Jamblich i O misteriach egipskich
W traktacie znanym jako „O misteriach egipskich” Jamblich przedstawił jedną z najśmielszych odpowiedzi starożytności na pytanie, czy dusza dosięga boskości siłą własnego poznania, czy też zostaje ku niej podniesiona przez działanie bogów, obecnych w symbolach, obrzędach i samym porządku świata.

Filozof na granicy epok
Jamblich żył w czasach, w których filozofia coraz wyraźniej stawała się również sztuką duchowego ocalenia. Urodzony około połowy III wieku, zapewne około 245 roku, w syryjskiej Chalkis, zmarły najprawdopodobniej około 325 roku, należał do pokolenia rozpiętego pomiędzy kryzysem cesarstwa a początkiem epoki konstantyńskiej. Jego świat był wielojęzyczny i wieloreligijny: grecka kultura filozoficzna spotykała się w nim z syryjskimi tradycjami kultowymi, egipską teologią świątynną oraz objawieniową literaturą przypisywaną pradawnym mędrcom. Nie był to jednak bezładny targ wierzeń, lecz przestrzeń, w której rozmaite języki religijne zabiegały o wyrażenie wspólnego, choć niejednakowo pojmowanego ładu rzeczywistości.
Biografię filozofa znamy fragmentarycznie, przede wszystkim dzięki późniejszym Żywotom filozofów i sofistów Eunapiosa, spisanym pod koniec IV wieku. Jest to świadectwo cenne, ale zarazem nasycone podziwem dla bohatera i opowieściami o jego nadzwyczajnych zdolnościach, toteż wymaga lektury równie uważnej, jak ostrożnej. Tradycja wiąże edukację Jamblicha z Anatoliosem i Porfiriuszem; później filozof prowadził własny krąg uczniów w Syrii, zwykle lokalizowany w Apamei. W historii platonizmu zajmuje miejsce pomiędzy Plotynem a późniejszymi systemami ateńskimi, przede wszystkim filozofią Proklosa, lecz nie jest jedynie ogniwem przekazu: gruntownie przeobraża rozumienie filozoficznego życia.
Plotyn, zmarły w 270 roku, ukazywał drogę powrotu ku Jednu jako wewnętrzne oczyszczenie i skupienie, przekraczające ostatecznie nawet poznanie intelektualne. Jamblich nie odrzucał kontemplacji, lecz mocniej podkreślał ograniczenia duszy uwikłanej w cielesne istnienie. W przeciwieństwie do Plotyńskiego przekonania, że pewien najwyższy wymiar duszy pozostaje zawsze w świecie umysłowym, akcentował jej pełniejsze zstąpienie w porządek stawania się. Stąd zasadnicza trudność: skoro człowiek jest rzeczywiście oddalony od swego źródła, nie wystarczy nakazać mu, aby samym wysiłkiem myśli rozpoznał własną boskość. Potrzebuje pomocy, której nie potrafi sam wytworzyć.
Pomoc ta przybiera w jego filozofii postać teurgii, czyli „działania boskiego” albo „dzieła bogów”. Przekład ten ma znaczenie, ponieważ łatwo pomylić teurgię z techniką zdobywania nadprzyrodzonej przewagi. Tymczasem Jamblich chce opisać przede wszystkim sposób, w jaki bogowie przywracają duszę jej właściwemu porządkowi. Filozofia nie zostaje porzucona na rzecz obrzędu, lecz otrzymuje dopełnienie: rozum wyjaśnia strukturę rzeczywistości, praktyka religijna zaś otwiera człowieka na przemianę, której rozum nie może samodzielnie spowodować.
