Apokalipsa Adama i trzynaście królestw
Apokalipsa Adama z piątego kodeksu Nag Hammadi jest testamentem, w którym Adam objawia Setowi dzieje potopu, ognia i przyjścia Iluminatora, a trzynaście fałszywych opowieści o narodzinach wybawcy służy jako tło dla prawdziwej gnozy pokolenia bez króla – i do dziś budzi spór o jej chrześcijański lub przedchrześcijański rodowód.

Testament w siedemsetnym roku
Tekst zamykający piąty kodeks z Nag Hammadi zaczyna się od formuły, którą czytelnik literatury żydowskiej rozpozna od razu: jest to objawienie, które Adam przekazał swemu synowi Setowi w siedemsetnym roku. Liczba nie jest przypadkowa. Według Księgi Rodzaju Adam żył jeszcze siedemset lat po narodzinach Seta, a więc mowa umiejscowiona zostaje u kresu jego życia, w chwili, gdy ojciec rodu przekazuje dziedzicowi to, czego nie wolno zapomnieć. Gatunek testamentu, tak dobrze znany z Testamentów Dwunastu Patriarchów czy z apokryficznych żywotów Adama i Ewy, zostaje tu wypełniony treścią, która odwraca biblijną hierarchię: Bóg stwórca nie jest najwyższym bóstwem, a utrata raju nie była karą za nieposłuszeństwo, lecz skutkiem jego zawiści.
Adam opowiada, że wraz z Ewą chodził niegdyś w chwale, którą widział w aeonie, z którego pochodzili. Ewa nauczyła go słowa poznania wiecznego Boga i oboje byli podobni wielkim wiecznym aniołom, wyżsi od boga, który ich stworzył. Ten zaś w gniewie rozdzielił ich, a wtedy chwała opuściła ich serca i przeszła w nasienie wielkich aeonów, czyli w przyszły ród, który będzie od Seta pochodził. Od tej chwili pierwszy człowiek poznaje martwe rzeczy, służy swemu stwórcy w lęku i niewoli, a jego dni stają się krótkie. Pamięć o pierwotnej chwale nie ginie jednak całkiem. Adamowi ukazują się trzej mężowie, których postaci nie umiał rozpoznać, i każą mu powstać ze snu śmierci. To od nich pochodzi wiedza, którą teraz przekazuje synowi.
Konstrukcja ta jest prosta, ale nośna. Nauka nie jest spisana przez anonimowego teologa, lecz przechodzi z ust do ust w obrębie jednego rodu, od ojca do syna, a później ku „nasieniu”, które przetrwa kolejne katastrofy. Autor nie musi niczego dowodzić, wystarczy, że umieści swoich czytelników w tym łańcuchu przekazu. Imię Seta funkcjonuje tu jako znak tożsamości wspólnoty, która widziała w sobie potomstwo innego, wyższego pochodzenia.
Potop, ogień i ocalenie nasienia
Środkowa część Apokalipsy jest przepowiednią ułożoną według biblijnego porządku dziejów, ale czytaną pod włos. Bóg stwórca, nazywany w tekście wszechmogącym, a w jednym miejscu także imieniem Sakla, sprowadza potop, aby zgładzić wszelkie ciało. Noe zostaje ocalony, lecz nie jako sprawiedliwy wybraniec najwyższego Boga, tylko jako sługa demiurga, któremu ten przekazuje panowanie nad ziemią. Noe dzieli świat między swoich synów, Chama, Jafeta i Sema, i każe im służyć swemu bogu w bojaźni przez wszystkie dni ich życia.
Obok tej linii istnieje jednak inna. Wielkie anioły, którym tekst nadaje imiona Abrasaks, Sablo i Gamaliel, wynoszą ludzi z nasienia Seta do miejsca, gdzie mieszka duch życia, i ukrywają ich przed gniewem stwórcy. Później dochodzi do nich czterysta tysięcy ludzi z potomstwa Chama i Jafeta, co w oczach Sakli jest buntem. Odpowiedzią jest druga katastrofa: ogień, siarka i asfalt spadają na ziemię, aby wytępić tych, którzy nie poddali się jego władzy. I znowu przychodzą obłoki światła, a te same anioły wynoszą wybranych ponad zasięg płomieni.
