Pieczęć Ordo Theia Philosophia
Neoplatonizm

Robert Grosseteste i metafizyka światła

W traktacie De luce Robert Grosseteste opisał światło jako pierwszą formę cielesną, która rozprzestrzeniając się z jednego punktu nadaje materii wymiary i tworzy kolejne sfery wszechświata, przekładając neoplatońską intuicję emanacji na język proporcji, nieskończoności i geometrii.

Robert Grosseteste jako biskup Lincoln z mitrą i pastorałem, miniatura z początku XIV wieku, British Library, Harley MS 3860, f. 48 – domena publiczna
Robert Grosseteste jako biskup Lincoln z mitrą i pastorałem, miniatura z początku XIV wieku, British Library, Harley MS 3860, f. 48 – domena publiczna · Wikimedia Commons

Uczony z Oksfordu i biskup Lincoln

Robert Grosseteste przyszedł na świat około 1170 roku w Suffolk, w skromnej rodzinie, i zrobił karierę, jaka w ówczesnej Anglii była możliwa niemal wyłącznie dzięki nauce. Był magistrem sztuk, prawdopodobnie studiował teologię w Paryżu lub Oksfordzie, przez pewien czas kierował szkołami oksfordzkimi jako magister scholarum, a w latach 1229–1235 wykładał teologię franciszkanom, którzy dopiero co osiedlili się w mieście. W 1235 roku został biskupem Lincoln, największej diecezji Anglii, i pozostał nim aż do śmierci w 1253 roku. Jako biskup był surowym reformatorem i nie wahał się sprzeciwiać nawet papieskim nominacjom, które uważał za szkodliwe dla duszpasterstwa.

Jego dorobek naukowy jest niezwykle rozległy. Obejmuje komentarze do Arystotelesa, traktaty astronomiczne i optyczne, rozprawy o kometach, tęczy, cieple słońca i ruchu sfer, dzieła teologiczne, przekłady z greki i pisma duszpasterskie. Historycy nauki, zwłaszcza Alistair Crombie w książce z 1953 roku, widzieli w nim jednego z twórców metody eksperymentalnej. Historycy filozofii podkreślają raczej, że całe jego myślenie o przyrodzie wyrasta z jednej intuicji metafizycznej: że światło jest kluczem do zrozumienia struktury świata. Najzwięźlej wyraził ją w krótkim traktacie De luce, powstałym zapewne w drugiej połowie lat dwudziestych XIII wieku.

Światło jako forma cielesności

De luce seu de inchoatione formarum, „O świetle, czyli o początku form”, zaczyna się od tezy zaskakującej dla współczesnego czytelnika. Pierwszą formą cielesną, którą niektórzy nazywają cielesnością, corporeitas, jest według Grosseteste'a światło. Forma ta nie jest jedną z wielu cech ciał, obok barwy czy ciepła. Jest tym, co w ogóle czyni materię ciałem, czyli nadaje jej rozciągłość w trzech wymiarach.

Dlaczego właśnie światło? Grosseteste odpowiada, że światło z natury samo się pomnaża i rozprzestrzenia we wszystkich kierunkach, sferycznie, w jednej chwili, z dowolnego punktu, w którym się znajduje. Skoro forma nie może istnieć bez materii, światło, rozprzestrzeniając się, pociąga ze sobą materię i rozciąga ją wraz z sobą. Bezwymiarowy punkt materii, przeniknięty światłem, zamienia się w ten sposób w kulę. Rozciągłość nie jest więc cechą pierwotną materii, lecz skutkiem działania formy, która ma naturę promieniującą.

Wybór światła miał też uzasadnienie w hierarchii godności. Grosseteste podkreśla, że światło jest najszlachetniejszą, najsubtelniejszą i najbardziej podobną do bytów duchowych spośród form cielesnych. Działa natychmiast, nie potrzebuje ośrodka, przenika wszystko, a zarazem pozostaje niepodzielne w swojej istocie. Nadaje się więc na pośrednika między światem duchów a światem ciał w sposób, w jaki nie nadałaby się żadna inna forma. Za tym rozumowaniem stoi także lektura Księgi Rodzaju. Skoro w pierwszym dniu Bóg rzekł „Niech się stanie światło”, zanim jeszcze stworzył słońce i gwiazdy, to światło musi być czymś wcześniejszym od ciał niebieskich, a nie tylko ich wytworem. Grosseteste rozwinie tę myśl w Heksaemeronie, napisanym w pierwszej połowie lat trzydziestych, ale już w De luce stanowi ona ciche tło argumentacji.