Księga ukryta za imieniem kapłana
Dzieło, które przywykliśmy nazywać O misteriach egipskich, powstało zapewne około przełomu III i IV wieku, choć jego dokładna data pozostaje nieustalona. Popularny tytuł może wprowadzać w błąd: nie jest to systematyczny opis egipskich wtajemniczeń ani przewodnik po tajemnicach piramid, lecz rozbudowana odpowiedź na pytania dotyczące podstaw religii i skuteczności czynności kultowych. Tradycyjny nagłówek przedstawia tekst jako odpowiedź nauczyciela Abammona na List Porfiriusza do Anebona oraz rozwiązanie zawartych w nim trudności. Nazwa De mysteriis, utrwalona dzięki renesansowej recepcji i łacińskiemu przekładowi Marsilia Ficina, wydanemu w 1497 roku, przesunęła akcent ku egzotycznej aurze objawienia.
Sytuacja literacka jest starannie skonstruowana. Porfiriusz zwraca się do egipskiego kapłana Anebona, mnożąc pytania o naturę bogów, wróżbiarstwo, ofiary, modlitwy i niezwykłe zjawiska towarzyszące obrzędom; odpowiada natomiast Abammon, występujący jako nauczyciel adresata. Pod kapłańskim imieniem przemawia Jamblich, którego autorstwo, poświadczone już w późnoantycznej tradycji, jest dzisiaj powszechnie przyjmowane. Maska nie służy wyłącznie ukryciu osoby: ustanawia szczególną perspektywę, w której greckie pytanie filozoficzne otrzymuje odpowiedź udzielaną w imieniu starszej, sakralnej mądrości.
Porfiriusz nie jest przy tym prostym przeciwnikiem religii. Sam interesował się wyroczniami, oczyszczeniem i duchowym znaczeniem tradycji, lecz dostrzegał poważne sprzeczności w praktykach rytualnych. Jeżeli bogowie są doskonali i wolni od namiętności, dlaczego mieliby reagować na dym ofiarny, prośby czy groźby? Jeżeli przewyższają materię, dlaczego miałyby ich przywoływać materialne przedmioty? Skąd pewność, że niezwykłe doświadczenie pochodzi od bóstwa, a nie od niższej istoty lub od samego człowieka? Są to pytania religijnego krytycyzmu, nie zaś deklaracja nowoczesnego ateizmu.
Traktat, przekazany w dziesięciu księgach, prowadzi czytelnika od rozróżnień ontologicznych przez zagadnienia objawień, natchnienia i ofiar aż po egipską teologię, los oraz drogę do szczęścia. Jego kompozycję wyznacza polemika, dlatego argumentacja nie zawsze rozwija się jak uporządkowany podręcznik. Powraca jednak nieustannie jedna zasada: o rzeczywistości boskiej nie wolno sądzić według praw właściwych ludzkim uczuciom i cielesnym przyczynom. To właśnie pomieszanie poziomów bytu, zdaniem Jamblicha, wytwarza większość trudności jego rozmówcy.
Teurgia, czyli pierwszeństwo boskiego działania
Najbardziej charakterystyczna teza traktatu pojawia się w drugiej księdze, szczególnie w rozdziale jedenastym: zjednoczenia z bogami nie sprawia sama myśl, lecz skuteczność niewysłowionych czynności oraz moc symboli rozpoznawanych przez samych bogów. Nie należy rozumieć tego jako pochwały bezmyślności. Jamblich był przecież autorem rozległego programu filozoficznej edukacji, obejmującego matematykę, pitagoreizm i lekturę Platona. Twierdził jednak, że między wiedzą o boskości a uczestnictwem w jej życiu istnieje różnica, której nie usuwa nawet najdoskonalszy wywód.
Kluczowe są tutaj symbole i synthemata, znaki lub znamiona ustanowione w świecie przez boskie przyczyny. Nie stanowią one wyłącznie umownych oznaczeń, podobnych do słów, których znaczenie uzgadniają użytkownicy języka. Są raczej śladami pokrewieństwa łączącego rozproszone poziomy kosmosu. Kamień, roślina, dźwięk, imię czy określony gest mogą należeć do porządku odpowiadającego danemu bóstwu nie dlatego, że człowiek obdarzył je fantazją, lecz dlatego, że rzeczywistość została od początku ukształtowana według boskich zależności. Obrzęd odczytuje i aktualizuje te zależności, zamiast dowolnie je wynajdywać.
