Pieczęć Ordo Theia Philosophia
Gnostycyzm

Diagram ofitów u Celsusa i Orygenesa

Diagram ofitów jest jedynym starożytnym obrazem gnostyckiego kosmosu, którego opis przetrwał, i dotarł do nas przez dwa wrogie filtry: platońskiego krytyka Celsusa, który wziął go za naukę chrześcijan, i Orygenesa, który zdobył własny egzemplarz, by udowodnić, że chrześcijanie nie mają z nim nic wspólnego.

Koptyjski rękopis Apokryfonu Jana
Koptyjski rękopis Apokryfonu Jana

Spór dwóch filozofów o jeden rysunek

Około 170–180 roku platoński filozof Celsus napisał Alethes logos, „Prawdziwe słowo”, pierwszą znaną nam systematyczną polemikę z chrześcijaństwem. Dzieło nie przetrwało samodzielnie. Znamy je dlatego, że mniej więcej siedemdziesiąt lat później, około 248 roku, Orygenes, na prośbę swego mecenasa Ambrożego, napisał osiem ksiąg odpowiedzi, Contra Celsum, w których cytuje przeciwnika zdanie po zdaniu. O samym Celsusie wiemy niewiele. Orygenes nie był pewien, kim był, i skłaniał się do uważania go za epikurejczyka, ale treść cytowanych fragmentów wskazuje na filozofa platońskiego, bliskiego środowisku tak zwanego średniego platonizmu; nazywanie go neoplatonikiem jest anachronizmem, bo Plotyn urodził się dopiero około 205 roku.

Szósta księga Contra Celsum zawiera fragment, który historycy gnostycyzmu uważają za jeden z najcenniejszych w całej literaturze herezjologicznej. Celsus, chcąc wykazać, że chrześcijanie zapożyczyli swoje nauki od pogańskich misteriów, a w dodatku je zniekształcili, opisuje „diagram”, rysunek kosmosu, który miał krążyć wśród chrześcijan. Orygenes odpowiada, że Celsus pomylił chrześcijan z sektą ofitów, i aby to wykazać, informuje, że sam zdobył taki diagram i może go opisać dokładniej niż jego przeciwnik. W ten sposób mamy dwa niezależne, choć niepełne opisy tego samego typu przedmiotu, sporządzone przez autorów, z których żaden nie był jego zwolennikiem.

Celsus nie był przy tym ignorantem w sprawach chrześcijańskich. W piątej księdze Orygenes przytacza jego wyliczenie rozmaitych grup: sybillistów, szymonian, helenian, marcellian nazwanych od niejakiej Marcelliny, harpokratian i innych, z uwagą, że wszyscy oni nazywają się chrześcijanami, a spierają się ze sobą zaciekle. Celsus wiedział więc o wielości chrześcijańskich środowisk i świadomie traktował je jako jedną całość, bo to ułatwiało mu polemikę. Orygenes, przeciwnie, starał się oddzielić od Kościoła wszystko, co mogło go kompromitować.

Samo słowo „ofici” wymaga komentarza. Pochodzi od greckiego ophis, „wąż”, i odnosi się do grup, które w opowieści o raju widziały w wężu nie kusiciela, lecz przekaziciela poznania, a w Bogu zakazującym jedzenia z drzewa wiedzy zazdrosnego twórcę świata. Nazwa została nadana z zewnątrz przez herezjologów, a nie przyjęta przez samych zainteresowanych, i obejmowała zapewne kilka różnych kręgów; pokrewne grupy, nazywane od hebrajskiego słowa na węża naassenami, opisuje osobny esej. Orygenes używa jej bez wahania, ale z jego relacji nie wynika, jak sami twórcy diagramu się nazywali.

Siedem bram Mitry i siedem kręgów archontów

Zanim Celsus przechodzi do diagramu, przywołuje w rozdziale dwudziestym drugim znany mu symbol z misteriów Mitry: drabinę o siedmiu bramach, klimax heptapylos, z których każda jest z innego metalu i odpowiada innej planecie. Pierwsza jest z ołowiu i należy do Kronosa, druga z cyny i należy do Afrodyty, trzecia z brązu i należy do Zeusa, dalej żelazo Hermesa, stop Aresa, srebro Księżyca i złoto Słońca. Drabina ta ma symbolizować przejście duszy przez sfery planetarne. Jest to jedno z nielicznych literackich świadectw o symbolice mitraickiej, a jego interpretacja budzi spory. Kolejność planet nie odpowiada astronomicznemu porządkowi sfer, lecz odwróconemu porządkowi dni tygodnia, od Saturna do Słońca, co sam Celsus próbował tłumaczyć teorią muzyczną, a badacze rozmaicie wiążą z astrologicznym rachunkiem godzin planetarnych.

