Enneada II 9 i Plotyn przeciw gnostykom
Enneada II 9, zamykająca tak zwany wielki traktat Plotyna, jest polemiką z gnostykami obecnymi w jego rzymskim kręgu; filozof broni w niej piękna i boskości widzialnego kosmosu przeciw nauce o złym stwórcy i złym świecie, a zarazem wytycza granice własnej szkoły.

Spór w gronie przyjaciół
Polemika, która zajmuje dziewiąty traktat drugiej Enneady, nie była sporem z odległymi przeciwnikami. Porfiriusz w szesnastym rozdziale Żywota Plotyna opisuje jej tło z rzadką dokładnością. Pisze, że w czasach Plotyna było wielu chrześcijan, a wśród nich także sekciarze, którzy wywodzili się z dawnej filozofii, skupieni wokół Adelfiosa i Akwilinosa. Posiadali oni liczne pisma Aleksandra Libijczyka, Filokomosa, Demostratosa i Lydosa i przedstawiali objawienia Zoroastra, Zostrianosa, Nikoteosa, Allogenesa, Messosa i innych. Zwodzili wielu, a i sami byli zwiedzeni, twierdząc, że Platon nie dotarł do głębi bytu inteligibilnego.
Porfiriusz dodaje, że Plotyn wielokrotnie zbijał ich poglądy podczas wykładów, a potem napisał księgę, której uczniowie nadali tytuł Przeciw gnostykom. Resztę pracy zostawił swoim uczniom. Amelios napisał czterdzieści ksiąg przeciw księdze Zostrianosa, a sam Porfiriusz wykazał licznymi argumentami, że księga przypisywana Zoroastrowi jest nieautentyczna i niedawna, sfabrykowana przez tych, którzy chcieli uchodzić za strażników dawnej mądrości. Dla historyka to świadectwo jest bezcenne: pokazuje, że Plotyn spotykał gnostyków nie w książkach, lecz w swoim seminarium, i że traktowano ich na tyle poważnie, by prowadzić z nimi długą i rozłożoną na kilka osób kampanię.
Odkrycie biblioteki z Nag Hammadi w 1945 roku przyniosło koptyjskie teksty noszące tytuły Zostrianos i Allogenes, co pozwoliło powiązać krąg opisany przez Porfiriusza z nurtem zwanym przez badaczy sethiańskim. Szczegółowa treść tych pism należy jednak do historii gnostycyzmu, a nie do tego eseju. Tu ważne jest coś innego: sam Plotyn w traktacie nie wymienia ani tytułów, ani nazw swoich przeciwników. Mówi o „nich”, cytuje ich terminy, ale nie odtwarza ich mitów. Jego celem nie jest opis cudzego systemu, lecz obrona własnego obrazu świata.
Wielki traktat rozcięty przez wydawcę
Aby zrozumieć wagę Enneady II 9, trzeba przypomnieć, jak Porfiriusz zredagował pisma swojego nauczyciela. Ułożył je tematycznie w sześć grup po dziewięć traktatów, nie zważając na kolejność powstania, a niekiedy dzieląc dłuższe teksty na części. Na liście chronologicznej w Żywocie traktaty o numerach od trzydziestego do trzydziestego trzeciego to kolejno pisma, które w Enneadach noszą oznaczenia III 8, V 8, V 5 i II 9. W latach trzydziestych XX wieku Richard Harder zauważył, że tworzą one jedną ciągłą całość, którą nazwał wielkim traktatem. Jej części odsyłają do siebie nawzajem, a ostatnia część wyraźnie zakłada argumenty wcześniejszych.
Ta rekonstrukcja zmienia sposób czytania polemiki. Atak na gnostyków nie jest doklejonym na marginesie pamfletem, lecz zwieńczeniem wielkiego wywodu. Najpierw Plotyn pokazuje, że cała rzeczywistość, aż do natury roślin, jest kontemplacją; potem opisuje piękno świata inteligibilnego; następnie dowodzi, że to, co inteligibilne, nie jest na zewnątrz Intelektu. Dopiero na tym tle przychodzi pytanie: jeśli świat widzialny jest obrazem świata tak pięknego, jak można go uważać za dzieło zła? Gnostycka pogarda dla kosmosu jawi się wtedy nie jako pobożna surowość, lecz jako niezrozumienie całej struktury bytu.
