Pieczęć Ordo Theia Philosophia
Neoplatonizm

Damascius i ostatnie pytania o pierwszą zasadę

Damascius, ostatni scholarcha szkoły neoplatońskiej w Atenach, w Aporiach i rozwiązaniach dotyczących pierwszych zasad poddał krytyce cały system Proklosa i doprowadził myśl apofatyczną do granicy, za którą nawet Jedno okazuje się zbyt określonym imieniem dla Niewysłowionego.

Kobiety piorące płótna - albedo, „Splendor Solis”, 1582, British Library
Kobiety piorące płótna - albedo, „Splendor Solis”, 1582, British Library

Retor z Damaszku i ostatnia szkoła ateńska

Damascius urodził się w Damaszku około 460 roku, a przydomek, pod którym przeszedł do historii, przypomina o tym pochodzeniu. Kształcił się najpierw w Aleksandrii, gdzie studiował retorykę i przez kilka lat jej nauczał. Zwrot ku filozofii zawdzięczał przede wszystkim Izydorowi z Aleksandrii, ascetycznemu i surowemu filozofowi, o którym później napisał obszerne dzieło, znane jako Życie Izydora albo Historia filozoficzna. Zachowane we fragmentach, głównie dzięki bizantyjskiemu patriarsze Focjuszowi i leksykonowi Suda, stanowi ono jedno z najważniejszych źródeł do dziejów pogańskiego środowiska intelektualnego V wieku.

Do Aten Damascius przybył w latach osiemdziesiątych V wieku, gdy szkołą kierował jeszcze Proklos albo jego bezpośredni następca Marinos. Słuchał wykładów Marinosa i Zenodota, a z czasem, prawdopodobnie przed 515 rokiem, sam stanął na czele szkoły. Była to instytucja prywatna, utrzymywana z majątku przekazywanego kolejnym scholarchom, a nie państwowa uczelnia; uważała się jednak za dziedziczkę Akademii Platona, a jej członkowie przyjmowali sukcesję mistrzów za żywą tradycję. Pod kierunkiem Damasciusa szkoła przeżyła ostatni okres rozkwitu, a do jego uczniów należał Symplikiusz, wybitny komentator Arystotelesa.

W 529 roku cesarz Justynian wydał przepisy zakazujące poganom nauczania, a choć dokładny zakres i skutki tego zarządzenia są przedmiotem sporów, w praktyce oznaczało ono koniec działalności ateńskiej szkoły. Według relacji historyka Agathiasa około 531 roku siedmiu filozofów, wśród nich Damascius, Symplikiusz i Pryscjan z Lidii, udało się na dwór perskiego króla Chosroesa I, licząc na przychylność władcy o reputacji miłośnika filozofii. Rozczarowani stosunkami panującymi w Persji, wrócili po zawarciu w 532 roku pokoju między Persją a Bizancjum, który zawierał klauzulę gwarantującą im bezpieczeństwo i swobodę wyznania. Ostatnim pewnym świadectwem o Damasciusie jest epigramat na grób niewolnicy Zosimy, zachowany w Antologii Palatyńskiej i związany z Emesą w Syrii, gdzie przebywał po 538 roku.

Księga aporii

Głównym dziełem Damasciusa jest traktat zatytułowany Aporiai kai lyseis peri tōn prōtōn archōn, czyli Aporie i rozwiązania dotyczące pierwszych zasad. Zachował się w jednym rękopisie bizantyjskim, połączony z jego komentarzem do Parmenidesa, który podejmuje lekturę tego dialogu w miejscu, w którym kończy się zachowany komentarz Proklosa. Krytyczne wydanie obu tekstów, przygotowane przez Leenderta G. Westerinka i Josepha Combèsa, ukazywało się w paryskiej serii Belles Lettres od połowy lat osiemdziesiątych XX wieku; od tego czasu Damascius przestał być wyłącznie przypisem do Proklosa.

Na pełniejszy obraz jego twórczości pozwoliło także ustalenie autorstwa innych tekstów. Westerink wykazał, że część wykładów do Fedona i Fileba, przekazywanych w rękopisach pod imieniem Olimpiodora, pochodzi w rzeczywistości od Damasciusa. Są to notatki z jego zajęć, spisane przez uczniów, a więc dokumenty codziennej pracy szkoły, w której lektura dialogów Platona stanowiła zarazem ćwiczenie umysłu i formę duchowego życia.

