Enneada V 1 i trzy pierwotne hipostazy
Enneada V 1, znana pod tytułem O trzech pierwotnych hipostazach, jest nie tylko wykładem o Jednym, Intelekcie i Duszy, lecz przede wszystkim mową zachęcającą duszę do przypomnienia sobie własnego ojca, połączoną z egzegezą trzech „królów” z platońskiego Listu II i mitu o Uranosie i Kronosie.

Dusze, które zapomniały ojca
Dziesiąty traktat w chronologicznym spisie Porfiriusza zaczyna się nie od definicji, lecz od pytania, które ma ton wyrzutu. Cóż to jest, co sprawiło, że dusze zapomniały o ojcu, o bogu, i choć są jego częściami i całkowicie do niego należą, nie znają ani siebie, ani jego? Tytuł, pod którym tekst trafił do Ennead, sugeruje traktat systematyczny, ale pierwsze rozdziały mają charakter protreptyku, czyli mowy zachęcającej do filozofii, w duchu, jaki znał już Arystoteles w zaginionym Protreptyku. Plotyn zwraca się do duszy, która zgubiła drogę, i próbuje ją obudzić.
Przyczyną zapomnienia jest według niego zuchwałość, tolma, oraz wejście w stawanie się, pierwsza inność i pragnienie, by należeć do samych siebie. Dusze, które ucieszyły się swoją samowolą, odbiegły daleko i zatraciły świadomość, że stamtąd pochodzą. Plotyn porównuje je do dzieci, które wcześnie oderwane od ojca i wychowane z dala od domu nie wiedzą, kim same są ani kim są ich rodzice. W ten sposób zapomnienie staje się nie tylko błędem poznawczym, lecz także stanem bycia: dusza, nie znając siebie, ceni to, co obce, i podziwia rzeczy, które są niższe od niej.
Z tego rozpoznania wynika plan całego traktatu. Plotyn mówi, że do takich dusz trzeba skierować podwójną mowę. Pierwsza ma ukazać niską wartość rzeczy, które dusza podziwia tutaj; druga ma przypomnieć jej, z jakiego rodu pochodzi i jaka jest jej godność. Druga jest ważniejsza, bo z niej wynika pierwsza. Gdy dusza zrozumie, kim jest, sama przestanie cenić to, co niegodne. Nauka o hipostazach jest więc w tym traktacie narzędziem przypomnienia, a nie jedynie opisem struktury rzeczywistości.
Warto przy tym pamiętać, że sam tytuł pochodzi od Porfiriusza, a słowo hypostasis nie miało jeszcze u Plotyna tego technicznego ciężaru, jaki nadały mu późniejsze spory teologiczne. Oznaczało raczej rzeczywiste zaistnienie, ugruntowanie się czegoś w bycie, niż „osobę” czy „substancję” w znaczeniu soborowym. Plotyn używa go swobodnie, obok wielu innych określeń, a o tym, że chodzi o trzy, a nie o więcej czy mniej zasad, przesądza nie terminologia, lecz argument. Kanoniczny trójpodział stał się wizytówką neoplatonizmu w znacznej mierze dzięki temu właśnie traktatowi i jego redakcyjnemu tytułowi, choć jego treść jest bardziej osobista, niż sugeruje szkolne hasło.
Godność duszy
Pierwszy krok tej mowy dotyczy samej duszy. Plotyn każe czytelnikowi rozważyć, że to dusza uczyniła wszystkie istoty żywe, tchnąc w nie życie: te, które karmi ziemia, i te, które żyją w morzu, i boskie gwiazdy na niebie. To ona uczyniła słońce i to wielkie niebo, ona je porządkuje i obraca w ładzie, będąc naturą różną od rzeczy, które porządkuje. Te rzeczy rodzą się i umierają, gdy dusza je opuszcza lub daje im życie, a ona sama trwa zawsze.
