Pieczęć Ordo Theia Philosophia
Gnostycyzm

Drugi Traktat Wielkiego Seta i Szymon Cyrenejczyk

Drugi Traktat Wielkiego Seta z siódmego kodeksu Nag Hammadi daje głos samemu Zbawicielowi, który twierdzi, że na krzyżu umarł ktoś inny, a on śmiał się z wysokości z niewiedzy archontów, i obejmuje tym śmiechem także biblijnych patriarchów, proroków i Mojżesza, uznanych za pośmiewisko.

Koptyjski rękopis Apokryfonu Jana
Koptyjski rękopis Apokryfonu Jana

Mowa Chrystusa pod imieniem Seta

Tytuł utworu wprowadza w błąd, jeśli oczekuje się po nim nauki o Secie jako niebiańskim przodku wybranych. W samym tekście Set nie występuje ani razu. Imię pojawia się wyłącznie w tytule umieszczonym na końcu, zgodnie z obyczajem koptyjskich kodeksów, a mówcą jest postać, która przedstawia się jako Chrystus, Syn Człowieczy. Nie wiadomo, dlaczego dzieło nazwano „drugim traktatem” ani co miałoby być pierwszym. Niektórzy przypuszczają, że tytuł nadał kopista lub kompilator, który chciał zaliczyć utwór do znanej mu grupy pism sethiańskich, inni sądzą, że w pewnych kręgach Set i Chrystus mogli być utożsamiani jako kolejne objawienia tego samego zbawcy. Żadna z tych hipotez nie wynika jednoznacznie z treści.

Forma utworu również jest nietypowa. Nie jest to dialog ani apokalipsa w ścisłym sensie, lecz długi monolog wygłoszony do „doskonałych i niezniszczalnych”, do braci i towarzyszy, którzy w świecie doznają prześladowań. Zbawiciel mówi o swoim pochodzeniu z wyżyn, o naradzie w zgromadzeniu niebieskim, o zstąpieniu do świata i wejściu w ciało, o zamieszaniu, jakie wywołał wśród archontów, o swojej rzekomej śmierci i o wspólnocie, którą zostawił. Ton jest polemiczny, chwilami szyderczy, chwilami liryczny. Mówca wyraźnie przeciwstawia swoją grupę innym chrześcijanom, a tekst można czytać jako manifest wspólnoty, która czuje się mniejszością ściganą przez tych, którzy uważają się za strażników imienia Chrystusa.

Za podstawowe opracowania uchodzą francuskie wydanie Louisa Painchauda w serii lavalskiej z 1982 roku oraz angielski przekład Gregory'ego Rileya w serii Nag Hammadi Studies. Datowanie greckiego oryginału zwykle umieszcza się w III wieku, choć niektórzy badacze proponują II wiek.

Ktoś inny na krzyżu

Najsłynniejszy fragment utworu dotyczy ukrzyżowania. Zbawiciel opowiada, że archonci i ich słudzy postanowili go zabić, ale nie zdołali, bo nie uczynili tego jemu, lecz innemu. To nie on pił żółć i ocet, lecz inny, ich ojciec. To nie on był bity trzciną. Ktoś inny, Szymon, niósł krzyż na ramieniu. Na kogoś innego włożyli koronę cierniową. On sam radował się na wysokości nad całym bogactwem archontów, nad potomstwem ich błędu i ich próżnej chwały, i śmiał się z ich niewiedzy.

Ten fragment jest jednym z najwyraźniejszych świadectw doketyzmu w literaturze gnostyckiej, czyli przekonania, że Zbawiciel nie cierpiał rzeczywiście w ciele. Imię Szymona pochodzi z ewangelii synoptycznych, gdzie Szymon z Cyreny zostaje przymuszony do niesienia krzyża Jezusa. W tradycji gnostyckiej wzmianka ta stała się punktem wyjścia do twierdzenia, że to właśnie Szymon zajął miejsce ofiary. Tekst nie mówi jednak wprost, że Szymon został ukrzyżowany, tylko że niósł krzyż, a jednocześnie wymienia „innego”, który pił żółć, był bity i nosił koronę. Nie jest jasne, czy chodzi o jedną postać, czy autor celowo łączy kilku zastępców w jeden obraz. Sformułowanie, że innym był „ich ojciec”, sugeruje, że cierpiał sam władca świata lub jego sługa, co odwracałoby sens całej sceny: ci, którzy chcieli zabić Zbawiciela, w rzeczywistości dręczyli swojego.

