Pieczęć Ordo Theia Philosophia
Gnostycyzm

Liber de duobus principiis i dualizm absolutny Jana z Lugio

Liber de duobus principiis, jedyny zachowany traktat teologiczny katarów, powstały w XIII wieku w lombardzkim kręgu Jana z Lugio, broni scholastycznymi metodami istnienia dwóch wiecznych zasad i odrzuca wolną wolę w świecie zła, polemizując zarówno z katolikami, jak i z dualistami umiarkowanymi.

Gnostycki gem z postacią Abraxasa
Gnostycki gem z postacią Abraxasa

Rękopis odnaleziony we Florencji

Przez stulecia o teologii katarów wiedziano wyłącznie z pism ich przeciwników: z sum inkwizytorskich, traktatów polemicznych i protokołów przesłuchań. W 1939 roku dominikanin Antoine Dondaine opublikował tekst, który odnalazł w rękopisie Biblioteki Narodowej we Florencji i który zmienił tę sytuację. Był to łaciński kodeks z końca XIII wieku, zawierający kilka traktatów napisanych przez samych katarów, a obok nich fragment ich rytuału. Dondaine nadał całości tytuł Liber de duobus principiis, „Księga o dwóch zasadach”, od głównego tematu, który łączy poszczególne części.

Tekst nie jest kompletnym dziełem, lecz skrótem. Autor zbioru, uczeń albo zwolennik nauczyciela, którego poglądy streszcza, wybrał z obszerniejszego dzieła fragmenty najbardziej przydatne do nauki i do sporu. Wskazówką co do pierwowzoru jest relacja Raineriusa Sacconiego, dominikanina i byłego kataru, który w swojej Summie z 1250 roku opisał naukę Jana z Lugio i wspomniał o jego wielkim tomie. Zbieżność poglądów streszczonych przez Sacconiego z treścią florenckiego rękopisu jest na tyle wyraźna, że badacze zgodnie przypisują Liber środowisku Jana, choć nie jemu samemu jako bezpośredniemu autorowi.

Nowe wydanie krytyczne, z przekładem francuskim, opracowała w 1973 roku Christine Thouzellier w serii Sources chrétiennes. Od tego czasu traktat stał się punktem odniesienia dla każdego, kto chce zapytać, jak wyglądała myśl katarska wtedy, gdy mówiła własnym głosem, a nie przez usta inkwizytora.

Jan z Lugio i rozłam w Desenzano

Jan z Lugio, pochodzący prawdopodobnie z Bergamo albo z jego okolic, był w pierwszej połowie XIII wieku jednym z przywódców kościoła katarskiego z Desenzano nad jeziorem Garda. Wspólnotę tę nazywano też kościołem albaneńskim i uważano za najbardziej radykalną spośród lombardzkich: wyznawała dualizm absolutny, czyli istnienie dwóch równie wiecznych zasad, dobrej i złej. Według Sacconiego Jan był „starszym synem” biskupa Belesmanzy z Werony, czyli jego wyznaczonym następcą, ale z czasem doszło między nimi do rozłamu.

Spór nie dotyczył samego dualizmu, lecz sposobu jego wyrażenia. Belesmanza trzymał się dawnych poglądów, Jan wprowadził nowe. Najbardziej zaskakującym elementem jego nauki było odczytanie Pisma: przyjmował on całą Biblię, łącznie ze Starym Testamentem, który inni dualiści zwykle odrzucali, twierdząc jednak, że opisuje ona wydarzenia, które rozegrały się w innym, wyższym świecie, stworzonym przez dobrego Boga. Według relacji Sacconiego Jan uważał nawet, że Chrystus rzeczywiście narodził się i cierpiał, lecz w tamtym świecie, nie w tym, który znamy.

Ta koncepcja pozwalała Janowi korzystać z autorytetu Pisma w sporach z katolikami bez rezygnacji z dualizmu. Traktat florencki jest pełen cytatów biblijnych, zarówno z Nowego, jak i ze Starego Testamentu, przytaczanych z dużą swobodą i z doskonałą znajomością tekstu. Autor nie odrzuca Pisma, lecz twierdzi, że rozumie je lepiej niż jego przeciwnicy.

