Drasza d-Jahja i mandejski Jan Chrzciciel
Mandejska Drasza d-Jahja, czyli Księga Jana, ukazuje Jana Chrzciciela jako kapłana i nauczyciela wiernego Życiu, co od XVI i XVII wieku skłaniało europejskich misjonarzy do nazywania mandejczyków „chrześcijanami świętego Jana”, a badaczy do długiego sporu o to, czy ich związek z Janem jest historyczny.
Księga mów i księga królów
Wśród świętych pism mandejczyków Drasza d-Jahja zajmuje miejsce osobliwe. Jej tytuł oznacza dosłownie „Nauki Jahji”, a w tradycji mandejskiej nosi także nazwę Drasze d-Malke, „Nauki Królów”, ponieważ wiele jej rozdziałów to mowy wygłaszane przez istoty świetlne nazywane królami. Jest to zbiór różnorodny: obok nauk przypisanych Janowi znajdują się w nim przypowieści o rybakach i pasterzach, rozmowy duszy z istotami światła, opowieść o Miriai, młodej Żydówce, która porzuca dom rodzinny dla prawdziwej wiary, oraz liczne pouczenia o kapłaństwie i życiu wspólnoty. Jan nie jest więc jedynym bohaterem księgi, ale jego postać nadała jej nazwę i przyciągnęła uwagę badaczy.
Pierwsze krytyczne wydanie tekstu mandejskiego wraz z niemieckim przekładem przygotował Mark Lidzbarski. Ogłosił je w dwóch częściach, w latach 1905 i 1915, pod tytułem Das Johannesbuch der Mandäer. Wcześniej Europa znała Jana mandejczyków jedynie z relacji podróżników i misjonarzy oraz z rozproszonych fragmentów rękopisów. Edycja Lidzbarskiego otworzyła drogę do dyskusji, która w dwudziestoleciu międzywojennym przybrała postać jednego z najgorętszych sporów w badaniach nad początkami chrześcijaństwa.
Jan jako kapłan Życia
Opowieść o Janie w księdze mandejskiej zaczyna się w Jerozolimie. Jego rodzicami są stary Zakaria i Eniszbai, imię, w którym łatwo rozpoznać biblijną Elżbietę. Narodziny dziecka u starych rodziców budzą niepokój kapłanów żydowskich, którzy widzą w nich złowieszczy znak dla własnej władzy. Dziecko zostaje zabrane przez istotę światła na górę Parwan, gdzie jest wychowywane z dala od świata, a dopiero później powraca, aby rozpocząć swoje dzieło. Mandejski Jan nie jest więc wychowankiem pustyni, jak w Ewangelii Łukasza, ale wychowankiem niebiańskiej opieki, przygotowanym do misji przez moce światła.
Po powrocie Jan udziela chrztu w Jordanie przez czterdzieści dwa lata. W mandejskiej perspektywie jest kapłanem, który zanurza wiernych w „żywej wodzie”, czyli wodzie płynącej, zachowując przepisy rytuału i nauczając w imię Życia. Jego mowy w księdze mają charakter pouczeń i wezwań do wierności. Jan nawołuje do jałmużny, do czystości, do odrzucenia kłamstwa, a przede wszystkim do trwania przy prawdziwym chrzcie. Jego styl przypomina raczej kapłańskie kazanie niż prorocką zapowiedź nadchodzącego Mesjasza. Charakterystyczny jest też rys, który całkowicie oddala go od ascetycznego obrazu znanego chrześcijanom: według tradycji mandejskiej, wyrażonej również w tej księdze, Jan otrzymuje nakaz wzięcia żony i zakłada rodzinę. Dla religii, która uważa małżeństwo i płodzenie dzieci za obowiązek religijny, a celibat za odstępstwo od woli Życia, kapłan bezżenny byłby nie do pomyślenia. Mandejski Jan jest więc wzorem kapłana-ojca rodziny, a nie pustelnika odzianego w sierść wielbłąda.