Plotyn proponuje ćwiczenie wyobraźni, które ma pomóc zobaczyć, czym jest ta obecność duszy w kosmosie. Niech dusza, która jest spokojna, wyobrazi sobie, że wchodzi w ciało nieba, jakby wlewała się w nie z zewnątrz, z każdej strony. Tak jak promienie słońca, padając na ciemną chmurę, rozjaśniają ją i nadają jej złoty wygląd, tak dusza, wchodząc w ciało nieba, nadała mu życie i nieśmiertelność, obudziła je, gdy leżało bezwładne. Ciało świata, bez duszy, byłoby martwym ciałem, ziemią i wodą, a raczej ciemnością materii.
Z tego obrazu wynika wniosek o godności każdej duszy. Skoro nasza dusza jest tego samego rodzaju co dusza świata, to człowiek, który ją lekceważy, lekceważy coś boskiego. Nie powinien podziwiać ciał ani bogactwa, bo to, co w nich cenne, pochodzi od duszy. Plotyn nie twierdzi przy tym, że każda dusza jest równa duszy świata; podkreśla tylko wspólnotę rodzaju, która daje duszy prawo do dumy i obowiązek przypomnienia sobie, kim jest. Dopiero na tym tle traktat przechodzi do tego, co jest ponad duszą.
Kronos, który połyka swoje dzieci
W środku traktatu pojawia się egzegeza mitologiczna, która dla współczesnego czytelnika bywa zaskakująca. Plotyn mówi o Intelekcie, że jest on w pewnym sensie Kronosem. Nawiązuje do etymologii z Kratylosa, gdzie imię Kronosa zostaje wyprowadzone od koros, nasycenia czy czystości, i od nous, umysłu. Intelekt jest więc bogiem nasyconym, pełnym, który nie potrzebuje niczego poza sobą, bo ma w sobie wszystkie idee.
Mit Hezjoda, w którym Kronos połyka swoje dzieci, nabiera w tym świetle nowego sensu. Plotyn interpretuje go jako opowieść o Intelekcie, który zatrzymuje w sobie wszystko, co rodzi, bo nie pozwala swoim myślom upaść w materię, lecz utrzymuje je w swojej pełni. Kronos jest najmądrzejszym bogiem przed narodzinami Zeusa, bo połyka z powrotem to, co rodzi, i jest pełen siebie. Mimo to rodzi Zeusa, czyli Duszę, która jest już na zewnątrz i która zaczyna tworzyć świat. Zeus jest więc dzieckiem Intelektu, które nie zostaje połknięte, bo jego zadaniem jest przekazać pełnię Intelektu dalej.
Nad Kronosem stoi Uranos, jego ojciec, który w tej egzegezie odpowiada Jednemu. Plotyn nie rozwija tego wątku szczegółowo, ale układ jest jasny: trzy pokolenia bogów, Uranos, Kronos i Zeus, stają się alegorią trzech hipostaz. Ta lektura miała długą przyszłość w późniejszym neoplatonizmie, który chętnie odczytywał mity jako kodowany przekaz metafizyki. U samego Plotyna jest ona jednak raczej ilustracją niż dowodem. Mit pomaga zobaczyć relację między hipostazami: ojcostwo, które nie jest zmianą, rodzenie, które nie jest utratą, i dziecko, które pozostaje w ojcu albo wychodzi z niego, zachowując jego podobieństwo.
Okaleczenie Uranosa, które w micie Hezjoda jest aktem przemocy, nie pojawia się w tym traktacie jako problem moralny. Plotyna interesuje tylko struktura pochodzenia, a nie dramat rodzinny. To charakterystyczne dla jego egzegezy, która bierze z mitu to, co da się przełożyć na język filozofii, a resztę pozostawia bez komentarza.
Trzej królowie i Parmenides
Drugą linią egzegezy jest odwołanie do Platona. W ósmym rozdziale Plotyn pisze, że nauka o trzech hipostazach nie jest nowa i nie pochodzi z jego czasów, lecz została wypowiedziana dawno temu, choć niewyraźnie, a jego własne słowa są jedynie jej wykładem. Jako świadectwo przywołuje przede wszystkim ustęp z Listu II, przypisywanego Platonowi, gdzie mowa o tym, że wokół króla wszystkiego jest wszystko i ze względu na niego wszystko, wokół drugiego to, co drugie, a wokół trzeciego to, co trzecie. Plotyn czyta te słowa jako zapis trzech poziomów rzeczywistości: Jednego, Intelektu i Duszy.