Wolna wola i problem zła

Pierwszy i najobszerniejszy traktat zbioru, poświęcony wolnej woli, otwiera argumentacja, która brzmi jak scholastyczna quaestio. Autor zaczyna od przesłanki wspólnej z przeciwnikami: Bóg jest dobry, mądry i wszechwiedzący, zna wszystko, co się wydarzy, zanim to nastąpi. Jeśli tak, to wszystko, co Bóg przewiduje, musi się stać z konieczności. Gdyby zatem istniała tylko jedna zasada, a Bóg przewidział upadek aniołów i ludzi, ich upadek byłby konieczny i pochodziłby od Niego. Dobry Bóg byłby w ten sposób przyczyną zła, co jest sprzecznością.

Wyjście z tej sprzeczności katolicy znajdowali w wolnej woli: zło nie pochodzi od Boga, lecz od stworzenia, które dobrowolnie odwróciło się od dobra. Autor Liber odpowiada, że ta odpowiedź nie rozwiązuje problemu. Jeśli wolna wola została dana przez Boga, który przewidział, jak zostanie użyta, to Bóg pozostaje ostateczną przyczyną upadku. Jeśli natomiast stworzenie mogło zgrzeszyć wbrew Jego przewidywaniu, to Bóg nie jest wszechwiedzący. Wolna wola w sensie katolickim okazuje się w tej analizie pojęciem pustym.

Rozwiązanie autora jest radykalne: zło nie pochodzi ani od Boga, ani od stworzenia, lecz od drugiej, wiecznej zasady, która istnieje niezależnie od dobrego Boga i jest źródłem wszystkiego, co złe, przemijające i zniszczalne. Wolna wola nie istnieje w świecie zła, ponieważ dusze uwięzione w ciałach działają pod przymusem złej zasady; nie istniała też w sensie absolutnym w świecie dobra, ponieważ dobry Bóg nie może chcieć niczego innego niż dobro. Bóg jest wszechmocny, ale tylko w odniesieniu do dobra; nie może zrobić tego, co sprzeczne z Jego naturą, tak jak nie może przestać być Bogiem.

Ten wywód jest dla historyka idei zdumiewający. Przeciwnik scholastyki posługuje się jej narzędziami: rozróżnieniem przyczyn, analizą konieczności, sylogizmem, odwołaniem do zasady sprzeczności. Katarscy teologowie, którzy w XIII wieku musieli bronić się przed wykształconymi dominikanami, nauczyli się mówić ich językiem. Liber nie jest wyznaniem wiary ani zbiorem mitów, lecz pracą intelektualisty, który chce przekonać rozumowaniem.

Dwie zasady i dwa drzewa

Na czym polega ontologia złej zasady, którą postuluje traktat? Autor nie przedstawia jej w postaci mitologicznej opowieści, lecz przez pojęcia. Zła zasada jest źródłem tego, co marne, zmienne i skazane na zniszczenie; jest przyczyną cierpienia, śmierci i niesprawiedliwości. Nie jest równa dobremu Bogu w godności, ale jest Mu równa w wieczności: nie została stworzona i nie zostanie unicestwiona, choć jej władza nad duszami zostanie złamana. To właśnie odróżnia dualizm absolutny od umiarkowanego, który zna tylko jeden niestworzony początek.

Na poparcie tej tezy autor sięga po fragmenty, które w polemice dualistów wracały stale. Ewangeliczne zdanie o drzewie dobrym, które nie może wydać złych owoców, i o drzewie złym, które nie wydaje dobrych, odczytuje jako opis dwóch źródeł bytu, z których każde rodzi to, co mu właściwe. Paweł mówi o „bogu tego wieku”, który zaślepił umysły niewierzących, a Jan o „księciu tego świata”; dla autora nie są to przenośnie, lecz imiona złej zasady. Egzegeza i logika wspierają się tu nawzajem: Pismo dostarcza świadectw, a rozumowanie wykazuje, że innego wyjaśnienia być nie może.

Konsekwencje dla człowieka są poważne. Skoro dusze uwięzione w świecie zła nie mają wolnej woli, zbawienie nie jest nagrodą za zasługę, lecz wyzwoleniem dokonanym przez dobrego Boga. Autor nie rozwija tego wątku w kierunku moralnym, ale można się domyślać, że taka nauka nie podważała ascezy, lecz nadawała jej inny sens: nie była ona środkiem zdobywania zbawienia, lecz znakiem, że wyzwolenie już się dokonuje.

