Ewangelia Prawdy i radosna wieść o poznaniu Ojca
Ewangelia Prawdy z Nag Hammadi nie opowiada dziejów Jezusa ani nie wykłada kosmologii, lecz jest medytacyjną homilią o niewiedzy jako mgle i koszmarze sennym, z którego poznanie Ojca budzi duszę; jej obrazy żywej księgi i imienia Syna mają sens liturgiczny, a autorstwo Walentyna pozostaje hipotezą.

Tekst bez tytułu, który sam się nazywa
Wśród pism odnalezionych pod Nag Hammadi niewiele jest tak trudnych do zaklasyfikowania jak utwór, który nowożytni wydawcy nazwali Ewangelią Prawdy. Rękopis nie podaje tytułu; nazwa pochodzi od pierwszych słów tekstu: „Ewangelia prawdy jest radością dla tych, którzy otrzymali od Ojca prawdy łaskę poznania Go”. Zachował się w dwóch kopiach koptyjskich. Pełniejsza, w dialekcie lykopolitańskim, stanowi trzeci traktat Kodeksu I, nazywanego Kodeksem Junga; druga, w dialekcie saidzkim, przetrwała w Kodeksie XII w postaci nielicznych, poszarpanych kart. Pierwotnym językiem była niemal na pewno greka, a powstanie utworu umieszcza się zwykle w połowie II wieku.
Mimo słowa „ewangelia” nie jest to ewangelia w sensie gatunku znanego z kanonu. Nie ma tu narracji o narodzinach, cudach i męce, nie ma przypowieści ułożonych w ciąg wydarzeń. Euangelion oznacza w tym tekście to, co znaczyło pierwotnie: dobrą nowinę, ogłoszenie radości. Treścią tej nowiny nie jest jednak opowieść, lecz stan – przejście od zapomnienia do pamięci, od trwogi do spoczynku. Dlatego badacze najczęściej opisują utwór jako homilię albo medytację, kazanie wygłaszane do wspólnoty, która zna już podstawowe pojęcia i nie potrzebuje ich definicji. Autor nie argumentuje w sposób szkolny; krąży wokół kilku obrazów, powraca do nich, rozwija je i pozwala, by rytm zdań działał na słuchacza tak samo jak ich sens.
Ta forma ma znaczenie dla lektury. Kto szuka w Ewangelii Prawdy systemu, znajdzie aluzje: do Pełni, do eonów, do Ojca niepojętego. Lecz aluzje te pozostają w tle, jak znane wszystkim imiona, o których nie trzeba opowiadać. Pierwszy plan zajmuje psychologia duchowa, opis tego, co dzieje się z człowiekiem, który nie zna swego źródła, i tego, co się z nim dzieje, gdy je pozna.
Mgła Błędu i praca niewiedzy
Kluczowa scena utworu dotyczy początku zła, ale opowiedziana jest tak, by zło nie zyskało realności. Wszystko szukało Tego, od którego wyszło, a ponieważ go nie znało, niewiedza wywołała trwogę i lęk. Trwoga zgęstniała „jak mgła”, tak że nikt nie mógł widzieć. Z tej mgły powstał Błąd, po grecku Plane, który zaczął działać we własnej materii, „w pustce”, kształtując twór zastępczy w miejsce prawdy. Autor podkreśla, że Błąd nie zna prawdy, a jego dzieło jest nicością przybraną w piękno. Personifikacja przypomina mitologiczne postaci innych tekstów gnostyckich, lecz jej funkcja jest odmienna: nie służy opisowi kosmicznego dramatu, ale wyjaśnia, dlaczego niewiedza ma władzę, choć sama jest niczym.
Stąd jedna z najważniejszych tez homilii: skoro zapomnienie powstało, ponieważ nie znano Ojca, to z chwilą poznania Ojca zapomnienie przestaje istnieć. Nie trzeba go pokonywać w walce; wystarczy, że zniknie jego przyczyna. Tekst ilustruje to porównaniem z ciemnością, która rozprasza się, gdy pojawia się światło, i z brakiem, który znika, gdy nadchodzi pełnia. Zło ma tu status niedoboru, nie przeciwnej substancji. W tym sensie Ewangelia Prawdy jest jednym z najbardziej optymistycznych tekstów całego zbioru: rzeczywistość zła jest rzeczywistością pomyłki, a pomyłka nie może przetrwać zetknięcia z prawdą.
