Pieczęć Ordo Theia Philosophia
Gnostycyzm

Manicheizm i kosmiczna walka światła z ciemnością

Manichejski mit dwóch zasad i trzech czasów opisuje świat jako machinę zbudowaną po to, by wydobyć światło pochłonięte przez ciemność, a każdy posiłek wybranego, każda faza księżyca i każde przykazanie mają w tej machinie swoją dokładnie określoną funkcję.

Manichejski „Diagram wszechświata”, malowidło na jedwabiu z epoki mongolskiej dynastii Yuan (1279–1368) – domena publiczna
Manichejski „Diagram wszechświata”, malowidło na jedwabiu z epoki mongolskiej dynastii Yuan (1279–1368) – domena publiczna · Wikimedia Commons

Dwie zasady i trzy czasy

Mani, urodzony w 216 roku w Mezopotamii i zmarły w więzieniu w Gundeszapur około 274–277 roku, ujął swoją naukę w formułę, którą powtarzają zarówno teksty manichejskie, jak i ich przeciwnicy: dwie zasady i trzy czasy. Zasadami są Światło i Ciemność, dwa królestwa od zawsze istniejące obok siebie, niestworzone i niewywodliwe jedno z drugiego. Czasami są: czas początkowy, gdy oba królestwa były rozdzielone; czas środkowy, gdy zostały zmieszane i trwa walka; czas ostatni, gdy zostaną rozdzielone na zawsze. Cała reszta – kosmologia, etyka, liturgia, organizacja Kościoła – jest rozwinięciem tej jednej osi.

Ta konstrukcja odróżnia manicheizm od większości systemów gnostyckich. Zło nie pochodzi tu z upadku eonu ani z ignorancji demiurga, lecz jest samodzielną zasadą, równie pierwotną jak dobro. Jednocześnie nie jest to symetria: Światło jest rozumne, spokojne i pokojowe, Ciemność – chaotyczna, pożądliwa, skłócona sama ze sobą. Inicjatywa wojny wychodzi zawsze od Ciemności, a Światło nie ma broni, którą mogłoby się posłużyć inaczej niż przez samoofiarowanie. Ten rys tragicznej bezbronności dobra jest być może najgłębszym wkładem Maniego w historię idei dualistycznych.

Najpełniejsze streszczenie mitu, z wieloma imionami własnymi, zachował nie żaden tekst manichejski, lecz syryjska Księga scholiów Teodora bar Konai, nestoriańskiego autora piszącego pod koniec VIII wieku. Teodor przytacza fragmenty z dzieł samego Maniego, prawdopodobnie z Pragmateia. Uzupełniają go koptyjskie Kephalaia z Medinet Madi, teksty irańskie z Turfanu i chińskie traktaty, którym poświęcono w tym dziale osobne eseje; tutaj interesuje nas sam przebieg kosmicznego dramatu.

Pierwszy Człowiek pozwala się pożreć

Ciemność, ujrzawszy kiedyś blask Światła, zapragnęła go i ruszyła do ataku. Ojciec Wielkości, władca królestwa Światła, nie chciał posłać do walki żadnego ze swoich bytów, które przynależą do pokoju, dlatego wywołał z siebie Matkę Życia, a ta – Pierwszego Człowieka. Królestwo Ciemności miało według przekazów własnych władców i pięć światów – dymu, ognia, wiatru, wody i ciemności – a jego Król miał w kilku tekstach postać złożoną z pięciu zwierząt, z głową lwa, skrzydłami orła i ogonem ryby, by każdy z jego światów miał w nim swój udział. Pierwszy Człowiek, w tekstach środkowoperskich nazywany Ohrmazdem, przywdział jako zbroję swoich pięciu synów, pięć świetlistych elementów: eter, wiatr, światło, wodę i ogień. Zstąpił ku granicy i dał się pokonać. Demony Ciemności pożarły jego synów, a on sam pozostał nieprzytomny na dnie otchłani.

Klęska była zamierzona. Teksty manichejskie porównują ją do pasterza, który rzuca lwu jagnię, by schwytać go w pułapkę, albo do zatrutej przynęty: Ciemność, połknąwszy światło, została nim spętana, bo odtąd to, co pożarła, działa w niej jak lekarstwo i trucizna zarazem. Pięć elementów Pierwszego Człowieka, zmieszanych z materią, stało się tym, co manichejczycy nazywali „żywą duszą” – rozproszonym światłem cierpiącym w świecie. Dualizm manichejski nie jest zatem ostrą granicą między duchowym a cielesnym, lecz mieszaniną, w której każde ciało zawiera uwięzione cząstki dobra.

