Monoimos Arab i Syn Człowieczy jako jota
Monoimos Arab, znany jedynie z kilku rozdziałów ósmej księgi Refutatio Hipolita, przedstawia Syna Człowieczego jako niepodzielną jotę, z której wypływają wszystkie liczby i cały świat, a zarazem wzywa ucznia, by przestał szukać Boga w kosmosie i odnalazł go w sobie.
Imię bez biografii
Monoimos należy do tych postaci, o których wiadomo niemal wyłącznie to, czego uczyły. Hipolit z Rzymu poświęca mu kilka rozdziałów ósmej księgi swojego dzieła przeciw herezjom (VIII 12–15) i krótko streszcza jego poglądy w księdze dziesiątej. Teodoret z Cyru wspomina go w V wieku, ale opiera się na Hipolicie. Nie znamy ani dat życia, ani miejsca działalności, ani uczniów. Przydomek „Arab” może wskazywać na pochodzenie z rzymskiej prowincji Arabii, z rejonu dzisiejszej Jordanii i południowej Syrii, lecz równie dobrze mógł być określeniem stosowanym przez samego Hipolita bez głębszej wiedzy. Nawet imię wywołuje pytania: część badaczy łączyła je z semickim rdzeniem, inni wiązali je z greckim monos, „jedyny”, co byłoby zaskakująco trafne w przypadku autora tak zafascynowanego jednością.
Ta szczupłość danych nie przeszkadza w odczytaniu myśli. Hipolit, choć pisze z wrogością, cytuje Monoimosa obszernie, w tym fragment listu do niejakiego Teofrasta, i zachowuje terminologię, która pozwala zrekonstruować dość zwartą naukę. Jej osią jest relacja między Człowiekiem, Synem Człowieczym i liczbą.
Człowiek i jego Syn
Według relacji Monoimos twierdził, że wszechświat jest Człowiekiem, Anthropos, który jest niezrodzony, niezniszczalny i wieczny. Ów Człowiek ma Syna, który w przeciwieństwie do niego jest zrodzony i podległy cierpieniu, a zrodził się poza czasem, bez woli i bez zamysłu ojca. Taka para – niezrodzony Człowiek i zrodzony Syn Człowieczy – występuje także w innych systemach gnostyckich, gdzie najwyższy Bóg bywa nazywany Pierwszym Człowiekiem. Tytuł ewangeliczny, którym Jezus określa samego siebie, zostaje tu odczytany dosłownie i metafizycznie: skoro jest Syn Człowieczy, musi istnieć Człowiek, którego jest synem, i ten Człowiek jest najwyższą rzeczywistością.
Tym, co odróżnia Monoimosa od innych autorów posługujących się podobnym schematem, jest sposób opisania Syna. Nie jest on przede wszystkim postacią mitu, nie zstępuje przez sfery ani nie toczy walki z archontami. Jest strukturą, z której rozwija się wszelka wielość. Monoimos wyraża to obrazem zaczerpniętym z Ewangelii Mateusza: „ani jedna jota, ani jedna kreska” nie przeminie z Prawa (Mt 5,18). Ta jota i ta kreska – po grecku iōta hen i mia keraia – staje się u niego nazwą Syna Człowieczego.
Jota, która jest dziesiątką
Wybór litery nie jest przypadkowy. W greckim systemie zapisu liczb jota oznacza dziesięć, a dziesiątka w tradycji pitagorejskiej uchodziła za liczbę doskonałą, obejmującą w sobie wszystkie inne. Pitagorejska tetraktys, trójkąt złożony z dziesięciu punktów ułożonych w rzędach jeden, dwa, trzy i cztery, pokazywała, że dziesięć jest sumą czterech pierwszych liczb i zawiera w sobie proporcje harmonii muzycznej. Późnoantyczne traktaty arytmologiczne, jak przypisywane Jamblichowi Theologoumena arithmeticae, nazywały dekadę „wszystkim” i „pełnią”, ponieważ po niej liczenie zaczyna się od nowa.