Pojawia się również obraz, który z czasem stał się emblematem całego utworu: poznanie jest rozwiązaniem, a niewiedza – brakiem formy. Ten, kto zna, zostaje „zebrany” z rozproszenia w jedność. Autor mówi o oczyszczeniu z wielości, o pochłonięciu materii „jak ognia” w jedności, o tym, że każdy otrzyma siebie samego. Są to sformułowania na pograniczu filozoficznej spekulacji i doświadczenia modlitewnego; nie wymagają od słuchacza wiary w konkretną mitologię, lecz zapraszają do rozpoznania pewnego stanu wewnętrznego.
Koszmar senny i przebudzenie
Najbardziej sugestywny fragment homilii opisuje niewiedzę jako zły sen. Ci, którzy nie znali Ojca, żyli jak ludzie pogrążeni w nocnych majakach. Tekst wylicza, czego doświadczają: uciekają, nie wiedząc dokąd, zostają odepchnięci przy pościgu, zadają ciosy i sami je otrzymują, spadają z wysokości albo unoszą się w powietrzu bez skrzydeł, czasem wydaje im się, że ktoś ich zabija, choć nikt ich nie ściga, czasem sami mordują sąsiadów i plamią się ich krwią. Potem przychodzi przebudzenie, a wraz z nim spostrzeżenie, że wszystko to było niczym. Śniący, który się zbudził, odrzuca widziadła jak noc i nie przywiązuje do nich wagi.
Siła tego obrazu polega na tym, że nie potępia ludzi pogrążonych w niewiedzy. Ofiara koszmaru nie jest winna jego treści; jest raczej godna współczucia. Zarazem obraz odbiera światu przemocy i lęku ostateczną powagę. To, co w śnie wydawało się sprawą życia i śmierci, okazuje się bez znaczenia w chwili, gdy otwierają się oczy. Autor nie mówi, że zło nie boli; mówi, że nie ma ostatniego słowa. Poznanie nie jest więc nagromadzeniem informacji, lecz zmianą poziomu świadomości, podobną do przejścia od snu do jawy.
W tym miejscu najwyraźniej widać medytacyjny charakter utworu. Homilia nie dowodzi, że świat jest snem, lecz prowadzi słuchacza ku doświadczeniu, w którym dawne lęki tracą ciężar. Szczęśliwy jest ten, kto powrócił do siebie i się przebudził, mówi tekst, i szczęśliwy ten, kto otworzył oczy ślepym. Przebudzenie ma bowiem wymiar wspólnotowy: kto poznał, ma mówić o prawdzie tym, którzy jej szukają, umacniać potykających się, wyciągać rękę do chorych. Z pozornie indywidualnej mistyki wynika etyka posługi.
Żywa księga przybita do drzewa
Drugim wielkim obrazem homilii jest księga. W sercach wybranych objawiła się „żywa księga żyjących”, zapisana w myśli i umyśle Ojca, istniejąca przed założeniem wszechrzeczy. Nikt nie mógł jej wziąć, bo była przeznaczona dla tego, kto zostanie za nią zabity. Jezus przyjął tę księgę na siebie, został przybity do drzewa i ogłosił na krzyżu edykt Ojca. Autor gra tu podwójnym znaczeniem obrazu: rzymskie rozporządzenia wywieszano publicznie, a testament otwierano dopiero po śmierci testatora. Krzyż staje się więc tablicą ogłoszeń, na której wywieszono wolę Ojca, a śmierć Jezusa – warunkiem otwarcia testamentu.
Ten fragment świadczy, że Ewangelia Prawdy nie unieważnia męki. Przeciwnie, poświęca jej strofy pełne tkliwości: Jezus „uniżył się aż do śmierci”, choć okryty był życiem wiecznym, zdjął z siebie zniszczalne łachmany i przyodział się w niezniszczalność. Obraz pozostaje jednak w służbie głównej tezy: śmierć Zbawiciela jest aktem objawienia, a jego owocem jest odczytanie księgi. Kto ją czyta, odnajduje w niej własne imię. Księga żyjących zawiera bowiem imiona tych, którzy zostali wezwani, a każdy z nich jest literą, nie samogłoską czy spółgłoską w zwykłym sensie, lecz literą prawdy, którą mogą wymawiać jedynie ci, którzy ją znają.
Motyw imienia wpisanego w księgę prowadzi do opisu wezwania. Ten, kto zna, słyszy, gdy zostaje zawołany, odpowiada i zwraca się ku Temu, który go woła. Zna swoje pochodzenie i swój cel, wie, skąd przyszedł i dokąd idzie, jak człowiek, który był pijany, a teraz wytrzeźwiał. Tu znów pojawia się charakterystyczna dla homilii przewaga obrazu nad pojęciem: poznanie jest słuchem, rozpoznaniem głosu, powrotem do domu.
