Apokalipsa Pawła z Nag Hammadi i starzec siódmego nieba
Koptyjska Apokalipsa Pawła z piątego kodeksu Nag Hammadi rozwija skromną wzmiankę z Drugiego Listu do Koryntian w podróż przez dziesięć niebios, w której apostoł ogląda sąd nad duszami i przechodzi obok starca zasiadającego na tronie siódmego nieba, nie uznając w nim swego Boga.

Od trzeciego nieba do dziesiątego
W Drugim Liście do Koryntian Paweł mówi o pewnym człowieku w Chrystusie, który czternaście lat wcześniej został porwany aż do trzeciego nieba, do raju, i usłyszał tam niewysłowione słowa, których człowiekowi nie wolno wypowiadać. Fragment ten, z jego zamierzoną dyskrecją i ironią wobec przechwalających się wizjonerów, stał się dla późniejszych pokoleń zachętą raczej niż przestrogą. Skoro apostoł był w niebie i milczał o tym, co widział, można było spróbować dopowiedzieć jego milczenie. Z tej pokusy wyrosło kilka różnych utworów, z których najbardziej znana jest łacińska Visio Pauli, opisująca przede wszystkim miejsca kar i nagród po śmierci i chętnie czytana w średniowieczu.
Koptyjska Apokalipsa Pawła, drugi tekst piątego kodeksu z Nag Hammadi, nie ma z nią nic wspólnego poza punktem wyjścia. Nie jest przewodnikiem po piekle i nie zajmuje się szczegółową topografią mąk. Jest krótką, miejscami uszkodzoną relacją wznoszenia, w której apostoł mija kolejne niebiosa i dociera aż do dziesiątego. Liczba ta przekracza nie tylko trzy nieba z listu, lecz także siedem niebios, które w wielu żydowskich i chrześcijańskich wyobrażeniach tworzyły pełną strukturę świata. Przekroczenie siódmego nieba jest tu właściwą treścią objawienia: to, co dla innych stanowi szczyt kosmosu i siedzibę Boga, dla autora jest dopiero granicą królestwa niższych władz.
Tekst zachował się w jednym egzemplarzu, a jego wydanie przygotowali najpierw Alexander Böhlig i Pahor Labib w 1963 roku, razem z pozostałymi apokalipsami tego kodeksu. Grecki oryginał nie jest znany, a datowanie pozostaje niepewne. Najczęściej przyjmuje się II wiek, bez możliwości ścisłego rozstrzygnięcia.
Dziecko na drodze i góra Jerycha
Początek utworu jest nadszarpnięty, ale można odtworzyć jego zarys. Paweł znajduje się na drodze i spotyka małe dziecko, które pyta go o imię i o cel wędrówki, choć samo zna już odpowiedź. Dziecko okazuje się postacią duchową, utożsamioną w tekście z Duchem, i każe apostołowi obudzić umysł, aby poznał ukryte w tym, co widzialne. Prowadzi go potem na górę, z której Paweł widzi zarazem ziemię i niebiosa, a wraz z nim są jego współapostołowie.
Scena ta zawiera kilka subtelnych nawiązań do listów samego Pawła. Mowa o drodze do Jerozolimy, gdzie apostoł ma spotkać innych apostołów, odpowiada relacji z Listu do Galatów, w której Paweł podkreśla, że swojej ewangelii nie otrzymał od ludzi, lecz przez objawienie, i dopiero potem udał się do Jerozolimy. Postać dziecka może natomiast odpowiadać tradycji, znanej także z innych tekstów, według której objawiający przyjmuje postać dziecięcą, aby wskazać na swój nowy, nie podległy czasowi charakter. Autor wykorzystuje więc autobiograficzne wątki z listów, aby uczynić z Pawła wizjonera, którego autorytet pochodzi bezpośrednio z góry, a nie z apostolskiego kolegium.
