Pryscylian z Awili i oskarżenie o gnozę
Pryscylian, biskup Awili ścięty w Trewirze około 385 roku jako pierwszy chrześcijanin stracony przez władzę świecką w sprawie o herezję, przeszedł do historii jako manichejczyk i mag, lecz odkryte w Würzburgu traktaty pozwalają oddzielić jego ascetyczny program od obrazu stworzonego przez oskarżycieli.

Asceta z Hiszpanii
O wczesnym życiu Pryscyliana wiemy niewiele i prawie wszystko z jednego źródła. Sulpicjusz Sewer, galijski historyk i biograf Marcina z Tours, opisuje go w Kronice jako człowieka szlachetnego rodu, bogatego, wymownego i oczytanego, zdolnego do czuwania i postu, obojętnego na majątek, ale też próżnego i nadmiernie dumnego ze swojej wiedzy. Portret ten jest celowo dwuznaczny: zalety, które w innym kontekście uczyniłyby z Pryscyliana wzór świętości, zostają tu podane jako narzędzia uwodzenia. Sulpicjusz dodaje, że już w młodości Pryscylian miał oddawać się praktykom magicznym, co w kontekście jego późniejszego procesu ma znaczenie kluczowe.
W latach siedemdziesiątych IV wieku wokół tego świeckiego wówczas nauczyciela uformował się w Hiszpanii ruch ascetyczny, przyciągający ludzi różnych stanów, w tym kobiety i biskupów. Program był typowy dla epoki, w której monastycyzm dopiero szukał form instytucjonalnych: surowe posty, celibat lub wstrzemięźliwość w małżeństwie, wspólne zgromadzenia poza zwykłym rytmem parafii, intensywna lektura Pisma, także ksiąg nieuznanych za kanoniczne. Synod w Saragossie w 380 roku, nie wymieniając Pryscyliana z imienia, potępił praktyki, które z nim kojarzono: nieobecność w kościołach w czasie Wielkiego Postu, chodzenie boso, odosobnienia w górach i na wsiach, nauczanie kobiet przez mężczyzn spoza ich rodziny, przyjmowanie Eucharystii bez jej spożycia w kościele.
Warto pamiętać, że w tych samych dekadach na Wschodzie i w Italii rozwijały się podobne formy życia. Ascetyczne kręgi skupione wokół bogatych kobiet, odosobnienia w posiadłościach wiejskich, czytanie Pisma w małych grupach były zjawiskiem szerokim, a granica między pobożnym zapałem a podejrzaną sektą zależała często od tego, jak oceniał je miejscowy biskup. Ruch hiszpański nie był pod tym względem wyjątkiem, lecz trafił na przeciwników wyjątkowo zdeterminowanych.
Nic z tego nie było samo w sobie herezją. Był to raczej konflikt o to, kto ma władzę nad pobożnością: biskup miejski i jego kler czy charyzmatyczny nauczyciel otoczony zastępem uczniów. Gdy dwaj biskupi sprzyjający ruchowi, Instancjusz i Salwian, wyświęcili Pryscyliana na biskupa Awili, spór przestał być sprawą obyczajów i stał się walką o urzędy.
Od synodu do miecza
Przeciwnikami Pryscyliana byli przede wszystkim Hydacjusz z Meridy i Itacjusz z Ossonoby. To oni zabiegali o interwencję cesarską i to oni wprowadzili do sporu słowo, które miało go rozstrzygnąć: manichejczycy. W IV wieku ustawy cesarskie przeciw manichejczykom stawały się coraz surowsze, przewidując konfiskatę majątku, utratę praw i wygnanie. Nazwanie ascetów hiszpańskich manichejczykami nie było więc tylko inwektywą teologiczną, lecz otwierało drogę do sankcji świeckich. Hydacjusz uzyskał od cesarza Gracjana reskrypt przeciw „pseudobiskupom i manichejczykom”, który zmusił Pryscyliana i jego towarzyszy do opuszczenia sedes.