Imię Ojca, którym jest Syn
Ostatnia część utworu rozwija spekulację o imieniu, należącą do najbardziej wyrafinowanych stron całej literatury z Nag Hammadi. „Imieniem Ojca jest Syn”, stwierdza autor. Ojciec nie ma nazwy, która by Go uchwyciła, bo jest niepojęty; lecz zrodził Syna i dał Mu swoje imię, a Syn je objawia. Imię nie jest więc słowem dodanym z zewnątrz do rzeczywistości, lecz samą rzeczywistością Ojca udzieloną komuś innemu. Nie zostało wymyślone; zostało zrodzone. W ten sposób homilia łączy chrystologię z teologią języka: kto przyjmuje Syna, przyjmuje imię, a kto przyjmuje imię, zostaje włączony w samo życie Tego, który je nosi.
Z tą spekulacją łączą się końcowe opisy spoczynku. Ci, którzy poznali, odpoczywają w Ojcu, nie mają w sobie zazdrości ani jęku, nie zstępują do otchłani, nie męczą się szukaniem prawdy, bo sami są prawdą. Homilia kończy się w tonie bliskim hymnowi, a w opisie Ojca jako wonności, która przenika wszystko i przyciąga ku sobie, oraz w przypowieściach o owcach i o naczyniach słychać rozważanie raczej niż spór. Przypowieść o stu owcach zostaje odczytana przez starożytny sposób liczenia na palcach: do dziewięćdziesięciu dziewięciu liczono na lewej ręce, setka przechodziła na prawą. Odnalezienie zagubionej owcy przenosi więc całość z lewicy na prawicę, ze stanu niedoboru do pełni.
Walentyn czy jego uczniowie
Pytanie o autora towarzyszy tekstowi od pierwszego wydania z 1956 roku. Punktem wyjścia jest świadectwo Ireneusza z Lyonu, który w Adversus haereses III 11,9 pisze, że walentynianie bez żadnych oporów przedstawiają własne pisma i chlubią się posiadaniem więcej ewangelii, niż jest ich w rzeczywistości. Dodaje, że mają utwór niedawno ułożony, nazywany Ewangelią Prawdy, który w niczym nie zgadza się z ewangeliami apostołów. Pierwsi wydawcy koptyjskiego tekstu uznali, że to właśnie ten utwór, i przypisali go samemu Walentynowi, nauczycielowi aleksandryjskiemu działającemu w Rzymie w połowie II wieku. Za taką atrybucją przemawiać miała wysoka jakość literacka, bliskość do zachowanych fragmentów Walentyna oraz brak rozbudowanej mitologii, typowej dla późniejszych uczniów.
Żaden z tych argumentów nie jest rozstrzygający. Ireneusz podaje jedynie tytuł, nie cytuje treści, a słowa „ewangelia prawdy” z incipitu mogły zostać użyte także w innych utworach. Podobieństwa stylistyczne do kilku krótkich fragmentów Walentyna, zachowanych głównie u Klemensa Aleksandryjskiego, są sugestywne, lecz materiał porównawczy jest bardzo skąpy. Niektórzy badacze wskazywali ponadto, że homilia wydaje się zakładać system walentyniański w już rozwiniętej postaci, inni – przeciwnie – że reprezentuje stadium wcześniejsze, sprzed systematyzacji Ptolemeusza. Ostrożne stanowisko, przyjmowane dziś w wielu opracowaniach, uznaje tekst za walentyniański lub bliski środowisku walentyniańskiemu, a autorstwo samego Walentyna – za hipotezę możliwą, ale niedowiedzioną.
Spór o autora nie zmienia natury utworu. Ewangelia Prawdy pozostaje świadectwem chrześcijańskiej pobożności, w której centrum stoi radość poznania. Jej język, nasycony Pismem, a zarazem swobodny wobec niego, pokazuje, że granice między „ortodoksją” a „herezją” w II wieku przebiegały w innym miejscu, niż sugerowały późniejsze polemiki. Dla czytelnika szukającego duchowego sensu tradycji najcenniejsze jest to, że homilia mówi o zbawieniu bez groźby: jako o przebudzeniu, po którym koszmar nie wraca, i o imieniu, które czeka na tego, kto zechce je usłyszeć.
