Komentarz Proklosa do Timajosa i Demiurg
Komentarz Proklosa do Timajosa, najobszerniejszy z jego zachowanych komentarzy, czyta postać Demiurga jako wieczną przyczynę twórczą i broni tezy, że kosmos nie miał początku w czasie, przeciw dosłownej lekturze Plutarcha i Attyka, a samą mowę Timajosa poprzedza rozbudowaną nauką o modlitwie.

Dialog, który Proklos chciał zachować
Marinos z Neapolis, uczeń i biograf Proklosa, przekazał w swoim Życiu Proklosa zdanie, które często przytacza się jako klucz do upodobań scholarchy: gdyby to od niego zależało, z wszystkich dawnych ksiąg pozostawiłby w obiegu tylko Wyrocznie chaldejskie i Timajosa, resztę zaś usunąłby z ludzkich rąk, by nie szkodziła tym, którzy czytają ją pobieżnie. Bez względu na to, czy anegdota oddaje dosłowne słowa, czy zabarwienie hagiograficzne, dobrze tłumaczy, dlaczego komentarz do Timajosa jest największym zachowanym dziełem Proklosa. W wydaniu Ernsta Diehla, ogłoszonym w Lipsku w latach 1903–1906, zajmuje trzy tomy, a mimo to obejmuje tylko początkową część dialogu, mniej więcej do chwili, w której Timajos opisuje wcielenie dusz ludzkich.
Proklos uważał Timajosa za dialog fizyczny w najwyższym sensie: taki, który bada przyrodę nie jako zbiór zjawisk, lecz jako skutek przyczyn boskich. Na początku komentarza wylicza trzy rodzaje przyczyn, którymi zajmuje się prawdziwa fizyka – twórczą, wzorczą i celową – i dodaje, że tylko filozofia platońska bierze je wszystkie pod uwagę, podczas gdy inni przyrodnicy ograniczają się do przyczyn materialnych i formalnych. Demiurg jest przyczyną twórczą, wzór, na który patrzy, przyczyną wzorczą, a dobro, ze względu na które działa, przyczyną celową. Cały dialog staje się w tej lekturze rozwinięciem jednego zdania o tym, kto, według czego i dlaczego uczynił świat.
Komentarz poświęca dużo miejsca nawet scenom, które współczesny czytelnik uznałby za wstęp: rozmowie o idealnym państwie, opowieści o Atenach i Atlantydzie. Proklos czyta je jako obrazy porządku kosmicznego, w których przeciwieństwo dwóch potęg zapowiada przeciwieństwa działające we wszechświecie. Właściwy temat zaczyna się jednak dopiero tam, gdzie Timajos przystępuje do mowy o powstaniu świata.
Modlitwa przed mową
Zanim Timajos zacznie mówić, Sokrates przypomina mu, by według zwyczaju wezwał bogów. Timajos odpowiada, że każdy rozsądny człowiek przed każdym przedsięwzięciem, małym czy wielkim, prosi bogów o pomoc, a tym bardziej powinien to zrobić ten, kto ma mówić o wszechświecie. W dialogu Platona to krótka wymiana zdań. U Proklosa staje się okazją do jednego z najpiękniejszych traktatów o modlitwie, jakie przekazała starożytność.
Proklos pyta najpierw, czym jest modlitwa i komu przysługuje. Odpowiada, że wszystko, co istnieje, modli się na swój sposób, ponieważ wszystko zwraca się ku swojej przyczynie; rośliny, które jak heliotrop zwracają się ku słońcu, również uczestniczą w tej powszechnej modlitwie bytu. Człowiek modli się świadomie, a jego modlitwa ma kilka stopni. Proklos wymienia ich pięć: poznanie porządków boskich, do których się zwracamy, upodobnienie się do nich przez czystość i cnotę, zetknięcie z nimi szczytem duszy, zbliżenie, w którym dusza zaczyna uczestniczyć w ich świetle, i wreszcie zjednoczenie, w którym jedność duszy spoczywa w jedności boga.
