Enneady VI 1-3 i krytyka kategorii Arystotelesa
W trzech traktatach „O rodzajach bytu” Plotyn dowodzi, że kategorie Arystotelesa i stoików nie obejmują rzeczywistości inteligibilnej, proponuje w ich miejsce pięć wielkich rodzajów z Platońskiego Sofisty, a późniejsza szkoła łagodzi ten spór, czytając Kategorie jako naukę o słowach.

Wielki traktat w trzech częściach
Traktaty umieszczone przez Porfiriusza na początku szóstej Enneady jako VI 1, VI 2 i VI 3 stanowią w istocie jedno dzieło. W spisie chronologicznym noszą numery od czterdziestego drugiego do czterdziestego czwartego, a ich wspólny tytuł, „O rodzajach bytu” (Peri tōn genōn tou ontos), wskazuje, że Plotyn zamierzał odpowiedzieć na pytanie zasadnicze: jakie są najwyższe rodzaje rzeczywistości i czy te, które przyjęła dotychczasowa filozofia, rzeczywiście na takie miano zasługują. Pierwsza część jest krytyczna, druga konstruktywna, trzecia wraca do świata zmysłowego, by wyznaczyć mu właściwe miejsce w porządku rodzajów.
Te traktaty należą do najtrudniejszych w całym zbiorze. Ich styl jest suchy, pełen skrótów, gęsty od technicznych odniesień do ówczesnych dyskusji szkolnych. Plotyn nie wykłada tu nauki duchowej, lecz prowadzi spór na terenie, który należał do perypatetyków i stoików, i posługuje się ich językiem. Mimo to stawka sporu jest dla niego zasadnicza. Chodzi o to, czy narzędzia pojęciowe, którymi opisujemy świat, mogą sięgnąć do rzeczywistości prawdziwej, czy też są skrojone na miarę świata cieni i w zetknięciu z tym, co inteligibilne, okazują się bezradne.
Przeciw dziesięciu kategoriom
Arystoteles w Kategoriach wyliczył dziesięć najwyższych rodzajów orzekania: substancję, ilość, jakość, relację, miejsce, czas, położenie, posiadanie, działanie i doznawanie. W czasach Plotyna traktat ten był już przedmiotem wielu komentarzy, a niektórzy platonicy, jak przekazują późniejsze źródła, krytykowali go wcześniej, zwłaszcza Lukios i Nikostratos, których poglądy znamy jedynie z wtórnych relacji. Plotyn podejmuje tę tradycję krytyki i nadaje jej systematyczną postać.
Pierwsze pytanie brzmi: czy substancja (ousia) jest jednym rodzajem, który obejmuje zarówno byty inteligibilne, jak i zmysłowe? Plotyn odpowiada przecząco. Jeśli substancję w obu tych światach nazywa się tak samo, to albo w obu znaczy to samo, albo jedynie tak samo brzmi. W pierwszym przypadku forma inteligibilna i ciało zmysłowe miałyby wspólną naturę, co jest dla platonika nie do przyjęcia, bo ciało jest jedynie odbiciem formy. W drugim przypadku kategoria substancji okazuje się wieloznaczna, a więc nie jest jednym rodzajem. Rzeczywistość, w której byt prawdziwy i jego obraz różnią się nie stopniem, lecz naturą, nie pozwala się objąć jednym pojęciem.
Podobne zarzuty Plotyn kieruje przeciw innym kategoriom. Ilość obejmuje zarówno liczbę, jak i wielkość ciągłą, a przecież liczba w świecie inteligibilnym jest czymś zupełnie innym niż mierzona wielkość ciał. Relacja jest dla Plotyna szczególnie podejrzana: pyta, czy stosunki mają jakieś własne istnienie, czy są tylko sposobem patrzenia na rzeczy. Kategorie miejsca, czasu, położenia i posiadania wydają mu się tak bardzo związane ze światem ciał, że nie ma sensu szukać ich w rzeczywistości inteligibilnej. Działanie i doznawanie z kolei nie mogą być dwoma odrębnymi rodzajami, skoro są dwiema stronami jednego ruchu.
Z tego rozbioru wynika wniosek ogólny. Arystotelesowskie kategorie są dobre jako opis świata zmysłowego, a i to nie w pełni, lecz nie mogą być uważane za najwyższe rodzaje bytu. Arystoteles, zdaniem Plotyna, nie zapytał o byty inteligibilne, a jeśli w ogóle uważał swoje kategorie za uniwersalne, to się mylił.
