Pieczęć Ordo Theia Philosophia
Neoplatonizm

Tria opuscula Proklosa i zło bez własnej przyczyny

W trzech niewielkich traktatach, zachowanych w całości tylko w łacińskim przekładzie Wilhelma z Moerbeke, Proklos odrzuca utożsamienie zła z materią i opisuje je jako parhypostasis – byt pasożytniczy, pozbawiony własnej przyczyny, powstający na marginesie dążeń skierowanych ku dobru.

Budowa domu mądrości, „Aurora consurgens”, XV w., Zentralbibliothek Zürich
Budowa domu mądrości, „Aurora consurgens”, XV w., Zentralbibliothek Zürich

Trzy pisma ocalone po łacinie

Pod wspólną nazwą Tria opuscula wydawcy nowożytni łączą trzy krótkie prace Proklosa: De decem dubitationibus circa providentiam, czyli dziesięć wątpliwości dotyczących opatrzności, De providentia et fato et eo quod in nobis, traktat o opatrzności, losie i tym, co zależy od nas, oraz De malorum subsistentia, rozprawę o istnieniu zła. Ich greckie oryginały zaginęły jako całość. Przetrwały dzięki Wilhelmowi z Moerbeke, flamandzkiemu dominikaninowi, który jako łaciński arcybiskup Koryntu przełożył je w 1280 roku, posługując się swoją zwykłą metodą słowo w słowo. Dosłowność tego przekładu, często krytykowana jako niezgrabna, okazała się tu błogosławieństwem: pozwala niemal odtworzyć składnię greckiego tekstu.

Drugim świadkiem jest bizantyński uczony Izaak Sebastokrator, który w XI lub XII wieku przerobił te traktaty na własne pisma, zmieniając je tak, by nie budziły sprzeciwu chrześcijańskiego czytelnika. Jego parafrazy pozwalają odzyskać wiele greckich sformułowań Proklosa, choć zawsze trzeba się liczyć z jego ingerencjami. Krytyczne wydanie całości przygotował Helmut Boese w 1960 roku, a przekład angielski traktatu o złu opublikowali Jan Opsomer i Carlos Steel. Dzięki tym pracom mniej znana część dorobku Proklosa stała się podstawą dla całej nowej literatury o neoplatońskiej teodycei.

Opatrzność, los i to, co w nas

Dwa pierwsze traktaty przygotowują grunt dla trzeciego. Pismo o opatrzności i losie jest odpowiedzią na list niejakiego Teodora, inżyniera, który bronił poglądu, że wszystko dzieje się z konieczności i że wolność ludzka jest złudzeniem. Proklos odpowiada rozróżnieniem poziomów. Opatrzność, pronoia, pochodzi od bogów i od Dobra, stoi wyżej niż intelekt i obejmuje wszystko. Los, heimarmene, jest porządkiem przyczyn działających w świecie cielesnym i w naturze; dotyczy rzeczy złożonych i zmiennych. Dusza rozumna, o ile żyje zgodnie z tym, co w niej najwyższe, nie podlega losowi, lecz wyłącznie opatrzności. Wolność nie jest zatem wyjątkiem od porządku, lecz miejscem duszy w tym porządku.

Dziesięć wątpliwości rozważa z kolei kwestie, które od dawna niepokoiły czytelników Platona: jak opatrzność może poznawać rzeczy przygodne, nie czyniąc ich koniecznymi; dlaczego dobro jest rozdzielone nierówno; czy opatrzność obejmuje także zwierzęta i rzeczy nierozumne; skąd biorą się zło i nieszczęście, skoro bogowie są dobrzy. Na pierwsze pytanie Proklos odpowiada zasadą, którą powtarzał wielokrotnie: sposób poznania zależy od poznającego, a nie od przedmiotu. Bogowie znają rzeczy zmienne w sposób niezmienny, rzeczy podzielone w sposób niepodzielny. Ich wiedza nie narzuca konieczności temu, co poznają, tak jak spojrzenie nie zmusza nikogo do ruchu. W tych rozważaniach pytanie o zło pojawia się raz po raz, ale dopiero trzeci traktat podejmuje je wprost.

Przeciw utożsamieniu zła z materią

Punktem wyjścia rozprawy o istnieniu zła jest spór wewnątrz własnej szkoły. Plotyn w jednym z traktatów Ennead nazwał materię pierwszym złem, złem samym w sobie, a duszę uznał za złą wtórnie, o tyle, o ile zwraca się ku materii. Proklos zna ten pogląd doskonale i odrzuca go z całą stanowczością, choć z szacunkiem wobec autora. Jego zasadniczy argument jest prosty. Materia pochodzi od przyczyn wyższych; w systemie Proklosa jej źródłem jest ostatecznie sama zasada nieograniczoności, a więc coś, co należy do najwyższych warstw rzeczywistości. Jeśli tak, to materia nie może być zła, bo dobra przyczyna nie wytwarza zła. Co więcej, materia jest konieczna dla istnienia kosmosu, a kosmos według Timajosa jest najpiękniejszym z dzieł zrodzonych. Gdyby materia była złem, zło byłoby warunkiem dobra.

