Pieczęć Ordo Theia Philosophia
Gnostycyzm

Septem Sermones ad Mortuos i Jung jako Bazylides

Septem Sermones ad Mortuos, napisane przez Carla Gustava Junga w 1916 roku pod imieniem Bazylidesa z Aleksandrii, przekształcają drugowiecznego gnostyka w maskę współczesnego psychologa i wprowadzają Abraksasa jako boga ponad przeciwieństwami, w tekście wyrosłym z wizji zapisywanych w Czerwonej Księdze.

Carl Gustav Jung na ręcznie kolorowanej fotografii opublikowanej w 1910 roku, ze zbiorów Library of Congress – domena publiczna
Carl Gustav Jung na ręcznie kolorowanej fotografii opublikowanej w 1910 roku, ze zbiorów Library of Congress – domena publiczna · Wikimedia Commons

Dom, w którym zadzwonił dzwonek

Według relacji, którą Jung podał pod koniec życia we Wspomnieniach, snach, myślach, tekst powstał w ciągu kilku wieczorów 1916 roku, w atmosferze, którą sam opisywał jako nawiedzenie. W domu w Küsnacht miały się dziać rzeczy niewytłumaczalne: córka widziała w pokoju białą postać, syn miał dziwny sen, a w niedzielne popołudnie dzwonek u drzwi zadzwonił bez widocznej przyczyny. Jung pisze, że dom był wówczas „pełen duchów”, a on sam usłyszał wołanie: „Wróciliśmy z Jerozolimy, gdzie nie znaleźliśmy tego, czego szukaliśmy”. Tymi słowami zaczyna się pierwsze kazanie.

Opowieść ta jest wspomnieniem spisanym po ponad czterdziestu latach i opracowanym redakcyjnie przez Anielę Jaffé; trzeba ją traktować jako autointerpretację, nie jako protokół. Niezależnie jednak od tego, jak ocenić jej szczegóły, wskazuje ona na charakter tekstu. Siedem kazań do umarłych nie jest traktatem pisanym przy biurku z zamiarem wyłożenia teorii. Jest zapisem mowy skierowanej do zmarłych, którzy przychodzą z pytaniami, na które chrześcijaństwo – symbolizowane przez Jerozolimę – nie dało im odpowiedzi. Kazania odpowiadają na nie w języku, który Jung uznał za właściwy: w języku gnozy.

Tekst został wydrukowany prywatnie w niewielkim nakładzie i rozdany przyjaciołom. Na stronie tytułowej widniało, że jest to siedem pouczeń, które Bazylides napisał w Aleksandrii, „gdzie Wschód styka się z Zachodem”. Nazwisko Junga nie pojawiało się. Angielski przekład przygotowany przez Heltona Godwina Baynesa ukazał się również prywatnie w 1925 roku. Dopiero po śmierci autora tekst wszedł do szerszego obiegu jako dodatek do niektórych wydań jego wspomnień.

Dlaczego właśnie Bazylides

Historyczny Bazylides nauczał w Aleksandrii w pierwszej połowie II wieku. Jego nauka zachowała się w dwóch różnych i trudnych do pogodzenia wersjach: u Ireneusza, który przypisuje mu system z niezliczonymi niebiosami i władcą o imieniu Abraksas, oraz u Hipolita, który przedstawia go jako myśliciela wychodzącego od Boga „nieistniejącego”, ponad wszelkim orzekaniem. Klemens Aleksandryjski zachował z kolei fragmenty jego etyki. Dla nowożytnego czytelnika Bazylides był zatem postacią na wpół zatartą, którą każdy mógł odczytać po swojemu.

Jung znał te świadectwa z lektury heresiologów i z ówczesnych opracowań. Wśród książek, które czytał w latach poprzedzających kazania, były prace George'a Roberta Stowa Meada, popularyzującego starożytne teksty gnostyckie w kręgu Towarzystwa Teozoficznego, oraz niemieckie studia nad gnozą i religiami misteryjnymi. Wybór Bazylidesa nie był jednak przypadkiem erudycyjnym. Aleksandria – miasto, w którym greka, judaizm, Egipt i chrześcijaństwo spotkały się w jednym ośrodku – była dla Junga figurą miejsca, gdzie przeciwieństwa duchowe stykają się bez rozstrzygnięcia. Bazylides, nauczyciel z tego miasta, mógł mówić w imieniu duszy, która nie wybiera między nimi, lecz chce je pomieścić.

