Kodeks Jung i droga papirusu do Zurychu
Pierwszy kodeks z Nag Hammadi, wywieziony z Egiptu przez handlarza antykami i kupiony w 1952 roku dla zuryskiego Instytutu Carla Gustava Junga dzięki staraniom Gillesa Quispela, stał się pierwszym tomem biblioteki, którego teksty doczekały się wydań krytycznych, zanim po latach wrócił do Kairu.

Kodeks, który zniknął z Egiptu
Większość ksiąg z Nag Hammadi trafiła, po różnych perypetiach, do Muzeum Koptyjskiego w Kairze, gdzie od początku lat pięćdziesiątych XX wieku stały się własnością państwa egipskiego. Jeden tom poszedł inną drogą. Kodeks, który dziś oznacza się cyfrą rzymską I, opuścił Egipt jeszcze przed nacjonalizacją znaleziska i przez kilka lat krążył po rynku antykwarycznym Europy i Ameryki. Jego dzieje są osobnym rozdziałem historii biblioteki, mniej znanym niż opowieść o odkryciu przez chłopów z okolic Nag Hammadi, a bardziej pouczającym, jeśli chodzi o sposób, w jaki starożytne rękopisy stawały się przedmiotem nauki.
Postacią, która wywiozła kodeks, był Albert Eid, belgijski handlarz antykami działający w Kairze. Zdobył on większą część jednego z tomów i pod koniec lat czterdziestych wywiózł ją z kraju. Próbował sprzedać rękopis w Stanach Zjednoczonych, ale nie znalazł nabywcy gotowego zapłacić żądaną cenę, zwłaszcza że prawny status przedmiotu wywiezionego z Egiptu był wątpliwy. Kodeks wrócił do Europy i spoczął w sejfie bankowym w Belgii. Eid zmarł w 1950 roku, a rękopis pozostał w rękach jego rodziny, która nadal szukała kupca.
Quispel, Puech i rola Instytutu Junga
O istnieniu tego tomu wiedzieli nieliczni. Henri-Charles Puech, francuski historyk religii, który od początku śledził losy znaleziska i jako jeden z pierwszych rozpoznał jego wagę, wiedział, że część biblioteki znajduje się poza Egiptem. Od niego informację otrzymał Gilles Quispel, młody holenderski badacz z Utrechtu, który zajmował się wczesnym chrześcijaństwem i gnozą, a zarazem utrzymywał kontakty z kręgiem Carla Gustava Junga. Quispel uczestniczył w spotkaniach Eranos w Asconie, gdzie spotykali się historycy religii, psychologowie i filozofowie, i znał tamtejsze środowisko dobrze.
Właśnie tam narodził się pomysł zakupu. Quispel przekonał kierownictwo zuryskiego Instytutu Junga, że rękopis gnostycki, nieznany i zagrożony rozproszeniem, powinien trafić w ręce, które zapewnią mu opracowanie naukowe. Finansowanie zapewnił George H. Page, amerykański mecenas mieszkający w Szwajcarii. W maju 1952 roku, po trudnych negocjacjach z rodziną Eida, Quispel nabył kodeks w Brukseli. Według jego późniejszych wspomnień transakcja miała charakter niemal sensacyjny, z ostrożnymi spotkaniami i obawą, że w ostatniej chwili pojawi się konkurencyjny nabywca. Tom przewieziono do Szwajcarii.
Uroczyste przekazanie kodeksu Jungowi odbyło się 15 listopada 1953 roku w Zurychu. Jung wygłosił przy tej okazji krótkie przemówienie, w którym mówił o znaczeniu gnozy dla psychologii i o tym, że gnostycy zmagali się z problemami, które jego zdaniem dotyczą także człowieka współczesnego – z pytaniem o pochodzenie zła i o drogę do całości. Od tego dnia rękopis nazywano Kodeksem Junga. Nazwa przetrwała, choć sam Jung nie był filologiem i nigdy nie pracował nad tekstem.
Prawo, polityka i obietnica zwrotu
Zakup od początku budził kontrowersje. Władze egipskie uważały kodeks za przedmiot nielegalnie wywieziony i domagały się jego zwrotu. Sytuacja polityczna Egiptu po rewolucji 1952 roku dodatkowo komplikowała sprawę, a rosnące napięcia między Kairem a państwami zachodnimi czyniły negocjacje trudnymi. Kompromis polegał na tym, że Instytut Junga zatrzyma kodeks do czasu jego naukowego opracowania i publikacji, a następnie przekaże go Muzeum Koptyjskiemu.