Najbardziej znany epizod to spotkanie z Jezusem, którego tekst nazywa Jiszu Meszicha. Jezus przychodzi do Jana i prosi o chrzest, a Jan odmawia, oskarżając go o fałszowanie nauki i przekręcanie prawa. Dopiero gdy z wyżyn przychodzi wyraźny nakaz, Jan zgadza się udzielić chrztu, choć tekst daje do zrozumienia, że dokonuje się to wbrew jego własnemu przekonaniu. Scena ta odwraca relację znaną z Ewangelii: Jan nie jest poprzednikiem Chrystusa, lecz prawdziwym kapłanem, a Jezus – odstępcą, który odchodzi od jego nauki.
Śmierć Jana w księdze nie ma nic wspólnego z dworem Heroda i tańcem Salome. Do Jana przychodzi Manda d-Hiia, „Poznanie Życia”, jedna z najważniejszych istot świetlnych religii mandejskiej, w postaci małego dziecka, i prosi o chrzest. Jan rozpoznaje w nim wysłannika światła, a po spotkaniu jego dusza opuszcza ciało i wznosi się do świata światła. Odejście Jana jest więc spokojnym przejściem, a nie męczeństwem, i nie ma tu miejsca na egzekucję z rozkazu władcy.
Chrześcijanie świętego Jana
Wizerunek Jana przechowywany przez mandejczyków stał się źródłem nieporozumienia, które utrwaliło się w Europie na kilka stuleci. Portugalscy podróżnicy i misjonarze, docierający w XVI wieku do południowej Mezopotamii i wybrzeży Zatoki Perskiej, napotkali w okolicach Basry wspólnotę, która czciła Jana Chrzciciela i praktykowała wielokrotne chrzty w rzekach. Uznali ją za odłam chrześcijański, który odszedł od właściwej wiary, i nadali mu nazwę „chrześcijan świętego Jana”.
Najbardziej znaną relacją z tego okresu jest dzieło karmelity Ignacego od Jezusa, opublikowane w Rzymie w 1652 roku pod tytułem Narratio originis, rituum et errorum Christianorum Sancti Ioannis. Autor, który przez kilka lat prowadził misję w Basrze, opisał zwyczaje mandejczyków, ich chrzty i księgi, starając się zarazem pozyskać ich dla Kościoła katolickiego. Jego praca, choć cenna jako świadectwo, utrwaliła przekonanie, że mamy do czynienia z zagubionymi chrześcijanami, którzy wymagają jedynie powrotu do wspólnoty Rzymu.
Nazwa ta była w gruncie rzeczy mylna. Mandejczycy nie uważają Jana za założyciela swojej religii, a Chrystusa nie uznają za Zbawiciela. Jan jest dla nich kapłanem i nauczycielem, wybitnym, ale nie jedynym, a ich wiara wywodzi swoje początki od Adama i od pierwszych istot światła, nie od proroka z Jordanu. Misjonarze, szukając w obcej religii znanych sobie rysów, dostrzegli to, co przypominało chrześcijaństwo, i pominęli to, co mu przeczyło. Do pomyłki przyczyniała się także sama nazwa, jaką wspólnota nadawała swoim kapłanom i najbardziej wtajemniczonym członkom. Określenie nasoraia, oznaczające strażników tajemnej wiedzy, brzmiało dla europejskiego ucha podobnie do „Nazarejczyków”, a więc do jednej z najstarszych nazw uczniów Jezusa. Ta zbieżność, której znaczenie badacze oceniają różnie, wzmacniała przekonanie, że w bagnach południowego Iraku przetrwał jakiś zapomniany odprysk pierwotnego Kościoła.
Sam spór o miano wiele mówi o tym, jak Europejczycy próbowali przyswoić sobie religię, której nie potrafili umieścić w żadnej z dostępnych im kategorii.
Spór o historyczny związek z Janem
Wraz z wydaniem mandejskich tekstów przez Lidzbarskiego pytanie o Jana stało się jednym z kluczowych problemów badawczych. Część uczonych, zwłaszcza związanych ze szkołą historii religii w Niemczech, skłaniała się do przekonania, że mandejczycy mogą być potomkami uczniów Jana Chrzciciela, którzy po jego śmierci zachowali odrębną tożsamość i przenieśli się na wschód. Richard Reitzenstein i Rudolf Bultmann widzieli w mandejskich tekstach materiał pozwalający zrozumieć tło Ewangelii Jana i pierwotnego środowiska chrzcielnego, z którego wyrosło chrześcijaństwo.
