Pieczęć Ordo Theia Philosophia
Gnostycyzm

Diwan Abatur i ilustrowana podróż duszy przez mataraty

Mandejski zwój Diwan Abatur przedstawia drogę duszy po śmierci przez kolejne stacje oczyszczenia, zwane mataratami, aż do wagi Abatura na progu świata światła, i czyni to w szczególnej formie, w której tekst i schematyczne rysunki nie dają się od siebie oddzielić.

Abatur Muzania, czyli Abatur z wagą, rysunek ze zwoju „Diwan Abatur” (MS DC 8) przepisanego w 1743 roku – domena publiczna
Abatur Muzania, czyli Abatur z wagą, rysunek ze zwoju „Diwan Abatur” (MS DC 8) przepisanego w 1743 roku – domena publiczna · Wikimedia Commons

Zwój, który trzeba oglądać

Większość mandejskich pism świętych to księgi przeznaczone do czytania i recytacji. Diwan Abatur należy do innej grupy: jest zwojem, w którym tekst przeplata się z rysunkami, a rysunki nie są ozdobą, lecz nośnikiem treści. Słowo diwan oznacza w tym kontekście ilustrowany zwój o charakterze kapłańskim, przechowywany przez wtajemniczonych i nie przeznaczony do użytku wszystkich wiernych. Mandejczycy posiadają kilka takich zwojów, a Diwan Abatur jest najbardziej znanym z nich.

Pełne wydanie tekstu z przekładem angielskim i reprodukcją rysunków przygotowała Ethel Stefana Drower, opublikowane w 1950 roku w watykańskiej serii Studi e Testi pod tytułem Diwan Abatur or Progress through the Purgatories. Podtytuł, który nadała wydawczyni, dobrze oddaje temat zwoju, choć słowo „czyściec” jest przekładem przybliżonym, przejętym z chrześcijańskiej terminologii i niosącym skojarzenia, których mandejski oryginał nie musi mieć. Drower sama zdawała sobie z tego sprawę i w komentarzu wyjaśniała, w jakim sensie posługuje się tym słowem.

Zwoje tego rodzaju tworzą w piśmiennictwie mandejskim odrębną grupę. Drower wydała kilka lat później także Diwan Masbuta d-Hibil Ziwa, ilustrowany zwój o chrzcie świetlistego wysłannika, który ukazał się razem z Haran Gawaita. Zestawienie obu zwojów pokazuje, że rysunek był w tej tradycji stałym narzędziem przekazu wiedzy kapłańskiej, a nie wyjątkową ozdobą jednego rękopisu. Zwoje te przez stulecia pozostawały poza zasięgiem obcych, a ich udostępnienie zawdzięczamy w dużej mierze zaufaniu, jakim mandejscy kapłani obdarzyli angielską badaczkę, która przez wiele lat odwiedzała ich domy w Iraku i Iranie i zapisywała ich wyjaśnienia.

Forma zwoju wymaga od czytelnika szczególnej postawy. Kto go rozwija, porusza się wraz z duszą: kolejne odcinki tekstu i kolejne rysunki odpowiadają kolejnym etapom drogi, a samo przesuwanie się wzdłuż zwoju staje się odpowiednikiem wędrówki. Księga w formie kodeksu pozwala skakać między stronami, zwój narzuca następstwo. Trudno o lepszy przekaz dla nauki, w której droga duszy ma określony porządek i nie można jej skrócić.

Mataraty jako stacje drogi

Centralnym pojęciem zwoju są mataratha, po polsku oddawane zwykle jako mataraty. Słowo to oznacza strażnice albo stacje i odnosi się do miejsc, w których dusza po opuszczeniu ciała zostaje zatrzymana i poddana sprawdzeniu. Każda z nich ma swojego władcę i strażników, a dusze, które nie są jeszcze dość czyste, by iść dalej, pozostają w nich przez pewien czas. Przypominają one zatem raczej punkty celne na granicy niż miejsca wiecznej kary.

To rozróżnienie jest istotne dla zrozumienia mandejskiej wizji zaświatów. Mataraty nie są piekłem w chrześcijańskim sensie, ponieważ pobyt w nich nie jest ostateczny i służy oczyszczeniu. Dusza, która przeszła przez nie i została oczyszczona, może kontynuować drogę ku światłu. Zarazem jednak nie są one neutralnymi stacjami: przebywanie w nich wiąże się z cierpieniem, a ich władcy należą w dużej mierze do sfery ciemności lub do istot pośrednich, którym powierzono zadanie strzeżenia przejścia.

