzbarskim i Macuchem podstawy nowoczesnej mandeistyki i ratując piśmiennictwo, którego kapłańska transmisja zaczynała się rwać.

Ethel Stefana Drower w Bagdadzie pod koniec lat dwudziestych XX wieku – domena publiczna
Ethel Stefana Drower w Bagdadzie pod koniec lat dwudziestych XX wieku – domena publiczna · Wikimedia Commons

Powieściopisarka, która została filologiem

Zanim jej nazwisko zaczęło pojawiać się w przypisach historyków religii, Ethel Stefana Stevens (1879–1972) była znaną w Londynie autorką powieści, pisanych pod nazwiskiem E. S. Stevens. Nie miała uniwersyteckiego wykształcenia orientalistycznego i nigdy nie zajmowała katedry. Jej droga do mandejczyków zaczęła się od okoliczności biograficznych: mąż, Edwin Drower, prawnik w służbie brytyjskiej, objął w 1921 roku stanowisko doradcy przy irackim ministerstwie sprawiedliwości, a ona zamieszkała wraz z nim w Bagdadzie. W Iraku spędziła, z przerwami, lata aż do 1947 roku, kiedy mąż zakończył służbę.

Ten życiorys tłumaczy zarówno siłę, jak i swoistość jej dorobku. Drower przyjechała do Mezopotamii jako obserwatorka obdarzona pisarskim słuchem i ciekawością etnograficzną; językoznawstwo semickie opanowywała stopniowo, w praktyce, w rozmowie z ludźmi, których księgi chciała zrozumieć. Wcześnie wydała zbiór Folk-Tales of Iraq (1931), a później także książkę o jezydach, Peacock Angel (1941). Mandejczycy, wspólnota chrzcielna znad dolnego Tygrysu i Eufratu, której wierzenia opisuje osobny esej w tym dziale, stali się jednak przedmiotem jej pracy na resztę życia. To z nią związała swoje miejsce w historii nauki.

Jej przewaga nad europejskimi poprzednikami była prosta i trudna do podrobienia: Drower znała mandejczyków jako żywych ludzi, a nie jako autorów zakurzonych kodeksów. Odwiedzała złotników i srebrników w Bagdadzie i Amarze, przyglądała się obrzędom nad rzeką, rozmawiała z kapłanami w ich domach. Z tych kontaktów wyrosła najpierw monografia The Mandaeans of Iraq and Iran (Oxford 1937), w której opisała obrzędy, święta, przepisy czystości i opowieści ludowe tak, jak widziała je i słyszała w latach trzydziestych. Książka ta do dziś pozostaje podstawowym świadectwem praktyki religijnej, zanim wojny i emigracja drugiej połowy XX wieku rozproszyły wspólnotę.

Stan badań przed jej przyjazdem

Aby ocenić, co Drower zmieniła, trzeba pamiętać, z czym zastała mandeistykę. Europa znała mandejskie księgi od XVII wieku, gdy rękopisy przywiezione przez misjonarzy trafiły do bibliotek w Rzymie, Paryżu i Oksfordzie. Na początku XIX wieku Matthias Norberg wydał w Lund Ginzę, opatrując ją niezbyt udanym przekładem łacińskim, a w 1867 roku Heinrich Petermann ogłosił nowe wydanie tego tekstu. Theodor Nöldeke opublikował w 1875 roku Mandäische Grammatik, dzieło, które na długo ustaliło gramatyczny opis języka.

Najważniejszym poprzednikiem Drower był jednak Mark Lidzbarski (1868–1928). To on dał uczonym przekłady trzech filarów kanonu: Księgi Jana (Das Johannesbuch der Mandäer, 1905–1915), liturgii (Mandäische Liturgien, 1920) i wreszcie Ginzy (1925). Jego przekłady stały się podstawą sporów o gnozę i o pochodzenie chrześcijaństwa, które w latach dwudziestych toczyli Richard Reitzenstein, Rudolf Bultmann i ich przeciwnicy. Lidzbarski pracował jednak wyłącznie na rękopisach europejskich i nigdy nie widział mandejczyka przy obrzędzie. Kanon, który przetłumaczył, był w dodatku tylko częścią piśmiennictwa: poza nim pozostawały komentarze rytualne, zwoje ezoteryczne, księgi astrologiczne i rozmaite teksty przeznaczone wyłącznie dla kapłanów.

