Teologia platońska Proklosa i system bogów z Parmenidesa
W Teologii platońskiej Proklos traktuje drugą część Parmenidesa jako ukryty wykład o bogach i wyprowadza z kolejnych wniosków drugiej hipotezy cały porządek bóstw inteligibilnych, inteligibilno-intelektualnych i intelektualnych, zamieniając logiczne ćwiczenie dialogu w teologię systematyczną.

Platon jako mistagog
Przedmowa Teologii platońskiej zaczyna się od twierdzenia, które dzisiejszego czytelnika zaskakuje, a dla Proklosa było punktem wyjścia całej pracy: filozofia Platona jest objawieniem prawdy o bogach, przekazanym ludziom za sprawą boskiej łaski, a jej pełny sens odsłonił się dopiero w szkole, której Proklos był dziedzicem. Autor wymienia łańcuch interpretatorów, od Plotyna przez Porfiriusza i Jamblicha aż po swojego nauczyciela Syriana, i przedstawia siebie jako tego, kto ma zebrać ich odkrycia w jedną całość. Dzieło, którego zachowało się sześć ksiąg, ma być nie kolejnym komentarzem do pojedynczego dialogu, lecz wykładem teologii zawartej we wszystkich dialogach naraz.
Proklos odróżnia przy tym cztery sposoby mówienia o boskości. Jedni wypowiadają się w natchnieniu, jak autorzy wyroczni; inni posługują się symbolami, jak poeci orficcy; jeszcze inni obrazami, jak pitagorejczycy, którzy przedstawiali bogów przez liczby i figury; Platon wreszcie mówi o bogach na sposób naukowy, przez rozumowanie dialektyczne. Wszystkie cztery drogi prowadzą do tej samej prawdy, ale tylko ostatnia pozwala ją uporządkować. Dlatego to dialektyka, a nie mit, ma dostarczyć szkieletu systemu, a mity i wyrocznie służą później jako potwierdzenie i ilustracja.
Pierwsza księga omawia ogólne własności bogów, wyprowadzone z miejsc, w których Platon mówi o boskości wprost, przede wszystkim z drugiej księgi Państwa i z dziesiątej księgi Praw: bogowie są dobrzy, niezmienni, prawdomówni, sprawują opatrzność. Dopiero gdy ten fundament zostaje położony, Proklos przechodzi do dialogu, który uważa za szczyt platońskiej teologii.
Dlaczego właśnie Parmenides
Druga część Parmenidesa jest serią wywodów, w których stary eleata bada konsekwencje założenia, że jedno jest, oraz założenia, że jedno nie jest, dla samego jedna i dla tego, co od niego inne. Współcześni interpretatorzy spierają się, czy jest to ćwiczenie logiczne, krytyka teorii idei, czy coś jeszcze innego. Dla Proklosa, który przejął tę lekturę od Syriana, odpowiedź była jasna: kolejne hipotezy opisują kolejne poziomy rzeczywistości, a pierwsze dwie mówią o tym, co boskie.
Pierwsza hipoteza zaprzecza jednemu wszystkich orzeczeń: nie jest ono całością ani nie ma części, nie ma kształtu, nie jest w sobie ani w innym, nie spoczywa ani się nie porusza, nie jest tożsame ani różne. Proklos widzi w tym negatywną teologię pierwszej zasady, której poświęca drugą księgę Teologii. Druga hipoteza przyjmuje jedno, które jest, i wyprowadza dla niego dokładnie te orzeczenia, którym pierwsza zaprzeczyła, a nawet więcej. Ten paralelizm uderzał już starożytnych czytelników. Proklos wyciąga z niego wniosek systemowy: przeczenia pierwszej hipotezy wskazują, czym Jedno nie jest, a twierdzenia drugiej pokazują, co z niego wychodzi, i to w ściśle określonym porządku.
Każdy kolejny wniosek drugiej hipotezy staje się w tej lekturze nazwą jednego stopnia boskiej hierarchii. Kolejność wniosków jest kolejnością wyjścia, a związki logiczne między nimi są związkami przyczynowymi między bogami. Tak oto suchy tekst, w którym nie pada ani jedno imię boga, przemienia się w genealogię bóstw, a dialektyka staje się teogonią napisaną językiem pojęć.
