Pieczęć Ordo Theia Philosophia
Neoplatonizm

Witelon i światło jako pośrednik bytu

Witelon, śląski uczony XIII wieku, zbudował swoją Perspektywę jako ścisły traktat optyczny, lecz w prologu skierowanym do Wilhelma z Moerbeke umieścił ją w neoplatońskim obrazie świata, w którym światło zmysłowe jest drogą wpływu bytów wyższych na niższe i widzialnym śladem boskiego udzielania się.

Karta rękopisu „Perspectivy” Witelona z miniaturą przedstawiającą autora, koniec XIII wieku – domena publiczna
Karta rękopisu „Perspectivy” Witelona z miniaturą przedstawiającą autora, koniec XIII wieku – domena publiczna · Wikimedia Commons

Syn Turyngów i Polaków

O Witelonie wiemy niewiele, a to, co wiemy, pochodzi w większości z jego własnych pism. W Perspektywie nazywa siebie „synem Turyngów i Polaków”, wspomina ziemię polską jako swoją ojczyznę i przytacza obserwacje poczynione na Śląsku. Urodził się zapewne około 1230 roku na Śląsku, studiował sztuki w Paryżu, a w latach sześćdziesiątych XIII wieku przebywał w Padwie, gdzie zajmował się prawem kanonicznym. Około 1269 roku znalazł się w Viterbo, przy kurii papieskiej, i tam zetknął się z dominikaninem Wilhelmem z Moerbeke, tłumaczem greckich filozofów i matematyków. Data jego śmierci pozostaje nieznana; zwykle przyjmuje się, że żył jeszcze po 1280 roku, a hipotezy wiążące go z późniejszymi urzędami kościelnymi na Śląsku nie mają pewnego potwierdzenia w źródłach.

Ten skąpy życiorys wyjaśnia jednak coś istotnego. Witelon był człowiekiem pogranicza – nie tylko etnicznego, lecz również intelektualnego. Paryż dał mu formację filozoficzną, Padwa kontakt z medycyną i naukami przyrodniczymi, Viterbo zaś dostęp do najnowszych przekładów z greki, które dopiero wchodziły do obiegu łacińskiego. Z tego splotu powstało dzieło, które przez trzy stulecia uchodziło w Europie za podstawowy podręcznik optyki, a zarazem nosi wyraźne znamię metafizyki, jakiej sama optyka nie potrzebuje.

Poza Perspektywą zachował się krótki traktat napisany w Padwie, poświęcony pierwotnej przyczynie skruchy i naturze demonów, w którym Witelon próbuje wyjaśnić zjawiska uchodzące za demoniczne przez przyczyny naturalne, zwłaszcza przez działanie wyobraźni i stany ciała. Sam w Perspektywie odsyła ponadto do innych swoich pism, których dziś nie znamy, w tym do rozprawy o porządku bytów. Ta właśnie wzmianka odegra później ważną rolę w sporze o autorstwo.

Optyka jako nauka matematyczna

Perspectiva, nazywana też Perspectivae libri decem, to obszerny traktat w dziesięciu księgach. Jej głównym źródłem jest wielkie dzieło optyczne Ibn al-Hajsama, znane Łacinnikom jako De aspectibus Alhazena, obok Euklidesa, Ptolemeusza i al-Kindiego. Pierwsza księga zawiera aparat geometryczny, kolejne omawiają rozchodzenie się światła, budowę oka i fizjologię widzenia, psychologię percepcji, odbicie od zwierciadeł płaskich, wypukłych i wklęsłych, a wreszcie załamanie i zjawiska atmosferyczne, z tęczą włącznie. Witelon nie był oryginalnym teoretykiem na miarę Alhazena; był natomiast systematykiem, który przetworzył arabski wzór w porządek twierdzeń i dowodów, łatwy do nauczania w łacińskich szkołach.

Losy tekstu potwierdzają tę rolę. Drukowano go w Norymberdze w 1535 roku, a w 1572 roku Fryderyk Risner wydał go w Bazylei razem z Alhazenem w zbiorze Opticae thesaurus. Johannes Kepler zatytułował swoje dzieło optyczne z 1604 roku Ad Vitellionem paralipomena, czyli „uzupełnienia do Witelona”, co pokazuje, że jeszcze na progu nowożytnej nauki śląski autor był punktem odniesienia, od którego zaczynało się poważną rozmowę o świetle.