Zwój opisuje kolejne stacje, wskazując, jakie dusze są w nich zatrzymywane, i łącząc poszczególne przewinienia z określonymi miejscami. Logika tego porządku nie jest zawsze łatwa do odtworzenia, a sam tekst ma w wielu miejscach charakter skrótowy, zakładający, że czytelnik zna już wcześniej mitologiczne tło. Nie jest to więc samodzielny podręcznik eschatologii, lecz dzieło dla kapłanów, którzy posiadali szerszą wiedzę i potrafili uzupełnić zawarte w nim aluzje.

Ważną rolę w tej wizji odgrywa woda. Mandejska kosmologia zna rzeki i wody oddzielające światy, a droga duszy wiedzie także przez przeprawy, które przebywa się w łodziach istot światła. Motyw statku, wiozącego duszę ku górze, pojawia się w mandejskich tekstach często i znajduje odzwierciedlenie w rysunkach zwoju. Tak jak na ziemi życie religijne mandejczyków skupia się wokół płynącej wody, tak w zaświatach woda staje się granicą, którą trzeba przekroczyć, a zarazem drogą, która prowadzi do celu.

Abatur i jego waga

Na końcu drogi przez mataraty dusza staje przed Abaturem. Ta postać mandejskiej mitologii należy do istot światła, ale zajmuje pozycję pośrednią i niejednoznaczną. Abatur nosi przydomek związany z wagą, a jego zadaniem jest ważenie dusz. Siedzi na granicy między światem materialnym a światem światła i od jego wyroku zależy, czy dusza może przejść dalej, czy musi wrócić do oczyszczenia.

Według tradycji mandejskiej dusza ważona jest w odniesieniu do Szitila, syna Adama, uznawanego za najczystszą z dusz ludzkich. Jest to wyobrażenie osobliwe: miarą nie jest abstrakcyjne prawo ani suma uczynków, lecz osoba, której doskonałość wyznacza wzorzec. Dusza, która okaże się równa Szitilowi, zostaje uznana za czystą. Obraz ten łączy ideę sądu z ideą wzoru: zbawienie polega na stawaniu się podobnym do pierwotnej czystości, którą ucieleśnia syn pierwszego człowieka. Wybór Szitila nie jest przypadkowy. W mandejskich opowieściach to on pierwszy zgadza się umrzeć zamiast swojego ojca, gdy Adam wzbrania się przed opuszczeniem ciała, i dlatego jako pierwszy z ludzi wstępuje do świata światła. Dusza ważona na jego miarę jest więc porównywana z kimś, kto dobrowolnie przyjął odejście i przetarł drogę wszystkim, którzy przyszli po nim.

Pozycja samego Abatura jest w mandejskiej mitologii skomplikowana. Jest on ojcem Ptahila, istoty, która ukształtowała świat materialny, i przez to związany z dziełem stworzenia, które w mandejskiej perspektywie nie jest w pełni dobre. Abatur nie jest więc istotą zupełnie wolną od winy, lecz kimś, kto sam czeka na ostateczne przywrócenie do pełni światła. Sędzia, który waży dusze, jest zarazem postacią potrzebującą odkupienia. W tym paradoksie wyraża się mandejskie przekonanie, że granica między światem światła a światem upadku przebiega także przez same istoty niebiańskie.

Ta niejednoznaczność ma znaczenie dla całości zwoju. Droga przez mataraty nie jest opowieścią o prostym sądzie, w którym dobro zostaje nagrodzone, a zło ukarane. Jest raczej obrazem procesu, w którym cały kosmos stopniowo wraca do swojego źródła. Dusze ludzkie, istoty pośrednie, a nawet demiurgiczne postacie mają w nim swoje miejsce i swój czas. Mandejska eschatologia przewiduje, że u kresu dziejów także Abatur i Ptahil zostaną włączeni w odnowę, choć szczegóły tego wydarzenia są w tekstach przedstawiane różnie.