W tym miejscu Grosseteste wprowadza argument matematyczny, który czyni jego traktat wyjątkowym. Światło jest proste, a coś prostego, pomnożone skończoną liczbę razy, nie mogłoby wytworzyć wielkości. Musi więc pomnażać się nieskończenie, a nieskończone pomnożenie prostego wytwarza wielkość skończoną. Co więcej, nieskończoności nie są sobie równe. Nieskończona suma liczb może być dwa razy większa od innej nieskończonej sumy, tak jak w liczbach nieskończonych istnieją wszystkie proporcje liczb skończonych. Dzięki temu różne ciała mogą mieć różne wielkości, choć każde z nich powstało z nieskończonego pomnożenia światła. Argument ten bywał przedmiotem zachwytu i krytyki historyków matematyki; niezależnie od jego ścisłości pokazuje, jak poważnie Grosseteste traktował zadanie wyrażenia metafizyki w języku proporcji.

Od firmamentu do ziemi

Rozprzestrzenianie się światła nie trwa w nieskończoność. Im dalej od początkowego punktu, tym materia staje się rzadsza, aż na zewnętrznej granicy osiąga najwyższe możliwe rozrzedzenie. Tam powstaje pierwsze ciało doskonałe, firmament, złożony jedynie z pierwszej materii i pierwszej formy. Jest to granica świata, sfera, w której forma i materia osiągnęły pełne zjednoczenie i nie mogą już ulec zmianie.

Od firmamentu zaczyna się drugi ruch. Firmament wysyła ku wnętrzu światło, które Grosseteste nazywa lumen, odróżniając je od pierwotnego lux. Światło to, zmierzając do środka, zagęszcza materię znajdującą się poniżej i tworzy kolejną sferę, która z kolei wysyła własne światło i tworzy następną. W ten sposób powstaje dziewięć sfer niebieskich, niezniszczalnych i doskonałych, a poniżej nich cztery sfery żywiołów: ognia, powietrza, wody i ziemi. Razem trzynaście sfer, z których najniższe są coraz gęstsze, coraz bardziej złożone i coraz bardziej podatne na zmianę. Ziemia, w samym środku, zawiera w sobie światło wszystkich wyższych sfer, ale w najbardziej zagęszczonej postaci.

Ten obraz łatwo odczytać w kategoriach neoplatońskich. Wszechświat powstaje przez wylanie się jednego źródła, które w miarę oddalania się słabnie, a każdy stopień rzeczywistości odbiera światło od wyższego i przekazuje je niższemu. Grosseteste wprowadza jednak istotną zmianę. Źródłem tego procesu nie jest u niego pozaświatowe Jedno, lecz stworzone światło, pierwsza forma, którą Bóg powołał do istnienia razem z pierwszą materią. Emanacja zostaje przeniesiona z poziomu boskiej natury na poziom fizyki stworzenia. To, co u Plotyna było wypływaniem bytu z boskiego źródła, u Grosseteste'a staje się samorozprzestrzenianiem stworzonej formy według praw, które daje się opisać matematycznie.

Traktat kończy się refleksją o liczbie. Grosseteste wskazuje, że każde doskonałe ciało jest złożone z czterech elementów: formy, materii, złożenia i tego, co złożone. Suma pierwszych czterech liczb daje dziesięć, liczbę doskonałości, a proporcje między tymi liczbami odpowiadają harmoniom muzycznym. Dlatego, pisze Grosseteste, istnieje dziewięć sfer niebieskich i sfera żywiołów jako dziesiąta całość, i dlatego tylko ciała zbudowane według tych proporcji są trwałe. Kosmologia światła zamyka się pitagorejską arytmetyką, w której matematyka okazuje się nie narzędziem opisu, lecz strukturą samego bytu.