Powstaje oczywiste pytanie: czy nie oznacza to podporządkowania bogów rytualnej procedurze? Jamblich odpowiada przecząco. Bóstwo nie zostaje przymuszone przez człowieka ani sprowadzone do narzędzia jego pragnień; pozostając niezmienne, udziela obecności zgodnie z własną dobrocią i ustanowionym przez siebie ładem. Zmiana zachodzi po stronie uczestnika obrzędu, który staje się zdolny do przyjęcia tego, co wcześniej przekraczało jego możliwości. Modlitwa nie informuje zatem wszechwiedzącego boga o ludzkich potrzebach, lecz stopniowo przekształca modlącego się, pogłębiając jego zwrot ku temu, co wyższe.
W tym świetle również ofiara otrzymuje uzasadnienie bardziej subtelne niż wyobrażenie pokarmu dostarczanego niebiańskim istotom. Jamblich nie wyklucza materialnych form kultu, ponieważ sama materia nie jest dla niego dziedziną całkowicie opuszczoną przez boskość. Różnym poziomom życia i różnym stopniom przygotowania odpowiadają jednak odmienne sposoby oddawania czci. Nie każda praktyka jest właściwa każdemu człowiekowi, a zewnętrzne wykonanie czynności nie gwarantuje duchowego spełnienia. Teurgia wymaga ładu, oczyszczenia i stosowności; jej przeciwieństwem jest samowolne operowanie świętymi znakami dla zaspokojenia prywatnych namiętności.
Egipt jako język świętej rzeczywistości
Egipt Jamblicha jest jednocześnie rzeczywistą tradycją religijną i filozoficzną figurą starożytnej mądrości. Autor odwołuje się do kapłanów, pism hermetycznych i symbolicznego sposobu przedstawiania spraw boskich, lecz nie pisze jako nowoczesny historyk religii. Jego celem nie jest odtworzenie kolejnych faz kultury faraońskiej, ale wykazanie, że autentyczna tradycja sakralna pozostaje zgodna z prawdziwą metafizyką. Dlatego egipskie obrazy zostają odczytane w perspektywie platońskiej: ich zmysłowa niezwykłość ma prowadzić poza dosłowność, ku niewidzialnym zasadom kosmosu.
Szczególnie wymowna jest obrona świętych imion i formuł zachowanych w obcych językach. Jamblich sprzeciwia się przekonaniu, że można je bez straty zastąpić greckimi odpowiednikami. Imię sakralne nie jest dla niego naczyniem obojętnym wobec zawartości, a przekład nie zawsze przenosi całą jego skuteczność. Liczą się brzmienie, odziedziczona postać i związek z tradycją, która przechowała właściwe sposoby zwracania się do bogów. Kryje się tutaj również polemika z grecką skłonnością do nieustannej innowacji: intelektualna ruchliwość może pomagać badaniu, lecz w kulcie grozi zerwaniem ciągłości.
Zarazem autor zna problem greckiego języka pism przypisywanych Hermesowi. W ósmej księdze tłumaczy obecność filozoficznej terminologii działalnością tłumaczy obeznanych z grecką myślą. Dla dzisiejszego badacza argument ten stanowi świadectwo późnoantycznych wyobrażeń o autorytecie Egiptu, nie zaś dowód, że cała grecka literatura hermetyczna jest przekładem pradawnych dokumentów świątynnych. Rozróżnienie to pozwala zachować zarówno szacunek dla religijnej wizji Jamblicha, jak i historyczną precyzję: jego teologia jest twórczą interpretacją tradycji, a nie przezroczystym oknem otwartym na niezmienną starożytność.
