Pieczęć Ordo Theia Philosophia
Gnostycyzm

Borboryci u Epifaniusza i problem oskarżeń o rozpustę

Relacja Epifaniusza z Salaminy w dwudziestym szóstym rozdziale Panarionu o egipskich gnostykach, zwanych między innymi borborytami, i o ich rzekomych obrzędach seksualnych jest klasycznym przypadkiem, w którym herezjolog splata osobiste doświadczenie, zasłyszaną plotkę i odwieczny topos oskarżeń wobec religijnych mniejszości.

Gnostycki gem z postacią Abraxasa
Gnostycki gem z postacią Abraxasa

Grupa o wielu imionach

Rozdział, który Epifaniusz poświęca „gnostykom” w ścisłym sensie, zaczyna się od problemu nazewnictwa. Ci sami ludzie, pisze autor, nazywani są w różnych krajach różnie: w jednym miejscu fibionitami, w innym stratiotykami, lewitami, zacheuszami, kodianami, barbelitami, a w Egipcie borborytami. To ostatnie miano wywodzi się od greckiego słowa oznaczającego błoto lub nieczystość i jest bez wątpienia przezwiskiem nadanym przez przeciwników, a nie nazwą, jaką grupa nadała sobie sama. Już ten wstęp ostrzega czytelnika, że ma do czynienia z kategorią zbiorczą: z workiem, do którego herezjolog wrzuca różne wspólnoty, łącząc je według podobieństw, które sam uznał za istotne.

Epifaniusz opisuje też ich mitologię i literaturę. Mówi o Barbelo, o archontach rządzących niebiosami, o Jaldabaocie i o Sabaocie, któremu niektórzy mieli przypisywać postać osła albo świni. Wymienia księgi, które ci gnostycy czytali: Pytania Marii, większe i mniejsze, Ewangelię Ewy, pisma przypisywane Setowi, księgę o Norii, żonie Noego, a także Ewangelię Filipa, której cytowany przez niego fragment nie pokrywa się z tekstem znanym z Nag Hammadi. Część tych informacji brzmi wiarygodnie, bo zgadza się z tym, co wiemy o literaturze setiańskiej i barbelognostyckiej z innych źródeł. To właśnie ta wiarygodność w szczegółach sprawia, że cała relacja jest tak trudna do oceny.

Młodzieniec w Egipcie

Wyjątkowość rozdziału polega na tym, że Epifaniusz występuje w nim jako świadek. Opowiada, że w młodości, w czasie pobytu w Egipcie, zetknął się z członkiniami tej grupy, które próbowały go pozyskać. Były to, jak pisze, kobiety piękne z wyglądu, lecz w duszy ohydne, które przekazywały mu naukę i dawały do czytania swoje księgi, a zarazem usiłowały go uwieść. Młody mnich, wspierany według własnych słów przez łaskę Bożą, oparł się pokusie, a następnie zgłosił sprawę miejscowym biskupom, wskazując imiona ukrytych członków sekty. W rezultacie około osiemdziesięciu osób miało zostać usuniętych z miasta.

Ta scena jest skonstruowana z dużą świadomością literacką. Ma wszystkie cechy opowieści o pokusie świętego: niebezpieczne kobiety, tajemne księgi, młodzieńczą czystość, ocalenie dzięki Bogu i triumf prawdy. Jednocześnie jest bardzo konkretna, a Epifaniusz nie miał oczywistego powodu, by wymyślać samą obecność gnostyków w Egipcie, gdzie literatura tego rodzaju rzeczywiście krążyła, jak dowodzą późniejsze odkrycia. Rozsądnie jest więc przyjąć, że autor rzeczywiście zetknął się z jakąś grupą, czytał jej księgi i rozmawiał z jej członkami. Pytanie dotyczy tego, co z tego kontaktu naprawdę wynikało, a co dopisał później, porządkując wspomnienia według wymagań gatunku.

Trzeba też zauważyć, że opowieść o uwodzeniu jest u Epifaniusza ściśle połączona z oskarżeniem o rozpustę. Kobiety nie tylko głoszą naukę, ale same są jej wcieleniem: to, czego uczą, i to, co robią, okazuje się jednym. W ten sposób relacja świadka przechodzi niepostrzeżenie w opis rytuału, którego autor, przynajmniej według jego własnych słów, nigdy nie widział na własne oczy.

