Philip K. Dick i Egzegeza po lutym 1974
Po przeżyciach z lutego i marca 1974 roku Philip K. Dick przez osiem lat zapisywał tysiące stron Egzegezy, a w powieści VALIS przełożył je na mit, w którym świat jest więzieniem nigdy nieupadłego Imperium, a wiązka różowego światła – gnozą, która budzi uwięzionego.

Złota rybka na szyi
W lutym 1974 roku Philip K. Dick, wówczas czterdziestopięcioletni autor kilkudziesięciu powieści fantastycznonaukowych, mieszkający w Fullerton w Kalifornii, przeszedł zabieg usunięcia zęba mądrości. Po powrocie do domu, oszołomiony środkami przeciwbólowymi, zamówił z apteki lek. Kiedy drzwi otworzyła mu dostawczyni, zauważył na jej szyi wisiorek w kształcie ryby – starochrześcijański znak ichthys. Zapytał, co oznacza. Odpowiedziała, że to znak, którego używali pierwsi chrześcijanie. W tej chwili, jak później opisywał, doznał czegoś w rodzaju olśnienia: przez moment wydawało mu się, że czas się rozpada, że żyje jednocześnie w Kalifornii lat siedemdziesiątych i w Rzymie I wieku, wśród prześladowanych wyznawców Chrystusa.
W następnych tygodniach, zwłaszcza w marcu, doznania się nasiliły. Dick opisywał wiązkę różowego światła, które przekazało mu informacje; widział abstrakcyjne obrazy przypominające obrazy Kandinsky'ego i Klee; słyszał głosy; miewał sny, w których czytał teksty w języku greckim. Najczęściej przywoływanym epizodem jest ten, w którym światło miało mu przekazać, że jego mały syn Christopher ma nierozpoznaną przepuklinę; zaniepokojeni rodzice zabrali dziecko do lekarza, który potwierdził diagnozę i przeprowadził operację. Dick sam podawał tę historię jako dowód, że jego przeżycia miały rzeczywiste źródło informacyjne, choć jest ona znana wyłącznie z jego relacji i relacji jego bliskich.
Te przeżycia, które Dick nazywał skrótowo „2-3-74”, od miesięcy, w których miały miejsce, stały się centralnym wydarzeniem jego dalszego życia. Nie przestał pisać powieści, ale główną energię skierował na próbę zrozumienia, co mu się przydarzyło.
Osiem tysięcy stron niepewności
Wynikiem tej próby była Egzegeza, obszerny zbiór notatek, listów, szkiców i medytacji, które Dick spisywał od 1974 roku aż do śmierci w marcu 1982 roku. Liczba stron zależy od sposobu liczenia, ale zwykle mówi się o około ośmiu tysiącach, w większości pisanych odręcznie, często nocami. Obszerny wybór, zredagowany przez Pamelę Jackson i Jonathana Lethema, ukazał się drukiem w 2011 roku jako The Exegesis of Philip K. Dick.
Egzegeza nie jest systemem. Jest raczej zapisem nieustannego teoretyzowania, w którym ta sama zagadka rozwiązywana jest wciąż od nowa i za każdym razem inaczej. Dick rozważa hipotezę, że skontaktował się z Bogiem; że był to Duch Święty; że otrzymał przekaz od pozaziemskiej inteligencji, satelity, stworzenia z przyszłości; że doznał załamania nerwowego lub epizodu neurologicznego; że w jego ciele zamieszkał ktoś inny, być może zmarły pierwszy chrześcijanin imieniem Tomasz. Każda z tych hipotez jest przez kilka stron rozwijana z zapałem, a potem porzucana lub łączona z inną. Autor zdaje sobie sprawę z tego ruchu: wielokrotnie zauważa, że jego teoretyzowanie może być objawem choroby, i równie często odrzuca tę możliwość.
Wśród rozmaitych źródeł, z których Dick czerpał, ważne miejsce zajmuje gnoza. Czytał hasła o gnostycyzmie w encyklopediach, popularne opracowania religii starożytnych, prace o Jakubie Böhmem, Spinozie, Heraklicie, przedsokratykach. Pojęcie gnozy jako zbawczego poznania, które przychodzi z zewnątrz i budzi uśpioną duszę, stało się dla niego jednym z najbardziej wyrazistych modeli tłumaczących jego doświadczenie. Ale nie jedynym: obok gnozy stoi w Egzegezie platonizm, chrześcijańska teologia trynitarna, buddyzm, Jung, a także teoria informacji.