Podobnej ostrożności wymagają opisy natchnienia, wróżbiarstwa i boskich objawień. Traktat nie traktuje wszystkich nadzwyczajnych zjawisk jako równoważnych, lecz usiłuje rozpoznać ich źródła według hierarchii bogów, aniołów, demonów, herosów i dusz. Starożytne daimones nie oznaczają przy tym automatycznie złych duchów w późniejszym chrześcijańskim sensie. Prawdziwe boskie natchnienie Jamblich odróżnia od zwykłego pobudzenia psychicznego: inicjatywa należy do wyższej przyczyny. Opisujemy tu oczywiście jego stanowisko metafizyczne, nie empirycznie potwierdzoną teorię odmiennych stanów świadomości.
Dziedzictwo filozofii, która stała się liturgią
Oddziaływanie Jamblicha było rozleglejsze niż bezpośrednia recepcja jednego traktatu. Jego sposób pojmowania platonizmu współkształtował szkoły późnej starożytności, a poprzez kolejne pokolenia nauczycieli dotarł do środowiska cesarza Juliana, panującego samodzielnie w latach 361-363. Julian nie był osobistym uczniem Jamblicha, lecz otaczał jego autorytet szczególną czcią. W V wieku Proklos rozwinął filozofię, w której ścisła argumentacja metafizyczna współistniała z modlitwą, hymnami i praktyką teurgiczną. Filozof mógł być zarazem komentatorem Platona i sługą bogów, nie odczuwając między tymi powołaniami sprzeczności.
Renesans odczytał tę spuściznę w nowych warunkach. Przekład Ficina udostępnił łacińskim czytelnikom obraz starożytnej religii, w której kosmos jest przeniknięty duchowymi więzami, a symbol uczestniczy w tym, co oznacza. Nie znaczy to, że chrześcijańscy humaniści przyjmowali bez zastrzeżeń pogański kult; przeciwnie, granica między dozwoloną filozofią natury, religią a podejrzaną magią pozostawała przedmiotem sporów. O misteriach dostarczało jednak języka, dzięki któremu można było myśleć o sakralnej skuteczności obrazów, imion i materialnych przedmiotów inaczej niż wyłącznie w kategoriach oszustwa lub zabobonu.
Współczesne badania pozwoliły odejść od dawnego obrazu Jamblicha jako myśliciela, który rzekomo zepsuł racjonalny platonizm przesądem. Ważnym punktem odniesienia pozostaje książka Gregory’ego Shawa Theurgy and the Soul z 1995 roku, ukazująca teurgię w związku z problemem wcielenia duszy. Podstawę uważnej lektury stanowią również angielski przekład Emmy C. Clarke, Johna M. Dillona i Jacksona P. Hershbella z 2003 roku oraz francuskie wydanie Réponse à Porphyre, przygotowane przez Henriego Dominique’a Saffreya i Alaina-Philippe’a Segondsa przy współpracy Adriena Lecerfa, opublikowane w 2013 roku. Nie trzeba przyjmować metafizyki autora, aby dostrzec konsekwencję jego argumentów.
Ostatecznie stawką traktatu jest pytanie o możliwość przekroczenia ludzkiej samowystarczalności. Jamblich nie obiecuje, że człowiek stanie się panem boskich mocy; przeciwnie, uczy go rozpoznawać granice własnej sprawczości. Kosmos nie jest martwym mechanizmem, ciało nie stanowi wyłącznie więzienia, a symbol nie jest tylko ozdobą myśli. Wszystko może uczestniczyć w drodze powrotnej, jeżeli zostanie włączone we właściwy porządek. W tej perspektywie misterium nie oznacza zagadki czekającej na rozwiązanie, lecz obecność, wobec której wiedza dojrzewa do czci, a filozofia odkrywa, że nie każda prawda staje się naszą własnością przez samo jej zrozumienie.
