Isagoge Porfiriusza i drzewo rodzajów
Krótkie Wprowadzenie Porfiriusza, napisane jako pomoc w lekturze Kategorii Arystotelesa, odłożyło na bok pytanie o to, czy rodzaje i gatunki istnieją naprawdę, i właśnie ta powściągliwość, przekazana Łacinnikom przez Boecjusza, uczyniła z podręcznika logiki zarzewie średniowiecznego sporu o uniwersalia.

Podręcznik dla senatora
Wśród pism Porfiriusza z Tyru, ucznia i wydawcy Plotyna, żadne nie miało tak długiego i tak nieoczekiwanego życia jak tekst liczący w nowożytnych wydaniach kilkanaście stron. Grecki tytuł Eisagoge znaczy po prostu „wprowadzenie”, a samo pismo jest odpowiedzią na prośbę Chryzaoriusza, rzymskiego arystokraty, który – jak wynika z dedykacji – miał trudności z lekturą Kategorii. Tradycja wiąże powstanie tekstu z pobytem Porfiriusza na Sycylii, dokąd udał się w latach sześćdziesiątych III wieku, za radą Plotyna, by wyjść z ciężkiego przygnębienia. Datowanie nie jest pewne, ale okoliczności są wymowne: podręcznik napisany na odległość, dla człowieka spoza kręgu szkolnego, miał być jasny, krótki i pozbawiony sporów, które mogłyby zniechęcić początkującego.
Treścią Isagoge jest pięć pojęć, które Porfiriusz nazywa „głosami” (phonai), a łacińska tradycja przemianuje później na quinque voces albo praedicabilia: rodzaj, gatunek, różnica, właściwość i przypadłość. Są to sposoby, w jakie jedno orzeczenie może przysługiwać podmiotowi. Rodzaj orzeka się o wielu rzeczach różniących się gatunkiem i odpowiada na pytanie „czym jest?”; gatunek orzeka się o wielu różniących się liczbowo; różnica wskazuje, czym gatunek odznacza się wewnątrz rodzaju; właściwość przysługuje całemu gatunkowi, tylko jemu i zawsze, jak zdolność do śmiechu u człowieka; przypadłość może być obecna lub nieobecna bez zniszczenia podmiotu. Porfiriusz omawia każde z tych pojęć osobno, następnie porównuje je parami, wskazując, co mają wspólnego, a czym się różnią. Całość ma charakter elementarza i nie rości sobie prawa do oryginalności: autor zapowiada, że przedstawi to, czego nauczali dawni, a zwłaszcza perypatetycy.
Pod tym względem pismo jest świadectwem szerszego programu. Porfiriusz, w przeciwieństwie do swego mistrza, który poddawał Kategorie ostrej krytyce w szóstej Enneadzie, uważał logikę Arystotelesa za niezbędne narzędzie filozofii i za zgodną z Platonem, o ile dotyczy świata zmysłowego i mowy o nim. Napisał krótki komentarz do Kategorii w formie pytań i odpowiedzi, który przetrwał, oraz obszerniejszy, adresowany do niejakiego Gedaliusza, dziś zaginiony. Isagoge stała się bramą do tego zharmonizowanego arystotelizmu i w szkołach późnoantycznych, zwłaszcza w Aleksandrii, otwierała cały kurs filozofii.
Trzy pytania odłożone na później
Najsłynniejsze zdania tekstu znajdują się na samym początku, zanim jeszcze zacznie się właściwy wykład. Porfiriusz zapowiada, że nie będzie rozstrzygał, czy rodzaje i gatunki istnieją samodzielnie, czy też tkwią jedynie w samych myślach; a jeśli istnieją, czy są cielesne, czy bezcielesne; i wreszcie, czy są oddzielone od rzeczy zmysłowych, czy też istnieją w nich i wraz z nimi. Uzasadnienie jest krótkie: jest to zagadnienie „bardzo głębokie”, wymagające innego, obszerniejszego badania. Zamiast tego autor obiecuje omówić, co na temat pięciu głosów powiedzieli starożytni w sposób bardziej logiczny.
