Trzy Stele Seta i wstępująca modlitwa
Trzy Stele Seta, krótki traktat z kodeksu VII z Nag Hammadi, przekazuje trzy błogosławieństwa wznoszące się od niebiańskiego Adamasa przez Barbelo do Niezrodzonego, a ich mnoga forma i rubryki o milczeniu pozwalają widzieć w nich jedyną zachowaną liturgię setiańskiego wstępowania.
Objawienie Dozyteusza
Traktat zatytułowany na końcu Trzy Stele Seta zajmuje ostatnie strony kodeksu VII z Nag Hammadi (s. 118–127), po Parafrazie Sema, Drugim Traktacie Wielkiego Seta, Apokalipsie Piotra i Naukach Sylwana. Zaczyna się od zdania, które przypisuje jego przekaz konkretnej postaci: jest to „objawienie Dozyteusza o trzech stelach Seta, ojca żywego i niewzruszonego rodu”, które Dozyteusz zobaczył, zrozumiał, przeczytał, zapamiętał i przekazał wybranym tak, jak były tam wypisane. Tekst właściwy jest więc zapisem inskrypcji, którą rzekomo odczytał ktoś, kto znalazł starożytne kamienie.
Imię Dozyteusza nie jest przypadkowe. W starożytnych źródłach występuje samarytański nauczyciel o tym imieniu, którego Pseudo-Klementyny i późniejsi heresiolodzy łączą z Szymonem Magiem jako jego poprzednika lub współzawodnika. Nie wiadomo, czy autor traktatu miał na myśli tę postać, ani czy wspólnota setiańska rzeczywiście wywodziła się z kręgów samarytańskich; badacze zgłaszali takie hipotezy, ale brak dowodów rozstrzygających. Pewne jest tylko, że autor szukał autorytetu poza tradycją apostolską i znalazł go w postaci związanej z nieortodoksyjną Samarią.
Motyw stel też ma swoje tło. Józef Flawiusz w Dawnych dziejach Izraela (I, 68–71) opowiada, że potomkowie Seta, znając astronomię i przewidując zagładę świata przez wodę i ogień, wypisali swoją wiedzę na dwóch kolumnach, z cegły i z kamienia, by przetrwała katastrofę; kamienna kolumna miała stać jeszcze w jego czasach w kraju Seiris. Setianie przejęli ten motyw i uczynili z niego ramę objawienia: Set jako pierwszy autor, jego stele jako pierwszy zapis tajemnej wiedzy, jego potomstwo jako duchowy ród, który ją odczytuje. Podobny motyw zamyka Świętą Księgę Wielkiego Niewidzialnego Ducha, gdzie Set ukrywa swoją księgę na górze Charaxio.
Stela była zresztą w późnym antyku gatunkiem, który sam w sobie poświadczał prastarość. W Egipcie wypisywano na kamieniu teksty, które miały trwać, i greccy autorzy chętnie wierzyli, że najstarsza mądrość przetrwała na świątynnych stelach. Jamblich w O misteriach egipskich powołuje się na „stele Hermesa”, z których mieli czerpać Pitagoras i Platon, a hermetyczny traktat z Nag Hammadi o Ósmej i Dziewiątej sferze (NHC VI,6) kończy się poleceniem, by wyryć objawienie hieroglifami na stelach z turkusu i umieścić je w świątyni w Diospolis. Setiański autor korzystał więc z formy, która w jego świecie oznaczała przekaz nienaruszony przez czas i przez ludzi. Odczytanie stel przez Dozyteusza jest w tej logice nie interpretacją, lecz przepisaniem: tekst ma być taki, „jak był tam wypisany”, a czytelnik ma pewność, że nikt niczego do niego nie dodał.
Trzy stopnie wzwyż
Trzy stele odpowiadają trzem poziomom setiańskiego świata boskiego. Pierwsza jest błogosławieństwem, które Set, nazywany tu Emmacha Set, kieruje do swojego ojca, Geradamasa – niebiańskiego Adamasa, prawzoru ludzkości w świecie Autogenesa. Druga jest skierowana do Barbelo, matki, nazywanej „męską dziewicą”, pierwszym cieniem świętego Ojca i światłem ze światła. Trzecia zwraca się do Niezrodzonego, Ojca, poza wszelkim bytem, o którym mówi się, że jest „nieistniejącym istnieniem”.
