Komentarz Proklosa do Alkibiadesa I i daimon Sokratesa
Komentarz Proklosa do Alkibiadesa I czyni z dialogu o samopoznaniu bramę całej filozofii, a z jego pierwszych stron wyprowadza naukę o opiekuńczym daimonie Sokratesa i o miłości wychowawczej, w której Eros, pośrednik między bogami a ludźmi, schodzi ku młodszemu, by podnieść go ku temu, co wyższe.

Początek filozofii
Pierwsze zdania komentarza Proklosa do Alkibiadesa I nie mówią o Alkibiadesie, lecz o Delfach. Najwłaściwszym początkiem filozofii, pisze Proklos, jest poznanie samego siebie, ponieważ tak każe napis na świątyni Apollona, a dialog, który za temat obiera właśnie to wezwanie, powinien otwierać drogę każdego, kto chce się filozofii uczyć. Kto nie wie, kim jest, nie wie też, czego naprawdę potrzebuje ani dokąd ma zmierzać; wszelkie dalsze poznanie, poznanie przyrody i bogów, będzie dla niego zewnętrzną wiedzą, nie przemianą.
Proklos uzasadnia to w sposób typowy dla neoplatońskiej szkoły. Dusza zawiera w sobie zasady wszystkiego, co istnieje; jest, jak lubi mówić, światem w mniejszej skali. Zwrócenie się ku sobie nie jest więc zamknięciem w prywatnym wnętrzu, lecz otwarciem na całość, której obraz dusza w sobie nosi. Samopoznanie jest pierwszym krokiem powrotu, a ponieważ powrót jest celem wszystkiego, co wyszło z zasady, dialog o samopoznaniu ma w sobie zawiązek całej filozofii. W szkole powtarzano wręcz, że Alkibiades zawiera w nasieniu to, co inne dialogi rozwijają w pełni.
Komentarz, który zachował się tylko w części, obejmuje mniej więcej pierwszą trzecią dialogu, i urywa się w miejscu, w którym rozmowa dotyczy jeszcze tego, co sprawiedliwe i co korzystne. W tak ograniczonym zakresie mieści się jednak ogromny materiał. Większość komentarza dotyczy kilku pierwszych stron, na których Sokrates tłumaczy, dlaczego zwrócił się do młodzieńca dopiero teraz, choć kochał go od dawna. Te kilka zdań wystarczyło Proklosowi do zbudowania nauki o daimonach, o miłości i o właściwym czasie wychowania.
Współczesne wydanie krytyczne przygotował Leendert Gerrit Westerink w 1954 roku, a Alain-Philippe Segonds ogłosił je z przekładem francuskim w latach 1985–1986. Obok Proklosa zachował się też komentarz do tego samego dialogu pióra Olimpiodora z Aleksandrii, który korzystał z wcześniejszych wykładów i pozwala porównać, jak różne pokolenia szkoły czytały te same strony.
Znak, który tylko powstrzymuje
Sokrates mówi Alkibiadesowi, że przez wiele lat nie odezwał się do niego z powodu przeszkody, którą był jego daimon, to daimonion. Ten sam znak pojawia się w Obronie Sokratesa, gdzie Sokrates opisuje go jako głos, który od dzieciństwa towarzyszy mu i zawsze odwodzi od tego, co ma zrobić, nigdy zaś do niczego nie zachęca. Dla czytelników starożytnych było to jedno z najbardziej zagadkowych świadectw o Sokratesie. Platończycy pisali o nim osobne traktaty; Plutarch z Cheronei poświęcił mu dialog O daimonie Sokratesa, Apulejusz rozprawę De deo Socratis.
Proklos podchodzi do tematu systematycznie. Odróżnia daimony z natury, które stanowią osobny rodzaj istot pośrednich między bogami a ludźmi, od daimonów w znaczeniu przenośnym, czyli dusz ludzkich, które przez cnotę albo przez swą funkcję zajmują wobec innych podobne miejsce. Daimon Sokratesa należy według Proklosa do pierwszej grupy i do wysokiego jej rzędu. Proklos łączy go z nauką z Fedona i z mitu Era w Państwie, według której każda dusza otrzymuje przy wejściu w życie opiekuna, prowadzącego ją przez całe wcielenie aż do sądu. Sokrates był wyjątkowy nie dlatego, że miał daimona, lecz dlatego, że jego dusza, oczyszczona przez filozofię, słyszała go wyraźnie.