Właśnie te teksty, o których istnieniu badacze wiedzieli niewiele albo nic, stały się polem Drower. Jej zasługa nie polega więc na powtórzeniu pracy Lidzbarskiego w innym języku, lecz na otwarciu całego obszaru, do którego europejskie biblioteki nie miały dostępu, ponieważ rękopisy wciąż znajdowały się w rękach rodzin kapłańskich.

Jak powstała kolekcja

Zdobywanie ksiąg nie było sprawą prostego zakupu. Mandejskie rękopisy są własnością rodzin i należą do świata rytualnej czystości; część z nich nie powinna w ogóle trafić w ręce osoby niewtajemniczonej. Drower budowała zaufanie latami, a znaczną część swoich zbiorów otrzymała w postaci odpisów sporządzanych specjalnie dla niej przez kapłanów i świeckich kopistów, którzy znali pismo. Niektóre teksty kupowała, inne pożyczała do przepisania, jeszcze inne otrzymywała w darze od rozmówców, którzy uznali, że lepiej, by księga przetrwała w obcej bibliotece, niż przepadła razem z ostatnim, kto potrafi ją czytać.

Ta ostatnia motywacja była realna. W latach trzydziestych i czterdziestych liczba wykształconych kapłanów malała, a młodzi mandejczycy coraz częściej wybierali świeckie zawody w mieście. Drower zapisywała przy tym nie tylko teksty, lecz także to, co towarzyszy im w ustnej tradycji: wyjaśnienia kapłanów, sposób recytacji, kontekst obrzędowy, w jakim dana modlitwa jest używana. Jej wydania są przez to czymś więcej niż edycjami filologicznymi; zawierają zapis wiedzy, która w samych rękopisach nie jest wyrażona.

Zbiór, który powstał w ten sposób, przekazała później Bibliotece Bodlejańskiej w Oksfordzie, gdzie funkcjonuje jako kolekcja Drower. Obejmuje kodeksy i zwoje, w tym ilustrowane zwoje z charakterystycznymi, schematycznymi rysunkami istot świetlistych i niebiańskich statków. Dla późniejszych badaczy jest to najważniejsze poza Bliskim Wschodem źródło do mandejskiego piśmiennictwa ezoterycznego, a sygnatury z oznaczeniem tej kolekcji powracają we wszystkich nowszych edycjach.

Wydania, które poszerzyły kanon

Od końca lat czterdziestych Drower publikowała jedno wydanie po drugim, często w serii Royal Asiatic Society, później także u wydawcy Brill w Lejdzie. W 1949 roku ukazała się The Book of the Zodiac (Asfar Malwašia), księga wróżebna i astrologiczna, pokazująca, jak głęboko mandejska tradycja wchłonęła mezopotamską wiedzę o niebie. W 1950 roku wydała Diwan Abatur, zwój opisujący wędrówkę duszy przez czyśćcowe stacje ku światłu, wraz z jego ilustracjami, oraz komentarz do obrzędu zaślubin kapłańskich. W 1953 roku przyszła kolej na The Haran Gawaita and the Baptism of Hibil-Ziwa, tekst, w którym mandejczycy opowiadają własną, legendarną historię wędrówki z zachodu do Mezopotamii.

Największym przedsięwzięciem był The Canonical Prayerbook of the Mandaeans (1959), pełny przekład liturgii wraz z tekstem oryginału, który znacznie wykroczył poza wybór dokonany przez Lidzbarskiego. W 1960 roku ukazały się The Thousand and Twelve Questions (Alf Trisar Šuialia), rozbudowany komentarz kapłański o charakterze ezoterycznym, a w kolejnych latach wydania dalszych komentarzy rytualnych, w tym tekstu o koronacji wielkiego Šišlama i zbioru nazwanego przez nią A Pair of Nasoraean Commentaries (1963). Każde z tych wydań dodawało do znanego korpusu tekst, którego wcześniej w Europie nikt nie czytał.

Obok edycji Drower pisała interpretacje. Water into Wine (1956) zestawia mandejskie obrzędy z rytuałami wschodnich kościołów chrześcijańskich, a The Secret Adam (1960) próbuje zrekonstruować mandejską naukę o człowieku pierwotnym, o Adamie ukrytym, kosmicznym i duchowym. Te książki są dziś czytane ostrożniej niż jej wydania tekstów: Drower skłonna była szukać paraleli z gnozą, z judaizmem i z chrześcijaństwem tam, gdzie nowsza krytyka widzi raczej podobieństwa ogólne. Nikt jednak nie kwestionuje, że zadawała pytania z wnętrza materiału, który sama wydobyła.

