Nauki Sylwana i mądrość bez gnostyckiego mitu
Nauki Sylwana z siódmego kodeksu Nag Hammadi to chrześcijański zbiór pouczeń mądrościowych, przesycony aleksandryjskim platonizmem i całkowicie wolny od gnostyckiego mitu o złym stwórcy, który dowodzi, że Biblioteka nie była zbiorem wyłącznie gnostyckim, a jeden jego fragment krążył w Egipcie także pod imieniem świętego Antoniego.
Ojciec przemawia do syna
Utwór otwiera formuła znana z biblijnej literatury mądrościowej. Nauczyciel zwraca się do ucznia słowami „mój synu” i wzywa go, aby zakończył wszelką dziecinność, nabrał siły umysłu i duszy i walczył przeciw każdemu szaleństwu namiętności. Przez kilkadziesiąt stron tekst nie odchodzi od tego tonu. Jest to seria napomnień, ostrzeżeń, zachęt i krótkich wykładów, które przypominają Księgę Przysłów, Mądrość Syracha czy Mądrość Salomona, ale także stoickie i platońskie diatryby, w których filozof napomina słuchacza, aby żył zgodnie z rozumem.
Tytuł przypisuje utwór Sylwanowi, a imię to należało w Nowym Testamencie do towarzysza Pawła, znanego także jako Sylas, wymienionego w nagłówkach listów do Tesaloniczan i w Pierwszym Liście Piotra. Przypisanie jest zapewne pseudepigraficzne. Tekst nie zawiera żadnych szczegółów biograficznych, które wskazywałyby na apostolskiego współpracownika, a jego język i problematyka wskazują na środowisko znacznie późniejsze, najczęściej datowane na koniec II lub III wiek, z możliwymi późniejszymi warstwami. Imię Sylwana dawało pouczeniom autorytet apostolskiego pochodzenia i wpisywało je w tradycję przekazu od nauczyciela do ucznia.
Najważniejsze dla historyka jest to, czego w tekście brakuje. Nie ma w nim demiurga, archontów, Sofii, która upadła, ani ukrytego rodu zbawionych. Bóg jest jeden, stworzył świat przez swojego Logosa, a Chrystus jest jego Mądrością i Słowem. Zło pochodzi z ludzkiej słabości, z namiętności i z działania diabła, nie z ułomności stwórcy. Nauki Sylwana należą więc do głównego nurtu chrześcijańskiej teologii swojej epoki, a ich obecność w Bibliotece każe zastanowić się, czym właściwie był ten zbiór.
Umysł, dusza i ciało
Najbardziej charakterystycznym elementem nauki Sylwana jest antropologia trójdzielna, wyrażona w języku zbliżonym do aleksandryjskiego platonizmu. Człowiek składa się z trzech części: ciała, które powstało z ziemi, duszy, która została utworzona przez boską myśl, i umysłu, który został stworzony na obraz Boga. Umysł jest w człowieku pierwiastkiem najwyższym, to on jest obrazem, o którym mówi Księga Rodzaju, i to on ma kierować całością. Dusza znajduje się pomiędzy, może zwrócić się ku umysłowi albo ku ciału, a od jej wyboru zależy los całego człowieka.
Sylwan wyraża ten wybór w żywych obrazach. Kto odwraca się od umysłu, staje się zwierzęciem, przyjmując naturę bestii, bo żyje według ciała. Kto natomiast pozwala, aby umysł nim kierował, staje się podobny do Boga, a nawet, w śmiałym sformułowaniu, może stać się boski. Umysł jest przewodnikiem, nauczycielem i światłem, a uczeń powinien wpuścić go do swojego domu jak strażnika i przyjaciela. Wezwanie do pukania do samego siebie jak do drzwi i do chodzenia po sobie jak po prostej drodze należy do najczęściej przywoływanych zdań utworu.