W tej wersji dziejów potop i zagłada Sodomy przestają być karami za grzech, a stają się próbami zniszczenia ludzi poznania przez boga, który boi się ich wiedzy. Jest to typowe gnostyckie odwrócenie, ale wykonane z zaskakującą powściągliwością. Tekst nie rozbudowuje kosmogonii, nie opisuje pleromy ani pochodzenia stwórcy, nie wymienia całej hierarchii archontów. Działa w obrębie samych opowieści biblijnych i wystarczają mu dwa odwrócenia: kto jest prawdziwym bogiem i kto jest prawdziwie ocalony. Ta oszczędność stanie się jednym z argumentów w dyskusji o pochodzeniu dzieła.
Iluminator i trzynaście królestw
Trzecie przyjście ma charakter zupełnie odmienny. Nie jest to już ratunek przed kataklizmem, lecz zstąpienie Iluminatora poznania, który przechodzi przez świat, aby wybawić dusze z dnia śmierci. Czyni znaki i cuda, a bóg potęg jest zaniepokojony i pyta, jaka jest moc tego człowieka, który przewyższa ich samych. Wówczas, jak mówi tekst, ukarzą ciało człowieka, na którego zstąpił duch święty. Zdanie to, krótkie i wieloznaczne, okazało się jednym z najbardziej dyskutowanych miejsc całego zbioru.
Zaraz potem następuje fragment, który nadaje Apokalipsie jej niepowtarzalny kształt. Potęgi, zakłopotane pojawieniem się Iluminatora, zadają pytanie, skąd on przybył, i odpowiada im kolejno trzynaście królestw. Każde opowiada inną historię jego narodzin, a każda opowieść kończy się tą samą formułą, że w ten sposób przyszedł on na wodę. Pierwsze królestwo mówi o dziecku porwanym przez ptaka na wysoką górę, inne o narodzinach z dziewiczego łona i wygnaniu matki z miasta, jeszcze inne o kropli spadłej z nieba do morza, o obłoku, który okrył skałę, o jednej z dziewięciu Muz, która poczęła z pożądania na wysokiej górze, o ojcu, który pożądał własnej córki. Pojawia się nawet wątek Salomona, który z wojskiem demonów szukał dziewicy.
Lista ta przypomina przegląd mitów o cudownych narodzinach bohaterów i bogów, jakie krążyły w świecie hellenistycznym. Badacze rozpoznawali w niej echa narodzin Mitry ze skały, perskich podań o ziarnie Zaratusztry przechowanym w jeziorze, greckich opowieści o Dionizosie i Perseuszu, legend o Salomonie jako władcy duchów. Identyfikacje te pozostają w wielu przypadkach hipotetyczne, a tekst sam nie nazywa żadnego z bohaterów. Ważniejsza od rozpoznania poszczególnych wzorów jest funkcja całej serii. Wszystkie trzynaście wyjaśnień jest fałszywych, ponieważ wszystkie umieszczają Iluminatora w obrębie przyrody i płodzenia, wśród żądz, kropel, kwiatów i obłoków. Formuła o przyjściu na wodę wskazuje być może na związek z obrzędami wodnymi, które tekst w zakończeniu ocenia bardzo krytycznie.
Dopiero po trzynastu królestwach przemawia pokolenie bez króla. To ono wie, że Bóg wybrał Iluminatora spośród wszystkich aeonów i sprawił, że zamieszkała w nim wiedza nieskalanej prawdy. Przyszedł z obcego powietrza, z wielkiego aeonu, a nie z łona, kropli czy obłoku. Liczba trzynaście, która w innych pismach sethiańskich bywa liczbą świata podległego archontom, zostaje przeciwstawiona temu, co pozostaje poza wszelką liczbą królestw. Wybrani nie należą do żadnego panowania, a ich wiedza nie jest kolejną opowieścią w szeregu mitów, lecz wyjściem poza ten szereg.
Woda życia i słowa na skale
Zakończenie tekstu przynosi scenę, która zdradza żywe napięcia religijne. Ludzie wołają przeciw trzem postaciom, Micheu, Michar i Mnesinous, sprawującym pieczę nad świętym chrztem i wodą życia, zarzucając im, że splamili tę wodę i poddali ją woli potęg. Prawdziwy chrzest, jak mówi kolofon, należy do tych, którzy znają wieczną wiedzę przez zrodzonych ze słowa i niezniszczalnych iluminatorów. Ukryte słowa Adama nie zostały zapisane w księdze, lecz złożone na wysokiej górze, na skale prawdy, i będą przekazane tym, którzy są ich godni.