Pseudonim pełnił też funkcję ochronną. Jung był wówczas lekarzem i badaczem po zerwaniu z Freudem, w okresie, który sam później nazwał konfrontacją z nieświadomością. Publikacja pod własnym nazwiskiem tekstu o Abraksasie i Pleromie byłaby dla jego reputacji niebezpieczna. Starożytne imię pozwalało mu wypowiedzieć to, co przeżywał, a zarazem odsunąć to od siebie. Bazylides był maską, ale maską w dawnym sensie persony: twarzą, przez którą przemawia głos.

Pleroma i stworzenie

Pierwsze kazanie zaczyna od pojęcia Pleromy. W gnozie walentyniańskiej oznaczała ona pełnię boskiego świata, przestrzeń eonów, z której wypadła Sofia. U Junga Pleroma jest czymś innym: nicością, która jest zarazem pełnią, stanem, w którym wszystkie przeciwieństwa są zrównoważone i dlatego nie mają żadnych właściwości. O Pleromie nie można nic powiedzieć, bo każde orzeczenie wprowadzałoby rozróżnienie. W niej jest wszystko i nic, dobro i zło, światło i ciemność, lecz w sposób, który znosi ich różnicę.

Przeciwstawieniem Pleromy jest creatura, stworzenie, którego istotą jest odrębność. Kazania mówią, że człowiek, jako stworzenie, musi się odróżniać – inaczej rozpłynie się w Pleromie i przestanie istnieć. Principium individuationis, zasada indywiduacji, staje się tu prawem duchowym. Grzechem nie jest bunt ani pożądanie, lecz zatracenie własnej odrębności, pomylenie się z nieokreśloną pełnią. W tym miejscu widać, jak Jung przekształca gnostycką strukturę. Starożytni gnostycy pragnęli powrotu do Pleromy; mówca kazań przestrzega przed takim powrotem, który byłby utratą siebie.

To odwrócenie jest kluczem do całego tekstu. Gnostycki język dostarcza słownika, ale kierunek dążenia jest inny. Zbawieniem nie jest wyzwolenie iskry z materii i jej ucieczka w górę, lecz świadome wyodrębnienie się z niezróżnicowanego tła. Jung zachowuje dramat poznania i obcości wobec świata, lecz zamienia go w dramat stawania się jednostką.

Osobnego namysłu wymaga sam adresat kazań. Umarli, którzy wracają z Jerozolimy, nie są w tekście duchami w sensie spirytystycznym, choć opowieść o nawiedzonym domu do tego prowokuje. Są raczej figurą tych, którzy odeszli z pytaniami bez odpowiedzi – niespełnionych pragnień, przodków, nierozwiązanych problemów kultury, która wyczerpała swój symbol. Kaznodzieja zwraca się do nich z autorytetem nauczyciela, lecz często z niecierpliwością: zarzuca im, że chcą prostych odpowiedzi, a otrzymują paradoksy. Kazania są w tym sensie pouczeniem udzielanym nie żywym uczniom, lecz temu, co w duszy pozostało nieukończone. Gnostycki mit o duszach, które po śmierci przechodzą przez sfery władców i muszą znać właściwe słowa, by się wznieść, zostaje tu odwrócony: to nie umarły zna hasła, lecz żywy musi umarłym je wyjaśnić.

Abraksas ponad Heliosem i diabłem

Najbardziej znaną postacią kazań jest Abraksas. Imię to pojawia się w relacji Ireneusza o Bazylidesie jako nazwa władcy niebios, a zarazem na licznych późnoantycznych gemmach magicznych, gdzie często towarzyszy postaci o głowie koguta i nogach węży. Liczbowa wartość greckich liter imienia daje 365, co od starożytności łączono z liczbą dni w roku i liczbą niebios w systemie bazylidiańskim. Dla Junga Abraksas stał się czymś więcej niż ciekawostką ikonograficzną.