Pryscylian udał się wtedy do Italii, by bronić się osobiście. Papież Damazy nie przyjął go w Rzymie, Ambroży nie przyjął go w Mediolanie, lecz dzięki poparciu urzędników dworu, przede wszystkim magistra officiorum Macedoniusza, udało mu się uzyskać cofnięcie wyroku i powrót do Hiszpanii. Wydawało się, że ruch wyszedł z kryzysu. Przełom przyniósł jednak przewrót polityczny: w 383 roku uzurpator Magnus Maksymus pozbawił Gracjana władzy i życia, a Itacjusz zwrócił się do nowego władcy, rezydującego w Trewirze, z ponowionym oskarżeniem.
Synod w Bordeaux w 384 roku złożył Instancjusza z urzędu, a Pryscylian, nie chcąc podlegać sądowi biskupów, odwołał się do cesarza. Był to błąd, który kosztował go życie. Proces przed prefektem Ewodiuszem nie dotyczył już subtelności teologicznych, lecz przestępstwa, jakim w prawie rzymskim było maleficium, czyli magia szkodliwa. Według Sulpicjusza Pryscylian, poddany torturom, przyznał się do studiowania nieobyczajnych nauk, do nocnych zgromadzeń z kobietami i do modlitwy nago. Został skazany i ścięty wraz z kilkoma towarzyszami, wśród których była Eukrocja, wdowa po retorze Delfidiuszu, i poeta Latronian.
Protest Marcina i pamięć męczennika
Egzekucja wywołała zgorszenie, które jest ważnym świadectwem samym w sobie. Marcin z Tours przybył do Trewiru i prosił Maksymusa, by nie przelewał krwi, przekonując, że wystarczy usunięcie heretyków z Kościoła wyrokiem biskupów, a sąd świecki nie powinien rozstrzygać sprawy kościelnej. Według Sulpicjusza cesarz obiecał oszczędzić oskarżonych, lecz po wyjeździe Marcina uległ naciskom. Ambroży również odciął się od biskupów, którzy domagali się kary śmierci, a sam Itacjusz został później pozbawiony urzędu. Sulpicjusz, choć nie miał wątpliwości co do błędów Pryscyliana, potępia oskarżycieli niemal równie ostro jak oskarżonego.
Trzeba precyzyjnie określić, co znaczy formuła o pierwszym chrześcijaninie straconym za herezję. Formalnie Pryscylian nie został skazany za błąd doktrynalny, lecz za czary i nieobyczajność, czyli za przestępstwa przewidziane prawem świeckim. W praktyce jednak cały proces był rozgrywką o prawowierność, prowadzoną przez biskupów i zakończoną wyrokiem władzy świeckiej. Właśnie ta mieszanina kategorii sprawiła, że Trewir stał się precedensem, o którym pamiętano w późniejszych sporach o to, czy Kościół wolno bronić mieczem.
Ciało Pryscyliana przewieziono do Hiszpanii, gdzie, zwłaszcza w Galicji, czczono go jako męczennika. Ruch nazywany pryscyliańskim przetrwał tam ponad półtora stulecia, potępiany przez synod w Toledo w 400 roku, w liście papieża Leona Wielkiego do Turybiusza z Astorgi w połowie V wieku i ostatecznie przez synod w Bradze w 561 roku. W tych późniejszych dokumentach lista błędów rośnie: pojawiają się astrologia, nauka o duszach związanych z gwiazdami, imiona patriarchów przypisane częściom ciała. Trudno ocenić, ile z tego odnosi się do samego Pryscyliana, a ile do rozwijającej się po jego śmierci tradycji, którą przeciwnicy opisywali już według ugruntowanego schematu.
Traktaty z Würzburga
W 1885 roku Georg Schepss odnalazł w bibliotece uniwersyteckiej w Würzburgu rękopis zawierający jedenaście anonimowych traktatów i wydał je w 1889 roku w wiedeńskim Corpus Scriptorum Ecclesiasticorum Latinorum jako dzieła Pryscyliana. Atrybucja nie jest wolna od wątpliwości. Germain Morin zaproponował, że autorem mógł być Instancjusz, inni dopuszczają pracę kilku członków kręgu. Niezależnie od tego teksty pochodzą z samego środowiska ruchu, a nie od jego wrogów, i to czyni je wyjątkowymi.