Obrzęd w opisie herezjologa

Opis praktyk, który następuje, należy do najbardziej drastycznych tekstów w całej literaturze polemicznej starożytności. Według Epifaniusza członkowie grupy rozpoznają się po umówionym znaku przy powitaniu, urządzają wspólne uczty, a po nich mąż ustępuje żonę współwyznawcy. Akt seksualny ma prowadzić do obrzędu, w którym nasienie ofiarowuje się jako ciało Chrystusa, a krew miesięczną jako jego krew. Autor dodaje oskarżenie o przerywanie ciąży i o spożywanie płodu w rytualnym posiłku, a całość uzasadnia nauką o zbieraniu rozproszonej mocy, która w nasieniu i krwi miałaby być uwięziona i którą trzeba wyzwolić, by wróciła do wyższego świata.

To teologiczne uzasadnienie jest elementem najbardziej intrygującym. Idea rozproszonej mocy światła, którą należy zgromadzić i odesłać ku górze, rzeczywiście występuje w tekstach gnostyckich, choć zwykle w kontekście wyraźnie ascetycznym: zgromadzenie światła wymaga właśnie powstrzymania się od płodzenia, które dalej rozprasza duszę w materii. Epifaniusz mógł więc znać prawdziwy element doktryny i odczytać go w sposób skrajnie dosłowny, albo zetknąć się z grupą, która rzeczywiście wyprowadziła z niego wnioski rytualne. Obie możliwości są logicznie dopuszczalne i żadna nie daje się udowodnić.

Epifaniusz sam podsuwa tekst, który pozwala zobaczyć ten mechanizm. Z Ewangelii Ewy przytacza fragment, w którym głos objawienia mówi do słuchacza, że jest nim, a on jest nim, że jest rozsiany we wszystkim i że kto go zbiera, ten zbiera samego siebie. W tym brzmieniu słowa te przypominają raczej mistyczną naukę o tożsamości jaźni z boskim światłem niż instrukcję obrzędu. W interpretacji herezjologa „zbieranie” zyskuje jednak sens cielesny i dosłowny. Granica między metaforą a praktyką, która dla czytelnika tekstu religijnego zawsze jest trudna, zostaje tu przekroczona w jednym kierunku i bez wahania.

Wymowne jest świadectwo pochodzące z wnętrza tradycji gnostyckiej. W koptyjskiej Pistis Sophia Jezus wymienia jako grzech szczególnie ciężki praktykę spożywania nasienia i krwi miesięcznej, potępiając tych, którzy twierdzą, że w ten sposób zdobywają wiarę. Tekst ten pokazuje dwie rzeczy jednocześnie. Po pierwsze, przynajmniej niektórzy gnostycy uważali takie praktyki za ohydę i nie mieli z nimi nic wspólnego. Po drugie, sama potrzeba ich potępienia może wskazywać, że ktoś je praktykował albo że przynajmniej krążyły pogłoski, przeciw którym trzeba było się odciąć. Badacze tacy jak Stephen Benko, który w 1967 roku poświęcił fibionitom osobne studium, skłaniali się ku uznaniu jakiegoś historycznego rdzenia relacji, inni uważają ją przede wszystkim za konstrukcję polemiczną.

Długa pamięć oskarżeń

Aby ocenić tekst Epifaniusza, trzeba umieścić go w dziejach oskarżeń, które sięgają daleko przed chrześcijaństwo i daleko poza nie wychodzą. Liwiusz w opisie afery bachanaliów z 186 roku przed Chrystusem przedstawia tajne zgromadzenia, w których młodych ludzi zmuszano do rozpusty, a opornych zabijano. Salustiusz przypisuje spiskowcom Katyliny przysięgę przypieczętowaną piciem ludzkiej krwi. W II wieku po Chrystusie te same zarzuty skierowano przeciw chrześcijanom: apologeci, tacy jak Atenagoras, musieli odpierać oskarżenia o uczty tyestejskie i związki edypowe, czyli o kanibalizm i kazirodztwo. W Oktawiuszu Minucjusza Feliksa poganin Cecyliusz opisuje chrześcijańską ucztę, podczas której pies przewraca lampę, a w ciemności uczestnicy łączą się bez wyboru, oraz inicjację polegającą na zabiciu niemowlęcia ukrytego w mące.

