Pieczęć Ordo Theia Philosophia
Gnostycyzm

Bazylides i trzysta sześćdziesiąt pięć niebios

Bazylides z Aleksandrii dotarł do nas w trzech niezgodnych portretach, u Ireneusza, u Hipolita i we fragmentach u Klemensa, a słynne trzysta sześćdziesiąt pięć niebios z Abrasaksem na czele należy tylko do jednego z nich, przez co mówi więcej o kalendarzu i herezjologii niż o samym myślicielu.

Koptyjski rękopis Apokryfonu Jana
Koptyjski rękopis Apokryfonu Jana

Nauczyciel z czasów Hadriana

O Bazylidesie wiemy na pewno niewiele, ale to niewiele jest dość dobrze poświadczone. Działał w Aleksandrii w pierwszej połowie II wieku; Klemens Aleksandryjski, piszący pod koniec tego stulecia, umieszcza go za panowania Hadriana i Antonina Piusa, czyli mniej więcej w latach 117–161. Według tego samego Klemensa uczniowie Bazylidesa twierdzili, że ich mistrz był słuchaczem niejakiego Glaukiasa, tłumacza apostoła Piotra; roszczenie to jest typowe dla szkół, które chciały wywieść swój przekaz od apostołów, i trudno je sprawdzić.

Bazylides był pisarzem, i to płodnym. Euzebiusz z Cezarei, powołując się na zaginione dzieło Agryppy Kastora, pierwszego znanego polemisty przeciw niemu, przekazuje, że Bazylides ułożył dwadzieścia cztery księgi wykładu ewangelii, zwane Exegetica, oraz że powoływał się na proroków o egzotycznych imionach Barkabbas i Barkof. Z Exegetica zachowały się drobne fragmenty u Klemensa i jeden u Hegemoniusza w Acta Archelai. Bazylides miał też syna i ucznia, Izydora, autora pism o etyce i o „duszy przyrośniętej”, czyli o namiętnościach jako o obcych naleciałościach na duszy rozumnej, z których również przetrwały cytaty u Klemensa.

To wszystko są skrawki. Gdy dziś mówi się o „systemie Bazylidesa”, ma się na myśli jedno z dwóch obszernych sprawozdań herezjologów, a te sprawozdania nie dają się ze sobą pogodzić. Zrozumienie tej sytuacji jest warunkiem uczciwej rozmowy o tytułowej liczbie.

Wersja Ireneusza: niebiosa na wzór kalendarza

Pierwszą relację podaje Ireneusz z Lyonu w pierwszej księdze dzieła Przeciw herezjom, pisanej około 180 roku. Na początku jest niezrodzony Ojciec. Z niego rodzi się Nous, z Nousa Logos, z Logosu Phronesis, czyli roztropność, z Phronesis Sofia i Dynamis, mądrość i moc, a z tych dwóch moce, władze i aniołowie, którzy utworzyli pierwsze niebo. Od nich pochodzą kolejni aniołowie, tworzący drugie niebo, i tak dalej, aż powstaje trzysta sześćdziesiąt pięć niebios, każde z własnymi aniołami. Aniołowie najniższego nieba, tego, które widzimy, stworzyli świat i podzielili między siebie narody; ich przywódcą jest bóg Żydów, który chciał poddać inne ludy swojemu ludowi i tym samym wywołał sprzeciw pozostałych.

Liczba niebios ma według Ireneusza bezpośrednie uzasadnienie. Bazylidianie nadają władcy wszystkich niebios imię Abrasaks, ponieważ wartość liczbowa jego greckich liter wynosi trzysta sześćdziesiąt pięć, i z tego samego powodu rok ma trzysta sześćdziesiąt pięć dni. Ireneusz dodaje z ironią, że rozdzielają położenia tych niebios na sposób astrologów, czyli traktują kosmos jak zegar, którego tarcza odpowiada kalendarzowi słonecznemu. Hieronim zauważy później, że ten sam wynik daje greckie imię Mitry w formie Meithras; zbieżność ta pokazuje, jak żywa była w późnym antyku zabawa liczbową wartością imion.