Okazało się przy tym, że kilka kart należących do tego samego kodeksu znalazło się w Kairze, gdzie trafiły wraz z innymi tomami. Rękopis był więc rozdzielony między dwa kraje, a jego pełne opracowanie wymagało współpracy obu stron. Ten fakt miał znaczenie praktyczne: badacze w Zurychu nie dysponowali całym tekstem i musieli czekać na dostęp do kairskich fragmentów, zanim mogli zamknąć poszczególne wydania.
Zwrot dokonywał się etapami, w miarę jak ukazywały się kolejne edycje. Trwał od drugiej połowy lat pięćdziesiątych do połowy lat siedemdziesiątych, a ostatnie karty przekazano po ukazaniu się ostatniego tomu edycji. Od tego czasu Kodeks Junga znajduje się w Muzeum Koptyjskim razem z resztą biblioteki, a jego nazwa jest już tylko historycznym przydomkiem. Ten epizod stał się później przykładem dla dyskusji o etyce handlu zabytkami i o prawie państw do dziedzictwa odnalezionego na ich terytorium.
Przegląd zawartości
Kodeks I zawiera pięć pism, z których żadne nie było wcześniej znane w całości. Na wyklejce, czyli karcie ochronnej na początku tomu, zapisano krótką Modlitwę apostoła Pawła, prośbę o objawienie i odkupienie, zbliżoną stylem do walentyniańskich modlitw. Po niej następuje Apokryf Jakuba, w formie listu, w którym Jakub przekazuje tajemne nauki otrzymane od Zbawiciela wraz z Piotrem przed wniebowstąpieniem. Trzecie miejsce zajmuje tekst, który wydawcy zidentyfikowali z Ewangelią Prawdy, dziełem znanym wcześniej tylko z wzmianki Ireneusza o walentyniańskiej księdze o tym tytule. Czwarty jest Traktat o zmartwychwstaniu, nazywany też Listem do Reginosa. Tom zamyka najdłuższy z jego tekstów, Traktat trójdzielny, systematyczny wykład teologii walentyniańskiej obejmujący dzieje bytu od Ojca do ostatecznego odkupienia.
Ten skład sprawia, że Kodeks I jest najbardziej jednorodnie walentyniańskim tomem całej biblioteki. Nie wszystkie jego pisma muszą pochodzić z tej szkoły w ścisłym sensie, ale wszystkie dają się czytać w jej świetle, a kilka z nich należy do najważniejszych źródeł walentynianizmu, jakie posiadamy. Dla Quispela, który był zafascynowany Walentynem jako myślicielem i poetą, nabycie tego tomu było spełnieniem marzenia. Dla historyków religii oznaczało przełom w badaniach nad szkołą, znaną dotąd niemal wyłącznie z opisów przeciwników. Szczegółowe omówienie poszczególnych pism wymagałoby osobnych studiów; w dziejach kodeksu ważne jest przede wszystkim to, że właśnie te teksty jako pierwsze zostały udostępnione światu.
Tom wyróżnia się także od strony językowej i materialnej. Jego teksty zapisano w dialekcie likopolitańskim, zwanym dawniej subachmimickim, a nie w sahidzkim, którym posługuje się większość biblioteki. Koptolodzy zwracali uwagę na nieregularności ortografii i na to, że w obrębie tomu można rozpoznać pracę więcej niż jednej ręki. Wszystko to czyni Kodeks I szczególnie trudnym dla wydawców, a zarazem ważnym świadectwem zróżnicowania koptyjskiej kultury piśmienniczej IV wieku.
Pierwsze wydania i międzynarodowy zespół
Pracę nad tekstem podjął zespół złożony z Puecha, Quispela, paryskiego koptologa Michela Malinine'a, a następnie Waltera Tilla z Wiednia, a później także innych uczonych, wśród nich Rodolphe'a Kassera. W 1956 roku ukazało się wydanie Ewangelii Prawdy pod tytułem Evangelium Veritatis, z tekstem koptyjskim, przekładami na kilka języków i komentarzem. Było to pierwsze wydanie krytyczne tekstu z Nag Hammadi, wyprzedzające o kilka lat edycje pism z tomów kairskich. W tym samym roku w Kairze ukazał się wprawdzie fotograficzny tom z planszami części innych kodeksów, ale pełne naukowe opracowanie, z przekładem i aparatem, jako pierwszy otrzymał właśnie tekst z Kodeksu Junga.