Pozostaje pytanie, dlaczego ten opiekun tylko powstrzymywał. Proklos daje na nie kilka odpowiedzi, które się uzupełniają. Dusza tak dobrze ukształtowana jak dusza Sokratesa sama z siebie dąży ku dobru i nie potrzebuje zachęty; potrzebuje jedynie, by coś ją zatrzymało, gdy zamierzony czyn, choć dobry w intencji, byłby w danej chwili niewłaściwy. Dobro, mówi Proklos, jest w takiej duszy obecne pierwotnie, a rolą opatrzności staje się powstrzymywanie przed tym, co je zakłóca. Powstrzymanie jest też formą szacunku dla wolności: daimon nie prowadzi Sokratesa za rękę, lecz pozwala mu działać i ingeruje jedynie wtedy, gdy działanie zaszłoby zbyt wcześnie lub w złą stronę.
Proklos odrzuca przy tym odczytanie, które było znane już w starożytności i powraca w czasach nowożytnych: że daimonion jest po prostu przenośną nazwą dla głosu własnego rozumu albo dla tego, co dziś nazwalibyśmy sumieniem. Dla niego opiekun jest kimś odrębnym od duszy, choć z nią najściślej związanym. Gdyby był tylko jej częścią, nie mógłby jej prowadzić ani chronić przed błędem, który dotyka całej duszy. Opiekuńczy daimon stoi więc wyżej niż dusza, którą prowadzi, a zarazem jest jej najbliższy ze wszystkich istot wyższych. Jest dla niej pierwszym szczeblem drabiny, po której wznosi się ku bogom, i dlatego w tej lekturze samopoznanie i rozpoznanie opiekuna okazują się ze sobą splecione.
Właściwa chwila
W przypadku Alkibiadesa przeszkoda dotyczyła czasu. Sokrates kochał młodzieńca od dawna, ale daimon nie pozwalał mu się odezwać, dopóki ten nie dojrzał do rozmowy. Proklos widzi w tym przykład zasady, którą uważa za podstawową dla każdej opatrzności: dar wyższy może zostać przyjęty tylko przez tego, kto ma odpowiednią zdolność przyjęcia, epitēdeiotēs. Słońce świeci na wszystko jednakowo, ale nie wszystko jednakowo przyjmuje jego światło. Gdyby Sokrates zaczął rozmowę wcześniej, Alkibiades, otoczony pochlebcami i pełen młodzieńczej pychy, odrzuciłby ją, a odrzucenie uczyniłoby go jeszcze bardziej opornym.
Teraz sytuacja się zmieniła. Alkibiades, jak mówi Sokrates, stoi u progu życia publicznego i marzy o władzy, która sięgnie nie tylko Aten, lecz całej Grecji i dalej, aż do Azji. Ta wielka ambicja jest zarazem jego niebezpieczeństwem i jego szansą. Proklos zauważa, że ambicja Alkibiadesa jest zniekształconym obrazem prawdziwego pragnienia duszy, która chce być pełna i obejmować wszystko; trzeba tylko zwrócić ją ku właściwemu przedmiotowi. Daimon pozwala Sokratesowi przemówić dokładnie wtedy, gdy ta ambicja jest już dość silna, by słuchać, a jeszcze dość niezdecydowana, by mogła zostać przemieniona.
Komentarz rozwija w tym miejscu coś w rodzaju teorii wychowania. Nauczyciel nie może dać uczniowi tego, czego uczeń nie jest w stanie przyjąć, ale nie może też czekać w nieskończoność. Musi rozpoznać chwilę, w której w duszy młodego człowieka pojawia się pytanie, choćby jeszcze nieświadome. Dla Proklosa rozpoznanie tej chwili nie jest wyłącznie sprawą ludzkiej przenikliwości; jest darem opiekuna, który widzi więcej niż człowiek.