Sąd w czwartym i piątym niebie
Dwóch pierwszych niebios tekst nie opisuje, a wznoszenie właściwe zaczyna się od trzeciego, które Paweł przechodzi, aby dojść do czwartego. Tu widzi anioły podobne do bogów, które wyprowadzają duszę z krainy umarłych i biczują ją. Dusza pyta, jaki grzech popełniła na świecie, a strażnik czwartego nieba przyprowadza świadków jej czynów. Po ich świadectwie dusza spogląda w dół ze smutkiem i zostaje strącona do ciała, które dla niej przygotowano. Scena jest krótka, ale wyrazista: sąd odbywa się nie w podziemiu, lecz w sferze niebieskiej, a karą nie jest ogień, tylko ponowne wcielenie.
W piątym niebie Paweł widzi wielkiego anioła z żelazną rózgą i towarzyszące mu anioły, które gonią dusze ku sądowi. Szóste niebo jaśnieje światłem rzucanym z góry. Te etapy tworzą rodzaj kosmicznego aparatu kontroli, w którym dusze wracające z ciał są przesłuchiwane, karcone i odsyłane z powrotem w krąg narodzin. Obraz ten należy do szerokiego nurtu późnoantycznych wyobrażeń o celnikach i strażnikach niebieskich bram, którzy żądają od duszy rozliczenia, zanim przepuszczą ją dalej. W tekstach gnostyckich strażnicy ci są zwykle sługami archontów, a umiejętność przejścia obok nich stanowi sedno zbawczej wiedzy.
Paweł nie podlega jednak temu sądowi. Jest obserwatorem, któremu Duch wyjaśnia sens tego, co widzi. Kontrast jest zamierzony: zwykła dusza zostaje zawrócona, apostoł idzie dalej. Autor nie mówi wprost, czy każda dusza musi przejść ten sam proces, ani czy istnieje dla wszystkich droga wyjścia, ale układ sceny sugeruje, że uprzywilejowane przejście należy się tym, którzy posiadają znak i wiedzę.
Starzec na tronie siódmego nieba
Najbardziej znany fragment utworu rozgrywa się w siódmym niebie. Paweł widzi tam starca w świetle, odzianego w białą szatę, zasiadającego na tronie jaśniejszym od słońca. Opis przywołuje jednoznacznie wizję Daniela, w której Przedwieczny o włosach białych jak wełna zasiada na płonącym tronie, a także całą tradycję żydowskiej mistyki tronu. Czytelnik wychowany w Biblii widziałby w tej postaci samego Boga Izraela.
Starzec przemawia do Pawła, zwracając się do niego jako do błogosławionego, wybranego od łona matki, co jest dosłownym echem słów z Listu do Galatów. Pyta, dokąd apostoł idzie. Paweł odpowiada, że idzie do miejsca, z którego przyszedł. Na pytanie o pochodzenie odpowiada, że schodzi do świata umarłych, aby uprowadzić w niewolę niewolę, która została uprowadzona w niewoli babilońskiej. Zwrot ten łączy psalmowy motyw zwycięzcy prowadzącego jeńców, znany z Listu do Efezjan, z obrazem wygnania jako stanu duszy uwięzionej w świecie. Starzec odpowiada groźbą: jak zdołasz ode mnie uciec, i każe mu spojrzeć na księstwa i zwierzchności, które mu podlegają.
W tej chwili Duch mówi Pawłowi, aby dał starcowi znak, który posiada, a wtedy on mu otworzy. Paweł daje znak, a starzec odwraca twarz ku dołowi, ku swojemu stworzeniu i swoim władzom. Siódme niebo otwiera się i apostoł wchodzi do ósmego, do Ogdoady, gdzie spotyka dwunastu apostołów, a potem razem z nimi wstępuje do dziewiątego i dziesiątego, pozdrawiając tam swoich towarzyszy duchowych.
Znaczenie tej sceny polega na tym, że to, co w tradycji biblijnej było spotkaniem z najwyższym Bogiem, zostaje tu przedstawione jako konfrontacja z władcą ograniczonej sfery. Starzec nie jest demonem, nie ma w nim grozy ani brzydoty. Jest świetlisty, majestatyczny i godny, a mimo to nie jest celem. Paweł nie oddaje mu czci, lecz okazuje znak, który zmusza go do ustąpienia. Większość badaczy widzi w nim demiurga, stwórcę widzialnego świata, utożsamionego z Bogiem Starego Testamentu, choć tekst nie używa żadnego z typowych imion, takich jak Jaldabaot czy Sakla. Autor posługuje się samym obrazem, licząc na to, że czytelnik rozpozna w nim Przedwiecznego z Księgi Daniela.
