Karpokracjanie i spór o wolność od prawa
Karpokracjanie znani są niemal wyłącznie z relacji Ireneusza, Klemensa i ich następców, którzy przedstawili ich jako libertynów; za polemiką kryje się jednak spójna filozofia duszy pamiętającej Ojca oraz radykalna teoria sprawiedliwości jako wspólnoty i równości.

Nauczyciel z Aleksandrii i jego syn
Karpokrates należał do pokolenia aleksandryjskich nauczycieli chrześcijańskich pierwszej połowy II wieku, obok Bazylidesa i Walentyna. Nie zachowało się żadne jego pismo, a o jego życiu wiemy bardzo mało. Klemens Aleksandryjski w trzeciej księdze Kobierców przekazuje, że miał syna Epifanesa z kobietą o imieniu Aleksandria, pochodzącą z Kefalenii. Epifanes, wykształcony przez ojca w filozofii platońskiej i w naukach ogólnych, miał umrzeć w wieku zaledwie siedemnastu lat. Według Klemensa w Same na Kefalenii czczono go jako boga: wzniesiono mu świątynię i ołtarze, a co miesiąc, w dzień nowiu, mieszkańcy obchodzili jego święto, składając ofiary i śpiewając hymny.
Klemens nazywa też Epifanesa założycielem „gnozy monadycznej”, co sugeruje, że w jego nauce szczególną rolę odgrywała jedność pierwszej zasady, z której wszystko wypływa i do której ma powrócić. Określenie to jest jednak przekazane bez szerszego objaśnienia, a jego treść możemy odtwarzać jedynie na podstawie zachowanych fragmentów.
Ten zaskakujący szczegół od dawna budzi wątpliwości. Część badaczy przypuszczała, że Klemens pomylił lokalny kult związany z pojawieniem się nowego Księżyca, nazywany epiphaneia lub poświęcony bóstwu o przydomku Epifanes, z rzekomym synem herezjarchy. Inni bronią wiarygodności relacji, zwracając uwagę, że heroizacja przedwcześnie zmarłych młodzieńców była w świecie greckim zjawiskiem dobrze znanym. Rozstrzygnięcie nie jest możliwe, ale już sam spór pokazuje, jak kruche są podstawy wiedzy o tym ruchu. Każde zdanie o karpokracjanach przechodzi przez filtr ludzi, którzy uważali ich za niebezpiecznych.
Dusza, która pamięta
Najwcześniejsze i najbardziej systematyczne świadectwo pochodzi od Ireneusza z Lyonu, który około 180 roku w pierwszej księdze Adversus haereses streścił naukę Karpokratesa. Świat miał zostać stworzony przez anioły znacznie niższe od niezrodzonego Ojca. Jezus był synem Józefa, urodzonym jak inni ludzie, ale jego dusza, silna i czysta, zachowała pamięć tego, co widziała w sferze niezrodzonego Boga. Dlatego otrzymała od Ojca moc, która pozwoliła jej przejść przez władze twórców świata i powrócić do źródła. Jezus nie jest więc w tej nauce jedynym Synem z natury, lecz wzorem, który inni mogą powtórzyć, a nawet przewyższyć, jeśli ich dusze okażą podobną siłę.
W tej konstrukcji łatwo rozpoznać platońską naukę o anamnezie: dusza, która przed wcieleniem oglądała prawdziwą rzeczywistość, odzyskuje w ziemskim życiu wspomnienie, a to wspomnienie staje się drogą wyzwolenia. Ireneusz zaznacza, że karpokracjanie przechowywali wizerunki Jezusa, niektóre malowane, inne wykonane z innych materiałów, twierdząc, że jeden z nich sporządził Piłat. Wieńczyli je i stawiali obok wizerunków Pitagorasa, Platona i Arystotelesa. Ta drobna wzmianka mówi wiele o samoświadomości grupy: Jezus jawił się jej jako największy z filozofów, którzy zdołali przypomnieć sobie prawdę, a nie jako bóstwo wyrastające ponad ludzką mądrość.