Słownik z Rudolfem Macuchem

Ukoronowaniem dorobku stał się A Mandaic Dictionary (Oxford 1963), opracowany wspólnie z Rudolfem Macuchem (1919–1993). Macuch, słowacki semitysta, który znaczną część życia zawodowego spędził w Iranie, a później w Berlinie, był typem uczonego, jakim Drower nie była: systematycznym gramatykiem, zdolnym do opisu zarówno klasycznego języka ksiąg, jak i współczesnego dialektu, którym mówili mandejczycy w Ahwazie. Jego Handbook of Classical and Modern Mandaic (1965) uzupełnił gramatykę Nöldekego o żywy język.

Współpraca łączyła dwa doświadczenia. Drower dostarczała ogromny materiał leksykalny ze swoich rękopisów, w tym z tekstów ezoterycznych nieznanych wcześniejszym leksykografom, oraz objaśnienia kapłanów, którzy znali znaczenia słów rzadkich i technicznych. Macuch nadawał temu materiałowi filologiczny porządek i porównywał go z innymi dialektami aramejskimi. Słownik pozostaje do dziś podstawowym narzędziem pracy każdego, kto czyta teksty mandejskie, choć nowsze projekty leksykograficzne go poprawiają i uzupełniają.

Wraz z przekładami Lidzbarskiego i gramatykami Nöldekego oraz Macucha dorobek Drower tworzy trzon, na którym oparła się mandeistyka drugiej połowy XX wieku. Kurt Rudolph, piszący w Lipsku, korzystał z jej wydań w swoich pracach o mandejskiej teologii i obrzędach, a Jorunn Jacobsen Buckley, która w kolejnym pokoleniu podjęła badania wśród mandejczyków w Iranie i w diasporze, poświęciła osobną książkę jej korespondencji naukowej. Właśnie z tej perspektywy widać, że Drower nie była amatorką, która przypadkiem natrafiła na egzotyczną religię, lecz badaczką terenową w czasach, gdy taki model pracy w orientalistyce dopiero się kształtował.

Spadek po ocaleniu

Słowo „ocalenie” wymaga w jej przypadku namysłu. Z jednej strony rękopisy, które zgromadziła, przetrwały w Oksfordzie, podczas gdy wiele ksiąg pozostałych w Iraku zaginęło w latach wojen, sankcji i przesiedleń. Z drugiej strony przeniesienie świętych tekstów do zachodniej biblioteki oznaczało ich wyjęcie z kręgu, dla którego zostały napisane. Współcześni mandejczycy w diasporze, w Australii, Szwecji czy Stanach Zjednoczonych, korzystają z jej wydań, by odzyskać dostęp do własnej tradycji, a zarazem niektórzy z nich zadają pytania o własność tych zbiorów i o to, czy teksty kapłańskie powinny być w ogóle publikowane.

Sama Drower była świadoma tego napięcia. Starała się zdobywać księgi za zgodą ich właścicieli i opisywała swoich rozmówców z szacunkiem, jakiego brakowało w części wcześniejszej literatury podróżniczej. Nie oznacza to, że jej postawa była wolna od ograniczeń epoki: pisała z pozycji żony brytyjskiego urzędnika w kraju pozostającym pod silnym wpływem brytyjskim i ta pozycja otwierała jej drzwi, które innym pozostałyby zamknięte. Historia jej kolekcji jest więc zarazem historią naukowej przenikliwości i historią nierównych relacji, z których ta przenikliwość korzystała.

Dla historyka gnozy jej znaczenie polega na tym, że dzięki niej mandeizm przestał być wyłącznie zbiorem tekstów do porównań z Ewangelią Jana czy z manicheizmem. Pokazała go jako religię z własnym piśmiennictwem kapłańskim, z komentarzami, które same interpretują obrzęd, z ilustrowanymi zwojami i z wiedzą przekazywaną w rodzinach przez stulecia. Każdy, kto dziś sięga po mandejską liturgię albo po Alf Trisar Šuialia, czyta je w jej przekładzie lub w edycji, która z jej pracy wyrosła. Pisarka, która przyjechała do Bagdadu jako żona urzędnika, zostawiła po sobie bibliotekę ksiąg, które bez niej najpewniej znalibyśmy tylko z tytułów albo wcale.