Celsus przywołuje Mitrę, by pokazać, że idea wznoszenia się duszy przez siedem stref była rozpowszechniona i że chrześcijanie wzięli ją od Persów. Zestawienie to jest dla nas cenne z innego powodu. Pokazuje, że w II wieku obraz duszy przechodzącej przez planetarne bramy należał do wspólnego repertuaru religijnego, a misteria, szkoły filozoficzne i grupy gnostyckie odpowiadały na to samo pytanie: jak dusza, uwięziona w świecie rządzonym przez gwiazdy, może się z niego wydostać. Szerzej o gnostyckim rozumieniu władzy planet nad losem mówi osobny esej.

Co było na rysunku

Opis Orygenesa jest bogatszy niż opis Celsusa, choć obaj podkreślają, że nie przekazują wszystkiego. Według Orygenesa diagram przedstawiał dziesięć kręgów oddzielonych od siebie i otoczonych jednym wielkim kręgiem, który nazywano duszą wszechświata i Lewiatanem. Imię biblijnego potwora morskiego oznaczało tu więc nie demona, lecz granicę całego widzialnego kosmosu, co Orygenesa szczególnie oburzało. Poniżej najniższego kręgu znajdował się napis „Behemot”, a gruba czarna linia miała oznaczać Gehennę albo Tartar. Nad tym wszystkim, poza zasięgiem świata, umieszczono dwa kręgi, większy i mniejszy, związane z Ojcem i Synem, wyróżnione barwami, oraz przegrodę, która oddzielała obszar boski od kosmosu.

Celsus wspominał też o „pieczęci”: ten, kto pieczętuje, nazywa się Ojcem, a zapieczętowany młodzieńcem i synem, i ma odpowiadać na pytania słowami: „zostałem namaszczony białym namaszczeniem z drzewa życia”. Ten szczegół łączy diagram z rytuałem. Rysunek nie był ozdobą ani schematem dla filozofów, lecz towarzyszył obrzędowi inicjacji, w którym wtajemniczony otrzymywał pieczęć i namaszczenie, a wraz z nimi wiedzę potrzebną do późniejszej wędrówki.

Najbardziej obrazowa część opisu dotyczy siedmiu archontów, władców sfer, przedstawionych w zwierzęcych postaciach. Pierwszy miał postać lwa, drugi byka, trzeci istoty ziemnowodnej, przerażająco syczącej, czwarty orła, piąty niedźwiedzia, szósty psa, siódmy osła. Każdy nosił imię: kolejno Michał, Suriel, Rafał, Gabriel, Thauthabaoth, Erathaoth i Onoel, a według niektórych Thartharaoth. Zestawienie imion anielskich znanych z tradycji żydowskiej z imionami dziwacznymi i zwierzęcymi postaciami jest jedną z najbardziej charakterystycznych cech tego materiału. Bóg, którego Biblia otacza archaniołami, zostaje tu otoczony zwierzęcymi strażnikami więzienia.

Hasła dla strażników bram

Orygenes przekazuje także formuły, które dusza miała wypowiadać, przechodząc przez kolejne bramy po śmierci. Zwraca się w nich do archontów po imieniu: do Jaldabaota, pierwszego i siódmego, którego nazywa się władcą ze śmiałością, do Jao, do Sabaota, do Adonaiosa, do Astafaiosa, do Ailoaiosa i do Horaiosa. Każda formuła zawiera uznanie władzy archonta, deklarację, że dusza pochodzi z wyższej sfery, oraz okazanie symbolu lub pieczęci i prośbę o otwarcie bramy. Lista tych imion zgadza się z tą, którą Ireneusz z Lyonu w pierwszej księdze Przeciw herezjom przypisuje gnostykom zwanym dziś ofitami, co jest jednym z argumentów za tym, że diagram Orygenesa rzeczywiście pochodzi z tego kręgu. O samym imieniu Jaldabaot i jego dziejach mówi osobny esej.