Ojciec Wielkości wezwał następnie Ducha Żywego (w tekstach irańskich Mihryazd), który zszedł ku granicy z pięcioma swoimi synami i zawołał w głąb ciemności. Pierwszy Człowiek odpowiedział. Wołanie i odpowiedź – w tekstach personifikowane jako dwa bóstwa, Wezwanie i Odpowiedź – stały się wzorem każdego późniejszego przebudzenia: zbawienie zaczyna się od głosu z zewnątrz, który dusza rozpoznaje jako swój. Duch Żywy podał Pierwszemu Człowiekowi prawą rękę i wyprowadził go z otchłani; ten gest, uścisk prawicy, powtarzano później w obrzędach wspólnoty jako znak przynależności.

Świat jako pułapka na Ciemność

Ale pięć synów Pierwszego Człowieka pozostało w dole. Aby ich uwolnić, Duch Żywy zbudował świat. Pokonanych archontów Ciemności rozpiął jako niebiosa, z ich skór uczynił firmamenty, z kości góry, z ciał i nieczystości ziemie: według Teodora powstało dziesięć firmamentów i osiem ziem. Słońce i księżyc wykonał z tego światła, które nie zostało jeszcze skażone, gwiazdy – z częściowo skażonego. Kosmos manichejski jest więc dosłownie cmentarzyskiem demonów i zarazem urządzeniem oczyszczającym, zbudowanym przez Światło z materiału wroga.

Następnie wezwano Trzeciego Posłańca. Ukazał się on archontom uwięzionym w niebiosach w pięknej postaci, męskiej dla żeńskich demonów i żeńskiej dla męskich. Rozpalone pożądaniem, archonci wypuścili z siebie nasienie i poronili, a wraz z nimi wypłynęło część połkniętego światła. Nasienie, które spadło na ziemię, stało się roślinami; poronione płody żeńskich demonów – zwierzętami. Ten epizod, nazywany przez badaczy „uwiedzeniem archontów”, przeciwnicy manicheizmu przytaczali jako dowód jego obsceniczności; w logice mitu jest to jednak kolejna sztuczka wyzwoleńcza, w której pożądanie zostaje obrócone przeciwko sobie.

Ciemność odpowiedziała kontruderzeniem. Para demonów, w syryjskim przekazie Aszaklun i Namrael, pożarła poronione płody, by skupić w sobie jak najwięcej światła, i spłodziła Adama i Ewę na obraz Trzeciego Posłańca, którego ujrzała. Człowiek jest więc w manicheizmie dziełem Ciemności, mającym na celu przetrzymywanie światła w ciałach przez rozmnażanie. Zbawienie przyszło do Adama w postaci Jezusa Blasku, który obudził go ze snu, pokazał mu jego pochodzenie i dał mu poznanie. Jezus jest w tym systemie postacią wielokrotną: obok Jezusa Blasku istnieje Jezus Cierpiący (Jesus patibilis), czyli samo uwięzione światło rozpięte w świecie jak na krzyżu, oraz historyczny Jezus, prorok z Galilei, poprzednik Maniego.

Księżyc, słońce i kolumna chwały

Środkowy czas jest czasem destylacji. Światło wyzwolone z materii wznosi się przez Kolumnę Chwały, zwaną też Doskonałym Człowiekiem – świetlistą drogą, którą manichejczycy rozpoznawali w Drodze Mlecznej. Dochodzi do księżyca, który napełnia się nim przez piętnaście dni; przy pełni oddaje je słońcu, a stąd światło wraca do swojego królestwa. Zmienne fazy księżyca nie są w tym obrazie zjawiskiem optycznym, lecz widzialnym licznikiem postępu zbawienia. Słońce i księżyc nazywano okrętami, a także odróżniano je od reszty nieba jako jedyne części kosmosu zbudowane wyłącznie ze światła czystego.

Na ziemi głównym narzędziem destylacji był Kościół, podzielony na wybranych i słuchaczy. Wybrani przestrzegali ścisłych przykazań: nie zabijali, nie spożywali mięsa ani wina, nie współżyli, nie zrywali roślin i nie przygotowywali sami pożywienia, bo każde zerwanie owocu czy złamanie chleba raniło żywą duszę. Słuchacze, prowadzący zwykłe życie, przynosili im codziennie jałmużnę: owoce i warzywa bogate, jak wierzono, w światło, takie jak melony czy ogórki. W ciele wybranego pokarm był oczyszczany; uwolnione z niego światło wznosiło się w modlitwie i hymnach ku kolumnie chwały. Liturgiczny posiłek był zatem aktem kosmicznym, który Augustyn, przez lata słuchacz manichejski, opisywał później z ironią, drwiąc z wybranych, którzy mieliby uwalniać boskie cząstki własnym trawieniem.