Warto zaznaczyć, czego ta lektura nie twierdzi. Proklos nie uważa, że wszystkie hipotezy Parmenidesa mówią o bogach; dalsze z nich odnosi do dusz, do form związanych z materią i do samej materii, a te, które wychodzą od założenia, że jedno nie jest, traktuje jako dowody nie wprost, ukazujące, co by się stało, gdyby zasady zabrakło. Teologia platońska korzysta więc tylko z górnej części tej mapy. Jej zadaniem jest rozpisać na szczegółowe stopnie to, co w samym dialogu mieści się w kilku stronach drugiej hipotezy, i pokazać, że w tych kilku stronach zawiera się cały świat boski.
Bogowie inteligibilni
Trzecia księga Teologii platońskiej, po krótkim wprowadzeniu dotyczącym boskich jedności, przechodzi do najwyższego porządku bogów, które Proklos nazywa inteligibilnymi, noētoi. Są to bóstwa będące przedmiotem myśli, lecz nie myślące jeszcze same; stanowią szczyt bytu, w którym wszystko istnieje w sposób zwarty i niezróżnicowany. Proklos dzieli je na trzy triady, a pierwszą z nich buduje na pojęciach zaczerpniętych z Filebosa: granicy, nieskończoności i tego, co z nich zmieszane. Z tej mieszaniny wyłania się byt, a w dalszych triadach życie i umysł, wciąż jednak w postaci inteligibilnej, jakby zapowiedzi.
Odpowiednikiem tego porządku w Parmenidesie są pierwsze kroki drugiej hipotezy. Jedno, które jest, okazuje się mieć dwie strony, jedność i byt; każda z jego części znowu zawiera obie, i tak powstaje całość złożona z części; dalsze podziały prowadzą do nieskończonej wielości. Proklos przyporządkowuje te trzy wnioski trzem triadom inteligibilnym. Ostatnią z nich identyfikuje z „żywym stworzeniem samym w sobie” z Timajosa, wzorem, na który patrzy Demiurg, kiedy kształtuje świat. W ten sposób jeden dialog dostarcza struktury, drugi treści, a oba potwierdzają się wzajemnie.
Proklos szuka też świadectw u teologów niefilozoficznych. Orficką rapsodyczną teogonię i Wyrocznie chaldejskie czyta tak, by ich bóstwa i obrazy, jak Fanes wyłaniający się z kosmicznego jaja, odpowiadały tym samym stopniom. Ta zgodność jest dla niego dowodem, że różne drogi teologiczne opisują jedną rzeczywistość, a nie dowolną konstrukcją komentatora.
Bogowie pośredni i Fajdros
Czwarta księga zajmuje się porządkiem, który w systemie Proklosa jest najtrudniejszy do uchwycenia: bogami zarazem inteligibilnymi i intelektualnymi. Są oni przedmiotem myśli dla tych, którzy stoją niżej, a zarazem sami myślą to, co stoi wyżej. Ich funkcją jest łączenie, przekazywanie i doprowadzanie do pełni. Proklos znów przyjmuje trzy triady i znów znajduje dla nich oparcie w dwóch tekstach naraz.
Pierwszym jest mit z Fajdrosa, w którym dusze w orszaku bogów wznoszą się ku sklepieniu nieba, by oglądać to, co leży poza nim. Proklos czyta trzy miejsca tego mitu jako trzy poziomy porządku pośredniego: miejsce ponadniebiańskie, w którym przebywa bezbarwna i bezkształtna istota, sam obrót nieba oraz podniebne sklepienie, od którego zaczyna się wspinaczka. Drugim tekstem jest dalszy ciąg drugiej hipotezy. Jedno, które jest, okazuje się liczbą, następnie ma początek, środek i koniec, a wreszcie kształt prosty, okrągły lub z nich mieszany. Liczba, całość ograniczona i kształt stają się więc nazwami trzech triad pośrednich.
Ta zbieżność między obrazem a pojęciem ma dla Proklosa znaczenie metodologiczne. Mit pokazuje, czym ten porządek jest dla duszy, która się do niego wznosi; dialektyka pokazuje, jakie miejsce zajmuje w strukturze całości. Komentator nie musi wybierać między poezją a logiką, ponieważ obie, czytane właściwie, prowadzą do tego samego.
