Pieczęć Ordo Theia Philosophia
Gnostycyzm

Satornil z Antiochii i aniołowie stwórcy

Satornil z Antiochii, według Ireneusza uczeń Menandra, nauczał, że świat i człowieka ukształtowało siedmiu aniołów, a ich nieudane dzieło pełzało po ziemi jak robak, dopóki najwyższa Moc nie tchnęła w nie iskry życia; z tej antropogonii wyrastały jego enkratyczna surowość i doketyczny obraz Zbawiciela.

Gnostycki gem z postacią Abraxasa
Gnostycki gem z postacią Abraxasa

Nauczyciel z Antiochii

O Satornilu, którego imię łacińskie źródła podają w formie Saturninus, wiemy tylko tyle, ile przekazał Ireneusz z Lyonu w pierwszej księdze swego dzieła przeciw herezjom, oraz ci, którzy od niego przepisywali. Ireneusz mówi, że pochodził z Antiochii nad Orontesem, tej samej, którą nazywano Antiochią przy Dafne, i że wraz z Bazylidesem wywodził się ze szkoły Menandra, ucznia Szymona Maga. Euzebiusz z Cezarei powtarza tę genealogię, a Justyn Męczennik w Dialogu z Żydem Tryfonem wymienia wśród chrześcijańskich stronnictw saturnilian, co jest najstarszym, choć niezwykle lakonicznym świadectwem istnienia grupy noszącej jego imię.

Działalność Satornila przypada zapewne na pierwsze dziesięciolecia II wieku, mniej więcej na czasy Trajana i Hadriana. Antiochia była wówczas jednym z najważniejszych ośrodków chrześcijaństwa: miastem, w którym wyznawców Chrystusa po raz pierwszy nazwano chrześcijanami, i miastem biskupa Ignacego, który w drodze na męczeństwo do Rzymu pisał listy przestrzegające przed tymi, którzy twierdzą, że Chrystus cierpiał tylko pozornie. Nie wiadomo, czy Ignacy miał na myśli właśnie krąg Satornila, i nie należy tego zakładać, lecz zbieżność miejsca i czasu pokazuje, że pytanie o realność ciała Chrystusa było w Antiochii tego okresu sprawą żywą.

Relacja Ireneusza o Satornilu jest krótka, ale wyjątkowo konkretna. W przeciwieństwie do niektórych innych notatek o wczesnych heretykach zawiera nie tylko ogólne tezy, lecz także obraz, który zapada w pamięć: obraz człowieka pełzającego po ziemi. To właśnie ten obraz uczynił z Satornila jedną z bardziej wyrazistych postaci wczesnej historii gnozy.

Późniejsze świadectwa niewiele do tej relacji dodają. Autor Odparcia wszystkich herezji, tradycyjnie utożsamiany z Hipolitem Rzymskim, przepisuje notatkę Ireneusza niemal słowo w słowo, a Epifaniusz rozbudowuje ją przede wszystkim polemicznym komentarzem. Oznacza to, że cała nasza wiedza o nauce Satornila sprowadza się w praktyce do jednego tekstu, którego autor pisał kilkadziesiąt lat po działalności antiocheńskiego nauczyciela i w innym kraju. Każde twierdzenie o Satornilu jest więc w istocie twierdzeniem o tym, co Ireneusz o nim wiedział, i trzeba tę zależność mieć stale w pamięci.

Siedmiu aniołów i świetlisty obraz

Według Ireneusza Satornil nauczał o jednym Ojcu, nieznanym nikomu, który stworzył aniołów, archaniołów, moce i potęgi. Świat i wszystko, co w nim jest, nie pochodzi jednak bezpośrednio od Ojca, lecz zostało uczynione przez siedmiu aniołów. Liczba siedem nie jest przypadkowa. W świecie starożytnym wskazywała na siedem planet, siedem sfer niebieskich i siedmiu władców, którzy rządzą losem, a w późniejszych systemach gnostyckich stanie się liczbą archontów, strażników niebios, przez które dusza musi przejść w drodze powrotnej.