Na tym tle Ireneusz opisuje chrystologię i etykę. Nous, pierworodny Ojca, został posłany, by wyzwolić wierzących spod władzy twórców świata, i ukazał się jako człowiek, ale nie cierpiał: według tej relacji na krzyżu zginął zamiast niego Szymon Cyrenejczyk, któremu Jezus nadał swój wygląd, a sam stał obok i śmiał się z oprawców; podobny motyw w jednym z tekstów z Nag Hammadi omawia osobny esej. Z tego wynika, że wyznawanie Ukrzyżowanego jest błędem, a męczeństwo zbędne. Bazylidianie mieli jeść mięso ofiarowane bożkom, uprawiać magię, znać imiona aniołów i zachowywać tajemnicę zgodnie z hasłem: znaj wszystkich, niech nikt nie zna ciebie. Do wtajemniczenia zdolny jest jeden na tysiąc i dwóch na dziesięć tysięcy.

Ten portret łączy kilka typowych zarzutów herezjologicznych: doketyzm, pogardę dla męczeństwa, moralną swobodę i magię. Trzeba zatem czytać go ostrożnie. Ireneusz pisał z dystansu dwóch pokoleń i z wyraźnym celem polemicznym, a jego wiedza o bazylidianach pochodziła prawdopodobnie od ich następców w Galii lub w Rzymie, nie od samego Bazylidesa.

Wersja Hipolita: bóg, który nie jest

Drugie sprawozdanie znajduje się w siódmej księdze Refutatio omnium haeresium, dzieła przypisywanego Hipolitowi z Rzymu i powstałego kilkadziesiąt lat po Ireneuszu. Nie ma w nim ani trzystu sześćdziesięciu pięciu niebios, ani Abrasaksa, ani Szymona Cyrenejczyka. Jest za to jedna z najbardziej abstrakcyjnych spekulacji teologicznych II wieku.

Na początku „było nic”, i to nic nie jest nawet nicością, o której można by coś orzec. „Nieistniejący Bóg”, ouk on theos, bez myśli, bez czucia, bez woli, sprawił, że powstało nasienie świata, w którym zawarte było wszystko, co miało się później rozwinąć, jak w ziarnie gorczycy zawarta jest cała roślina. Wielu badaczy, wśród nich Gerhard May w klasycznej pracy o nauce o stworzeniu z niczego, zwracało uwagę, że jest to jedno z najwcześniejszych wyraźnych sformułowań idei creatio ex nihilo w myśli chrześcijańskiej, starsze od podobnych wypowiedzi teologów uznanych za ortodoksyjnych.

W nasieniu znajdowało się potrójne synostwo. Pierwsze, najsubtelniejsze, wzniosło się natychmiast do nieistniejącego Boga. Drugie, grubsze, wzniosło się na skrzydłach Ducha Świętego, który jednak sam nie mógł dotrzeć do szczytu i pozostał na granicy jako firmament. Trzecie potrzebowało oczyszczenia i pozostało w nasieniu, w świecie, czekając na wyzwolenie. Z nasienia wyłonił się także Wielki Archont, władca ogdoady, który nie wiedząc o tym, co ponad nim, uznał się za najwyższego boga i zrodził syna mądrzejszego od siebie; później powstał drugi archont, władca hebdomady, odpowiadający bogu Starego Testamentu. Ewangelia, rozumiana jako światło poznania, przeszła z góry przez kolejne sfery i oświeciła Jezusa, a przez niego trzecie synostwo, które wznosi się teraz ku górze. Na końcu na niższe byty spadnie „wielka niewiedza”, aby nie pragnęły tego, czego nie mogą osiągnąć, i nie cierpiały z powodu niespełnionego pragnienia.

To zupełnie inna myśl niż u Ireneusza: zamiast mnożenia niebios redukcja do absolutnej negacji, zamiast doketycznej podmiany na krzyżu oświecenie, zamiast konfliktu aniołów narodów wizja kosmicznego porządku, w którym każdy byt otrzymuje miejsce stosowne do natury.

Klemens i problem prawdziwego Bazylidesa

Rozstrzygnięcie, która z wersji bliższa jest Bazylidesowi, zależy w dużej mierze od fragmentów zachowanych u Klemensa, jedynego autora, który cytuje jego własne słowa. Najdłuższy z nich dotyczy cierpienia męczenników. Bazylides twierdzi, że ci, którzy cierpią prześladowania, ponoszą karę za grzechy, choćby ukryte, a nawet niemowlę, które cierpi, ma w sobie skłonność do grzechu, zanim jeszcze zgrzeszyło. Wolałby, jak pisze, powiedzieć wszystko, niż nazwać Opatrzność złą. Ten głos jest surowy, ale nie libertyński; zakłada sprawiedliwą Opatrzność, rozważa związek winy i cierpienia, w niczym nie przypomina pogardy dla męczeństwa, którą przypisywał bazylidianom Ireneusz.