Pierwszy traktat, nazywany Liber apologeticus, jest obroną przed oskarżeniami. Autor ogłasza w nim anatemę na manichejczyków i inne herezje, w tym na tych, którzy czczą moce o imionach znanych z literatury gnostyckiej, takie jak Saklas. Drugi to list do Damazego, w którym autor relacjonuje przebieg sporu i prosi o sąd. Trzeci, poświęcony wierze i apokryfom, broni lektury ksiąg spoza kanonu: Pismo nie zamyka się w zbiorze uznanym przez biskupów, a duch rozeznania pozwala czerpać z innych tekstów to, co służy wierze, odrzucając fałsz. Pozostałe traktaty mają charakter homilii i komentarzy biblijnych, gęstych od cytatów, z wyraźnym akcentem na walkę ducha z ciałem i na Chrystusa jako jedynego Boga.
Z kręgu Pryscyliana pochodzi też inny zabytek, przekazany w zupełnie odmiennej drodze: zbiór krótkich kanonów do listów Pawła, rodzaj tematycznego indeksu, który zachował się w rękopisach Wulgaty w wersji poprawionej przez niejakiego Peregrinusa. Redaktor ten, jak sam zaznacza, usunął z dzieła to, co uznał za błędne, i pozostawił to, co pożyteczne. Sam fakt, że praca potępionego biskupa krążyła potem w bibliotekach jako pomoc do lektury Apostoła, mówi wiele o jej rzeczywistym charakterze. Był to przede wszystkim egzegeta i nauczyciel Pisma, a dopiero w oczach przeciwników ktoś, kto przemycał do Kościoła tajemną naukę.
Obraz, który się z nich wyłania, jest daleki od mitu manichejskiego. Nie ma tu dwóch wiecznych zasad, nie ma kosmogonii z uwięzionym światłem, nie ma kultu Maniego. Jest za to radykalna asceza, nieufność wobec świata i ciała, poczucie elitarnego powołania i teologia, która tak mocno podkreśla jedność Boga w Chrystusie, że przeciwnicy mogli w niej słyszeć echo monarchianizmu. Henry Chadwick w monografii z 1976 roku pokazał, jak ten ascetyczny i charyzmatyczny profil wpisuje się w szerszy krajobraz IV wieku, a Virginia Burrus zwróciła uwagę, jak w oskarżeniach przeciw Pryscylianowi splatały się kategorie płci, władzy i ortodoksji.
Gnoza jako etykieta
Dlaczego więc Pryscyliana oskarżano o gnozę i manicheizm? Odpowiedź leży w logice herezjologii późnej starożytności. Zestaw praktyk, które budziły niepokój biskupów, łatwo dawał się przetłumaczyć na znany katalog: wstrzemięźliwość seksualna przypominała manichejskie potępienie płodzenia, lektura apokryfów przypominała tajne księgi gnostyków, nocne zgromadzenia z udziałem kobiet przywoływały oskarżenia o rozpustę, które od wieków stawiano sektom. Nauka o duszach i gwiazdach, jeśli rzeczywiście istniała w kręgu Pryscyliana, mogła zostać odczytana jako astrologia i magia. Każdy z tych elementów osobno był niejednoznaczny, razem tworzyły obraz, który prawo potrafiło ukarać.
Nie oznacza to, że Pryscylian był niewinnym prawowiernym ascetą, a całe oskarżenie było fikcją. Jego zainteresowanie apokryfami było rzeczywiste, jego język bywał nieostrożny, a wspólnota, którą stworzył, rzeczywiście podważała władzę biskupów. Traktaty z Würzburga pokazują jednak, że granica między ascetyzmem a herezją była w IV wieku płynna i że o jej przebiegu decydowały w dużej mierze okoliczności polityczne. Ten sam program, który w Hiszpanii doprowadził do miecza, w innych miejscach stał się zaczątkiem monastycyzmu.
Sprawa Pryscyliana jest więc mniej historią gnostyka, a bardziej historią słowa „gnostyk” i jego sąsiadów w słowniku oskarżeń. Uczy ona, że w źródłach herezjologicznych etykieta często poprzedza opis, a nie z niego wynika. Kiedy obok wyroku zachowuje się głos samego oskarżonego, nawet niepewnie przypisany, obraz zaczyna się rozwarstwiać, i właśnie w tym rozwarstwieniu historyk może odnaleźć człowieka, który próbował żyć Ewangelią według własnego, surowego rozumienia.