Krytyka wody, która „przyszła na wodę” w trzynastu fałszywych opowieściach i która została zbrukana przez opiekunów chrztu, wskazuje na środowisko, w którym spór o właściwy obrzęd był ważny. Nie wiadomo jednak na pewno, czy autor polemizuje z chrześcijańskim chrztem, z ruchami chrzcielnymi Doliny Jordanu, czy z innymi grupami sethiańskimi, które kładły nacisk na pięciokrotne zanurzenie. Imiona trzech strażników pojawiają się również w innych pismach z Nag Hammadi, co sugeruje szerszą tradycję, z której Apokalipsa czerpała, a której szczegółów nie znamy.
Spór o gnozę bez Chrystusa
Pierwsi wydawcy tekstu, Alexander Böhlig i Pahor Labib, publikując w 1963 roku apokalipsy z piątego kodeksu, zwrócili uwagę na to, że Apokalipsa Adama nie zawiera ani imienia Jezusa, ani wyraźnych cytatów z Nowego Testamentu. Böhlig wiązał ją z żydowskim środowiskiem pozostającym pod wpływem idei irańskich. George MacRae, który przygotował przekład do amerykańskiej serii wydań kodeksów, także uważał ją za świadectwo gnozy niechrześcijańskiej, być może wyrosłej z żydowskiej apokaliptyki. Charles Hedrick w monografii z 1980 roku zaproponował, że dzieło powstało z połączenia dwóch wcześniejszych źródeł, co tłumaczyłoby niejednolitość jego narracji.
Jeżeli ta interpretacja jest słuszna, Apokalipsa byłaby jednym z najważniejszych dowodów, że gnostycki mit o złym stwórcy i ukrytym rodzie Seta mógł się ukształtować niezależnie od chrześcijaństwa, a nie jedynie jako jego heretycka odmiana. Stąd waga sporu, wykraczająca daleko poza jeden traktat. Przeciwnicy tej tezy wskazują, że zdanie o ukaraniu ciała człowieka, na którego zstąpił duch święty, najłatwiej czytać jako aluzję do męki Jezusa i do chrztu w Jordanie, gdzie duch zstąpił na niego w postaci gołębicy. Także motyw Iluminatora, który czyni znaki i cuda, a potęgi pytają o jego pochodzenie, przypomina ewangeliczne spory o to, skąd jest Jezus.
Obie strony mają argumenty, a żadna nie dysponuje rozstrzygającym. Brak imienia Chrystusa nie dowodzi niechrześcijańskiego pochodzenia, skoro wiele tekstów gnostyckich posługuje się szyfrem, a obecność aluzji nie dowodzi chrześcijańskiej redakcji, skoro motywy zstąpienia ducha i cierpienia proroka znane były judaizmowi. Kopia z Nag Hammadi pochodzi z IV wieku, a o czasie powstania greckiego oryginału można jedynie spekulować. Herezjolodzy wspominają księgi krążące pod imieniem Adama, lecz nie da się wykazać, że chodzi właśnie o ten utwór.
Najostrożniej powiedzieć, że Apokalipsa Adama pokazuje gnozę sethiańską w postaci, w której figura wybawcy nie została jeszcze, albo już nie jest, związana z historycznym Jezusem. Jej Iluminator przychodzi trzeci raz w dziejach, po potopie i po ogniu, jako kulminacja ciągu ocaleń, a nie jako jedyne wcielenie. Dla czytelników kodeksu z IV wieku, którzy byli zapewne chrześcijanami, takie odczytanie nie stanowiło przeszkody: mogli widzieć w nim zapowiedź Chrystusa ukrytą w ustach Adama. Dla historyka idei tekst pozostaje cennym świadkiem chwili, w której opowieść o rodzie Seta, biblijne katastrofy i krytyka obrzędów wodnych splotły się w jedną wizję dziejów, w której prawdziwe pochodzenie zbawcy można poznać tylko wtedy, gdy odrzuci się trzynaście wygodnych odpowiedzi.