Z tej antropologii wynikała nauka o wędrówce dusz. Według relacji Ireneusza dusze muszą przejść przez wszelkie możliwe doświadczenia i działania, zanim zostaną uwolnione od władzy aniołów. Ci, którzy w jednym życiu nie wyczerpią wszystkich form działania, wracają w kolejnych ciałach, aż spłacą cały dług. Karpokracjanie mieli uzasadniać to słowami z Ewangelii o przeciwniku, z którym trzeba pogodzić się w drodze, by nie wtrącił do więzienia, z którego nie wyjdzie się, dopóki nie odda się ostatniego grosza. Przeciwnikiem jest tu jeden z aniołów władających światem, więzieniem ciało, a ostatnim groszem pełnia przeżytych doświadczeń.
Sprawiedliwość jako wspólnota
Najbardziej oryginalny materiał zachował się nie w relacji o ojcu, lecz o synu. Klemens przytacza obszerne wyjątki z traktatu Epifanesa O sprawiedliwości, co czyni go jednym z nielicznych autorów tego kręgu, którego słowa znamy w dosłownym brzmieniu, choć wybranych przez przeciwnika. Epifanes definiuje sprawiedliwość Bożą jako wspólnotę połączoną z równością, koinōnia met' isotētos. Dowodem jest dla niego przyroda: niebo rozpościera się jednakowo nad całą ziemią, Słońce świeci równo bogatym i biednym, królom i poddanym, mądrym i głupim, mężczyznom i kobietom, wolnym i niewolnikom, a nawet zwierzętom. Nikt nie może zabrać światła sąsiadowi ani pomnożyć własnego udziału.
Z tej obserwacji Epifanes wyprowadza krytykę prawa. Prawa ludzkie, które nie potrafiły wykorzenić nieświadomości, nauczyły ludzi występku, ponieważ wprowadziły rozróżnienie między „moim” i „twoim”, a wraz z nim kradzież i zazdrość. Bóg stworzył winorośl i zboże dla wszystkich, nie strzegąc ich przed wróblem ani przed złodziejem. Przykazanie „nie pożądaj” wydaje mu się wręcz śmieszne, skoro Bóg sam wszczepił człowiekowi pożądanie potrzebne do przetrwania rodzaju. Najbardziej skandaliczne dla Klemensa było rozciągnięcie tej zasady na relacje między płciami: skoro wszystko ma być wspólne, także małżeństwo jako wyłączna własność jest wynalazkiem prawa przeciwnym sprawiedliwości natury.
Ten wywód da się czytać w kontekście ówczesnej filozofii. Spekulacje o pierwotnej wspólnocie dóbr i kobiet, krytyka konwencji w imię natury, a także utopijny obraz państwa znane były z tradycji cynickiej, stoickiej i platońskiej, z Państwem Platona na czele. Epifanes łączy te wątki z biblijnym obrazem Boga, który daje deszcz i Słońce sprawiedliwym i niesprawiedliwym, oraz z Pawłową tezą, że przez Prawo przychodzi poznanie grzechu. Wynik jest radykalny, ale nie bezmyślny. Jest to próba zbudowania etyki na podstawie kosmicznej równości, w której prawo moralne staje się narzędziem podziału, a nie źródłem dobra.
Obraz utkany z oskarżeń
Właśnie w tym miejscu pojawia się problem źródeł. Ireneusz przypisuje karpokracjanom praktykowanie magii, sporządzanie napojów miłosnych, korzystanie z duchów pomocniczych i snów, a także twierdzenie, że czyny uważane przez ludzi za złe są takie jedynie z ludzkiego mniemania, nie z natury. Zaznacza jednak, choć z wyraźną niechęcią, że sam nie wie, czy rzeczywiście dopuszczają się czynów bezbożnych, i że nie dałby temu wiary. Klemens idzie dalej i opisuje uczty, podczas których po zgaszeniu lamp mają się odbywać rozpustne zgromadzenia. Późniejsi autorzy, od Hipolita po Epifaniusza z Salaminy, powtarzają i rozbudowują te zarzuty, coraz bardziej oddalając się od czegokolwiek, co dałoby się sprawdzić.
Zależności między tymi relacjami są łatwe do wykazania. Hipolit w Odparciu wszystkich herezji przejmuje w dużej mierze tekst Ireneusza niemal słowo w słowo, a Epifaniusz łączy wcześniejsze przekazy z własnymi pogłoskami i z obrazem innych grup, które uważał za libertyńskie. Im późniejsze świadectwo, tym barwniejsze szczegóły i tym słabsze ich oparcie w czymkolwiek poza tradycją literacką samej herezjologii.
