Pieczęć Ordo Theia Philosophia
Gnostycyzm

Eugnostos Błogosławiony i gnoza bez Chrystusa

Eugnostos Błogosławiony jest listem filozoficznym, w którym nie pada imię Jezusa, a jego przeróbka w Mądrości Jezusa Chrystusa pozwala zobaczyć z bliska, jak tekst niechrześcijańskiej spekulacji o niepoznawalnym Bogu i Nieśmiertelnym Człowieku zamieniono w objawienie Zmartwychwstałego.

Koptyjski rękopis Apokryfonu Jana
Koptyjski rękopis Apokryfonu Jana

Dwa rękopisy listu i dwie wersje dialogu

Wśród trzynastu kodeksów odnalezionych w 1945 roku pod Nag Hammadi znajdują się dwie kopie tego samego traktatu: trzeci utwór kodeksu III i pierwszy utwór kodeksu V. Obie są koptyjskie, obie przekładają zaginiony grecki oryginał, ale nie są identyczne. Wersja z kodeksu V jest bardziej zniszczona i w wielu miejscach różni się sformułowaniami, co świadczy o tym, że tekst krążył w więcej niż jednym przekładzie albo w więcej niż jednej redakcji. Nadawca przedstawia się na początku: „Eugnostos Błogosławiony do tych, którzy są jego. Radujcie się”. Imię oznacza po grecku mniej więcej „dobrze znający” albo „dobrze poznany” i może być pseudonimem.

Tuż za Eugnostosem w kodeksie III następuje utwór zatytułowany Mądrość Jezusa Chrystusa. Druga jego kopia znajduje się w Kodeksie Berlińskim, papirusie nabytym w Kairze w 1896 roku i wydanym dopiero w 1955 roku przez Waltera Tilla, a niewielki fragment greckiego oryginału przechował się w jednym z papirusów z Oksyrynchos. Mamy więc rzadki w badaniach nad gnozą zestaw: dwie wersje źródła i trzy świadectwa jego przeróbki, w tym jedno w oryginalnym języku. Douglas Parrott wydał w 1991 roku wszystkie te teksty synoptycznie, w kolumnach obok siebie, i od tego czasu zależność Mądrości od Eugnostosa należy do nielicznych ustaleń, co do których badacze są w zasadzie zgodni.

Sąsiedztwo w kodeksach też coś mówi. Kodeks III zawiera ponadto krótszą wersję Apokryfonu Jana, Ewangelię Egipcjan i Dialog Zbawiciela, a więc zestaw, w którym kosmogonia i objawienie Zbawiciela przeplatają się bez przerwy. Kodeks V otwiera Eugnostos, a dalej następują apokalipsy: Pawła, dwie Jakuba i Adama. Ktoś, kto kompletował te księgi, nie traktował listu jako tekstu obcego. Umieszczał go wśród pism, które uważał za pokrewne, niezależnie od tego, że Chrystus się w nim nie pojawia.

Jest jeszcze jeden ślad tego imienia. W kolofonie Ewangelii Egipcjan, czyli traktatu zwanego również Świętą Księgą Wielkiego Niewidzialnego Ducha, który omawia osobny esej, kopista pisze o sobie: „Eugnostos umiłowany w Duchu, w ciele zaś moje imię brzmi Gongessos”. Nie wiadomo, czy to ten sam Eugnostos, czy pisarz przyjął imię autora szanowanego listu. Wiadomo tylko, że w kręgu użytkowników tych kodeksów imię Eugnostosa coś znaczyło.

List przeciw filozofom

Eugnostos zaczyna się od polemiki, która od razu ustawia jego ambicję. Autor przypomina, że wszyscy ludzie urodzeni od założenia świata badali Boga i porządek świata, ale nie znaleźli prawdy. Filozofowie, jak pisze, wypowiadali trzy opinie o tym, jak świat jest kierowany: jedni twierdzili, że porusza się sam z siebie, inni, że kieruje nim opatrzność, inni, że los. Żadna z tych opinii nie jest prawdziwa. Autor zna więc szkolną doksografię, która w czasach hellenistycznych zestawiała epikurejski automatyzm, stoicką opatrzność i astrologiczny fatalizm, i chce przedstawić czwartą drogę, opartą nie na rozumowaniu, lecz na objawieniu tego, co jest ponad światem.