Rysunki i ich język

Rysunki zwoju mają charakterystyczny styl, rozpoznawalny dla każdego, kto miał do czynienia z mandejską sztuką sakralną. Postacie są przedstawione schematycznie, frontalnie, z wyraźnie zaznaczonymi konturami i prostymi, geometrycznymi kształtami. Nie ma w nich perspektywy ani modelunku, a przestrzeń jest umowna. Obok postaci pojawiają się łodzie, drzewa, budowle i symbole, a wiele rysunków zaopatrzono w podpisy, które identyfikują przedstawione istoty i miejsca.

Ten styl nie wynika z niezdolności rysowników, lecz z funkcji rysunku. Celem nie jest naśladowanie widzialnego świata, lecz uwidocznienie rzeczy niewidzialnych w sposób, który pozwala je rozpoznać i zapamiętać. Rysunek działa jak diagram: ukazuje relacje, porządek i hierarchię, a podpis zapewnia, że nikt nie pomyli jednej istoty z drugą. W ten sposób zwój pełni funkcję zarówno tekstu, jak i mapy, a kapłan, który się nim posługuje, może przejść całą drogę wzrokiem, zanim przejdzie ją w obrzędzie lub w medytacji.

Rysunki kopiowano razem z tekstem, co sprawia, że kolejne egzemplarze zwoju różnią się w szczegółach, choć zachowują zasadniczy układ. Kopista nie był artystą w nowożytnym sensie, który wyrażałby własną wizję, lecz przekazicielem wzoru, którego wierność gwarantowała skuteczność. Każda zmiana mogła być błędem, a każdy błąd zakłóceniem przekazu. Mimo to w rękopisach widać indywidualne cechy rysowników, co pokazuje, że nawet w tradycji tak silnie opartej na wierności dawnym wzorom zostawało miejsce dla ręki pojedynczego człowieka.

Sztuka mandejska tego rodzaju nie ma wielu bezpośrednich odpowiedników. Badacze wskazywali na pewne podobieństwa do ilustrowanych tekstów magicznych z Mezopotamii, do manichejskiej tradycji ilustrowania ksiąg i do schematycznych przedstawień w innych wschodnich tradycjach religijnych, ale żadna z tych analogii nie tłumaczy w pełni specyfiki zwojów. Mandejska sztuka sakralna pozostaje zjawiskiem odrębnym, wyrosłym z potrzeb wspólnoty, która chciała uchwycić w obrazie porządek zaświatów.

Zwój jako narzędzie kapłana

Diwan Abatur nie był przeznaczony do publicznej lektury. Służył kapłanom jako kompendium wiedzy o drodze duszy, przydatne zwłaszcza w kontekście obrzędów za zmarłych, w których kapłan towarzyszy duszy w przejściu. Znajomość matarat, ich władców i porządku przejścia była potrzebna, aby obrzęd został wykonany właściwie, a modlitwy i formuły trafiły do odpowiednich adresatów. Zwój był więc nie tyle opisem zaświatów dla ciekawych, ile instrukcją dla tych, którzy mieli w nich pomagać.

Ta funkcja wyjaśnia także, dlaczego zwój jest tak skrótowy i aluzyjny. Kapłan, który się nim posługiwał, znał całą mitologię i wiedział, kim są wymienione istoty i jakie są ich związki. Zwój przypominał mu porządek i dostarczał obrazu, który można było mieć przed oczami podczas obrzędu. Dla współczesnego czytelnika, pozbawionego tej wiedzy, tekst bywa niejasny, a rysunki wymagają komentarza, który Drower starała się dostarczyć.

Wydanie Drower otworzyło ten zwój dla badaczy, ale nie uczyniło go w pełni przejrzystym. Wiele szczegółów pozostaje niejasnych, a interpretacja niektórych rysunków jest sporna. Zwój zachował coś z tajemnicy, którą otaczali go jego pierwotni posiadacze. Jest to może właściwe dla tekstu, który mówi o drodze, jaką każda dusza przejść musi sama i której nikt z żyjących nie zna z doświadczenia. Kreska rysownika i słowo kopisty dają o niej wyobrażenie, ale ostateczne przejście przez mataraty aż do wagi Abatura pozostaje w mandejskiej wierze doświadczeniem, którego nie da się w pełni przedstawić, a jedynie przygotować.