Kosmos jako najpiękniejszy obraz
Centralny argument traktatu dotyczy wartości świata widzialnego. Przeciwnicy twierdzili, że kosmos jest wytworem upadłej mocy lub nieświadomego stwórcy, że jest więzieniem, z którego trzeba uciec. Plotyn odpowiada, że świat ten jest obrazem świata inteligibilnego i że nie mógłby istnieć piękniejszy obraz. Pyta retorycznie, jaki inny ogień byłby lepszym obrazem ognia tamtego niż ogień tutejszy, jaka inna ziemia po tamtej ziemi, jaka sfera doskonalsza i bardziej uporządkowana w ruchu niż ta, która obejmuje wszechświat.
Plotyn nie twierdzi, że świat jest doskonały w każdym szczególe. Przyznaje, że są w nim cierpienie, niesprawiedliwość i śmierć. Uważa jednak, że ocenianie całości po jej najniższych częściach jest błędem perspektywy. Obraz z natury rzeczy nie może być identyczny z pierwowzorem, ale to nie czyni go złym. Kto wymaga od kosmosu, by był światem inteligibilnym, ten nie rozumie, czym jest obraz. Kto zaś odrzuca obraz z powodu jego niedoskonałości, ten odrzuca także pośrednio wzór, z którego obraz pochodzi.
Szczególnie ostro Plotyn reaguje na pogardę dla gwiazd. Gnostycy, jak pisze, uważają się za braci najwyższych istot, a jednocześnie odmawiają tego braterstwa duszy wszechświata i gwiazdom, które mają dusze znacznie czystsze od naszych. To jest dla niego szczyt zarozumiałości. Kiedy ktoś twierdzi, że tylko on jest synem boga, a niebo, w którym krążą najwspanialsze ciała, nie ma udziału w boskości, to nie wznosi się wyżej, lecz zamyka w sobie. Plotyn radzi zamiast tego, by każdy umieścił siebie skromnie, nie myśląc, że tylko on może być dobry, i by pamiętał, że istnieją także inni ludzie dobrzy, a ponad nimi dobre demony i bogowie.
Dusza, która nie straciła skrzydeł
Drugi filar argumentacji dotyczy pytania, skąd wziął się świat. Przeciwnicy Plotyna, jak relacjonuje on ich naukę, utrzymywali, że kosmos powstał wskutek skłonienia się duszy ku temu, co niższe, czyli wskutek jej upadku i utraty skrzydeł. Plotyn nie wchodzi w szczegóły ich opowieści, ale atakuje samą jej logikę. Dusza wszechświata, odpowiada, nie traci skrzydeł i nie jest zanurzona w ciele; zarządza nim, pozostając na wysokości, i właśnie dlatego może je kształtować. Gdyby naprawdę upadła, zapomniałaby o świecie inteligibilnym, a wtedy nie potrafiłaby stworzyć świata, który jest jego odbiciem. Jeśli zaś tworzyła, pamiętając o wzorze, to nie upadła.
Podobnie Plotyn rozprawia się z obrazem duszy, która miała oświetlić istniejącą wcześniej ciemność. Pyta, skąd ta ciemność się wzięła, skoro sama dusza musiałaby ją wytworzyć, i dlaczego twórczość miałaby się zacząć w pewnej chwili, a nie trwać zawsze. Pyta także, dlaczego, jeśli dusza żałowała swojego dzieła, nie zniszczyła go od razu. Te pytania nie są sofistycznymi chwytami, lecz konsekwencją przekonania, że to, co boskie, działa z konieczności swojej natury, bez zmiany decyzji i bez żalu. Świat nie jest wypadkiem, lecz wiecznym skutkiem wiecznej przyczyny, i dlatego nie może być dziełem błędu.