Sama forma listu ma znaczenie. Listy dydaktyczne były w szkołach filozoficznych starożytności uznanym sposobem przekazywania nauki uczniom: Epikur pisał do swoich zwolenników zwięzłe streszczenia systemu, a w środowisku chrześcijańskiej gnozy II wieku podobną formę ma List Ptolemeusza do Flory. Eugnostos należy do tej rodziny. Pisze do kręgu, który zna, z pozycji nauczyciela, który porządkuje wiedzę, i nie udaje, że przekazuje objawienie otrzymane w wizji. Właśnie ten trzeźwy, szkolny ton odróżnia go od apokalips, wśród których się znalazł.

Ta droga zaczyna się od teologii negatywnej, która należy do najstaranniej sformułowanych w literaturze z Nag Hammadi. Ten, Który Jest, jest niewypowiedziany; żaden początek go nie poznał, bo jest nieśmiertelny i wieczny, nie ma imienia, bo kto ma imię, jest stworzeniem innego. Nie ma ludzkiej postaci, bo kto ma ludzką postać, jest stworzeniem innego. Autor gromadzi zaprzeczenia w długich, rytmicznych seriach, które przypominają zarówno platońskie wykłady o pierwszej zasadzie, jak i żydowską ostrożność wobec obrazu Boga. Przy całej tej negacji Bóg nie jest jednak martwą abstrakcją: jest pełen radości i spoczywa w sobie, a wszystko, co z niego wychodzi, jest wyrazem tej radości.

Ojciec w lustrze i Nieśmiertelny Człowiek

Z niepoznawalnej zasady wyłania się kolejno kilka postaci. Pierwszą jest Ojciec, który sam siebie zrodził, zwany Praojcem; ukazuje się w sobie jak w lustrze, a jego odbicie staje się początkiem dalszych istot. Obraz lustra pojawia się w tradycji gnostyckiej często i zawsze ma tę samą funkcję: pozwala opisać, jak jedno staje się dwoistym bez utraty jedności.

Następnie pojawia się Nieśmiertelny Człowiek, androgyniczny, o męskim imieniu, które tekst podaje jako „Zrodzony Doskonały Umysł”, i o żeńskim imieniu Wszechmądra Zrodzicielka Sofia. Z niego wywodzi się Syn Człowieczy, nazywany Pierwszym Rodzicielem, a od niego Zbawiciel, któremu towarzyszy żeńska Pistis Sofia. Każda z tych postaci ma swoje eony, moce i zastępy aniołów, a ich liczby, dwunastka, siedemdziesiąt dwa, trzysta sześćdziesiąt, układają się w wyraźny wzór, który badacze łączą z rachubą kalendarzową miesięcy i dni roku.

Ta sekwencja jest niezwykle interesująca jako materiał do porównań. „Człowiek” jako imię boskiej postaci występuje w wielu systemach gnostyckich, a także w żydowskich spekulacjach o pierwszym Adamie i w hermetycznym Poimandresie. „Syn Człowieczy” nawiązuje do wizji z Księgi Daniela i do apokaliptyki żydowskiej. Sofia jest postacią z żydowskiej literatury mądrościowej. Nic z tego nie wymaga chrześcijańskiego kontekstu, a w każdym razie autor żadnego chrześcijańskiego kontekstu nie przywołuje: Syn Człowieczy jest u niego postacią kosmiczną, nie Jezusem z Nazaretu, a Zbawiciel jest eonem, który nie ma ziemskiej historii.

List kończy się zapowiedzią, którą łatwo przeoczyć, a która okaże się kluczem do jego późniejszych losów. Autor pisze, że to, co przekazał, wystarczy, dopóki nie objawi się ten, który nie potrzebuje nauczyciela, i on powie im wszystko w radości i czystym poznaniu. Zdanie to ma charakter zapowiedzi kogoś przyszłego. Można je rozumieć jako oczekiwanie mesjańskie, jako wskazanie na wewnętrzne oświecenie albo jako retoryczne zamknięcie. Dla chrześcijańskiego redaktora było zaproszeniem.

Przeróbka: jak list stał się dialogiem

Mądrość Jezusa Chrystusa zachowuje większą część tekstu Eugnostosa, ale zmienia jego ramę i porządek. Zamiast listu otrzymujemy scenę po zmartwychwstaniu: dwunastu uczniów i siedem kobiet zbiera się w Galilei na górze, którą tekst nazywa górą „Dywinacji i Radości”. Ukazuje im się Zbawiciel, nie w dawnej postaci, lecz jako niewidzialny duch, w kształcie wielkiego anioła światła. Uczniowie zadają pytania, zwykle zaczynające się od imienia pytającego: Filip, Mateusz, Tomasz, Bartłomiej, Maria. Zbawiciel odpowiada, a jego odpowiedzi są w dużej części dosłownymi cytatami z Eugnostosa, podzielonymi na krótsze odcinki.