Tytuł dzieła mówi wiele o jego metodzie. Damascius nie przedstawia gotowego systemu, lecz zestawia trudności, które rodzą się z każdej próby wypowiedzenia się o pierwszej zasadzie. Rozwiązania, jeśli się pojawiają, bywają tymczasowe, a często prowadzą do nowych aporii. Taki sposób pisania nie oznacza sceptycyzmu w sensie Sekstusa Empiryka; Damascius pozostaje neoplatonikiem, przekonanym, że istnieje rzeczywistość najwyższa i że dusza może się ku niej zwrócić. Zarazem jednak bada z niezwykłą przenikliwością, co dzieje się z językiem i myśleniem, gdy próbują dotknąć tego, co je przekracza.

Punktem wyjścia jest pytanie, czy zasada wszystkiego sama należy do wszystkiego, czy też je przekracza. Jeśli należy, to nie może być zasadą całości, bo byłaby jej częścią. Jeśli je przekracza, to jak może być zasadą, skoro bycie zasadą to już pewna relacja do tego, co z niej pochodzi? Z tej alternatywy Damascius wyprowadza wniosek, który odróżnia go od wszystkich poprzedników: ponad Jednem, które Plotyn i Proklos uważali za pierwszą zasadę, trzeba przyjąć coś jeszcze bardziej pierwotnego, co w ogóle nie jest zasadą.

Niewysłowione ponad Jednem

To coś Damascius nazywa Niewysłowionym, to aporrhēton. Nie można o nim powiedzieć, że jest, ani że nie jest, ani że jest jedno, ani że jest wiele. Nie można nawet nazwać go niewysłowionym w ścisłym sensie, ponieważ i to określenie jest jakimś orzeczeniem. Damascius mówi wprost, że o tym, co niewysłowione, nie wiemy nawet tego, że jest niepoznawalne. Każda wypowiedź o nim obala samą siebie, a myślenie, które ku niemu zmierza, odkrywa przede wszystkim własną bezradność.

Takie stanowisko wydaje się prowadzić do całkowitego milczenia, i rzeczywiście Damascius uznaje milczenie za najwłaściwszą postawę wobec pierwszej zasady. Mimo to pisze, i to obszernie. Wyjaśnia, że język, którym się posługuje, jest rodzajem peritropē, odwrócenia: zdania o Niewysłowionym nie opisują go, lecz wskazują na niego przez wycofanie, ujawniając granicę mowy od jej wnętrza. Mówimy, by przekonać się, że nie możemy powiedzieć; nasza niewiedza staje się w ten sposób formą zwróconego ku górze poznania.

Krytyka Proklosa jest w tym miejscu wyraźna, choć wyrażana z szacunkiem. Proklos zbudował rozbudowaną hierarchię bytów, od Jedna przez henady, triady bytu, życia i intelektu, aż do duszy i materii, a każdy poziom wyprowadzał z wyższego przez proces wyłonienia i powrotu. Damascius pyta, czy ta konstrukcja nie wprowadza do pierwszej zasady więcej, niż mogłaby ona znieść. Jeśli Jedno jest przyczyną, to jest już w relacji; jeśli jest w relacji, to nie jest absolutnie proste. Zamiast schodzić od szczytu, jak czynił Proklos, Damascius każe nam na każdym poziomie ponownie zapytać, czy nie zabraliśmy ze sobą kategorii należących tylko do niższych porządków.

Trzy imiona pierwszego porządku

Poniżej Niewysłowionego Damascius przyjmuje porządek, który nazywa za pomocą trzech określeń. Pierwszym jest Jedno-Wszystko, hen panta, czyli jedność, która zawiera w sobie wszystko w sposób niepodzielny. Drugim jest Wszystko-Jedno, panta hen, w którym ta sama całość zaczyna się różnicować, choć jeszcze nie rozpada się na odrębne części. Trzecim jest Zjednoczone, to hēnōmenon, pierwsza postać tego, co z wielości zostaje zebrane w jedność, a zatem zalążek bytu, jaki znamy. Te trzy określenia nie wskazują na trzy odrębne rzeczy, lecz na trzy aspekty, pod którymi myśl ujmuje to, co w samym sobie jest niepodzielne.