Stworzenie i słowa „wszystko” i „nic”

Kolejne traktaty zbioru rozwijają tę samą tezę na materiale biblijnym. Traktat o stworzeniu zajmuje się pojęciem creare i dowodzi, że w Piśmie nie oznacza ono zawsze stworzenia z niczego, lecz często przemianę czegoś już istniejącego z gorszego w lepsze. Dobry Bóg nie stworzył więc świata widzialnego, lecz działa w nim, wyzwalając to, co dobre, spod władzy zła. Autor przytacza dziesiątki fragmentów, by pokazać, że tak rozumiane stwarzanie jest zbawianiem.

Szczególnie pomysłowy jest traktat o „znakach powszechnych”, czyli o wyrazach takich jak „wszystko”, „wszyscy” czy „cały”. Katolicy przytaczali przeciw katarom zdania w rodzaju „wszystko przez Nie się stało”, by dowieść, że Bóg jest stwórcą wszystkiego. Autor odpowiada, że w Piśmie słowa te mają często znaczenie ograniczone, odnoszą się do całości pewnego rodzaju, a nie do absolutnie wszystkiego, co istnieje. Tradycja egzegezy katarskiej odczytywała w tym kontekście słowo nihil z prologu Ewangelii Jana, „bez Niego nic się nie stało”, jako nazwę dla świata zła, który powstał bez Boga.

Zbiór zawiera też krótszy wykład przeznaczony dla nieuczonych, streszczający główne argumenty w prostszej formie, oraz traktat o prześladowaniach, w którym autor dowodzi, że prawdziwi uczniowie Chrystusa zawsze byli prześladowani przez świat, a prześladowcy są sługami złej zasady. Ten ostatni tekst ma wyraźny kontekst historyczny: powstał w czasie, gdy inkwizycja w Lombardii stawała się coraz skuteczniejsza.

Przeciw garateńczykom

Ostatni traktat zbioru skierowany jest przeciw garateńczykom, czyli zwolennikom Garattusa, biskupa kościoła z Concorezzo. Garateńczycy byli dualistami umiarkowanymi: wierzyli w jednego dobrego Boga, a twórcę świata widzialnego uważali za upadłe stworzenie, które zbuntowało się przeciw Niemu, a nie za drugą wieczną zasadę. Dla autora Liber takie stanowisko było niekonsekwentne. Skoro twórca świata jest stworzeniem dobrego Boga, to Bóg jest odpowiedzialny za jego upadek i za wszystko, co z niego wynikło. Według Sacconiego kościół z Concorezzo nauczał, że diabeł ukształtował ciała i świat z żywiołów stworzonych przez dobrego Boga; dla zwolenników Jana z Lugio był to kompromis, który niczego nie rozwiązywał, ponieważ pozostawiał Boga sprawcą materii, z której zło uczyniło swoje dzieło.

Spór ten pokazuje, że katarstwo włoskie nie było jednorodne. Obok kościoła z Desenzano i kościoła z Concorezzo istniały wspólnoty w Bagnolo, w Mantui, w Vicenzy, we Florencji i w Spoleto, różniące się między sobą poglądami i obrzędami, a niekiedy także wzajemnie nieuznające swoich święceń. Sacconi przedstawia to zróżnicowanie z satysfakcją polemisty, który widzi w nim dowód fałszu herezji. Dla historyka jest ono raczej świadectwem żywej myśli religijnej, która w ciągu kilku pokoleń wytworzyła odrębne szkoły teologiczne.

Liber de duobus principiis pozostaje w tej perspektywie dokumentem wyjątkowym. Pokazuje dualizm nie jako zbiór mitów o zbuntowanych aniołach, lecz jako systematyczną odpowiedź na problem zła, sformułowaną przez ludzi, którzy znali zarówno Pismo, jak i logikę szkół. Odpowiedź ta była radykalna i dla współczesnych nie do przyjęcia, ale nie była naiwna. Zadawała pytanie, które teologia katolicka sama uznawała za najtrudniejsze, i proponowała rozwiązanie, które za cenę jedności Boga ratowało Jego dobroć.