Źródła i przekład Dionizego

Skąd Grosseteste czerpał swoją metafizykę światła? Odpowiedź nie jest prosta, bo jego źródła były liczne i przetworzone. Ważną rolę odgrywał Augustyn, dla którego światło było najwyższym z obrazów prawdy i poznania. Znaczenie miał też Bazyli Wielki, którego Heksaemeron czytano w przekładzie łacińskim i który w świetle pierwszego dnia stworzenia widział zasadę porządku świata. Arabscy autorzy, zwłaszcza al-Kindi w traktacie o promieniach, dostarczali idei, że każda rzecz działa poprzez promieniowanie swojej mocy w przestrzeni, a Liber de causis, wyciąg z Proklosa krążący pod imieniem Arystotelesa, przekazywał neoplatońską wizję stopniowanego udzielania się przyczyny.

Szczególne miejsce zajmuje Pseudo-Dionizy. Grosseteste znał jego pisma najpierw w przekładach łacińskich, a w ostatnich latach życia, już jako biskup, nauczył się greki i z pomocą współpracowników przygotował własne tłumaczenie całego korpusu wraz z obszernym komentarzem. Prace te prowadził w latach czterdziestych XIII wieku, równolegle z przekładem Etyki nikomachejskiej i pism Jana Damasceńskiego. W komentarzu do Hierarchii niebieskiej i Imion Bożych powraca motyw światła jako obrazu dobra, które udziela się wszystkiemu, co może je przyjąć. Dionizy opisywał Dobro jako źródło światła oświecające wszystkie stopnie bytu, i ta wizja dobrze współbrzmiała z kosmologią De luce, choć na innym poziomie – teologicznym, nie fizycznym.

Związek między obiema warstwami myśli Grosseteste'a był dla niego oczywisty. Pierwsze światło fizyczne jest stworzonym odbiciem światła boskiego, a struktura kosmosu odbija strukturę oświecenia, w którym Bóg udziela się umysłom. W komentarzu do Analityk wtórych Grosseteste mówi o świetle duchowym, które oświeca intelekt i umożliwia poznanie prawdy, a w Heksaemeronie łączy światło pierwszego dnia z najwyższymi tajemnicami teologii. Metafizyka światła działa więc na wszystkich poziomach jednocześnie: w fizyce, w teorii poznania i w teologii.

Dziedzictwo oksfordzkie

Wpływ Grosseteste'a na Oksford był głęboki i trwały. Jego uczniowie i czytelnicy wśród franciszkanów, przede wszystkim Roger Bacon, rozwinęli naukę o pomnażaniu się species, czyli o promieniowaniu mocy rzeczy w przestrzeni, którą Grosseteste wyłożył w traktacie De lineis, angulis et figuris. Twierdził tam, że wszystkie działania przyrody odbywają się wzdłuż linii, kątów i figur, a więc dają się badać metodami geometrii. To przekonanie stało się jednym z filarów oksfordzkiej tradycji filozofii przyrody, w której optyka uchodziła za klucz do zrozumienia natury.

Spuścizna ta była przedmiotem długich badań. Ludwig Baur wydał w 1912 roku filozoficzne pisma Grosseteste'a, James McEvoy w 1982 roku poświęcił jego myśli obszerną monografię, a w XXI wieku interdyscyplinarny projekt Ordered Universe, łączący historyków, filologów i fizyków, przygotował nowe wydania i przekłady jego traktatów przyrodniczych, w tym De luce. Fizycy uczestniczący w tym projekcie zwrócili uwagę, że kosmologia światła Grosseteste'a, choć oczywiście nie jest fizyką w nowoczesnym sensie, ma spójną strukturę matematyczną, którą można modelować.

Dla historii neoplatonizmu De luce jest dokumentem szczególnym. Pokazuje, że neoplatońska wizja świata jako wylewania się jednego źródła mogła przetrwać w świecie, który przyswajał właśnie Arystotelesa, i to nie jako obca mu alternatywa, ale jako metafizyczny fundament fizyki. Grosseteste nie był zwolennikiem Plotyna ani Proklosa w ścisłym znaczeniu. Był chrześcijańskim biskupem, który w świetle znalazł zarazem najstarszy obraz Boga i najmniejszą jednostkę materii, a w geometrii – język, w którym jedno i drugie dawało się wypowiedzieć.