Damascius podkreśla, że rozróżnienia te pochodzą z naszej perspektywy. Kiedy rozumujemy o pierwszych zasadach, musimy dzielić to, co samo w sobie nie jest podzielone, ponieważ inaczej nie potrafimy myśleć. Każda teologia jest więc skazana na pewne zniekształcenie, a jej wartość zależy od tego, czy jest tego świadoma. W tym sensie Damascius jest jednym z najbardziej krytycznych myślicieli starożytności: nie podważa istnienia rzeczywistości najwyższej, ale bezustannie przypomina, że wszystkie nasze ujęcia są ludzkimi przybliżeniami.

W tym samym dziele Damascius przekazuje zresztą unikatowy materiał do historii religii. Opisuje kolejne teogonie, orfickie w kilku wersjach, babilońską, perską, fenicką i egipską, opierając się częściowo na starszych zestawieniach, między innymi na relacji Eudemosa z Rodos, ucznia Arystotelesa. Te fragmenty są dla historyków religii bezcennym świadectwem, choć dla samego autora miały znaczenie filozoficzne: pokazywały, że różne narody również próbowały wyrazić pierwszy początek w obrazach, i że każdy z tych obrazów odpowiadał któremuś aspektowi niewyrażalnej zasady.

Dziedzictwo ostatniego scholarchy

Damascius nie był ostatnim neoplatonikiem, ale był ostatnim, który kierował szkołą ateńską, i jego myśl wydaje się rodzajem przemyślenia całej tradycji od wnętrza. Zamiast dodawać nowe piętra do hierarchii Proklosa, pyta o warunki możliwości jakiejkolwiek hierarchii. Zamiast budować teologię wyższych bytów, bada, co dzieje się z umysłem, gdy próbuje on jej dokonać. Jego styl, często mozolny i pełen zastrzeżeń, odzwierciedla tę postawę: tekst posuwa się naprzód małymi krokami, cofa się, poprawia, dopowiada.

Nie znaczy to, że Damascius porzucił religijny wymiar szkoły. Ateńscy neoplatonicy od czasów Syrianosa i Proklosa łączyli filozofię z teurgią, czyli rytualnym działaniem, które miało jednoczyć duszę z bogami, oraz otaczali czcią Wyrocznie chaldejskie jako objawienie. W komentarzu do Fedona Damascius odnotowuje spór między tymi, którzy wyżej stawiali filozofię, jak Porfiriusz i Plotyn, a tymi, którzy przedkładali sztukę kapłańską, jak Jamblich, Syrianos i Proklos. Sam nie rozstrzyga go jednoznacznie, a Życie Izydora przedstawia filozofów jako ludzi świętych, obdarzonych wizjami i darem rozpoznawania boskości. Jego radykalna apofatyka nie była więc ucieczką od kultu, lecz próbą zrozumienia, ku czemu kult i myślenie ostatecznie się zwracają.

Jego wpływ był ograniczony, ponieważ dzieło przetrwało w jednym rękopisie i długo pozostawało w cieniu Proklosa oraz Pseudo-Dionizego Areopagity. Ten ostatni, piszący prawdopodobnie na przełomie V i VI wieku, sformułował chrześcijańską teologię apofatyczną w języku bliskim ateńskiemu neoplatonizmowi, a niektórzy badacze sugerowali nawet bezpośrednie związki z kręgiem Damasciusa, choć pozostaje to hipotezą. Bez wątpienia oba korpusy należą do tego samego intelektualnego klimatu, w którym negacja stała się najwyższą formą mówienia o Bogu.

Dla współczesnych czytelników Damascius jest interesujący przede wszystkim jako myśliciel granicy. Jego pytania o to, czy pierwsza zasada może być zasadą, czy jedność może być nazwana jednością i czy mówienie o niewysłowionym nie jest zawsze już zdradą, przypominają dylematy późniejszej filozofii, od Mikołaja z Kuzy po myślicieli XX wieku zajmujących się granicami języka. Warto jednak pamiętać, że dla niego samego nie były to ćwiczenia logiczne, lecz element drogi duszy, która przez kolejne negacje uczy się milczeć przed tym, co ją przekracza. Filozofia u schyłku ateńskiej szkoły kończy się nie twierdzeniem, ale wskazaniem na ciszę, w której myśl dotyka swego źródła.