Pieczęć Ordo Theia Philosophia
Gnostycyzm

Potrójna Protennoia i głos Pierwszej Myśli

Potrójna Protennoia, zachowana na kilku kartach kodeksu XIII z Nag Hammadi, każe Pierwszej Myśli zstąpić trzykrotnie – jako Głos, Mowa i Słowo – a jej trzecie objawienie, opowiedziane językiem bliskim Prologowi Jana, stało się jednym z najgoręcej dyskutowanych świadectw o związkach gnozy z czwartą Ewangelią.

Gnostycki gem z postacią Abraxasa
Gnostycki gem z postacią Abraxasa

Osiem kart w okładce innego kodeksu

Kodeks XIII z Nag Hammadi właściwie nie jest kodeksem. Zachowało się z niego osiem kart, które w starożytności zostały wyjęte z jakiejś księgi i włożone do wnętrza okładki kodeksu VI, gdzie odnaleziono je w 1945 roku. Na tych kartach zapisano prawie w całości jeden traktat, nazywany w kolofonie Potrójną Protennoią (Protennoia trimorphos), oraz początek tekstu, który w kodeksie II zachował się w pełnej postaci jako O pochodzeniu świata. Kontekst znaleziska mówi więc coś o losach tekstu: był ceniony na tyle, by go przechować, ale w tej jednej kopii nie należał już do żadnej całości.

Tytuł greckiego pochodzenia, zachowany w koptyjskim przekładzie, oznacza „Pierwszą Myśl w trzech postaciach”. Protennoia to dosłownie „myśl pierwsza” lub „uprzedzająca” – termin bliski Pronoi, Opatrzności, która w Apokryfonie Jana jest imieniem Barbelo. Traktat jest podzielony na trzy części, z własnymi tytułami: pierwsza mówi o Protennoi jako Głosie Ojca, druga, zatytułowana O losie, o niej jako Mowie Matki, trzecia, O objawieniu, o niej jako Słowie Syna. Każda część to monolog w pierwszej osobie, zaczynający się od samoprzedstawienia: „Jestem Protennoia, Myśl, która przebywa w Świetle”.

Mowa w pierwszej osobie

Forma Potrójnej Protennoi należy do gatunku, który badacze nazywają aretalogią, czyli mową „ja jestem” bóstwa wyliczającego swoje moce. Najbardziej znane przykłady to aretalogie Izydy w greckich inskrypcjach i mowy Mądrości w Księdze Przysłów i Mądrości Syracha. W tekstach z Nag Hammadi podobną formę ma Grzmot, Doskonały Umysł, ale tam głos jest paradoksalny i nienazwany, a tutaj – nazwany i wpisany w spójny mit setiański. Protennoia mówi o tym, że jest niewidzialna i zarazem obecna we wszystkim, że jest pierwsza i istnieje przed wszystkim, że jest ruchem we wszystkim, a jednocześnie spoczywa w niezniszczalnym Świetle.

Taki głos nie jest abstrakcyjnym pojęciem teologicznym, lecz figurą, która przychodzi do słuchacza i z nim rozmawia. Protennoia zstępuje do świata niższego, by obudzić tych, którzy w nim śpią, i przypomina im ich pochodzenie. W pierwszym zstąpieniu jako Głos nadaje kształt istotom pozbawionym formy, w drugim jako Mowa przekazuje im tajemnicę, w trzecim jako Słowo – Logos – przybiera ich postać i wyprowadza ich. Kolejne objawienia są coraz bardziej konkretne, a trzecie dokonuje się w ludzkim ciele.

Protennoia mówi o sobie także w kategoriach płci, i to w sposób zamierzenie paradoksalny. Nazywa siebie istotą androgyniczną, Matką i Ojcem zarazem, i twierdzi, że rodzi z samej siebie. Przypisuje sobie ruch, który przenika wszystko, a zarazem nieruchomość, wodę życia i światło, w którym nic nie jest zakryte. Te sformułowania nie są ozdobnikami. Dla setiańskiej teologii Barbelo jest pierwszym odbiciem niewidzialnego Ducha, w którym jedność zaczyna się różnicować, a więc musi łączyć w sobie przeciwieństwa, zanim się one rozdzielą w niższych światach.