Szczególnie chętnie sięgał po platońskie pojęcie anamnesis, przypomnienia. W jego interpretacji przeżycie z 1974 roku nie przyniosło mu nowej wiedzy, lecz zdjęło z niego zapomnienie: odsłoniło coś, co zawsze wiedział, a czego nie pamiętał. Ten motyw łączy się z gnostyckim obrazem duszy, która w świecie zapada w sen lub upojenie i musi zostać wezwana, by przypomnieć sobie swoje pochodzenie. Dick zestawiał to wezwanie z przypowieściami Nowego Testamentu, z Hymnem o perle z Dziejów Tomasza, który znał z opracowań, i z własnymi powieściami z lat sześćdziesiątych, w których bohaterowie odkrywają, że rzeczywistość jest sfabrykowana. W Egzegezie wielokrotnie wraca myśl, że jego dawne książki były już, bez jego wiedzy, zapowiedzią przebudzenia, które przyszło w lutym.
Imperium, które nigdy się nie skończyło
Najbardziej znaną formułą, jaką Dick wyprowadził ze swego przeżycia, jest zdanie: „Imperium nigdy się nie skończyło”. Pojawia się ono w VALIS, powieści wydanej w 1981 roku, i streszcza jego wizję historii. Rzym, który prześladował pierwszych chrześcijan, nie upadł w V wieku; przekształcił się i trwa, ukryty pod pozorami zmieniających się epok. Dick, żyjący w Ameryce czasu wojny w Wietnamie i afery Watergate, widział w aparacie państwowym, w policji, w kontroli myśli przedłużenie tego samego zniewalającego porządku. Gdy w lutym 1974 roku doznał wrażenia, że przenosi się do Rzymu I wieku, interpretował to jako rozpoznanie, że czas, w którym żyje, jest w istocie wciąż tym samym czasem prześladowań.
Do tej wizji należy pojęcie Czarnego Żelaznego Więzienia. Świat, w którym żyjemy, jest więzieniem, którego mieszkańcy nie wiedzą, że są uwięzieni. Pozór normalności, codziennego życia, przemijających mód i polityki jest zasłoną, za którą trwa niezmieniony mechanizm kontroli. W tej strukturze łatwo rozpoznać gnostycki obraz kosmosu jako więzienia rządzonego przez archontów, którzy utrzymują ludzi w niewiedzy. Dick zdawał sobie sprawę z tego pokrewieństwa i wielokrotnie mówił o sobie jako o kimś, kto doświadczył gnozy w sensie dosłownym – poznania, które wyzwala.
W VALIS dochodzi do tego postać boskiej inteligencji, nazwanej VALIS – skrót od Vast Active Living Intelligence System, „rozległego, aktywnego, żywego systemu inteligencji”. Ta inteligencja przenika rzeczywistość jako rodzaj informacji, która może wejść w człowieka i go przemienić. W powieści jest ona przedstawiona jako przybysz z zewnątrz więzienia, który wkracza do niego, by uwolnić uwięzionych. Różowe światło, które przeszyło Dicka, jest w tej konstrukcji promieniem przekazującym zbawczą informację – gnozą w postaci strumienia danych.
Horselover Fat i podzielony autor
VALIS jest powieścią osobliwą pod względem formy. Jej narratorem jest Phil, pisarz fantastyki naukowej, który opowiada o swoim przyjacielu, Horseloverze Facie. Przyjaciel ten doznaje przeżyć bardzo podobnych do tych, których doznał Dick, i próbuje je zrozumieć w obsesyjnym dzienniku, który nazywa traktatem. Imię jest żartem językowym: Philip po grecku oznacza „miłośnika koni”, a niemieckie dick znaczy „gruby”. Horselover Fat jest więc tym samym człowiekiem co narrator, a w trakcie powieści zostaje to przyznane wprost.