Zarzuty wobec nauki i obyczajów
Obok argumentu kosmologicznego traktat zawiera szereg zarzutów bardziej szczegółowych. Plotyn wytyka przeciwnikom, że mnożą zasady ponad potrzebę, wprowadzając między Jedno, Intelekt i Duszę kolejne byty, które są jedynie podziałem tego, co samo w sobie jest proste. Zarzuca im, że ich rzekomo nowe nauki są w istocie zapożyczone od Platona i zniekształcone. Wymienia ich terminy – „pobyty na obczyźnie”, „antytypy”, „nawrócenia” – i twierdzi, że są to nowe słowa dla starych myśli, wprowadzone po to, by uchodzić za odkrywców. Gdyby chcieli uczciwie prowadzić spór, mogliby przedstawić swoje poglądy obok poglądów dawnych filozofów, zamiast lżyć Greków.
Drugi zarzut dotyczy etyki. Plotyn zauważa, że przeciwnicy nie napisali żadnego traktatu o cnocie i nie wyjaśniają, jak dusza ma się oczyszczać. Mówią: „patrz na boga”, ale nie mówią, jak to zrobić. Tymczasem bez cnoty bóg pozostaje pustym słowem. Ten zarzut jest wymowny, bo ukazuje różnicę między dwoma typami religijności. Dla Plotyna zbawienie jest wynikiem długiej pracy nad sobą, w której filozofia i cnota idą razem. Dla jego przeciwników, przynajmniej w jego ujęciu, zbawienie zależało od posiadania wiedzy objawionej, która czyniła z wybranych odrębną klasę ludzi.
Trzeci zarzut dotyczy praktyk. Plotyn krytykuje twierdzenia, że choroby są dziełem demonów, które można wypędzić zaklęciami, i uważa, że w ten sposób zwodzi się prostych ludzi, którzy cenią moce magiczne. Choroby, przypomina, mają przyczyny naturalne, takie jak przemęczenie, nadmiar lub brak pokarmu, i leczą się przez umiar i lekarstwa. Wreszcie Plotyn formułuje argument, który trafia w samo sedno sporu: kto kocha ojca, ten kocha także jego dzieci. Jeśli przeciwnicy naprawdę czczą najwyższego boga, nie mogą gardzić światem, który od niego pochodzi.
Granice szkoły i szacunek dla przyjaciół
Traktat zawiera też fragment, który rzuca światło na osobisty wymiar sporu. Plotyn przyznaje, że powstrzymuje się od ostrzejszych słów przez wzgląd na niektórych przyjaciół, którzy zetknęli się z tą nauką, zanim zaprzyjaźnili się z nim, i z niewiadomych przyczyn przy niej trwają. Ta uwaga pokazuje, że krąg Plotyna nie był zamkniętą sektą. Ludzie przychodzili do niego z różnych środowisk, a granica między filozofią platońską a gnostycką spekulacją była dla wielu z nich płynna. Polemika miała więc nie tylko obalić cudze poglądy, lecz także pomóc słuchaczom rozróżnić dwie drogi, które z daleka mogły wydawać się podobne.
Najpiękniejszym obrazem tego rozróżnienia jest porównanie dwóch ludzi mieszkających w tym samym pięknym domu. Jeden gani budowę i budowniczego, choć nie opuszcza mieszkania. Drugi nie gani, lecz mówi, że budowniczy wzniósł dom z wielką sztuką, i czeka na czas, kiedy będzie mógł się wyprowadzić i nie potrzebować już domu. Plotyn nie zaprzecza więc, że dusza ma przekroczyć świat. Twierdzi tylko, że droga do tego nie prowadzi przez pogardę, lecz przez wdzięczność i zrozumienie.
W tym sensie Enneada II 9 jest jednym z najważniejszych tekstów dla zrozumienia neoplatonizmu jako duchowości kosmicznej. Plotyn, który tak często mówi o ucieczce od ciała i przekraczaniu zmysłowości, w tej polemice staje się obrońcą widzialnego świata. Kosmos nie jest dla niego więzieniem stworzonym przez wrogą moc, lecz najpiękniejszym obrazem tego, co niewidzialne, i kto chce dotrzeć do wzoru, musi najpierw nauczyć się szanować jego odbicie.