Archonci słyszą grzmot

Szczególnie sugestywna jest scena z drugiej części. Gdy Protennoia zstępuje, w świecie archontów następuje wstrząs: „moce” pytają się nawzajem, co to za głos i skąd się wziął, i w trwodze idą do swojego „Archigenetora”, Pierwszego Rodzica, czyli setiańskiego demiurga. Ten nie umie im odpowiedzieć. Moce losu i ci, którzy rozdzielają mieszkania gwiazd, wpadają w zamęt, przeczuwając koniec swojego panowania. Głos Protennoi ma moc nie tylko objawiającą, lecz także destabilizującą: rozbija porządek, w którym archonci rządzili ludźmi przez niewiedzę.

W tej scenie widać jedną z głównych tez traktatu. Zbawienie nie polega na pokonaniu archontów w walce, lecz na tym, że głos z góry uświadamia im ich własną niewiedzę. Ich władza opierała się na tym, że ludzie nie wiedzieli o istnieniu wyższego świata; gdy głos się rozlega, sama ta wiedza zaczyna działać. Tutaj Potrójna Protennoia zbiega się z setiańską logiką Apokryfonu Jana, w którym zbawiciel trzykrotnie zstępuje do więzienia ciała, ale nadaje jej formę liturgiczną, nadającą się do recytacji.

Porównanie z Apokryfonem Jana jest tu szczególnie pouczające. Dłuższa redakcja tego tekstu kończy się hymnem, w którym Pronoia opowiada o swoich trzech zstąpieniach do chaosu: za pierwszym i drugim razem fundamenty chaosu się trzęsą i musi się wycofać, by nie zniszczyć świata przed czasem, za trzecim wchodzi do więzienia ciała i budzi śpiącego. Potrójna Protennoia wydaje się rozwijać ten sam schemat w osobny utwór, z trzema mowami zamiast trzech strof. Nie wiadomo, który tekst jest wcześniejszy, a niektórzy badacze sądzą, że oba czerpią z wcześniejszego hymnu, krążącego w kręgach setiańskich w kilku wersjach. Druga mowa, zatytułowana O losie, dodaje do tego schematu wyraźnie polemiczny akcent wobec astrologii: zstąpienie Protennoi rozprasza porządek wyznaczony przez gwiazdy i sprawia, że władcy losu nie mogą już utrzymać ludzi w swoich rachunkach.

Pięć pieczęci i chrzest światła

Trzecia część kończy się opisem obrzędu, który nazywa się Pięcioma Pieczęciami. Protennoia mówi, że przekazała je tym, którzy do niej należą, i że przez nie zostali obmyci w wodzie życia, przyodziani w światło, ukoronowani i wstąpili do miejsc światła. Pieczęcie pojawiają się także w Apokryfonie Jana i w Świętej Księdze Wielkiego Niewidzialnego Ducha, ale w Potrójnej Protennoi opisano je najdokładniej. Mówi się tu o pięciu etapach: przyjęciu przez „tych, którzy dają szaty”, „tych, którzy chrzczą”, „tych, którzy intronizują”, „tych, którzy dają chwałę” i „tych, którzy porywają”, a każdy z tych etapów jest powierzony imiennie wymienionym mocom światła.

Czy był to rzeczywisty obrzęd, odprawiany w jakiejś wspólnocie? Część badaczy, a wśród nich John D. Turner, uważa, że Potrójna Protennoia zawiera ślady liturgii chrzcielnej, w której wodzie nadano znaczenie niebiańskie: chrzest nie jest obmyciem z grzechu w sensie moralnym, lecz wejściem w światło i otrzymaniem nowej tożsamości. Inni uważają, że Pięć Pieczęci to raczej kontemplacyjna wędrówka wewnętrzna, opisana językiem obrzędu. Rozstrzygnięcie nie jest możliwe na podstawie samego tekstu, ale ciągła obecność terminologii chrzcielnej w setiańskich traktatach wskazuje, że chrzest był w tym środowisku praktyką, a nie tylko metaforą.