Najważniejszy jest jednak opis stworzenia człowieka. Pewnego razu z góry, od najwyższej Mocy, ukazał się aniołom świetlisty obraz. Aniołowie nie zdołali go zatrzymać, bo natychmiast wzniósł się z powrotem ku górze. Wtedy zachęcali się wzajemnie: uczyńmy człowieka na obraz i podobieństwo. Słowa z Księgi Rodzaju zostają tu przypisane nie Bogu, lecz aniołom, którzy próbują odtworzyć w materii coś, co ujrzeli przez chwilę i co im się wymknęło. Liczba mnoga w biblijnym zdaniu, od dawna zastanawiająca egzegetów, otrzymuje proste wyjaśnienie: mówiło wielu stwórców, a nie jeden.

Pomysł, że aniołowie lub moce pośredniczące mieli udział w stworzeniu człowieka, nie był wynalazkiem Satornila. Filon Aleksandryjski w traktacie o stworzeniu świata zastanawiał się, dlaczego w opisie stworzenia człowieka pojawia się liczba mnoga, i sugerował, że Bóg powierzył pomocnikom ukształtowanie tej części ludzkiej natury, która jest skłonna do zła. Również w żydowskiej literaturze późniejszej spotykamy dyskusje o udziale aniołów w stworzeniu Adama. Satornil przejmuje ten motyw, ale nadaje mu ostrzejszy sens: aniołowie nie są pomocnikami Boga, lecz nieudolnymi naśladowcami, którzy nie znają Ojca i próbują przywłaszczyć sobie to, czego nie rozumieją.

Człowiek jak robak i iskra życia

Owocem anielskiego naśladownictwa był człowiek niezdolny do życia. Ireneusz pisze, że z powodu słabości aniołów nie mógł on stanąć prosto, lecz wił się po ziemi jak robak. Obraz ten należy do najbardziej przejmujących w całej literaturze gnostyckiej. Człowiek wyszedł z rąk stwórców jako istota bezwładna, kształt bez wnętrza, który ma wygląd obrazu, ale nie ma jego mocy. Jest dziełem niezdolnym do wyprostowania, a więc do tego, co starożytni uważali za najbardziej charakterystyczną cechę ludzką, kierowania wzroku ku niebu.

Wtedy Moc z wysokości ulitowała się nad nim, bo został uczyniony na jej podobieństwo, i wysłała mu iskrę życia. Ta iskra podniosła człowieka, wyprostowała go, nadała mu członki i sprawiła, że zaczął żyć. Po śmierci iskra wraca do tego, co jest jej pokrewne, a reszta, z której człowiek został uczyniony, ulega rozpadowi. W tym krótkim zdaniu zawiera się cała antropologia Satornila: człowiek jest złożony z materii ukształtowanej przez niższe moce i z boskiego światła, które w nim zamieszkało. Zbawienie polega na powrocie światła do źródła, a ciało nie ma w nim udziału.

Opowieść ta ma wyraźne paralele w późniejszej literaturze, zwłaszcza w Apokryfie Jana, w którym archonci tworzą ciało Adama na wzór obrazu ujrzanego w wodach, lecz ich dzieło leży nieruchome, dopóki nie zostanie w nie tchnięta moc pochodząca od Matki. Nie wiemy, czy Satornil znał jakąś wcześniejszą wersję tego mitu, czy też jego nauka była jednym ze źródeł, z których mit ten się rozwinął. Ireneusz nie łączy obu tradycji, a badacze ostrożnie mówią o wspólnym repertuarze motywów, krążącym w środowiskach syryjskich i aleksandryjskich na przełomie I i II wieku.

Warto zauważyć, że motyw człowieka pozbawionego życia przed przyjęciem boskiego tchnienia ma swoje korzenie już w samej Księdze Rodzaju, gdzie Bóg kształtuje człowieka z prochu, a następnie tchnie w jego nozdrza tchnienie życia. Satornil oddziela te dwa momenty i przypisuje je różnym podmiotom: kształt pochodzi od aniołów, tchnienie od nieznanego Ojca. W ten sposób biblijny tekst staje się mapą rozdarcia, które przebiega przez samo wnętrze człowieka.