Podobnie brzmią inne świadectwa Klemensa. W trzeciej księdze Kobierców, poświęconej małżeństwu i wstrzemięźliwości, przytacza on objaśnienia Bazylidesa i Izydora do słów o eunuchach z Ewangelii Mateusza oraz do Pawłowej rady, że lepiej wejść w związek małżeński, niż płonąć. Ich stanowisko jest umiarkowane: bezżeństwo jest dobre dla tych, którzy są do niego zdolni, a kto nie jest, niech się żeni, zamiast walczyć z ciałem ponad siły. Klemens zaznacza przy tym wprost, że późniejsi bazylidianie nie żyli według zasad swoich mistrzów. To jedno zdanie jest cenne, bo pokazuje, jak w oczach życzliwszego świadka obraz założyciela i obraz szkoły mogły się rozchodzić. Klemens wspomina też, że bazylidianie uważali wiarę za coś danego z natury wybranym, a nie owoc wyboru, co krytykował jako zaprzeczenie wolności, ale co nie ma nic wspólnego z magią i jedzeniem mięsa ofiarnego.

Winrich Löhr w monografii z 1996 roku postawił na podstawie fragmentów tezę, że historyczny Bazylides był przede wszystkim chrześcijańskim myślicielem wykształconym w filozofii, zajętym pytaniami o opatrzność, grzech i wiarę, i że oba wielkie systemy herezjologów należy traktować z dużą rezerwą. Inni badacze uważają sprawozdanie Hipolita za lepiej zachowany obraz myśli szkoły, choć być może późniejszej jej fazy, a relację Ireneusza za opis innej, bardziej mitologicznej grupy, która przyjęła imię mistrza. Zgody nie ma, i to wydaje się stanem trwałym.

Wynika stąd rzecz niewygodna dla popularnych opisów. Trzysta sześćdziesiąt pięć niebios i Abrasaks są poświadczone wyłącznie u Ireneusza i u autorów od niego zależnych. Nie ma ich we fragmentach samego Bazylidesa ani w relacji Hipolita. Mogą należeć do nauki jego późniejszych zwolenników, mogą być skutkiem nieporozumienia, mogą też, w jakiejś postaci, pochodzić od mistrza. Nie wiemy tego.

Abrasaks poza Bazylidesem

Paradoksalnie najsłynniejszym elementem bazylidiańskiego dziedzictwa stał się właśnie ten najmniej pewny. Imię Abrasaks pojawia się w greckich papirusach magicznych z Egiptu i na setkach późnoantycznych gemm, często wraz z figurą o głowie koguta, ludzkim tułowiu i nogach w postaci węży, z biczem i tarczą w rękach. Występuje również w tekstach setiańskich z Nag Hammadi, gdzie jest jedną z mocy świetlistych, a nie władcą niebios. Wszystko to pokazuje, że imię krążyło szeroko w późnoantycznej religijności i magii, niezależnie od jakiejkolwiek szkoły.

Utożsamienie gemm z Abrasaksem z bazylidianami jest zasługą antykwariuszy nowożytnych. W 1657 roku w Antwerpii ukazał się traktat Abraxas seu Apistopistus Jeana L'Heureux, wydany i opatrzony komentarzem przez Jeana Chifleta, który utrwalił przekonanie o gnostyckim, „bazylidiańskim” pochodzeniu tych przedmiotów; określenie to utrzymywało się w kolekcjach przez dwa stulecia. Dopiero XX-wieczni badacze amuletów, z Campbellem Bonnerem na czele, przekonująco wykazali, że większość gemm nie ma nic wspólnego z gnostykami i należy do powszechnej magii ochronnej. W tym samym XX wieku Carl Gustav Jung zrobił z Bazylidesa maskę własnej myśli i z Abrasaksa boga ponad przeciwieństwami, co jest jednak dziejami recepcji, a nie samego Aleksandryjczyka.

Kim był więc Bazylides? Na pewno chrześcijańskim nauczycielem z Aleksandrii, który komentował ewangelię, zastanawiał się nad sprawiedliwością cierpienia i miał wyrafinowanych uczniów. Prawdopodobnie myślał o Bogu w sposób skrajnie apofatyczny i rozważał pochodzenie świata z niczego. Możliwe, że jego szkoła lub jej odłamy budowały rozbudowane kosmologie, w których kalendarz słoneczny stawał się mapą niebios. Trzysta sześćdziesiąt pięć niebios jest dziś przede wszystkim świadectwem tego, jak antyk łączył liczbę, imię i czas; to, czy wypowiedział je sam Bazylides, pozostaje pytaniem otwartym.