Ta nauka jest ściśle związana z tematem dialogu. Timajos ma mówić o dziele twórczym, a mowa o stworzeniu sama jest aktem twórczym; człowiek, który ją wygłasza, powinien więc najpierw zjednoczyć się z przyczyną, której dzieło opisuje. Modlitwa nie jest dla Proklosa pobożnym dodatkiem, lecz warunkiem poznania: kto nie zwróci się ku bogom, ten będzie mówił o kosmosie jak o rzeczy, a nie jak o skutku boskiej opatrzności.
Kim jest Demiurg
Pytanie o tożsamość Demiurga jest jednym z głównych tematów komentarza. Platon mówi o „ojcu i twórcy tego wszystkiego”, którego trudno znaleźć, a znalazłszy, nie można wszystkim wyjawić. Proklos zaczyna od przeglądu poprzedników i jest to fragment, który dla historyków neoplatonizmu ma wartość szczególną, ponieważ przechowuje poglądy autorów, których pisma zaginęły. Numenios, jak relacjonuje Proklos, wyróżniał trzech bogów i trzeciego z nich łączył ze światem; Amelios mówił o trzech demiurgach; Porfiriusz, Jamblich i Teodor z Asine proponowali kolejne rozwiązania, a Syrian, nauczyciel Proklosa, nadał im ostateczny kształt.
Według tego rozstrzygnięcia Demiurg nie jest najwyższym bogiem. Jest bóstwem intelektualnym, które Proklos utożsamia z Zeusem, ostatnim z ojców w porządku bogów intelektualnych. Wzorem, na który patrzy, jest żywe stworzenie samo w sobie, rzeczywistość inteligibilna, stojąca ponad Demiurgiem. Demiurg nie tworzy więc z niczego ani według własnego kaprysu: kontempluje to, co wyższe, i przenosi tę kontemplację na to, co niższe. Proklos przywiązuje wagę do podwójnego określenia „ojciec i twórca”. Ojcostwo oznacza udzielanie istnienia z siebie, twórczość oznacza kształtowanie czegoś, co jest od twórcy różne; Demiurg łączy oba aspekty, będąc zarazem źródłem życia świata i jego budowniczym.
Ta konstrukcja ma konsekwencje dla całej interpretacji dialogu. Skoro Demiurg jest umysłem, a umysł działa przez samo myślenie, jego twórczość nie może być procesem rozłożonym w czasie, jak praca rzemieślnika. Platon używa obrazu rzemieślnika, ponieważ mowa ludzka musi rozkładać na kolejne etapy to, co w przyczynie jest jednym aktem. Kto bierze ten obraz dosłownie, ten według Proklosa myli sposób opowiadania z przedmiotem opowieści.
Mowa prawdopodobna o obrazie
Zanim Timajos przejdzie do opisu, formułuje zasadę, którą Proklos komentuje z wielką uwagą: słowa są pokrewne temu, o czym mówią. O tym, co trwałe i poznawalne umysłem, można mówić w sposób trwały i niewzruszony; o tym, co jest tylko obrazem trwałego wzoru, można mówić jedynie w sposób prawdopodobny. Świat widzialny jest obrazem, a więc i mowa o nim będzie, jak mówi Timajos, opowieścią prawdopodobną, eikōs mythos.
Dla Proklosa ta zasada nie jest wyrazem sceptycyzmu, lecz hierarchii poznania. Mowa o kosmosie jest prawdopodobna nie dlatego, że niczego pewnego nie można o nim powiedzieć, lecz dlatego, że jej przedmiot sam ma naturę pośrednią: uczestniczy w wiecznym porządku, ale nie jest z nim tożsamy. Pewność przysługuje przyczynom, prawdopodobieństwo skutkom, które je odbijają. Fizyk, który to rozumie, nie będzie żądał od nauki o przyrodzie ścisłości właściwej teologii, ale też nie zrezygnuje z wznoszenia się od obrazu ku wzorowi. W tej uwadze kryje się program całego komentarza: każde zdanie o świecie widzialnym ma zostać odczytane jako ślad tego, co niewidzialne, i dopiero w tym odniesieniu zyskuje swoją prawdę.
Ta sama zasada pomaga Proklosowi w sporze, do którego zaraz przejdziemy. Jeśli mowa o świecie jest obrazowa, to opowieść o jego powstaniu może posługiwać się następstwem zdarzeń jako obrazem zależności, która w rzeczywistości nie ma w sobie żadnego przedtem ani potem.