Autentyczność Listu II jest dziś powszechnie kwestionowana, ale w starożytności uchodził on za pismo Platona i był jednym z najważniejszych tekstów platońskiej teologii. Plotyn przywołuje też List VI, w którym mowa o „ojcu przyczyny”. Przyczyną jest tu Intelekt, a jego ojcem Dobro, które jest ponad Intelektem i ponad bytem. Dla Plotyna te zdania potwierdzają, że Platon znał trzy hipostazy, nawet jeśli nie wyłożył ich w sposób systematyczny.
Najbardziej wyrafinowanym argumentem jest jednak odwołanie do Parmenidesa. Plotyn zauważa, że Parmenides z dialogu Platona, w odróżnieniu od historycznego Parmenidesa, rozróżnia trzy rodzaje jedności. Pierwsze Jedno jest Jednem w sensie ścisłym, drugie nazywa jednym-wieloma, trzecie – jednym i wieloma. Plotyn odczytuje je jako Jedno, Intelekt i Duszę. Ta lektura stała się jedną z podstaw neoplatońskiej interpretacji Parmenidesa, którą później rozwinęli Proklos i Damaskios, czytając kolejne hipotezy dialogu jako opis kolejnych poziomów bytu.
Plotyn dodaje uwagę o historycznym Parmenidesie, który w poemacie utożsamił myślenie i bycie. Chwali go za to, że nie umieścił bytu w rzeczach zmysłowych, ale krytykuje za to, że nazwał byt jednym, choć ten byt, porównany do kuli, zawiera wielość. Podobnie omawia Anaksagorasa, Heraklita i Empedoklesa, a także Arystotelesa, który oddzielił pierwszą zasadę od świata, ale uczynił ją myślą myślącą samą siebie, czyli Intelektem, a nie Jednym. Ten przegląd pokazuje, że Plotyn widzi siebie jako dziedzica całej greckiej filozofii, która stopniowo zbliżała się do prawdy, ale dopiero u Platona osiągnęła jasność, której on sam jest egzegetą.
Zwrócenie słuchu ku wnętrzu
Ostatnie rozdziały traktatu wracają do pytania z początku. Skoro mamy w sobie tak wielkie rzeczy, dlaczego ich nie postrzegamy i dlaczego większość z nas nie wykorzystuje tych zdolności? Plotyn odpowiada, że nie wszystko, co jest w duszy, jest od razu postrzegane. Dociera do nas tylko to, co przechodzi do władzy postrzegania. Gdy dusza zajęta jest czymś innym, nie zauważa tego, co dzieje się w jej głębi, choć to nie przestaje się dziać.
Dlatego trzeba skierować uwagę do wnętrza. Plotyn porównuje to do człowieka, który oczekuje głosu, który pragnie usłyszeć. Odwraca się od innych głosów i nastawia ucho, by usłyszeć ten jeden dźwięk, gdy się pojawi. Tak samo dusza musi odciąć się od zgiełku świata zmysłowego, jeśli nie jest to konieczne, i zachować czystą władzę postrzegania, gotową na głos z wysoka.
Ten obraz łączy się z innym, z szóstego rozdziału, gdzie Plotyn, zanim zacznie mówić o pochodzeniu Intelektu z Jednego, zaprasza czytelnika do modlitwy. Mówi, by wezwać samego boga, nie słowami wypowiedzianymi, lecz wyciągając duszę w modlitwie do niego, ponieważ w ten sposób można modlić się samotnie do samotnego. W traktacie systematycznym nie zdarza się to często. Nauka o trzech hipostazach okazuje się w tym świetle nie tyle teorią, ile drogą powrotu, a hierarchia bytu – mapą, której celem jest pomóc duszy przypomnieć sobie o domu, z którego wyszła.