Pomysł, że dusza po śmierci musi przejść przez strażników i podać im właściwe hasła, nie jest wyłączną własnością ofitów. Pojawia się w kilku tekstach z Nag Hammadi i w późniejszych traktatach koptyjskich, a w każdej z tych wersji ma tę samą funkcję: wiedza otrzymana w inicjacji jest przepustką. Diagram był więc mapą, a formuły instrukcją podróży. Uczeń, który patrzył na kręgi, przygotowywał się na drogę, którą miał odbyć bez rysunku, po śmierci, gdy będzie musiał sam pamiętać, gdzie jest i co powiedzieć.

Celsus dorzuca do tego dalsze szczegóły, które Orygenes uznaje za przekręcone albo zaczerpnięte z innych grup. Wspomina o mocy wypływającej z pewnej dziewicy, Prunikos, co odpowiada gnostyckiej postaci Sofii znanej również z relacji Ireneusza, o drzewie życia i o zmartwychwstaniu ciała z drzewa, które Celsus wyśmiewa. Orygenes odpowiada, że nie zna niektórych z tych motywów i że Celsus łączy w jedną całość materiał pochodzący z różnych źródeł, aby uzyskać efekt śmieszności.

Wróg mojego wroga

Najciekawsze w całym fragmencie jest to, jak dwóch przeciwników używa tego samego materiału do przeciwnych celów. Celsus chce pokazać, że chrześcijanie wierzą w niedorzeczności, więc przedstawia diagram jako ich naukę. Orygenes chce bronić chrześcijan, więc przedstawia diagram jako dzieło sekty, która w ogóle nie jest chrześcijańska. Dodaje szczegół, który uważa za rozstrzygający: ofici, jak twierdzi, nie przyjmują nikogo, kto najpierw nie przeklnie Jezusa. Badacze od dawna wątpią, czy jest to opis rzeczywistej praktyki, czy herezjologiczna przesada; w każdym razie Orygenes miał wyraźny interes w tym, by przepaść między ofitami a Kościołem uczynić jak największą.

Jest w tym ironia. Orygenes sam stał się później dla wielu teologów podejrzany o heterodoksję, a jego nauka o preegzystencji dusz i o ich wędrówce przez kolejne światy wydawała się niektórym bliższa gnostykom, niż sam by przyznał. Jego zdolność do zdobycia ofickiego diagramu i do jego dokładnego opisania świadczy o tym, że aleksandryjski uczony miał dostęp do środowisk, z którymi publicznie się nie utożsamiał.

Dla historyka gnostycyzmu wartość tego świadectwa jest trudna do przecenienia. Nie mamy z antyku żadnego zachowanego gnostyckiego rysunku, a teksty z Nag Hammadi, które opisują kosmologię, robią to słowami. Fragment z Contra Celsum jest jedynym miejscem, w którym widać, że niektóre grupy posługiwały się obrazem: kręgami, barwami, napisami i postaciami zwierzęcymi rozmieszczonymi na płaszczyźnie. Rekonstrukcje sporządzane przez badaczy od XIX wieku różnią się w wielu szczegółach, bo opisy są niepełne i nie zawsze zgodne, a niektóre zdania Orygenesa można rozumieć na kilka sposobów. Spór dotyczy na przykład tego, czy dziesięć kręgów należy rozumieć jako siedem sfer planetarnych uzupełnionych o sferę gwiazd stałych i strefy wyższe, czy jako zupełnie inny układ, a także tego, jak dokładnie przebiegała przegroda między kosmosem a obszarem Ojca i Syna. Każdy współczesny rysunek tego diagramu jest więc interpretacją opisu, a nie odtworzeniem oryginału, i warto o tym pamiętać, gdy reprodukuje się go w popularnych książkach jako „gnostycką mapę świata”.

Pozostaje pytanie o sens takiego narzędzia. Diagram nie był ilustracją do teorii, lecz środkiem pamięci i rytuału, czymś, co pozwalało zobaczyć całość kosmosu na raz i umieścić siebie w jego obrębie. W tym sensie jest daleko spokrewniony z późniejszymi mapami duchowej wędrówki, od średniowiecznych schematów niebios po kabalistyczne drzewa sefir. To pokrewieństwo nie jest genealogią, lecz analogią: różne tradycje, niezależnie od siebie, odkrywały, że droga duszy łatwiej daje się zapamiętać, gdy można ją narysować.