Ten sam mechanizm wyjaśnia rozwinięty system grzechu i spowiedzi. Słuchacz, który zrywał owoce dla wybranych, popełniał winę, ale ofiarowując je, uzyskiwał przebaczenie. Ujgurska spowiedź słuchaczy, Chuastuanift, wymienia grzechy przeciw pięciu elementom i przeciw żywej duszy w zwierzętach i roślinach, co pokazuje, jak daleko mit przenikał codzienność. Ascetyka manichejska nie była pogardą dla ciała jako takiego, lecz drobiazgową troską o światło zmieszane z każdą rzeczą. Nawet chodzenie po ziemi czy kąpiel w rzece mogły ranić uwięzione w nich światło, i dlatego wybrani prosili o wybaczenie, zanim zjedli posiłek przyniesiony przez słuchaczy, odmawiając formułę, w której zapewniali, że nie oni zerwali owoc ani nie upiekli chleba.

Wielki Ogień i ostatnia rzeźba

Czas ostatni rozpocznie się, gdy większość światła zostanie wyzwolona. Teksty mówią o Wielkiej Wojnie, w której fałszywi prorocy i prześladowania doprowadzą wspólnotę na skraj zagłady, o przyjściu Jezusa jako sędziego i oddzieleniu sprawiedliwych od grzeszników. Następnie świat zostanie spalony w Wielkim Ogniu, który według kilku przekazów ma płonąć 1468 lat, by wydobyć ostatnie cząstki światła z materii. To, co z nich zostanie, złoży się w Ostatni Posąg, w tekstach koptyjskich nazywany greckim słowem andrias – zbiorowy posąg uratowanej żywej duszy, który wstąpi do królestwa Światła. Ciemność zaś zostanie zamknięta w kuli, bōlos, i pogrzebana pod kamieniem.

Ten koniec nie jest pełnym zwycięstwem. Część światła, nieodwracalnie zespolona z ciemnością, pozostanie uwięziona wraz z nią; teksty mówią o tym z nutą żałoby. Mit manichejski przyznaje więc, że walka ma swoją cenę i że dobro nie wychodzi z niej nietknięte. Właśnie w tym punkcie widać różnicę między manicheizmem a ortodoksyjnym chrześcijańskim eschatonem, w którym Bóg „będzie wszystkim we wszystkich”. Augustyn i inni polemiści wytykali tę stratę jako dowód, że Bóg manichejczyków jest słaby; dla samych wiernych była ona raczej miarą powagi walki, w której ich własna wierność decydowała o tym, ile światła zostanie ocalone.

Teologia przeciw historii idei

Przeciwnicy manicheizmu – od Aleksandra z Lykopolis, platonika piszącego na przełomie III i IV wieku, przez Efrema Syryjczyka po Augustyna – zarzucali mu przede wszystkim absurd materializmu: Bóg, który może być pożarty, nie jest Bogiem. Z punktu widzenia filozofii greckiej było to zarzutem trafnym, bo Mani rzeczywiście pojmował światło jako coś, co rozciąga się w przestrzeni i miesza z materią. Ale właśnie ten materializm uczynił z jego mitu narzędzie zdolne objąć całą rzeczywistość, od astronomii po dietę. Manichejczyk nie musiał przekładać symbolu na pojęcie; świat był dosłownie polem bitwy, a jego codzienne gesty – częścią strategii.

Dlatego mit dwóch zasad i trzech czasów trzeba czytać nie jako spekulację o naturze zła, lecz jako religijną fizykę. Jego teza brzmi: dobro jest bezbronne, ale nie bezradne; zostało rozproszone, ale może zostać zebrane; świat jest więzieniem, ale także maszyną wyzwalania, zbudowaną z rozpiętych ciał wroga. Ta wizja okazała się zaskakująco trwała – od Egiptu po Chiny, przez ponad tysiąc lat – i można przypuszczać, że jej siła tkwiła właśnie w tym, że nie zostawiała żadnej części życia poza zasięgiem kosmicznego dramatu.