Antropologia ta nie jest wykładem dla samego wykładu. Służy praktycznemu celowi, jakim jest czujność wobec wroga, który działa podstępnie. Sylwan wielokrotnie ostrzega ucznia przed przebiegłością przeciwnika, który nie atakuje otwarcie, lecz podsuwa myśli pozornie dobre, przybiera postać przyjaciela i zastawia sidła tam, gdzie nikt się ich nie spodziewa. Ostrzega także przed nadmierną ufnością wobec ludzi, przed rozmowami, które rozpraszają, i przed pragnieniem chwały. Ten ton zbliża utwór do późniejszej literatury monastycznej, w której walka z myślami i rozpoznawanie duchów stały się osobną sztuką. Sylwan nie posługuje się jeszcze rozbudowaną terminologią Ewagriusza ani katalogiem ośmiu złych myśli, ale jego przestrogi zmierzają w tym samym kierunku: człowiek, który pozwolił umysłowi panować, musi stale strzec bram swego domu, bo zwycięstwo nie jest dane raz na zawsze.
Taki obraz człowieka ma bliskie odpowiedniki u Filona Aleksandryjskiego, który rozróżniał umysł jako właściwy obraz Boga od niższych części duszy, i u Klemensa Aleksandryjskiego, który mówił o stopniowym upodabnianiu się chrześcijańskiego gnostyka do Boga. Jan Zandee, który poświęcił Naukom Sylwana szereg studiów, szczególnie mocno podkreślał ich pokrewieństwo z Klemensem, widząc w nich świadectwo tej samej aleksandryjskiej kultury teologicznej, która łączyła Pismo z filozofią platońską i stoicką. Zbieżności są liczne, choć nie dowodzą bezpośredniej zależności. Raczej wskazują na wspólne środowisko i wspólny zasób pojęć.
Bóg obecny wszędzie i nigdzie
Drugim obszarem, w którym widać aleksandryjskie korzenie utworu, jest nauka o Bogu. Sylwan mówi, że Bóg nie jest zamknięty w żadnym miejscu, a zarazem jest wszędzie. Nie można o nim powiedzieć, że jest w jakimś miejscu, bo to oznaczałoby, że miejsce jest większe od niego, a nic nie jest większe od Boga. Wszystko jest w nim, ale on nie jest w niczym zawarty. Podobne sformułowania znajdują się u Filona, u autorów hellenistycznego judaizmu i u platońskich filozofów, a w chrześcijaństwie rozwinęli je zwłaszcza teologowie aleksandryjscy.
Tekst podkreśla również, że Boga nie można łatwo poznać. Nie wolno o nim mówić lekkomyślnie, nie można go ograniczać w myśli, a wszelkie przedstawienia są niewystarczające. Jest to jednak apofatyzm umiarkowany, połączony z ufnością wobec objawienia. Poznanie Boga jest możliwe przez Chrystusa, który jest jego obrazem i jego Słowem, a także przez oczyszczony umysł, który zwraca się ku temu, co wyższe. Sylwan zachęca ucznia, aby nie szukał Boga na zewnątrz, lecz w sobie, i aby poznał siebie, bo poznanie siebie prowadzi do poznania tego, co w człowieku pochodzi od Boga.
Chrystus jako Mądrość i drzewo życia
Chrystologia utworu jest wyraźnie chrześcijańska i nie ma w niej śladu doketyzmu. Chrystus jest Mądrością Boga, jego Logosem i światłem, ale także tym, który stał się człowiekiem, cierpiał i zstąpił do otchłani. Sylwan przypomina, że Chrystus zstąpił do Hadesu, rozbił jego żelazne zasuwy i spiżowe bramy, wyzwolił uwięzionych i zniszczył moc tyrana. Ten obraz, znany z wczesnochrześcijańskiej teologii zstąpienia do piekieł, pokazuje, że autor przyjmuje rzeczywistość męki i śmierci, interpretując ją jako zwycięstwo nad mocami ciemności.
Chrystus jest też drzewem życia, Mądrością, która daje życie tym, którzy się do niej zwracają, i nauczycielem, który przychodzi z pomocą słabym. Uczeń powinien przyjąć go jako przyjaciela, jako lekarza i jako króla. Ten język łączy tradycję żydowskiej Mądrości, która w Księdze Przysłów była drzewem życia dla tych, którzy się jej trzymają, z nowotestamentowym wyznaniem Chrystusa jako Słowa. Nie ma tu żadnych elementów mitu o wysłanniku z pleromy, który przychodzi, by wyzwolić iskry światła uwięzione przez archontów. Chrystus Sylwana wyzwala od grzechu, namiętności i śmierci, a nie od złego stwórcy.