Przeciw tej tezie wystąpił w 1930 roku Hans Lietzmann, który porównał mandejski rytuał chrztu z liturgią syryjskich chrześcijan wschodnich i doszedł do wniosku, że to mandejczycy zapożyczyli wiele elementów od chrześcijan, a nie odwrotnie. Zwrócił też uwagę na formę imienia Jana, Jahja, która jest arabska i występuje w Koranie. Jego zdaniem świadczyło to o tym, że postać Jana weszła do tradycji mandejskiej stosunkowo późno, w okresie islamskim, kiedy mandejczycy musieli przedstawić swoją religię jako wspólnotę opartą na objawieniu proroka uznawanego przez muzułmanów.
Kontekst islamski rzeczywiście ma tu znaczenie. Koran wymienia Sabejczyków obok żydów i chrześcijan jako tych, którzy wierzą w Boga i Dzień Ostatni, a mandejczycy od wczesnego średniowiecza utożsamiali się z tą nazwą, aby uzyskać ochronę przysługującą wspólnotom posiadającym objawioną księgę i proroka. Jahja, syn Zachariasza, jest w Koranie prorokiem cieszącym się szacunkiem. Wspólnota, która mogła wskazać właśnie jego jako swojego nauczyciela, zyskiwała w oczach nowych władców wiarygodność, jakiej nie dałyby jej opowieści o istotach świetlnych i Wielkim Życiu.
Argument filologiczny był poważny, choć nie rozstrzygał sprawy. Mandejskie teksty używają także formy Juhana, bliższej aramejskiej postaci imienia, a podwójna nazwa Jahja Juhana może świadczyć o tym, że arabska forma została dodana do starszej. Spór toczył się dalej przez cały XX wiek. Lady Ethel Stefana Drower, która przez wiele lat żyła wśród mandejczyków w Iraku i Iranie, oraz Rudolf Macuch, wybitny znawca języka mandejskiego, skłaniali się ku przekonaniu o starożytnym, zachodnim pochodzeniu wspólnoty i o realnych związkach z ruchami chrzcielnymi nad Jordanem. Kurt Rudolph, autor ważnych studiów nad gnozą i mandeizmem, przyjmował podobne stanowisko, choć z większą ostrożnością w kwestii samego Jana.
Między pamięcią a konstrukcją
Współczesne badania przyjmują zazwyczaj stanowisko pośrednie. Edmondo Lupieri w książce wydanej po włosku w 1993 roku, a w przekładzie angielskim jako The Mandaeans: The Last Gnostics w 2002 roku, argumentował, że mandejski Jan jest w dużej mierze figurą ukształtowaną w kontakcie z chrześcijaństwem i islamem, a jego rola jako proroka wspólnoty została wyeksponowana w odpowiedzi na wymagania muzułmańskich władców. Jorunn Jacobsen Buckley z kolei podkreśla, że mandejczycy mieli realne, starożytne związki z kulturą chrzcielną Palestyny i Mezopotamii, nawet jeśli konkretne opowieści o Janie przybrały ostateczną postać później.
To, że postać Jana mogła zostać wysunięta na pierwszy plan w okresie islamskim, nie przesądza jeszcze, że była wcześniej nieznana. Wspólnota praktykująca wielokrotny chrzest w płynącej wodzie, nazywająca rzeki imieniem Jordan i zachowująca wspomnienie Jerozolimy jako miasta prześladowców, mogła przechowywać pamięć o Janie na długo przed tym, zanim stał się on jej oficjalnym prorokiem. Z drugiej strony brak wcześniejszych źródeł, które potwierdzałyby tę pamięć, nakazuje ostrożność wobec romantycznego obrazu mandejczyków jako bezpośrednich spadkobierców uczniów Jana.
Drasza d-Jahja jest zatem tekstem dwuznacznym. Dla mandejczyków przechowuje naukę kapłana, który pozostał wierny Życiu wbrew pokusom fałszywych proroków. Dla historyka jest świadectwem złożonego procesu, w którym tradycja chrzcielna, polemika z chrześcijaństwem i konieczność przetrwania pod władzą islamu złożyły się na jedną postać. Jan mandejski nie jest ani prostym odbiciem Jana ewangelicznego, ani czystym wymysłem późnej epoki, lecz figurą, w której różne epoki zostawiły swoje ślady.