Struktura tych opowieści jest uderzająco stała. Grupa spotyka się nocą lub w ukryciu, posiada tajną naukę, przekracza normy seksualne, często z elementem kazirodztwa lub wymiany partnerów, i popełnia zbrodnię na dziecku lub płodzie, której owoc spożywa. Każdy z tych elementów wyraża lęk wspólnoty wobec tego, co obce i niewidoczne: skoro nie wiemy, co robią w zamknięciu, musi to być najgorsze, co potrafimy sobie wyobrazić. Gdy chrześcijaństwo stało się religią dominującą, ten sam repertuar zwrócono przeciw tym, których uznano za heretyków. W XI wieku kronikarz opisujący proces heretyków w Orleanie w 1022 roku powtórzył niemal dosłownie motyw nocnych orgii i prochów spalonego dziecka.

Do tego samego repertuaru należy motyw, który Epifaniusz przytacza z księgi nazywanej Narodzinami Marii. Zachariasz miał w niej ujrzeć w świątyni postać o kształcie osła i za to objawienie ponieść śmierć. Oskarżenie o czczenie osła miało w starożytności długą historię: Józef Flawiusz polemizował z Apionem, który przypisywał je Żydom, Tacyt powtarzał podobną pogłoskę, a Tertulian wspomina, że pogardliwe wyobrażenia boga z oślim łbem kierowano także przeciw chrześcijanom. W przypadku literatury gnostyckiej motyw ten może mieć rzeczywiste zakorzenienie w obrazach archontów o zwierzęcych twarzach, ale jego obecność w relacji Epifaniusza pokazuje, jak łatwo autentyczne obrazy splatały się ze starymi stereotypami.

Relacja o borborytach doskonale pasuje do tej struktury. Ma nocne uczty, wymianę żon, profanację najświętszego obrzędu i zbrodnię na nienarodzonym dziecku. Jedyną nowością jest teologiczne uzasadnienie, które nadaje opisowi pozór dokumentu. Właśnie dlatego historyk musi postępować szczególnie ostrożnie: autentyczne elementy doktryny mogły zostać wplecione w schemat tak stary, że sam schemat zaczął wyglądać na fakt.

Między świadectwem a stereotypem

Co więc można powiedzieć o borborytach z jakąkolwiek pewnością? Wydaje się prawdopodobne, że w Egipcie IV wieku istniały wspólnoty czytające literaturę setiańską lub pokrewną, posługujące się imionami Barbelo i Jaldabaota, posiadające własne ewangelie i nauczające o zbieraniu rozproszonego światła. Wydaje się też prawdopodobne, że Epifaniusz zetknął się z nimi osobiście i że ich kontakt z nim zakończył się wyrzuceniem kilkudziesięciu osób z miasta. Znacznie mniej pewne jest wszystko, co dotyczy rytuałów, a w szczególności spożywania płodu, które należy do najstarszej warstwy oskarżeń i nie ma potwierdzenia w żadnym niezależnym źródle.

Przypadek ten jest pouczający szczególnie dla dziejów ezoteryki, w której oskarżenia o rozpustę i zbrodnie rytualne będą wracać wielokrotnie: wobec katarów, templariuszy, czarownic, a w czasach nowożytnych wobec rozmaitych tajnych stowarzyszeń. Za każdym razem pojawia się ta sama trudność. Źródła pochodzą od przeciwników, zawierają niektóre szczegóły zgodne z rzeczywistością i wiele elementów zgodnych z odwiecznym wzorem lęku. Odrzucenie wszystkiego byłoby naiwnością odwrotną do przyjęcia wszystkiego.

Epifaniusz zostawił nam więc tekst podwójnie cenny. Jest on źródłem do poznania egipskiej gnozy, choć zniekształconym, i zarazem jednym z najbardziej przejrzystych przykładów, jak działa wyobraźnia herezjologa. Uważna lektura nie pozwala odpowiedzieć na pytanie, co naprawdę działo się w domach owych osiemdziesięciu wygnanych, ale pozwala zrozumieć, dlaczego biskup z Cypru był przekonany, że wie to dokładnie.