Ta technika daje dziś badaczom rzadki wgląd w warsztat redaktora. Widzimy, jak list zostaje rozcięty i rozpisany na role, jak odwołania do „was”, do adresatów listu, zamieniają się w odpowiedzi skierowane do apostołów, i jak postać Zbawiciela, w Eugnostosie tylko jednego z eonów, zostaje utożsamiona z mówiącym Chrystusem. Zapowiedź tego, który nie potrzebuje nauczyciela, spełnia się w samej scenie: przybył i mówi.

Redaktor nie poprzestał na zmianie ramy. Dopisał materiał, którego w Eugnostosie nie ma: opowieść o kropli światła z wyższego świata, która spadła w obszar chaosu i została uwięziona przez Wszechmocnego, władcę niższego świata, oraz o przyjściu Zbawiciela, który ma ją uwolnić i rozerwać więzy archontów. To właśnie mit o upadku i odkupieniu, bez którego Eugnostos doskonale się obywał, a który w nowej wersji staje się sensem całego objawienia. Spokojna, niemal kontemplacyjna kosmologia listu zostaje przekształcona w dramat zbawienia.

Czy niechrześcijańskie znaczy przedchrześcijańskie

Przypadek Eugnostosa odegrał ważną rolę w XX-wiecznym sporze o pochodzenie gnozy. Jeśli tekst o wyraźnie gnostyckim profilu nie zawiera żadnych chrześcijańskich elementów, a chrześcijańska wersja jest od niego zależna, to przynajmniej w tym jednym przypadku można pokazać, że gnostycka spekulacja istniała niezależnie od chrześcijaństwa i została przez nie przejęta. Parrott sugerował dla Eugnostosa bardzo wczesną datę, być może jeszcze sprzed naszej ery, i Egipt jako miejsce powstania; inni badacze umieszczają go w I lub II wieku po Chrystusie.

Trzeba jednak rozróżnić dwie tezy. To, że Eugnostos jest niechrześcijański, wynika z treści. To, że jest przedchrześcijański, czyli starszy od chrześcijaństwa, jest hipotezą wymagającą osobnych argumentów, a te argumenty są słabsze. Tekst mógł powstać w środowisku żydowskim lub pogańskim w czasach, gdy chrześcijaństwo już istniało, ale nie interesowało autora. Mógł też zostać świadomie oczyszczony z chrześcijańskich odniesień, choć ta możliwość wydaje się mniej prawdopodobna wobec konsekwencji całego tekstu. Hans-Martin Schenke i inni badacze związani z berlińskim środowiskiem badań koptyjskich wykorzystywali ten przypadek jako argument za istnieniem gnozy niezależnej od Kościoła; ich krytycy odpowiadali, że jeden list nie wystarczy do odtworzenia całego ruchu, a niechrześcijański tekst wcale nie musi pochodzić z ruchu gnostyckiego w ścisłym sensie, bo równie dobrze mieści się w szerokim nurcie platonizującej spekulacji żydowskiej. Nie wiemy też, kim byli „ci, którzy są jego”: szkołą filozoficzną, kręgiem religijnym czy po prostu fikcyjnymi adresatami.

Niezależnie od tych rozstrzygnięć Eugnostos uczy czegoś ważnego o całej literaturze z Nag Hammadi. Kodeksy z IV wieku, w których przetrwał, są chrześcijańskie i były czytane przez chrześcijan, ale teksty w nich zebrane mają różne pochodzenie i przeszły różne drogi. Niektóre od początku były chrześcijańskie, inne, jak ten list, zostały do chrześcijaństwa włączone przez komentarz, przeróbkę albo samo umieszczenie w kodeksie obok tekstów jawnie chrześcijańskich. Czytając Eugnostosa obok Mądrości Jezusa Chrystusa, widzimy ten proces nie jako teorię, lecz jako zapis na papirusie: ten sam opis niepoznawalnego Boga raz wysyła list do swoich, raz przemawia ustami Zmartwychwstałego na galilejskiej górze.