Miłość, która schodzi
Sokrates przedstawia się w dialogu jako jedyny prawdziwy kochanek Alkibiadesa. Inni wielbiciele kochali jego urodę i opuścili go, gdy młodość zaczęła przemijać; Sokrates kocha jego duszę i zostaje. Proklos czyta to rozróżnienie w świetle nauki o Erosie, którą rozwijają Uczta i Fajdros. Eros jest wielkim daimonem, pośrednikiem między bogami a ludźmi, a jego zadaniem jest prowadzenie dusz od piękna widzialnego ku pięknu samemu w sobie.
Najbardziej oryginalnym rysem lektury Proklosa jest jednak opis kierunku tej miłości. W Uczcie Eros jest przede wszystkim pragnieniem tego, czego się nie ma, i dlatego zwraca się ku górze. Proklos dodaje do tego drugi ruch, który nazywa miłością opatrznościową. Wyższy kocha niższego nie dlatego, że czegoś mu brakuje, lecz dlatego, że chce udzielić mu swojego dobra. Taka jest miłość bogów do świata, i taka jest miłość Sokratesa do Alkibiadesa. Miłość niższego ku wyższemu jest powrotem, miłość wyższego ku niższemu jest opatrznością; obie razem tworzą krąg, w którym dobro schodzi, by podnosić.
Proklos podkreśla, że Sokrates, kochając w ten sposób, naśladuje bogów. Jego miłość nie szuka zysku, nie domaga się wzajemności ani nie przywiązuje się do tego, co przemija. Jest zstąpieniem w służbie wzniesienia. Z tego względu w komentarzu Sokrates jawi się nie tylko jako nauczyciel, ale jako obraz samego Erosa, pośrednika, który staje między młodzieńcem a światem wyższym i otwiera mu do niego drogę.
W innym miejscu, w pierwszej księdze Teologii platońskiej, Proklos wymienia trzy drogi, którymi dusza łączy się z boskością: miłość, prawdę i wiarę. Komentarz do Alkibiadesa jest najpełniejszym rozwinięciem pierwszej z nich. Miłość jest tu nie uczuciem, lecz siłą kosmiczną, która przenika wszystkie stopnie rzeczywistości, a jej ludzka postać, relacja nauczyciela i ucznia, jest jednym z jej najszlachetniejszych obrazów.
Dialog jako rytuał
Kiedy czyta się komentarz Proklosa do Alkibiadesa po lekturze samego dialogu, uderza różnica tonu. Platon pisze z ironią, a jego Sokrates bawi się pychą młodzieńca, prowadząc go podstępnymi pytaniami do przyznania się do niewiedzy. Proklos czyta tę samą scenę z powagą liturgiczną. Każde słowo Sokratesa jest dla niego aktem opatrzności, każda chwila wahania znakiem daimona, każde pytanie krokiem na drodze oczyszczenia.
Nie należy jednak sądzić, że ta powaga jest zupełnym niezrozumieniem Platona. Proklos dobrze widzi, że pierwszym skutkiem rozmowy z Sokratesem jest zawstydzenie, uświadomienie sobie, że nie wie się tego, co się sądziło, że się wie. Uważa ten wstyd za pierwszy stopień oczyszczenia, konieczny warunek wszelkiego dalszego postępu. Ironia Sokratesa jest w tej lekturze narzędziem miłości: rani, by uzdrowić, i odbiera młodzieńcowi fałszywe wyobrażenie o sobie, aby mógł poznać to prawdziwe.
Komentarz pokazuje w ten sposób, jak neoplatońska szkoła przekształcała lekturę Platona w drogę duchową. Uczeń, który zaczynał od Alkibiadesa, miał w samym akcie lektury przejść to, co przeszedł Alkibiades: zostać zawstydzony, poruszony, zwrócony ku sobie i ku opiekunowi, który od dawna czekał na właściwą chwilę. Samopoznanie, od którego zaczyna się filozofia, okazuje się więc nie samotnym wysiłkiem introspekcji, lecz spotkaniem, w którym ktoś wyższy schodzi ku duszy, by mogła zobaczyć, kim jest.