Spór o początek świata
Najostrzejszy spór komentarza dotyczy zdania Timajosa, że świat „powstał”. Grecki czasownik gegonen wydaje się mówić wyraźnie o początku. Tak też odczytywał go Plutarch z Cheronei w traktacie o powstaniu duszy w Timajosie oraz platonik Attyk, którego poglądy znamy głównie z cytatów u Proklosa i Euzebiusza. Według nich przed uporządkowaniem świata istniał chaotyczny ruch materii, poruszanej przez nierozumną duszę, a Demiurg w pewnym momencie wprowadził w ten chaos ład. Mieli za sobą literę tekstu: Platon mówi przecież o tym, co „poruszało się bezładnie”, zanim bóg wziął to w swoje ręce.
Proklos odpowiada na kilku poziomach. Po pierwsze, przypomina, że według Timajosa czas powstał razem z niebem; nie można więc mówić o czasie przed światem, w którym istniałby chaos. Po drugie, wskazuje na dobroć Demiurga, który według dialogu jest wolny od zawiści i chce, aby wszystko było mu jak najbardziej podobne. Przyczyna dobra i niezmienna nie może zacząć tworzyć w pewnej chwili, bo oznaczałoby to w niej zmianę; skoro tworzy, tworzy zawsze. Po trzecie, interpretuje samo słowo „powstał”: świat jest zrodzony nie dlatego, że miał początek w czasie, lecz dlatego, że jest złożony, ciągle się staje i nie posiada istnienia z siebie, tylko otrzymuje je od przyczyny. Opis chaosu poprzedzającego ład jest w tej lekturze myślowym odjęciem: Platon pokazuje, czym byłby świat cielesny, gdyby pozbawić go działania Demiurga, a nie opowiada, czym kiedyś był.
Spór ten nie był akademicką ciekawostką. Proklos poświęcił mu także osobne pismo, zawierające osiemnaście argumentów za wiecznością świata, na które w 529 roku odpowiedział aleksandryjski filozof chrześcijański Jan Filopon obszernym traktatem polemicznym. W ten sposób interpretacja jednego słowa w Timajosie stała się jednym z frontów sporu między późnym platonizmem a chrześcijańską nauką o stworzeniu z niczego.
Fizyka jako teologia
Komentarz do Timajosa bywa czytany jako kopalnia informacji o dawnych interpretacjach, i słusznie, bo bez niego wiedzielibyśmy dużo mniej o platonizmie średnim i wczesnym neoplatonizmie. Jego właściwy cel był jednak inny. Proklos chciał pokazać, że nauka o przyrodzie, czytana po platońsku, jest przedłużeniem teologii. Świat nie jest dla niego martwym mechanizmem ani przypadkowym zbiorem ciał, lecz bogiem widzialnym, obrazem bogów niewidzialnych, a każdy jego element zawdzięcza istnienie przyczynom, które go przewyższają.
Dlatego obrona wieczności kosmosu nie jest u Proklosa tezą przyrodniczą w nowożytnym sensie. Jest wnioskiem z pojęcia przyczyny: wieczna przyczyna ma wieczny skutek, a dobroć, która z natury się udziela, nie może być bezczynna. Spór z Plutarchem i Attykiem jest więc sporem o to, czy Demiurg działa jak człowiek, który pewnego dnia postanawia coś zbudować, czy jak umysł, którego myślenie samo jest twórczością. Proklos wybiera drugą odpowiedź i z jej perspektywy czyta każde zdanie dialogu, od modlitwy Timajosa po opis gwiazd i dusz.
Łacińskie średniowiecze nie znało tego komentarza w całości; jego wpływ na Zachodzie zaczął się na dobre dopiero w epoce druku, gdy w XVI wieku ukazał się w Bazylei grecki tekst, a pełne oddziaływanie przyniósł angielski przekład Thomasa Taylora z 1820 roku i niemieckie wydanie Diehla. Dla współczesnego czytelnika pozostaje on przykładem lektury, w której pytanie o początek świata okazuje się pytaniem o naturę boskiego działania, a fizyka, rozważana do końca, przechodzi w kontemplację przyczyny, która zawsze tworzy, nigdy nie przestając być sobą.