Zbawiciel bez ciała i małżeństwo od szatana

Z antropologii wynika chrystologia. Zbawiciel, według Satornila, był niezrodzony, bez ciała i bez kształtu, a ukazał się jako człowiek tylko w pozorze. Jest to doketyzm w sensie dosłownym: Chrystus nie przyjął materialnego ciała, bo ciało należy do dzieła aniołów, a on przyszedł właśnie po to, by wyzwolić iskrę z ich władzy. Przyszedł, jak dodaje Ireneusz, aby zniszczyć Boga Żydów, który był jednym z aniołów, i ocalić tych, którzy w niego wierzą, czyli tych, którzy mają w sobie iskrę życia.

Satornil, jak pisze Ireneusz, jako pierwszy twierdził, że aniołowie uczynili dwa rodzaje ludzi, dobrych i złych, a ponieważ demony pomagały złym, Zbawiciel przyszedł, by pokonać złych ludzi i demony, a ocalić dobrych. Pojawia się tu również szatan, który jest aniołem przeciwnym stwórcom świata, a szczególnie Bogu Żydów. Proroctwa pochodzą według Satornila częściowo od aniołów stwórców, a częściowo od szatana. Ten obraz świata jest bardziej złożony niż prosty dualizm dwóch zasad: mamy nieznanego Ojca, niższych aniołów-stwórców, wśród nich Boga Żydów, a obok nich szatana, który z nimi walczy, choć nie należy do strony światła.

Z tej kosmologii wynikała etyka. Satornil uczył, że małżeństwo i płodzenie pochodzą od szatana, a wielu jego zwolenników powstrzymywało się także od jedzenia mięsa, przez co, jak zauważa Ireneusz, wielu dawało się zwieść pozorem wstrzemięźliwości. Logika tej postawy jest przejrzysta. Jeśli ciało jest dziełem niższych mocy, a płodzenie przedłuża ich władzę, wprowadzając kolejne iskry w materię, to wstrzemięźliwość jest formą oporu. Kto nie płodzi, nie powiększa więzienia; kto nie spożywa mięsa, nie uczestniczy w cyklu, w którym jedno ciało karmi się drugim.

Wczesny głos syryjskiej surowości

Postawa Satornila wpisuje się w szerszy nurt, który w historii chrześcijaństwa nazywa się enkratyzmem, od greckiego słowa oznaczającego panowanie nad sobą. W II wieku nurt ten był szczególnie silny w Syrii i Mezopotamii, a jego późniejszymi przedstawicielami byli Tacjan, twórca Diatessaronu, oraz rozmaite wspólnoty, w których chrzest przyjmowali jedynie ludzie żyjący w celibacie. Nie każdy enkratyta był gnostykiem i nie każdy gnostyk był enkratytą, lecz u Satornila oba nurty łączą się w sposób szczególnie wyraźny: odmowa płodzenia wynika bezpośrednio z mitu o pochodzeniu ciała.

Historyk musi przy tym pamiętać, że cały ten obraz pochodzi z kilku zdań Ireneusza, który miał własne cele polemiczne. Umieszczenie Satornila w genealogii od Szymona Maga przez Menandra służyło pokazaniu, że wszystkie herezje mają jedno, demoniczne źródło. Mimo to relacja o Satornilu sprawia wrażenie opartej na rzeczywistej znajomości nauki: jest zbyt konkretna, zbyt obrazowa i zbyt niezwykła, by uznać ją za czystą konstrukcję. Brak jest w niej także oskarżeń o rozpustę, które tak często pojawiają się w innych notatkach, co może świadczyć, że Ireneusz rzeczywiście wiedział, że ma do czynienia z grupą surową, a nie rozwiązłą.

Satornil pozostaje więc jedną z tych postaci, które istnieją dla nas tylko w kilku zdaniach, a mimo to zostawiają po sobie trwały ślad. Jego obraz człowieka-robaka, podniesionego przez iskrę z wysokości, wyraża z niezwykłą siłą przekonanie, że to, co w człowieku najcenniejsze, nie pochodzi z tego świata. Jest to przekonanie, które w różnych postaciach będzie powracać w dziejach zachodniej duchowości, od późnoantycznych systemów gnostyckich po średniowieczne herezje i nowożytne spekulacje o boskiej iskrze ukrytej w duszy. Satornil nie był jego jedynym źródłem, lecz należy do pierwszych, którzy wyrazili je w obrazie tak prostym, że do dziś trudno o nim zapomnieć.