Stoicy i rodzaj „czegoś”
Krytyka stoików, zajmująca końcowe rozdziały VI 1, jest jeszcze ostrzejsza. Stoicy przyjmowali cztery najwyższe rodzaje: podłoże (hypokeimenon), to, co jakościowe, to, co jakoś się ma, i to, co jakoś się ma w stosunku do czegoś innego. Ponad nimi umieszczali najogólniejsze pojęcie „czegoś” (ti), które obejmowało zarówno ciała, jak i rzeczy bezcielesne, na przykład czas, miejsce i znaczenie słów.
Plotyn zarzuca stoikom, że uczynili z materii pierwszą i najważniejszą rzeczywistość. Skoro podłoże jest dla nich w gruncie rzeczy materią, a materia jest najniższym stopniem bytu, to cały ich system stoi na głowie: najniższe zostaje uznane za najwyższe, a forma, która w rzeczywistości porządkuje materię, staje się tylko jej przypadłością. Plotyn widzi w tym konsekwencję stoickiego materializmu, według którego wszystko, co działa, musi być ciałem. Pojęcie „czegoś” jako najwyższego rodzaju wydaje mu się z kolei pustym słowem, które nie mówi nic określonego i obejmuje rzeczy tak różne, że ich wspólne zaliczenie do jednego rodzaju jest pozbawione treści.
Pięć wielkich rodzajów
W drugim traktacie, VI 2, Plotyn przechodzi do części konstruktywnej. Szuka rodzajów, które obejmowałyby rzeczywistość inteligibilną, i znajduje je w Platońskim Sofiście. W tym dialogu Gość z Elei, rozważając związki między najważniejszymi pojęciami, wymienia pięć „największych rodzajów” (megista genē): byt, ruch, spoczynek, tożsamość i różnicę. Platon traktował je jako przykład tego, jak pojęcia mogą się ze sobą łączyć i wykluczać, nie wiadomo jednak, czy uważał je za systematyczny zbiór kategorii. Plotyn czyni z nich właśnie taki zbiór.
Pięć rodzajów opisuje strukturę intelektu, który jest dla Plotyna zarazem całością bytu prawdziwego. Byt (on) to po prostu istnienie formy. Ruch (kinēsis) to życie i aktywność myślenia, które w intelekcie nigdy nie ustaje. Spoczynek (stasis) to trwałość i niezmienność, które sprawiają, że ta aktywność nie jest przemijaniem. Tożsamość (tauton) to jedność, dzięki której każda forma jest sobą i cały intelekt jest jednym. Różnica (heteron) to wielość, dzięki której formy różnią się od siebie i intelekt może myśleć wiele rzeczy. Plotyn dowodzi, że żadnego z tych rodzajów nie da się sprowadzić do innego, a zarazem wszystkie są ze sobą nierozdzielnie splecione.
W tym schemacie nie ma miejsca dla ilości ani jakości jako rodzajów pierwotnych. Liczba i jakość istnieją w intelekcie, ale są wtórne wobec pięciu rodzajów. Plotyn pyta też, czy Jedno albo Dobro mogłoby być szóstym rodzajem, i odpowiada, że nie: Jedno jest ponad bytem i nie może być rodzajem, a dobro, o ile występuje w intelekcie, jest raczej jego ukierunkowaniem ku Pierwszemu niż osobną kategorią. Pięć rodzajów opisuje więc nie całość rzeczywistości, lecz jej drugi poziom, ten, na którym byt staje się myślą.
Świat zmysłowy jako zlepek
Trzeci traktat, VI 3, wraca do świata zmysłowego. Skoro kategorie Arystotelesa nie pasują do rzeczywistości inteligibilnej, a pięć wielkich rodzajów nie pasuje do świata ciał, to trzeba zaproponować osobny zestaw rodzajów dla świata zmysłowego. Plotyn proponuje pięć: tak zwaną substancję, relację, ilość, jakość i ruch. Zbieżność tej liczby z pięcioma rodzajami inteligibilnymi trudno uznać za przypadkową, choć Plotyn podkreśla, że chodzi jedynie o analogię, a nie o te same rodzaje przeniesione niżej.