Dla czytelnika przyzwyczajonego do gnostyckich traktatów z tego samego kodeksu kontrast jest uderzający. Sąsiednie utwory, z których jeden wyśmiewa patriarchów, a drugi oskarża biskupów, pochodzą z zupełnie innego świata teologicznego. Nauki Sylwana mogłyby zostać przeczytane w każdej ówczesnej wspólnocie chrześcijańskiej, choć niektóre ich śmiałe sformułowania o przebóstwieniu umysłu mogły budzić ostrożność u późniejszych teologów.
Fragment pod imieniem Antoniego
Wyjątkowe znaczenie dla oceny utworu ma odkrycie, że jeden jego fragment zachował się także poza Biblioteką. Wolf-Peter Funk rozpoznał, że ustęp Nauk Sylwana występuje w koptyjskim rękopisie pergaminowym przechowywanym w British Library, gdzie przypisany jest Antoniemu, ojcu pustelników egipskich. Tekst jest w obu przypadkach niemal identyczny, co oznacza, że ten sam materiał krążył w Egipcie w różnych kontekstach, a jego autorstwo przypisywano różnym autorytetom.
Fakt ten ma kilka konsekwencji. Po pierwsze, pokazuje, że przynajmniej część Nauk Sylwana była czytana w środowisku monastycznym jako pouczenie zgodne z ascezą pustelników, bez żadnych podejrzeń o herezję. Po drugie, sugeruje, że utwór lub jego części funkcjonowały jako materiał do budowania zbiorów, z których korzystano swobodnie, przenosząc ustępy z jednego dzieła do drugiego i przypisując je różnym postaciom. Przypisanie Antoniemu nie dowodzi, że to on był autorem, podobnie jak tytuł nie dowodzi autorstwa Sylwana. Pokazuje jedynie, że pouczenia te uchodziły za godne wielkiego mistrza życia duchowego.
Po trzecie, odkrycie to wzmacnia argument, że Biblioteka z Nag Hammadi nie była zbiorem gromadzonym przez gnostycką sektę wyłącznie dla jej doktryn. Jej właściciele, kimkolwiek byli, czytali również teksty, które należały do szerokiego nurtu chrześcijańskiej pobożności i ascezy, i które znajdowały się w obiegu także poza kręgami gnostyckimi. Zestawienie Nauk Sylwana z traktatami sethiańskimi i polemicznymi w jednym kodeksie każe raczej widzieć w Bibliotece kolekcję czytelniczą o szerokich zainteresowaniach.
Mądrość bez mitu
Nauki Sylwana są często cytowane jako dowód różnorodności Biblioteki i słusznie. Warto jednak dostrzec w nich więcej niż tylko wyjątek od reguły. Pokazują one, jak wyglądała chrześcijańska duchowość, która korzystała z tego samego aleksandryjskiego zasobu pojęć co gnostycy, a jednak doszła do innych wniosków. Rozróżnienie umysłu, duszy i ciała, wezwanie do poznania siebie, obraz Boga obecnego wszędzie i nigdzie, język przebóstwienia, wszystko to występuje także w tekstach gnostyckich. Różnica polega na tym, że Sylwan nie potrzebuje mitu o upadku w pleromie ani o złym stwórcy, aby wyjaśnić położenie człowieka.
Dla Sylwana problemem nie jest świat stworzony przez niższe bóstwo, lecz człowiek, który odwraca się od swojego umysłu i staje się zwierzęciem. Rozwiązaniem nie jest tajemna wiedza o pochodzeniu duszy, lecz trud ascezy, czujność, modlitwa i przyjaźń z Chrystusem. Tradycja mądrościowa, w której nauczyciel napomina ucznia, okazuje się tu zdolna przyjąć platońską antropologię i ją schrystianizować, nie popadając w dualizm. Właśnie dlatego tekst z siódmego kodeksu jest tak cenny dla zrozumienia epoki: pokazuje, że granica między gnozą a ortodoksją nie przebiegała przez same pojęcia, lecz przez sposób, w jaki łączono je w całość.