To zdanie, pomyślane jako uprzejme odsunięcie metafizyki od elementarza, zadziałało jak zapalnik. Porfiriusz nazwał alternatywy w sposób tak zwięzły, że każdy kolejny czytelnik otrzymywał gotową mapę możliwych stanowisk, a zarazem świadomość, że sam autor nie wskazał drogi. Można domyślać się jego własnego poglądu: jako platonik zapewne przyjmował istnienie form w umyśle boskim, a zarazem dopuszczał istnienie wspólnych natur w rzeczach i pojęć ogólnych w duszy ludzkiej, co odpowiada późniejszemu rozróżnieniu uniwersaliów „przed rzeczą”, „w rzeczy” i „po rzeczy”, wypracowanemu przez komentatorów aleksandryjskich. Ale w samej Isagoge nie ma o tym ani słowa. Pytanie zostaje postawione i pozostawione otwarte.
Ironia historii polega na tym, że dla czytelnika średniowiecznego, który nie znał ani Enneady, ani greckich komentarzy, ten wstęp był często pierwszym miejscem, w którym w ogóle stawiano problem statusu bytów ogólnych. Pytanie o to, czym jest „człowiek” w zdaniu „Sokrates jest człowiekiem” – rzeczą, słowem czy pojęciem – zostało więc wprowadzone do kultury łacińskiej nie przez Platona, lecz przez podręcznik logiki, którego autor chciał właśnie tego pytania uniknąć.
Boecjusz jako tłumacz i rozjemca
Łacińskie losy Isagoge zaczynają się w IV wieku od przekładu Mariusza Wiktoryna, retora rzymskiego, znanego z nawrócenia opisanego przez Augustyna. Przekład ten zaginął jako całość, ale znamy go dzięki Boecjuszowi, który na początku VI wieku napisał do niego pierwszy komentarz, ułożony w formie dialogu. Uznawszy jednak tę wersję za niewystarczająco dokładną, Boecjusz przełożył tekst na nowo i opatrzył go drugim, znacznie obszerniejszym komentarzem w pięciu księgach. Był to element zamierzonego przedsięwzięcia: Boecjusz zamierzał przełożyć na łacinę wszystkie dzieła Platona i Arystotelesa i wykazać ich zasadniczą zgodność. Zrealizował tylko część tego planu, ale przekład Isagoge wraz z Kategoriami i Hermeneutyką stał się trzonem tak zwanej logica vetus, czyli „starej logiki”, na której kształciły się pokolenia uczniów aż do XII wieku.
W drugim komentarzu Boecjusz odważył się na to, czego Porfiriusz zaniechał. Jego rozwiązanie zbudowane jest na pojęciu abstrakcji. Umysł może rozpatrywać osobno to, co w rzeczywistości istnieje tylko łącznie, tak jak geometra rozpatruje linię bez ciała, choć żadna linia bez ciała nie istnieje. Rodzaje i gatunki są więc w rzeczach zmysłowych, ale ujmowane są poza nimi; istnieją w jednostkach, lecz są myślane jako ogólne. Myśl taka nie jest fałszywa, choć ujmuje rzecz inaczej, niż ona istnieje, ponieważ nie łączy tego, co rozdzielone, lecz rozdziela to, co złączone. Zaraz jednak Boecjusz dodaje zastrzeżenie, które miało równie długie życie: jest to stanowisko Arystotelesa, a Platon sądził, że rodzaje i gatunki nie tylko są myślane jako ogólne, lecz istnieją i trwają poza ciałami. Rozstrzygnięcie, który z nich ma rację, należy według Boecjusza do wyższej filozofii; on sam przedstawił pogląd Arystotelesa dlatego, że komentuje się tu dzieło arystotelesowskie.
Średniowiecze odziedziczyło więc nie jedno, lecz dwa zawieszenia sądu: Porfiriusza, który pytanie postawił i odłożył, oraz Boecjusza, który na nie odpowiedział, ale zaznaczył, że odpowiedź jest warunkowa. To podwójne niedopowiedzenie stworzyło przestrzeń sporu.
Od drabiny pojęć do drzewa
Drugim dziedzictwem Isagoge jest obraz, który stał się jednym z najczęściej rysowanych schematów w historii logiki. W rozdziale o gatunku Porfiriusz pokazuje na przykładzie kategorii substancji, jak rodzaje i gatunki układają się w szereg. Na szczycie stoi substancja, rodzaj najwyższy, który nie jest gatunkiem niczego wyższego. Pod nią jest ciało, pod ciałem ciało ożywione, dalej zwierzę, zwierzę rozumne i wreszcie człowiek, gatunek najniższy, pod którym znajdują się już tylko jednostki, takie jak Sokrates i Platon. Pośrednie ogniwa są jednocześnie rodzajami dla tego, co pod nimi, i gatunkami dla tego, co nad nimi. Szereg tworzą różnice: cielesne i bezcielesne, ożywione i nieożywione, czujące i nieczujące, rozumne i nierozumne.