Hebdomada intelektualna
Piąta księga przechodzi do bogów intelektualnych, noeroi, czyli takich, którzy myślą w pełnym sensie i w których wielość form zostaje już wyraźnie rozróżniona. Proklos ujmuje ten porządek nie w triady, lecz w siódemkę. Na jej szczycie stoją trzej ojcowie znani z teogonii greckiej: Kronos, Rea i Zeus. Kronos jest czystym umysłem, który zwraca się ku sobie i zatrzymuje w sobie swoje potomstwo; Rea jest życiodajną mocą, z której wypływa ruch; Zeus jest umysłem twórczym, który wychodzi na zewnątrz i porządkuje świat. Obok nich stoi trójka bóstw nieskalanych, które strzegą ojców przed zmieszaniem z tym, co niższe, a całość zamyka bóstwo rozdzielające, odpowiedzialne za oddzielenie porządku intelektualnego od wszystkiego, co pod nim.
W drugiej hipotezie Proklos odnajduje odpowiedniki tych bóstw we wnioskach mówiących, że jedno jest w sobie i w innym, że spoczywa i się porusza, że jest tożsame i różne. Każda para pojęć wyraża jakiś aspekt życia umysłu: bycie w sobie odpowiada zwróceniu ku sobie, ruch odpowiada płodności, różność oddzieleniu. Jest to najbardziej śmiały punkt całej konstrukcji, bo od czytelnika wymaga uznania, że abstrakcyjne kategorie platońskiej dialektyki i najstarsze imiona mitologii opisują te same rzeczywistości.
Szósta księga zaczyna omawiać bogów ponadkosmicznych, którzy przewodzą światu, choć sami do niego nie należą, i łączy ich z wnioskami o podobieństwie i niepodobieństwie. Tu tekst się urywa. Proklos zapowiadał dalsze porządki, aż do bogów wewnątrzkosmicznych, ale Teologia platońska w zachowanej postaci kończy się przed nimi. Nie wiadomo, czy autor nie zdążył jej dokończyć, czy też dalsze księgi zaginęły.
Teologia z dialogu
Krytyka, z jaką spotkała się ta konstrukcja w czasach nowożytnych, jest łatwa do przewidzenia. Proklos czyta Parmenidesa wbrew jego literze, dopasowuje wnioski do hierarchii, którą znał z innych źródeł, i przypisuje Platonowi system, którego ten nigdy nie wyłożył. Wszystkie te zarzuty są w dużej mierze słuszne, jeśli pytać o to, co myślał historyczny Platon. Nie trafiają jednak w to, co Proklos próbował zrobić. Jego celem było pokazanie, że wiara w wielu bogów, zakorzeniona w kulcie, poezji i wyroczniach, może zostać ujęta w strukturę równie ścisłą jak matematyka, i że ta struktura była zapisana w najtrudniejszym dialogu Platona od początku, czekając na właściwego czytelnika.
Pierwsze pełne wydanie greckiego tekstu z przekładem łacińskim opracował Aemilius Portus i ogłosił w Hamburgu w 1618 roku; dwa stulecia później Thomas Taylor przełożył całość na angielski. Współczesne wydanie krytyczne, przygotowane przez Henriego Dominique'a Saffreya i Leenderta Gerrita Westerinka, ukazywało się we Francji od 1968 do 1997 roku i dopiero ono pozwoliło czytać dzieło bez zniekształceń dawnych druków. Tytuł Proklosa żył zresztą własnym życiem jeszcze przed tymi wydaniami: Marsilio Ficino nazwał Theologia Platonica swój traktat o nieśmiertelności duszy, ogłoszony w 1482 roku, choć treścią i celem dzieło florenckie bardzo się różni od ateńskiego wzoru. Dla historyka idei Teologia platońska pozostaje świadectwem ostatniej wielkiej próby obrony religii greckiej środkami filozofii, podjętej w Atenach w czasie, gdy chrześcijaństwo było już religią państwa. Próba ta przybrała postać nie apologii ani polemiki, lecz cierpliwej egzegezy, w której każde zdanie Parmenidesa ma swojego boga, a każdy bóg swoje miejsce w porządku wychodzącym od niewysłowionego Jedna.