Logos w ich namiotach

Najwięcej dyskusji wywołała trzecia część, w której Protennoia mówi jako Logos: „Ukazałem się im w ich namiotach jako Słowo” – sformułowanie, które przypomina Prolog Ewangelii Jana, gdzie „Słowo stało się ciałem i rozbiło namiot wśród nas”. W tej samej części Protennoia mówi, że przyoblekła się w Jezusa i że zdjęła go z przeklętego drewna, przenosząc go do mieszkań jego Ojca. Pojawiają się też inne terminy janowe: światło, które świeci w ciemności, ci, którzy nie przyjęli, i ci, którzy przyjęli. Logos Protennoi zstępuje przy tym w przebraniu: przechodząc przez sfery, przybiera postać mieszkańców każdej z nich, tak że moce biorą go za jednego ze swoich, a archonci sądzą nawet, że jest ich własnym Chrystusem. Motyw zbawiciela, który ukrywa się przed władcami świata, by przejść niepostrzeżenie przez ich niebiosa, był szeroko znany w II i III wieku – od Wniebowstąpienia Izajasza po relacje heresiologów – ale tutaj zostaje wpleciony wprost w polemikę z pojęciem Chrystusa, jakie głosił Kościół większościowy.

W latach siedemdziesiątych XX wieku Berliner Arbeitskreis für koptisch-gnostische Schriften, a w szczególności Gesine Schenke (później Robinson), wydawczyni tekstu, oraz Carsten Colpe zwrócili uwagę na te zbieżności i postawili pytanie: czy Potrójna Protennoia zależy od Ewangelii Jana, czy przeciwnie – zachowuje tradycję, z której korzystał autor Prologu? Część badaczy uznała, że tekst pozwala zrekonstruować przedchrześcijański, setiański hymn o zstępującym Logosie, przetworzony przez autora czwartej Ewangelii. Inni, zwłaszcza Yvonne Janssens i wielu badaczy anglojęzycznych, wskazywali, że Potrójna Protennoia zawiera warstwy, z których co najmniej jedna jest chrystianizująca i polemiczna wobec wielkokościelnego odczytania Jana: Protennoia „zdejmuje” Jezusa z krzyża, czyli odrzuca soteriologię cierpienia.

Dziś przeważa ostrożny pogląd, że tekst ma kilka warstw redakcyjnych – Turner wyróżnił ich kilka – i że jego janowe sformułowania mogą być zarówno echem wspólnej tradycji mądrościowej, jak i świadomą reinterpretacją czwartej Ewangelii. Tej kwestii nie można rozstrzygnąć definitywnie, ale samo jej postawienie zmieniło sposób, w jaki egzegeci czytają Prolog Jana: jako tekst należący do szerszego świata spekulacji o zstępującej Mądrości, w którym gnostycy byli równorzędnymi uczestnikami, a nie tylko późniejszymi przeróbkami.

Trzy imiona jednego głosu

Konstrukcja trzech zstąpień jako Głos, Mowa i Słowo jest czymś więcej niż ornamentem. Setiańska trójca Ojca, Matki i Syna – Niewidzialnego Ducha, Barbelo i Autogenesa – została tu przełożona na trzy formy komunikacji. Głos jest dźwiękiem jeszcze bez artykulacji, Mowa – dźwiękiem uporządkowanym, Słowo – sensem wypowiedzianym w konkretnej postaci. Objawienie postępuje więc od niezróżnicowanego do konkretnego, od Ojca przez Matkę do Syna, a zarazem od kosmogonii przez historię do zbawienia. Ten schemat przypomina gramatyczne spekulacje o boskiej mowie, znane z innych tradycji późnego antyku, i zapowiada późniejsze teologie Słowa.

Teza, którą Potrójna Protennoia zdaje się wypowiadać, brzmi: zbawienie jest aktem mowy. Bóg nie ratuje świata siłą, lecz wołaniem, a wołanie musi przybrać formy, które słuchacz zdoła przyjąć. Dlatego Pierwsza Myśl zstępuje trzy razy i za każdym razem mówi inaczej: najpierw jako grzmot, którego archonci nie rozumieją, potem jako tajemnica, którą rozumieją tylko wybrani, wreszcie jako Słowo w ludzkiej postaci, które każdy może usłyszeć. Pięć Pieczęci zamyka tę drogę, przekształcając usłyszany głos w nową tożsamość. Nie wiemy, kto odmawiał ten tekst i w jakich okolicznościach, ale jego siła retoryczna – mowa w pierwszej osobie, przemawiająca bezpośrednio do słuchacza – pozwala przypuszczać, że nie był przeznaczony tylko do cichej lektury. Być może właśnie dlatego ktoś w IV wieku zadał sobie trud, by zachować jego kilka kart, nawet gdy księga, z której pochodziły, przestała istnieć.