W samym korpusie Perspektywy metafizyki jest niewiele. Promienie są liniami, kąty mierzy się i porównuje, a oko zostaje opisane jako narząd, którego działanie da się ująć geometrycznie. Tym bardziej uderza prolog, w którym autor odsłania szerszą ramę, w jakiej chciałby, aby jego matematyczną pracę czytano. To rozróżnienie warstw jest kluczem do całego dzieła: Witelon nie miesza optyki z kontemplacją, ale uważa, że optyka ma sens, ponieważ mówi o czymś, co w porządku bytu zajmuje miejsce szczególne.

Nie znaczy to, że tekst główny jest od tej ramy zupełnie wolny. Witelon przyjmuje za Alhazenem, że widzenie powstaje dzięki formom światła i barwy przychodzącym od rzeczy do oka, ale w kilku miejscach posługuje się też łacińskim językiem „mnożenia form”, w którym każda rzecz naturalna rozsiewa wokół siebie swoje podobieństwo. Ta teoria, popularna w środowisku oksfordzkim i paryskim, miała własne zaplecze metafizyczne: zakładała, że działanie przyczyny na skutek jest zawsze rodzajem promieniowania, a światło jest jego wzorcowym przypadkiem. Witelon nie rozbudowuje tego wątku w spekulację, lecz pozwala mu pracować w tle, tak że czytelnik obeznany z filozofią szkół rozpoznawał w opisie promieni coś więcej niż czystą geometrię. W części poświęconej percepcji autor zatrzymuje się przy tym, jak dusza rozpoznaje, porównuje i ocenia to, co przyniosło światło, i tu jego optyka przechodzi w psychologię poznania, choć nadal bez wyraźnych odwołań do teologii.

Prolog do brata Wilhelma

Prolog jest listem dedykacyjnym do Wilhelma z Moerbeke, którego Witelon tytułuje miłośnikiem prawdy. Wyjaśnia w nim, dlaczego podjął się pisania o świetle i widzeniu. Punktem wyjścia jest obraz świata zbudowanego hierarchicznie: wszystko, co istnieje, pochodzi od pierwszej przyczyny, a byty wyższe oddziałują na niższe, przekazując im moc, którą same otrzymały. Tym, co ów przekaz czyni widzialnym i co stanowi jego naturalne narzędzie w świecie cielesnym, jest światło. Przez światło wpływ ciał niebieskich, a za nimi wyższych inteligencji, dociera do rzeczy podksiężycowych.

W takiej perspektywie światło zmysłowe nie jest zwykłym zjawiskiem fizycznym obok innych. Jest pośrednikiem bytu, ogniwem, przez które to, co wyższe, sięga do tego, co niższe. Witelon zaznacza zarazem granicę własnego przedsięwzięcia: światło boskie i inteligibilne należy do metafizyki i teologii, on zaś zajmie się światłem cielesnym, ujmowanym środkami matematyki. Nie jest to więc mistyka przebrana za geometrię, lecz uzasadnienie wagi geometrii przez metafizykę. Kto bada promienie, bada najdoskonalszy w świecie zmysłowym obraz tego, jak udziela się byt.

Za tym rozumowaniem stoją dobrze znane średniowieczu źródła. Przekonanie, że każda przyczyna wyższa działa przez niższe i że działanie to ma postać promieniowania, łacińscy uczeni wynosili z Liber de causis, z arabskich teorii promieni, a w drugiej połowie XIII wieku coraz częściej z samego Proklosa. Wilhelm z Moerbeke ukończył przekład Elementów teologii w Viterbo w maju 1268 roku, a więc mniej więcej wtedy, gdy Witelon zjawił się w jego otoczeniu. Trudno ustalić, jak głęboko śląski uczony czytał nowo przełożone teksty, lecz język prologu – o pochodzeniu, udzielaniu się i stopniach mocy – dobrze odpowiada temu, czego uczyła proklejska metafizyka przyczyn. Badacze zwracają uwagę, że dedykacja dla Moerbekego nie była grzecznościowym gestem wobec możnego protektora, ale rozmową z człowiekiem, który miał w ręku te same księgi.

Wspomnieć trzeba też, że wątek światła jako pierwszej formy cielesności był w łacińskiej filozofii obecny już wcześniej, zwłaszcza u Roberta Grosseteste’a, o którym traktuje osobny esej. Witelon nie rozwija jednak kosmogonii światła; jego prolog dotyczy raczej pośrednictwa niż stworzenia.