W kazaniach Bóg i diabeł są pierwszymi przejawami Pleromy, parą przeciwieństw – pełnią i pustką, rodzeniem i niszczeniem. Bóg ukazuje się jako Helios, słońce, dawca życia. Ponad nimi jednak stoi Abraksas, bóg, którego trudno poznać, bo jego mocą jest działanie samo w sobie, obejmujące zarówno dobro, jak i zło. Abraksas jest życiem i śmiercią naraz, prawdą i kłamstwem, światłem i ciemnością w jednym słowie i czynie. Kazania mówią o nim w tonie, który łączy podziw i grozę: kto go zna, nie może mu się sprzeciwić, ale nie może go też kochać tak, jak kocha się dobrego Boga.

Ta figura wyraża przekonanie, które Jung rozwijał przez całe późniejsze życie: że obraz Boga w doświadczeniu psychicznym nie jest jednoznacznie dobry, że zawiera w sobie także ciemną stronę, i że dojrzała religijność musi to uwzględnić. W kazaniach z 1916 roku przekonanie to wyrażone jest jeszcze w mitologicznej, wizyjnej formie, bez późniejszego aparatu pojęciowego. Abraksas nie jest tu archetypem w sensie teoretycznym, lecz osobą, o której opowiada kaznodzieja.

Dalsze kazania wprowadzają kolejne postacie: bogów i demonów jako mnogość mocy, przed którymi stoi człowiek, Erosa i Logos, matkę niebiańską i ojca ziemskiego, wreszcie – w siódmym kazaniu – gwiazdę, która jest bogiem i celem każdego człowieka, jego przewodnikiem w podróży przez śmierć. Ta końcowa wizja wnosi do tekstu ton nadziei, który odróżnia go od czysto dualistycznej gnozy. Człowiek nie jest uwięziony w świecie wrogim mu bez reszty; ma w sobie punkt, ku któremu zmierza i który go prowadzi.

Kazania w Księdze i poza nią

Tekst nie powstał w izolacji. Wyrósł z serii wizji i rozmów z wewnętrznymi postaciami, które Jung zapisywał od 1913 roku w tak zwanych Czarnych Księgach, a potem przepisywał i opracowywał w kaligraficznej Czerwonej Księdze. W wersji kazań włączonej do późniejszej części tego materiału, nazwanej Scrutinies, kaznodzieją jest nie Bazylides, lecz Filemon, skrzydlaty starzec, który u Junga był postacią przewodnika duchowego. Publikacja tych materiałów w 2009 roku pozwoliła zobaczyć, że prywatny druk z 1916 roku jest fragmentem szerszego procesu, a nie samodzielną teologią.

To odkrycie zmienia sposób czytania kazań. Bazylides z wydania z 1916 roku jest drugą maską: za nim stoi Filemon, a za Filemonem – sam Jung prowadzący dialog z treściami nieświadomymi. Wybór imienia aleksandryjskiego gnostyka na stronie tytułowej był więc decyzją o tym, jak przedstawić ten tekst przyjaciołom – jako starożytny dokument, nie jako zapis osobistego przeżycia. Starożytność stała się tu sposobem na to, by przeżycie mogło zostać wypowiedziane w formie publicznej, choć nie anonimowej dla wtajemniczonych.

Sam Jung był wobec kazań ambiwalentny. Nie włączył ich do zbioru swoich pism i przez wiele lat niechętnie o nich mówił, uznając je za dzieło młodości, którego nie należy traktować jako wykładu jego psychologii. Zgodził się jednak na ich publikację we wspomnieniach, a w późnych latach przyznawał, że wszystko, co później napisał, wyrastało z doświadczeń tamtego okresu.

Dla historii nowoczesnej gnozy Septem Sermones są tekstem przełomowym, choć długo znanym tylko nielicznym. Pokazują, jak starożytny mit może posłużyć nie do odtworzenia dawnej religii, lecz do wypowiedzenia nowego doświadczenia wewnętrznego. Bazylides Junga nie jest historycznym Bazylidesem; jest głosem duszy, która w gnostyckim słowniku znalazła język bliższy własnemu przeżyciu niż język kościelnej dogmatyki. W tym sensie kazania otwierają drogę, którą podążą później liczni czytelnicy odkryć z Nag Hammadi: drogę gnozy rozumianej jako mapa psychiki. Sam Jung, niechętny wobec swojego młodzieńczego tekstu, pozostawił go jednak jako świadectwo chwili, w której starożytny heretyk przemówił ustami nowoczesnego lekarza.