Najciekawszy jest jego opis substancji zmysłowej. Zdaniem Plotyna to, co nazywamy substancją w świecie ciał, nie jest prawdziwą substancją, lecz zlepkiem (symphorēsis) jakości i materii. Ciało jest sumą jakości, które pojawiają się w podłożu, a samo podłoże jest pozbawione wszelkiej formy. Arystoteles uważał pojedynczą rzecz, ten oto koń czy ten oto człowiek, za pierwszą substancję. Plotyn odwraca to ujęcie: pojedyncza rzecz jest jedynie cieniem, w którym spotykają się odbicia form, a jej rzekoma samodzielność jest złudzeniem. Prawdziwą substancją jest forma, i to forma w intelekcie, nie w materii.
Harmonizacja po Plotynie
Krytyka Plotyna mogła doprowadzić do odrzucenia Arystotelesowskich Kategorii przez platonizm. Stało się jednak inaczej, i to dzięki najbliższemu uczniowi Plotyna. Porfiriusz napisał dwa komentarze do Kategorii: krótki, w formie pytań i odpowiedzi, który się zachował, oraz obszerny, w siedmiu księgach, dedykowany niejakiemu Gedaliosowi, znany jedynie z wzmianek. Porfiriusz zaproponował interpretację, która rozbrajała zarzuty mistrza. Według niego Kategorie nie są traktatem o najwyższych rodzajach bytu, lecz o prostych słowach, które oznaczają rzeczy zmysłowe. Arystoteles nie twierdził więc, że jego kategorie obejmują świat inteligibilny, i nie można mu zarzucać, że go nie objęły.
W zachowanym krótkim komentarzu Porfiriusz uściśla to stanowisko rozróżnieniem dwóch „nadań” słów. Pierwsze nadanie polega na nazywaniu rzeczy: mówimy „człowiek”, „biały”, „większy”, wskazując na coś w świecie. Drugie nadanie polega na nazywaniu samych słów, gdy mówimy, że coś jest rzeczownikiem albo czasownikiem. Kategorie dotyczą według Porfiriusza słów pierwszego nadania, a więc wyrażeń, które oznaczają rzeczy zmysłowe w tej mierze, w jakiej zostały oznaczone. Takie ujęcie umieszcza traktat Arystotelesa gdzieś między gramatyką a metafizyką i pozwala go czytać bez przesądzania o naturze bytu prawdziwego. Plotyński zarzut nie zostaje odparty wprost, lecz traci przedmiot, skoro Kategorie nigdy nie miały ambicji, którą im przypisał.
Ta interpretacja pozwoliła włączyć Kategorie do programu nauczania neoplatońskiego jako pierwszy krok w nauce logiki, poprzedzający lekturę Platona. Wkrótce po Porfiriuszu dzieło to stało się punktem wyjścia dla całej filozoficznej edukacji późnej starożytności, a za pośrednictwem łacińskiego przekładu Boecjusza przeszło do średniowiecznego Zachodu. Ironią historii jest to, że Plotyn, który chciał odebrać Kategoriom rangę uniwersalnego klucza, przyczynił się pośrednio do tego, że stały się one fundamentem szkolnej logiki na ponad tysiąc lat.
Dalszym etapem harmonizacji był komentarz Deksipposa, ucznia Jamblicha żyjącego w IV wieku. Jego dzieło ma formę dialogu, w którym nauczyciel odpowiada na wątpliwości ucznia, a wątpliwości te w znacznej części są zarzutami Plotyna z VI 1. Deksippos odpiera je, korzystając w dużej mierze z rozwiązań Porfiriusza, i pokazuje, że Arystoteles dobrze wiedział, co robi, gdy ograniczał swoje kategorie do świata zmysłowego. W VI wieku Symplicjusz w swoim obszernym komentarzu do Kategorii zachował wiele informacji o tych dyskusjach i ukazał je jako stopniowe uzgadnianie Platona z Arystotelesem.
Plotyńska krytyka nie została więc zapomniana, lecz zneutralizowana. Pytanie, które postawił, czy narzędzia pojęciowe wypracowane dla świata zmysłowego mogą sięgnąć do tego, co prawdziwie jest, zachowało jednak swoją ostrość. Powraca ono wszędzie tam, gdzie filozofia próbuje mówić o tym, co przekracza doświadczenie, i musi zdecydować, czy jej język jest odpowiedni do takiego zadania, czy też wymaga przemiany od samych podstaw.