Spór o De intelligentiis

Z nazwiskiem Witelona przez kilkadziesiąt lat łączono anonimowy traktat znany jako Liber de intelligentiis. Jest to zbiór twierdzeń z komentarzem, w którym metafizyka światła zostaje rozwinięta w pełny system: światło uchodzi w nim za pierwszą spośród substancji, a wszystkie byty uczestniczą w nim w różnym stopniu, zależnie od odległości od pierwszego źródła. Inteligencje, czyli byty duchowe poruszające sfery, są w tym ujęciu nosicielami światła, a ich oddziaływanie na niższe rzeczy ma postać jego rozprzestrzeniania się. Tekst czerpie wyraźnie z Liber de causis, z Augustyna i z tradycji arabskiej.

Przypisanie traktatu Witelonowi zaproponował na początku XX wieku niemiecki historyk filozofii Clemens Baeumker w monografii z 1908 roku, która na długo ustaliła obraz śląskiego uczonego jako „filozofa światła”. Baeumker oparł się przede wszystkim na podobieństwie doktrynalnym do prologu Perspektywy oraz na wspomnianej wzmiance o zaginionym traktacie o porządku bytów. Hipoteza była atrakcyjna, bo łączyła optyka i metafizyka w jedną postać.

Późniejsze badania, w tym prace Aleksandra Birkenmajera, osłabiły to przypisanie. Wskazywano na różnice stylu i słownictwa, na niezgodność chronologii z tym, co wiadomo o życiu Witelona, wreszcie na świadectwa rękopiśmienne, które kierują ku innemu autorowi. Dziś przeważa opinia, że De intelligentiis nie jest dziełem Witelona; w literaturze przywołuje się jako możliwego autora paryskiego mistrza Adama Pulchrae Mulieris, choć i ta identyfikacja ma swoich krytyków. Spór ma znaczenie wykraczające poza filologię. Bez De intelligentiis metafizyka światła u Witelona kurczy się do prologu i kilku uwag rozsianych w traktacie, co każe ostrożniej mówić o nim jako o systematycznym metafizyku. Zostaje jednak prolog, a ten wystarcza, by stwierdzić, że Witelon rozumiał optykę w ramie neoplatońskiej.

Widzialny przekaz niewidzialnej mocy

Co z tego wynika dla historii neoplatonizmu? Przede wszystkim to, że w XIII wieku idea pośrednictwa, tak charakterystyczna dla późnej szkoły ateńskiej, nie żyła wyłącznie w traktatach teologicznych. Wędrowała do nauk ścisłych i nadawała im godność. Dla Proklosa każdy stopień bytu otrzymuje od wyższego i przekazuje niższemu, a łańcuch przyczyn nigdzie się nie urywa. Witelon przenosi ten schemat na grunt fizyki: światło przechodzi przez ośrodki, załamuje się i odbija, słabnie z odległością, ale zawsze pozostaje tym samym przekazem, tylko w różnym stopniu przyjmowanym przez materię. Matematyczne prawa jego biegu stają się w tej lekturze opisem tego, jak moc wyższa dostosowuje się do zdolności przyjmującego.

Takie odczytanie nie czyni z Witelona wizjonera. Jego dzieło jest chłodne, konstrukcyjne i wierne arabskiemu wzorowi, a metafizyka obecna jest w nim jako horyzont, nie jako metoda. Właśnie dlatego jest przykładem pouczającym. Pokazuje, że średniowieczny uczony mógł uprawiać ścisłą naukę o promieniach i jednocześnie uważać ją za naukę o czymś więcej niż promienie, bez potrzeby mieszania jednego porządku z drugim. Optyka była dla niego dyscypliną najbliższą temu, co w świecie zmysłowym najbardziej podobne do ducha.

Polskiej historiografii Witelon służył często jako postać symboliczna, pierwszy uczony ze Śląska o europejskiej randze. Ta rola bywała ozdobą wykraczającą poza źródła, zwłaszcza gdy przypisywano mu cały system metafizyki światła. Uczciwszy obraz jest skromniejszy, ale nie mniej ciekawy: oto autor podręcznika, z którego uczyli się jeszcze Kepler i jego współcześni, w liście do tłumacza Proklosa wyznał, że zajmuje się światłem, ponieważ przez nie świat wyższy dotyka niższego. W tej jednej myśli zawiera się średniowieczna wiara, że porządek widzialny jest czytelny, bo nosi ślad porządku, który go przekracza.