Porządek stel jest więc porządkiem wznoszenia: od Syna przez Matkę do Ojca. Każda stela operuje innym językiem. Pierwsza jest najbardziej osobista: Set błogosławi ojca, wyznaje, że jest jego synem, i prosi o udział w jego mocy. Druga wprowadza abstrakcyjny słownik metafizyki: Barbelo jest „potrójnie mocna”, jest jednością, która stała się trojaka, i mnogością, która jest jednią. Trzecia przechodzi niemal wyłącznie w język apofatyczny: Niezrodzony jest „przed-istniejący”, „ponad wszystko”, a mówi się o nim przede wszystkim to, czym nie jest. Wraz z wysokością stopnia maleje możliwość nazwania. Ostatnie błogosławieństwo wspólnoty kończy się prośbą, by zostali zbawieni dla życia wiecznego, i zapewnieniem, że ci, którzy zostali zbawieni, są już tym, co błogosławią – w pewnym sensie modlitwa dochodzi tam, gdzie mówiący przestaje być oddzielony od tego, do kogo mówi.
Syn, który błogosławi ojca
Postać mówiąca na pierwszej steli zasługuje na osobną uwagę. Set nie występuje tu jako biblijny syn Adama, urodzony po śmierci Abla, lecz jako niebiański Set, syn niebiańskiego Adamasa, który jest ojcem duchowego rodu na ziemi. Przydomek Emmacha pozostaje niewyjaśniony; proponowano dla niego różne etymologie, żadna nie zyskała powszechnej zgody. Set mówi jako „syn”, ale zarazem jako ten, który już otrzymał od ojca moc: błogosławi Geradamasa za to, że został przez niego ustanowiony, i sławi go jako istotę „z innego rodu”, postawioną nad innym rodem. Inność nie oznacza tu obcości wrogiej, lecz pochodzenie spoza świata archontów, które ojciec i syn dzielą ze sobą i które przechodzi na ich potomstwo. To ostatnie określenie, allogenes, w setiańskiej literaturze stało się imieniem własnym i tytułem osobnego traktatu.
W 1974 roku Hans-Martin Schenke zaproponował, by grupę tekstów z Nag Hammadi łączących te motywy – Seta jako ojca rodu, Barbelo jako Matkę, Autogenesa jako Syna, Geradamasa jako niebiańskiego Adama – nazwać korpusem setiańskim. Klasyfikacja ta, choć dyskutowana, porządkuje badania do dziś, a Trzy Stele Seta należą do jej rdzenia. W tej perspektywie pierwsza stela nie jest tylko wstępem do dalszych, lecz wyznaniem tożsamości: zanim wspólnota zacznie wstępować, musi powiedzieć, czyim jest potomstwem. Modlitwa zaczyna się od genealogii, bo to genealogia daje prawo do wejścia w górę.
Język filozofii w modlitwie
Na drugiej i trzeciej steli pojawia się terminologia, która łączy Trzy Stele Seta z kręgiem traktatów nazywanych przez badaczy „platonizującymi” tekstami setiańskimi: Zostrianosem, Allogenesem i Marsanesem, z których każdy ma w tym dziale własny esej. Wszystkie posługują się triadą Istnienia, Życia i Umysłu (w greckich terminach hyparxis, zōē, noēsis) i mówią o „potrójnie mocnym” Niewidzialnym Duchu. Ta sama triada pojawia się u późnych neoplatoników, a w szczególności w anonimowym komentarzu do Parmenidesa, przypisywanym niekiedy Porfiriuszowi, i u Mariusza Wiktoryna. Związek nie jest przypadkowy: Porfiriusz w Żywocie Plotyna (16) wspomina, że w szkole Plotyna krążyły „apokalipsy” Zoroastra, Zostrianosa, Nikoteosa, Allogenesa i Messosa, czytane przez chrześcijańskich gnostyków, i że Plotyn polemizował z nimi.
Na tle tych tekstów Trzy Stele Seta mają cechę wyjątkową. Zostrianos i Allogenes opisują wstępowanie jako wizję jednostki, prowadzoną przez anioła objawiającego. Trzy Stele nie opisują wstępowania, lecz je odprawiają: nie mówią, co widział wizjoner, tylko dają słowa, które należy powiedzieć na każdym etapie. Filozoficzne pojęcia nie są tu argumentem, lecz treścią uwielbienia. Barbelo nie jest dowodzona, lecz błogosławiona za to, że jest jednością i mnogością zarazem. To przejście od teorii do modlitwy jest jednym z najciekawszych świadectw tego, jak późnoantyczna metafizyka mogła stać się praktyką religijną.