Monoimos łączy tę tradycję z ewangeliczną kreską. Jota jest prosta, nieskładana, jednolita, a zarazem złożona, wielopostaciowa i zawierająca wszystko. Hipolit relacjonuje, że ta „jedna kreska” ma według Monoimosa wiele form, wiele oczu i wiele imion, i że jest doskonałym obrazem doskonałego Człowieka. Jest jednością w sensie monady, ponieważ z niej wszystko się zaczyna, i pełnią w sensie dekady, ponieważ wszystko się w niej zawiera. Paradoks jedności, która jest wielością, nie jest dla Monoimosa sprzecznością do rozwiązania, lecz właściwą definicją Syna.
Warto zauważyć, jak ten obraz przekształca samo pojęcie zrodzenia. Syn rodzi się z Człowieka bez czasu i bez postanowienia, tak jak dziesiątka nie powstaje z jedynki w żadnym momencie, lecz jest w niej zawarta od zawsze jako możliwość rozwinięcia. Relacja ojca i syna przestaje być relacją dwóch osób, z których jedna działa, a druga przyjmuje skutek. Staje się relacją między zasadą a jej rozwinięciem, podobną do tej, jaka łączy punkt z linią albo jedność z szeregiem liczb. Dlatego Monoimos może jednocześnie twierdzić, że Syn jest cierpiący i zrodzony, a zarazem że zawiera całą pełnię: podległość cierpieniu oznacza tu wejście w wielość, w podział i w zmienność, które są ceną za to, że z prostoty wyłania się świat.
W tym punkcie arytmologia staje się teologią. Liczby nie są tu zwykłym narzędziem opisu świata, lecz sposobem, w jaki świat wychodzi z Boga. Tak jak wszystkie liczby od jednego do dziesięciu mieszczą się w jocie, tak wszystkie rzeczy stworzone mieszczą się w Synu Człowieczym i z niego się wyłaniają. Monoimos mówi, że z tej kreski płyną wszelkie rzeczy, które powstały, i dlatego Paweł mógł napisać, że w Chrystusie mieszka cała pełnia bóstwa. Odczytanie Listu do Kolosan w duchu arytmologii jest charakterystyczne dla gnostyckiej egzegezy: tekst apostolski staje się świadectwem filozoficznej struktury bytu.
Liczby w Prawie Mojżesza
Z tego samego klucza Monoimos korzysta, czytając Pięcioksiąg. Hipolit przytacza jego interpretacje dziesięciu plag egipskich: laska Mojżesza, którą prorok uderza i która sprowadza plagi na Egipt, jest jedną kreską, a plagi są przemianami materii, poprzez które dokonuje się stworzenie. Dziesięć plag odpowiada dziesięciu przekształceniom, z których powstaje świat. Podobnie dekalog, dziesięć przykazań Prawa, jest dla niego obrazem dekady i boskiej tajemnicy jednej kreski.
Równie charakterystyczne jest odczytanie sześciu dni stworzenia. Hipolit pisze, że według Monoimosa świat został uczyniony nie przez sześć dni w potocznym sensie, lecz przez sześć mocy, które wyłoniły się z joty. Szóstka miała w tradycji pitagorejskiej własne znaczenie, jako pierwsza liczba doskonała, równa sumie swoich dzielników, a Filon z Aleksandrii w De opificio mundi wyjaśniał, że Mojżesz mówi o sześciu dniach nie dlatego, że Bóg potrzebował czasu, lecz dlatego, że stworzeniu przystoi porządek, a porządek wyraża się liczbą. Monoimos idzie podobną drogą, choć w innym kierunku: dla Filona liczby są ładem, który Bóg nadaje światu, dla Monoimosa są wypływami samego Syna.
Hipolit przypisuje mu także rozważania geometryczne o tym, jak z punktu i linii wyłaniają się figury i bryły, aż do sześcianu. Tu relacja staje się trudniejsza do zweryfikowania, bo autor Refutatio miał zwyczaj upodabniać nauki swoich przeciwników do filozofii greckiej, by pokazać ich wtórność. Pewne jest jednak, że cały system Monoimosa opiera się na przekonaniu, iż to, co matematyczne, nie jest tylko abstrakcją umysłu, lecz rzeczywistym kształtem rodzenia się bytu.