Ten zabieg pozwala Dickowi zrobić coś, czego nie mógł zrobić w Egzegezie: zdystansować się od własnych przeżyć, nie odrzucając ich. Narrator patrzy na Fata z mieszaniną współczucia i ironii, uważa go za chorego, a zarazem nie może zaprzeczyć, że w jego doświadczeniach jest coś rzeczywistego. Rozdwojenie postaci jest w ten sposób literackim odpowiednikiem niepewności, która przenika Egzegezę. Na końcu powieści, w ramach zatytułowanych Tractates Cryptica Scriptura, umieszczono fragmenty traktatu Fata, w których jego kosmologia przybiera postać krótkich, aforystycznych tez, przypominających starożytne teksty objawione.
Kosmologia Fata ma wyraźnie gnostycki rys. Opowiada o dwóch źródłach, z których jedno jest zdrowe, a drugie uszkodzone lub szalone; o Stwórcy, który okazuje się niewiedzący lub chory; o Logosie, który wnika w świat jako „plazmat”, żywa informacja, łącząca się z ludzkimi istotami i tworząca z nimi nowy byt. Dick wprost nawiązuje do gnostyckich pojęć, choć traktuje je swobodnie i miesza z platońskimi i chrześcijańskimi. Jego gnoza nie jest odtworzeniem żadnego konkretnego systemu starożytnego, lecz nowym mitem, w którym znane elementy zostają przetopione w obraz właściwy dla epoki komputerów i telewizji.
Powieść jako forma niepewnej wiary
Po VALIS Dick napisał jeszcze The Divine Invasion (1981) i The Transmigration of Timothy Archer (1982), które razem z VALIS bywają nazywane trylogią. Wcześniejsza wersja tych samych motywów, Radio Free Albemuth, napisana w 1976 roku, ukazała się dopiero po jego śmierci. W każdej z tych książek wraca ten sam problem: jak żyć z przeżyciem, które wydaje się objawieniem, gdy nie można go zweryfikować, a każda interpretacja wydaje się zarazem prawdopodobna i absurdalna.
Ta niepewność odróżnia Dicka od wielu współczesnych autorów, którzy odwoływali się do gnozy. Dla niego gnoza nie była gotową doktryną, którą można przyjąć i z nią żyć. Była raczej jednym z języków, w których próbował wypowiedzieć coś, co przekraczało jego zdolność rozumienia. Pisał o niej z humorem, z rozpaczą, z ekstazą, a często z wyraźną świadomością, że może się mylić. W pewnym momencie Egzegezy stwierdza, że jego teoretyzowanie jest w gruncie rzeczy samym objawieniem: poszukiwanie odpowiedzi jest odpowiedzią.
Badacze literatury i historycy religii różnie oceniają przeżycia Dicka. Jedni widzą w nich epizod neurologiczny, inni – rodzaj doświadczenia religijnego o strukturze znanej z mistyki, jeszcze inni – po prostu wyraz jego pisarskiej wyobraźni. Wszystkie te interpretacje rozważał zresztą sam Dick w Egzegezie. Dla historii nowoczesnej gnozy istotne jest to, że po raz pierwszy w tak dobitny sposób gnostycki mit stał się tworzywem powieści popularnej, czytanej przez szeroką publiczność. Obraz świata jako więzienia, z którego można się obudzić dzięki informacji przybywającej z zewnątrz, przeniknął z VALIS do kultury masowej, do filmów i powieści, często bez świadomości jego źródła.
Dick był przy tym bardziej ostrożny niż wielu jego naśladowców. W jego książkach przebudzenie nie prowadzi do pewności ani do triumfu nad Imperium; prowadzi do życia z otwartym pytaniem. Gnoza w jego wersji nie wyzwala od niepewności, lecz właśnie ją przynosi – jako świadomość, że świat, który uważaliśmy za oczywisty, może być czymś zupełnie innym. Tysiące stron Egzegezy są śladem tej świadomości: nie zbiorem odpowiedzi, lecz nieprzerwanym, czasem komicznym, czasem wzruszającym wysiłkiem, by zrozumieć jedną chwilę, w której przy drzwiach stanęła dziewczyna z rybką na szyi.