Śmiech, który zamyka ten opis, nie jest okrucieństwem wobec cierpiącego, lecz wyrazem wyższości nad mocami, które dały się oszukać. W wielu tekstach gnostyckich śmiech jest znakiem wiedzy: ten, kto zna prawdziwy porządek rzeczy, nie może brać na serio pretensji władców tego świata. Chrystus Drugiego Traktatu śmieje się dlatego, że widzi, jak archonci triumfują nad czymś, co nie jest nim, i jak ich zwycięstwo okazuje się porażką. Ten motyw łączy się z innym obrazem z utworu, w którym Zbawiciel opisuje swoje wejście w ciało jako zajęcie domu, z którego wypędził wcześniejszego mieszkańca, co wywołało przerażenie i chaos wśród władz.

Spór o rzeczywistość męki był w tym czasie żywy i miał długą historię. Już na początku II wieku Ignacy Antiocheński w listach do Tralleńczyków i Smyrneńczyków ostro zwalczał tych, którzy twierdzili, że Chrystus cierpiał tylko pozornie, i odpowiadał, że w takim razie pozorne byłyby także jego własne kajdany i zbliżające się męczeństwo. Ten argument dobrze pokazuje, o co toczyła się gra. Dla biskupa, który szedł na śmierć, cierpienie Chrystusa było wzorem i uzasadnieniem świadectwa krwi. Dla autora Drugiego Traktatu przeciwnie, prawdziwy Zbawiciel nie mógł zostać pochwycony przez władze, a ci, którzy uczynili z jego śmierci centrum wiary, czcili w gruncie rzeczy zwycięstwo archontów. Badacze zwracają też uwagę na pewne podobieństwo do sformułowania z czwartej sury Koranu, według którego Jezus nie został zabity ani ukrzyżowany, lecz tak się tylko wydawało, choć droga, którą motyw ten mógłby przejść do Arabii, pozostaje nieznana i nie należy jej przesądzać.

Galeria pośmiewisk

Drugim, równie charakterystycznym fragmentem jest długa seria zdań, w których mówca wylicza postaci biblijne i każdą określa tym samym słowem. Adam był pośmiewiskiem, bo został stworzony jako podobizna przez Hebdomadę, jakby był silniejszy od Zbawiciela i jego braci. Pośmiewiskiem byli Abraham, Izaak i Jakub, ponieważ Hebdomada nadała im imię ojców. Pośmiewiskiem był Dawid, którego syn został nazwany Synem Człowieczym, i pośmiewiskiem Salomon, który uważał się za Chrystusa. Pośmiewiskiem było dwunastu proroków, przedstawionych jako naśladowcy prawdziwych proroków. Pośmiewiskiem był Mojżesz, nazwany wiernym sługą i przyjacielem, który jednak nie znał prawdy. Na liście pojawia się także Jan Chrzciciel.

Fragment ten jest systematycznym zakwestionowaniem całej historii zbawienia zawartej w Biblii hebrajskiej. W wielu nurtach wczesnego chrześcijaństwa patriarchowie i prorocy byli przedstawiani jako poprzednicy Chrystusa, a ich słowa jako zapowiedzi jego przyjścia. Tutaj sytuacja zostaje odwrócona: wszystkie te postaci służyły nie najwyższemu Bogu, lecz Hebdomadzie, czyli władcy siedmiu niebios, i nie znały ani jego, ani prawdy. Ich godności, tytuły i honory nadane zostały przez władcę świata, a ich pośmiewiskiem jest właśnie to, że przyjęli je jako prawdziwe.

Kulminacją listy jest sam archont, który wypowiada słowa znane z Księgi Izajasza: Ja jestem Bogiem i nie ma innego poza mną. Także on był pośmiewiskiem, ponieważ, jak mówi tekst, jego słowa były kłamstwem. Ten motyw, znany z wielu tekstów sethiańskich, gdzie Jaldabaot przechwala się swoją wyłącznością i zostaje upomniany głosem z góry, nabiera tu szczególnie szyderczego zabarwienia. Archont nie jest groźnym tyranem, tylko głupcem, który nie wie, że nad nim istnieje coś wyższego.