Historyk musi pamiętać, że oskarżenia o nocne orgie, zgaszone światła i rozwiązłość należały do stałego repertuaru starożytnej polemiki religijnej. Poganie stawiali je chrześcijanom w ogóle, a chrześcijańscy herezjolodzy chętnie kierowali je przeciwko rywalizującym grupom. Nie znaczy to, że wszystkie zarzuty są wymyślone; mogły istnieć wspólnoty, które z nauki o wspólnocie dóbr wyciągały wnioski praktyczne. Znaczy to jednak, że z tych tekstów nie da się zrekonstruować codziennego życia karpokracjan. Możemy natomiast odtworzyć logikę ich myślenia, ponieważ fragmenty Epifanesa zostały przytoczone dosłownie właśnie po to, by je obalić.
Marcellina, Salome i Tajemna Ewangelia
Ireneusz dodaje jeszcze jeden szczegół, który świadczy o istnieniu rytuału przynależności: niektórzy członkowie grupy mieli znakować swoich uczniów, wypalając im znamię na tylnej części prawego płatka ucha. Trudno ocenić, jak szeroko praktyka ta była rozpowszechniona, ale wzmianka ta, w przeciwieństwie do ogólnikowych oskarżeń o rozpustę, ma konkretny i mało typowy charakter, co nieco zwiększa jej wiarygodność.
Ruch nie ograniczał się do Aleksandrii. Ireneusz pisze, że niejaka Marcellina przybyła do Rzymu za czasów biskupa Aniceta, czyli w latach pięćdziesiątych lub sześćdziesiątych II wieku, i wielu sprowadziła na manowce. Zwolennicy tej nauki mieli nazywać siebie gnostykami, co jest jednym z wczesnych świadectw użycia tego określenia jako autonazwy. Celsus, pogański krytyk chrześcijaństwa, wspomina według Orygenesa o „harpokracjanach” wywodzących się od Salome, co zapewne oznacza pomieszanie nazw, lecz potwierdza, że grupa była znana także poza kręgiem chrześcijańskim.
Szczególny epizod nowożytny wiąże się z listem Klemensa do niejakiego Teodora, który Morton Smith ogłosił, że odnalazł w 1958 roku w klasztorze Mar Saba koło Jerozolimy, wpisany na wyklejce siedemnastowiecznego wydania pism Ignacego Antiocheńskiego. List mówi o tajemnej wersji Ewangelii Marka przeznaczonej dla wtajemniczonych, którą Karpokrates miał podstępem zdobyć i skazić własnymi dodatkami. Autentyczność tego tekstu jest od dziesięcioleci przedmiotem ostrego sporu; oryginał zaginął, a zachowały się tylko fotografie, a niektórzy badacze uważają go za mistyfikację samego Smitha. Bez względu na rozstrzygnięcie list ten nie może służyć jako pewne źródło do historii karpokracjan.
Wolność, która nie była przyzwoleniem
Spór o karpokracjan dotyczy więc w istocie nie tyle ich obyczajów, ile statusu prawa w życiu duchowym. Ich przeciwnicy widzieli w nauce o obojętności czynów zachętę do rozpusty. Sami karpokracjanie, o ile możemy sądzić z zachowanych fragmentów, rozumieli rzecz inaczej: prawo moralne, ustanowione przez anioły rządzące światem i przez ludzkie konwencje, stanowi część systemu, z którego dusza musi się wyzwolić, nie przez jego przestrzeganie, lecz przez pamięć Ojca i przez pełnię doświadczenia. Wolność nie oznaczała tu dowolności, lecz wyjście poza logikę własności i podziału, którą uważali za zasadniczą niesprawiedliwość świata.
Taka wizja była dla wczesnego chrześcijaństwa nie do przyjęcia, ponieważ podważała zarówno ciągłość z Prawem Mojżesza, jak instytucje rodziny i własności, na których opierały się wspólnoty. Mimo to jej echo powraca w dziejach europejskiej myśli wszędzie tam, gdzie pojawia się pytanie, czy prawo jest źródłem sprawiedliwości, czy jej przeszkodą. Najuczciwsze, co historyk może powiedzieć o karpokracjanach, to przyznać, że znamy ich głównie z karykatury, a jednocześnie z fragmentów, które pozwalają dostrzec za nią poważną, choć skrajną filozofię wolności.