My błogosławimy
O liturgicznym charakterze tekstu świadczy jego gramatyka. Pierwsza stela jest mową Seta w pierwszej osobie liczby pojedynczej, ale druga i trzecia przechodzą w liczbę mnogą: „błogosławimy cię”, „wysławiamy cię”, „zostaliśmy zbawieni”. Mówi więc grupa, nie jednostka. Po stelach następuje krótki fragment, który brzmi jak rubryka: ten, kto będzie o nich pamiętał i zawsze wysławiał, stanie się doskonałym wśród doskonałych i bezcierpiętnym ponad wszystko. Dalej czytamy, że wszyscy razem błogosławią, a potem milkną, i że po zachowaniu milczenia znów wysławiają. Na końcu pada zdanie, które stało się najsłynniejszym cytatem z tego traktatu: „droga wstępowania jest drogą zstępowania”. Rubryka nie mówi, ile razy należy odmawiać stele ani w jakich okolicznościach, nie podaje gestów ani miejsca; jest oszczędna jak notatka dla tych, którzy już znają praktykę i potrzebują tylko przypomnienia porządku.
To ostatnie zdanie bywa czytane jako heraklitejski paradoks, ale w kontekście rubryki ma sens konkretny. Trzy stele odmawia się najpierw w porządku wznoszenia – od Syna do Ojca – a następnie w porządku odwrotnym, schodząc od Ojca do Syna. Uczestnik wstępuje przez trzy stopnie, w milczeniu dotyka najwyższego, i wraca tą samą drogą, nie tracąc tego, co osiągnął. Tak przynajmniej rekonstruuje tę praktykę John D. Turner, a za nim spora część badaczy; inne odczytania widzą w tym zdaniu stwierdzenie o tożsamości obu kierunków na poziomie metafizycznym. Obie interpretacje wzajemnie się nie wykluczają.
Po tym następuje kolofon, wyraźnie dodany przez kopistę lub kogoś z jego otoczenia: „Ta księga należy do ojcostwa. To syn ją napisał. Pobłogosław mnie, ojcze. Błogosławię cię, ojcze, w pokoju. Amen”. Jest to jedno z nielicznych miejsc w bibliotece z Nag Hammadi, gdzie słychać głos samego kręgu, w którym kodeks był przechowywany. Czy „ojcostwo” oznacza wspólnotę monastyczną, grupę gnostycką, czy po prostu duchowego ojca kopisty, pozostaje niejasne; to zdanie dotyczy jednak już nie Seta i jego stel, lecz realnych ludzi, którzy przepisywali i czytali tekst w IV wieku.
Po co wspinać się po kamieniach
Jakie było miejsce takiej modlitwy w życiu wspólnoty? Jeśli Turner i inni mają rację, Trzy Stele Seta należą do praktyki kontemplacyjnej, w której słowo i milczenie były narzędziami zjednoczenia z coraz wyższymi poziomami boskości. Byłaby to setiańska odpowiedź na pytanie, które stawiali sobie także neoplatonicy: jak dusza może dotrzeć do Jednego, skoro jest ono ponad wszelkim poznaniem? Plotyn odpowiadał, że trzeba „odrzucić wszystko”; Trzy Stele odpowiadają, że trzeba błogosławić coraz prościej, aż słowa przejdą w milczenie, i że dokonuje się tego razem, nie w samotności.
W tej odpowiedzi kryje się teza, której warto bronić. Trzy Stele Seta są świadectwem, że gnoza setiańska w swojej późnej, platonizującej fazie nie była wyłącznie systemem mitologicznym ani spekulacją filozoficzną, lecz także szkołą modlitwy. Mit o Secie jako przodku duchowego rodu, filozoficzna triada Istnienia, Życia i Umysłu oraz rytm słowa i milczenia zostały w niej połączone w jedną praktykę. Stele, które według Józefa Flawiusza miały przechować wiedzę przed potopem, stały się w tym tekście czymś więcej niż zapisem: schodami, którymi wspólnota sama mogła się wspinać i schodzić, ilekroć odmawiała ich słowa.