Kolejne tomy ukazywały się przez następne dwie dekady. W 1963 roku wydano Traktat o zmartwychwstaniu, w 1968 roku Apokryf Jakuba, w latach siedemdziesiątych Traktat trójdzielny i krótką modlitwę z wyklejki. Brakujące karty kairskie włączano do kolejnych tomów, gdy tylko badacze uzyskali do nich dostęp. Właśnie poszukiwanie tych kart zaprowadziło Quispela w 1955 roku do Kairu. Tam, w Muzeum Koptyjskim, zobaczył fotografie innego kodeksu i rozpoznał w nich zbiór sentencji Jezusa, który wkrótce miał się stać najsłynniejszym tekstem biblioteki – Ewangelię Tomasza. Losy Kodeksu Junga splotły się w ten sposób z odkryciem, które dla szerokiej publiczności przyćmiło wszystko inne. Seria zuryskich edycji stanowiła wzór, do którego odnosiły się późniejsze projekty, w tym prowadzony przez Jamesa M. Robinsona międzynarodowy zespół wydający całą bibliotekę w Leiden.
Fakt, że pierwsze opublikowane teksty z Nag Hammadi pochodziły z kodeksu walentyniańskiego, wywarł długotrwały wpływ na badania. Przez pewien czas cały zbiór kojarzono przede wszystkim z Walentynem i jego szkołą, a dopiero publikacje z lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych pokazały, jak wielką różnorodność kryje biblioteka – od pism setiańskich i hermetycznych po fragment Państwa Platona.
Psychologia i filologia przy jednym stole
Historia Kodeksu Junga ilustruje szczególne spotkanie dwóch sposobów podejścia do gnozy. Z jednej strony stali filologowie, dla których rękopis był źródłem historycznym wymagającym starannego odczytania, datowania i porównania z relacjami herezjologów. Z drugiej – środowisko psychologii analitycznej, w którym gnostyckie obrazy traktowano jako wyraz archetypowych doświadczeń duszy. Jung od dawna interesował się gnozą; jego Septem Sermones ad Mortuos, napisane w 1916 roku i przypisane Bazylidesowi z Aleksandrii, świadczą o tym, jak głęboko ten język przeniknął jego własne doświadczenie wewnętrzne. Zakup kodeksu był dla jego kręgu symbolicznym potwierdzeniem tej bliskości.
Napięcie między obydwoma podejściami nie przeszkodziło współpracy. Quispel potrafił poruszać się w obu światach i bronił zarówno ścisłości filologicznej, jak i przekonania, że gnoza mówi coś istotnego o człowieku. Późniejsi krytycy zarzucali mu niekiedy, że zbyt chętnie widział w gnostykach prekursorów nowoczesnej psychologii, ale jego zasługi dla udostępnienia tekstu nie budzą wątpliwości. Z perspektywy czasu widać też, że zainteresowanie kręgu Junga przyspieszyło sprawę, która w innym wypadku mogła ciągnąć się latami: bez prywatnego mecenatu i determinacji jednego badacza kodeks mógł zostać sprzedany kolekcjonerowi, który nie dopuściłby do niego nikogo, albo rozdzielony na pojedyncze karty, jak zdarzało się z wieloma papirusami z tamtych lat.
Losy pierwszego kodeksu biblioteki przypominają więc, że droga starożytnego rękopisu do czytelnika rzadko jest prosta. Wiedzie przez handel i przemyt, przez ambicje uczonych, mecenat prywatny i spory polityczne, a także przez fascynacje intelektualne epoki. Kodeks, który przez kilka lat leżał w belgijskim sejfie, a potem w zuryskim instytucie psychologicznym, wrócił ostatecznie tam, skąd go zabrano, pozostawiając po sobie nie tylko wydania, lecz także nazwę, która przypomina o tym niezwykłym epizodzie.