Szyderstwo z patriarchów i proroków jest jednym z najbardziej radykalnych przejawów gnostyckiego stosunku do Biblii hebrajskiej. Nie jest to proste odrzucenie Starego Testamentu, jak u Marcjona, który uważał go za księgę innego, sprawiedliwego, ale niższego Boga. Jest to raczej demaskacja całej tradycji jako dzieła władz, które oszukały ludzi i siebie. Pośmiewisko nie oznacza, że patriarchowie byli złymi ludźmi, ale że ich wielkość była złudzeniem, powstałym z nieznajomości prawdziwego Boga.

Kościół naśladowców

Za tym polemicznym obrazem kryje się wyraźny konflikt wspólnotowy. Mówca żali się, że on i jego bracia są nienawidzeni i prześladowani nie tylko przez niewiedzących, ale także przez tych, którzy myślą, że rozwijają imię Chrystusa, choć sami są puści i nie wiedzą, kim są. Ci ludzie głoszą naukę o zmarłym człowieku i kłamstwa, które mają przypominać wolność i czystość doskonałego zgromadzenia. Wprowadzają strach, niewolę, troski świata i porzucone praktyki, a jednocześnie podporządkowują ludzi swojej władzy.

Wiele w tym fragmencie wskazuje na spór z Kościołem, który przyjmował dosłowne cierpienie i śmierć Jezusa jako fundament wiary i który wypracowywał struktury władzy, dyscyplinę i obrzędy. Dla autora Drugiego Traktatu taki Kościół jest naśladowaniem prawdziwej wspólnoty, kopią bez życia. Wyznawcy zmarłego człowieka nie rozumieją, że Chrystus nie umarł, i dlatego czczą coś, co nie ma związku z prawdziwym zbawieniem. Polemika ta pozwala zrozumieć, dlaczego doketyczna wizja ukrzyżowania była dla autora tak ważna. Nie chodziło tylko o problem teologiczny, ale o tożsamość wspólnoty, która nie mogła się zgodzić na to, by jej Zbawiciel był ofiarą władców tego świata.

Wesele i jedność doskonałych

W ostatniej części utworu ton się zmienia. Zamiast polemiki pojawia się obraz wspólnoty doskonałych, zjednoczonej w miłości i pokoju, przygotowanej na niebiańskie gody. Zbawiciel mówi o tajemnicy wesela, o komnacie weselnej, o jedności, w której jego bracia zostaną złączeni z nim i z Ojcem. Ten język, znany z tekstów walentyniańskich, gdzie komnata weselna oznacza ostateczne zjednoczenie duchowej części człowieka z jej niebiańskim odpowiednikiem, wskazuje na możliwy związek Drugiego Traktatu z szerszym kręgiem tradycji gnostyckich, nie tylko sethiańskich. Badacze zwracają uwagę na mieszany charakter utworu, w którym motywy różnego pochodzenia zostały połączone w jedną mowę.

Zakończenie łagodzi więc wrażenie, które pozostawia środkowa część. Szyderstwo z archontów i patriarchów nie jest celem samym w sobie, lecz przygotowaniem do obrazu prawdziwego zgromadzenia, które nie zna lęku ani zazdrości. Wspólnota, którą opisuje Zbawiciel, jest przeciwieństwem Kościoła naśladowców: nie ma w niej władzy, przymusu ani strachu, jest tylko wolność i radość z poznania. Śmiech nad krzyżem i śmiech nad pośmiewiskami stają się w tym świetle radością tych, którzy nie dali się zwieść i którzy wiedzą, że ich prawdziwe życie toczy się gdzie indziej.

Drugi Traktat Wielkiego Seta pozostaje jednym z najbardziej wyrazistych tekstów Biblioteki, przede wszystkim dlatego, że nie łagodzi swojej radykalności. Jego autor nie próbuje pogodzić gnozy z tradycją biblijną ani z teologią wielkiego Kościoła. Stawia sprawę jasno: prawdziwy Chrystus nie umarł, prawdziwa historia nie jest historią patriarchów, a prawdziwy Kościół to nie ci, którzy głoszą martwego człowieka. Właśnie ta bezkompromisowość czyni go cennym świadectwem napięć, jakie w II i III wieku towarzyszyły kształtowaniu się chrześcijańskiej tożsamości.