Znak zamiast modlitwy
Motyw znaku zasługuje na osobną uwagę, bo właśnie on odróżnia wznoszenie gnostyckie od żydowskich i wczesnochrześcijańskich wizji tronu. W apokaliptyce żydowskiej wizjoner, który dochodzi przed oblicze Boga, pada na twarz, drży i słucha. Jego przejście przez kolejne nieba zależy od łaski i od aniołów, którzy go prowadzą. W Apokalipsie Pawła apostoł także ma przewodnika, ale decydujący moment nie polega na pokorze ani na uwielbieniu. Polega na okazaniu czegoś, co Paweł już posiada i co działa na władcę siódmego nieba niezależnie od jego woli.
Tekst nie mówi, czym ten znak jest. Mógł to być gest, imię, formuła lub pieczęć otrzymana w obrzędzie, a w innych pismach gnostyckich spotyka się całe zestawy haseł i odpowiedzi, które dusza ma wypowiadać przed strażnikami kolejnych sfer. Ireneusz przekazuje na przykład, że niektórzy uczniowie Marka uczyli umierających formuł, dzięki którym mieli przejść niewidzialni obok władz. Autor Apokalipsy zachowuje dyskrecję i nie zdradza treści znaku, być może dlatego, że czytelnik należący do wspólnoty znał go z praktyki. Dla historyka oznacza to, że opowieść o wznoszeniu Pawła nie była jedynie literacką fantazją o apostole, lecz mogła odpowiadać przekonaniom o drodze duszy po śmierci, której przebieg wspólnota znała i do której przygotowywała swoich członków.
Paweł jako apostoł gnozy
Dlaczego właśnie Paweł stał się bohaterem takiego wznoszenia? Odpowiedź leży w tym, jak jego listy czytały środowiska gnostyckie II wieku. Klemens Aleksandryjski przekazuje, że zwolennicy Walentyna twierdzili, iż ich mistrz był uczniem Teudasa, ucznia Pawła. Ireneusz z Lyonu ubolewa, że heretycy powołują się na apostoła i jego rozróżnienie między człowiekiem cielesnym, psychicznym i duchowym. Dla wielu z nich Paweł był apostołem tajemnej mądrości, który mówił o bogu tego wieku zaślepiającym umysły niewierzących i o walce z duchowymi władcami ciemności na wyżynach niebieskich.
Apokalipsa Pawła czyni z tych wskazówek opowieść. Apostoł, wybrany od łona matki, nie jest uczniem Dwunastu, lecz tym, który wstępuje wyżej, a współapostołowie towarzyszą mu i witają go dopiero w Ogdoadzie. Niektórzy badacze sądzą, że utwór powstał w kręgu walentyniańskim, inni wskazują na ogólniejsze tło gnostyckie, a niektóre ustalenia pozostają niepewne z powodu stanu tekstu. Nie ma też pewności, czy dziesięć niebios odpowiada określonemu systemowi, czy jest swobodnym rozszerzeniem wcześniejszych schematów.
Najważniejszy pozostaje sposób, w jaki tekst wykorzystuje autorytet apostolski. Paweł nie przynosi z nieba nowej doktryny ani przykazań. Jego objawienie jest raczej demonstracją drogi: pokazuje, że dusza duchowa może minąć sąd w czwartym niebie, przejść przez groźbę starca w siódmym i dojść do miejsca, z którego pochodzi. Odpowiedź, którą daje na pytanie o cel, streszcza całą teologię utworu. Iść do nieba znaczy tu wracać, a wracać znaczy przekroczyć porządek, który wierni Biblii uważali za ostateczny. Milczenie listu o niewysłowionych słowach zostało przełożone na opowieść o znaku, którym apostoł otwiera bramę zamkniętą dla tych, którzy zatrzymują się przy tronie siódmego nieba.