Porfiriusz opisuje ten porządek słowami, nie rysunkiem. Diagram, nazwany później arbor Porphyriana, pojawia się w rękopisach średniowiecznych jako ilustracja na marginesach i w podręcznikach, a w XIII wieku utrwala go między innymi Summulae logicales Piotra Hiszpana. Przybierał różne postacie: pionowego pnia z gałęziami różnic odchodzącymi na boki, schodów, a niekiedy dosłownego drzewa z korzeniami i liśćmi. Sam obraz zawiera w sobie metafizyczną dwuznaczność. Drzewo rośnie od korzenia, a tu korzeniem jest rodzaj najogólniejszy, który niczym źródło udziela bytu wszystkiemu, co poniżej. Dla czytelnika wychowanego na platonizmie taki schemat mógł przypominać emanacyjny porządek, w którym niższe wywodzi się z wyższego; dla logika był tylko mapą stosunków orzekania. Porfiriusz zostawił obie lektury możliwymi.
Syryjczycy, Arabowie i spór o uniwersalia
Wędrówka Isagoge nie ograniczyła się do łacińskiego Zachodu. W świecie syryjskim tekst przełożono już w VI wieku, a w VII wieku wersję tę zrewidował Atanazy z Baladu; powstały też syryjskie komentarze, wśród których często wymienia się dzieło Probusa. Przekład ormiański, związany ze szkołą tłumaczy hellenizujących, również należy do późnej starożytności. Z kręgu syryjskiego tekst trafił do Arabów: w X wieku Abu Usman ad-Dimaszki przełożył go jako Isaghudzi, a wcześniej krążyły parafrazy i streszczenia. Al-Farabi napisał do niego komentarz, Awicenna rozpoczął część logiczną Księgi uzdrowienia od rozdziału o tej samej nazwie, a Ibn at-Tajjib komentował go w Bagdadzie. Tam również Isagoge stała na początku kursu, a pytanie o naturę rzeczy ogólnej wróciło w awicenniańskiej nauce o istocie, która sama w sobie nie jest ani ogólna, ani jednostkowa.
Na łacińskim Zachodzie pytania Porfiriusza ożyły z wielką siłą na przełomie XI i XII wieku. Roscelin z Compiègne miał głosić, że uniwersalia są tylko dźwiękami głosu, co znamy głównie z polemicznych relacji Anzelma z Canterbury i Abelarda. Wilhelm z Champeaux bronił realizmu, w którym ta sama istota obecna jest w całości w każdej jednostce, i pod naciskiem krytyki Abelarda modyfikował swoje stanowisko. Abelard w komentarzu do Porfiriusza, rozpoczynającym Logica ingredientibus, uznał, że ogólność przysługuje słowom jako znaczącym, nie rzeczom, i dołożył do trzech pytań czwarte: czy rodzaje i gatunki, gdyby zniknęły wszystkie oznaczane przez nie rzeczy, zachowałyby jeszcze jakieś znaczenie, jak nazwa róży, gdy nie kwitnie żadna róża. W XIII i XIV wieku spór przybrał nowe postaci u Tomasza z Akwinu, Dunsa Szkota i Ockhama, ale komentarze do Isagoge długo pozostawały naturalnym miejscem, w którym się toczył.
Jest coś znaczącego w tym, że jedno z centralnych zagadnień myśli zachodniej narodziło się z gestu wstrzemięźliwości. Neoplatonik, który znał odpowiedź swojej szkoły, nie chciał obciążać nią ucznia, zanim ten nauczy się rozróżniać rodzaj i gatunek. Jego milczenie było pedagogiczne, nie sceptyczne, ale czytelnicy, którzy nie mieli dostępu do reszty jego filozofii, wzięli je za zaproszenie do samodzielnej odpowiedzi. Tak niewielki tekst stał się progiem, na którym logika i metafizyka spotkały się na długie stulecia, a drzewo rodzajów, narysowane ręką kopistów, przypominało, że pytanie o to, co ogólne, jest zarazem pytaniem o miejsce człowieka w uporządkowanym świecie.