List do Teofrasta
Najbardziej znanym fragmentem przekazanym przez Hipolita jest zachęta, jaką Monoimos kieruje do Teofrasta. Jej sens można streścić następująco: porzuć szukanie Boga, stworzenia i podobnych rzeczy w świecie; szukaj go, wychodząc od siebie samego. Naucz się, kto jest tym, który w tobie wszystko przywłaszcza i mówi: mój Bóg, mój umysł, moja myśl, moja dusza, moje ciało. Dowiedz się, skąd biorą się smutek i radość, miłość i nienawiść, czuwanie wbrew woli, sen wbrew woli, gniew wbrew woli, miłość wbrew woli. Jeśli to starannie zbadasz, znajdziesz go w sobie, jednego i wielu, jak ta kreska, i znajdziesz w sobie samym wyjście.
Ten tekst jest wyjątkowy w literaturze gnostyckiej przez swoją zwięzłość i psychologiczną konkretność. Nie ma tu kosmicznego dramatu ani wyliczania eonów. Jest zaproszenie do introspekcji, która zaczyna się od najbardziej codziennych doświadczeń: od tego, że człowiek śpi, choć nie chce, gniewa się, choć nie postanowił, kocha, choć tego nie wybrał. Te mimowolne poruszenia są śladem kogoś, kto działa w człowieku głębiej niż jego świadoma wola. Kto mówi „moje” o umyśle i duszy, sam nie jest ani umysłem, ani duszą, lecz czymś, co je posiada. Ta właśnie instancja, odnaleziona przez uważne badanie, okazuje się tożsama z jotą – jedna i wieloraka, prosta i zawierająca wszystko.
W ten sposób arytmologia i introspekcja spotykają się w jednym punkcie. Jota jest zasadą kosmosu, ale jest również obecna w każdym człowieku jako ten, kto mówi „ja” ponad wszystkimi swoimi stanami. Syn Człowieczy nie jest więc kimś, kogo trzeba odnaleźć na zewnątrz, lecz tym, kim człowiek jest w najgłębszej warstwie. Fragment przypomina znaną maksymę z Ewangelii Tomasza i z platońskiej tradycji poznania siebie, ale zachowuje własny akcent: nie każe kontemplować boskiego światła w duszy, lecz zbadać strukturę przeżyć, aż ukaże się ich podmiot.
Pitagorejska gnoza
Monoimos jest dla historyka idei cennym świadectwem tego, jak głęboko pitagorejska spekulacja liczbowa przenikała myśl religijną II i III wieku. Nie jest odosobniony: walentynianin Markos, opisywany przez Ireneusza, rozwinął całą mistykę liter i ich wartości liczbowych, a w hermetyzmie i w neopitagoreizmie monada i dekada należały do stałego słownika. U Monoimosa ta tradycja zostaje jednak skupiona w jednym obrazie o niezwykłej sile: najmniejszy znak alfabetu, kreska, której Jezus obiecał trwałość, staje się imieniem Syna i formą wszechświata.
Nie należy przy tym zapominać, że całą tę naukę znamy przez filtr przeciwnika. Hipolit ma interes w tym, by przedstawić Monoimosa jako ucznia Pitagorasa raczej niż Chrystusa, i mógł niektóre zbieżności wzmocnić. Zachowane cytaty są jednak na tyle charakterystyczne, że trudno je uznać za wymysł polemisty. Szczególnie list do Teofrasta brzmi jak głos kogoś, kto rzeczywiście uczył.
Z tego głosu przebija myśl, że droga do Boga nie biegnie przez spekulację o pochodzeniu świata, lecz przez rozpoznanie tego, co w człowieku jest niepodzielne. Jota nie jest tu tylko liczbą dziesięć ani tylko kreską Prawa. Jest punktem, w którym jedność i wielość, kosmos i dusza, Pismo i matematyka okazują się tym samym. Monoimos, o którym nie wiemy prawie nic, zostawił w ten sposób jedną z najbardziej skupionych formuł gnostyckiego poznania: kto znajdzie w sobie tę jedną kreskę, ten znajdzie wyjście.