Proklos dodaje argument drugi. Materia jest w swej istocie bierna i pozbawiona własności; nie może więc przeciwstawiać się dobru ani mu szkodzić. Zło w doświadczeniu jest natomiast czymś aktywnym w pewnym sensie: osłabia, rozprasza, wypacza. Nie da się go zatem utożsamić z czymś, co samo z siebie nie działa. Stąd wniosek, że trzeba szukać zła gdzie indziej, i to nie w jakiejś jednej rzeczy, lecz w pewnym sposobie, w jaki rzeczy dobre chybiają swojego celu.

Parhypostasis, czyli istnienie obok

Centralnym pojęciem traktatu jest parhypostasis, termin trudny do oddania w językach nowożytnych. Przedrostek para oznacza „obok”, „przy”, „na marginesie”, a hypostasis to samodzielne istnienie, byt mający własną podstawę. Zło ma według Proklosa właśnie takie istnienie przy czymś innym: nie wynika z żadnej przyczyny, która by je zamierzała, lecz pojawia się jako uboczny skutek działań, których celem było dobro. Moerbeke oddał to pojęcie łacińskim słowem subsistentia w tytule, ale w samym tekście posługuje się różnymi zwrotami opisującymi bycie przy czymś i obok czegoś.

Najlepiej oddaje tę myśl porównanie z chybionym strzałem. Łucznik celuje w tarczę; jeśli strzała przeleci obok, nikt nie powie, że łucznik chciał chybić. Chybienie nie ma własnej przyczyny celowej; istnieje tylko dlatego, że istniało dążenie do celu i że to dążenie było słabsze, niż powinno. Tak samo każde zło jest w opisie Proklosa niedostatkiem, niedomiarem, brakiem proporcji w czymś, co samo w sobie jest dobre. Dusza pożąda dobra, ale wybiera dobro mniejsze w miejsce większego; ciało dąży do zachowania, ale jego składniki tracą harmonię.

Proklos podkreśla jednak, że zło nie jest czystym brakiem. Ślepota nie jest po prostu nieobecnością wzroku, jak w kamieniu, lecz brakiem w czymś, co powinno widzieć, i ten brak działa: przeszkadza, zaciemnia, odbiera. Zło jest więc pozbawieniem, ale pozbawieniem mieszającym się z tym, czego pozbawia, i dlatego może się przeciwstawiać dobru, choć nigdy nie dorównuje mu siłą. Nie ma zła całkowitego. Gdyby zło zniszczyło do końca to, w czym istnieje, zniszczyłoby samo siebie, ponieważ nie ma własnego podłoża. Dlatego zło jest zawsze cząstkowe, zawsze zmieszane z jakimś dobrem i zawsze słabsze od niego.

Z tej analizy wynika także odpowiedź na pytanie o przyczynę zła. Skoro zło nie jest zamierzone, nie może mieć jednej, określonej przyczyny w tym sensie, w jakim przyczynę mają rzeczy dobre. Proklos mówi więc, że przyczyn zła jest wiele i że są one nieokreślone; każda z nich jest przyczyną czegoś innego, a zło wynika z ich spotkania tylko przypadkowo. Nie istnieje żadna zasada zła, żaden przeciwnik Dobra o równej mu mocy. Ten wniosek odróżnia stanowisko Proklosa zarówno od dualizmu manichejskiego, który w jego czasach był wciąż żywy, jak i od tych interpretacji Platona, które w Prawach szukały złej duszy świata jako źródła nieładu. Dla Proklosa nawet najgorsze zło jest wtórne wobec czegoś, co istnieje lepiej od niego.

Teoria ta ma również konsekwencję etyczną. Jeśli zło duszy jest słabością, a nie odrębną siłą, to droga do jego przezwyciężenia nie polega na walce z wrogiem zewnętrznym, lecz na umocnieniu tego, co w duszy już skierowane jest ku dobru.

Gdzie zło może się pojawić

Konsekwencją tej teorii jest dokładne wyznaczenie miejsc, w których zło w ogóle jest możliwe. Bogowie, aniołowie, demony i herosi, czyli istoty wyższe w hierarchii Proklosa, są od niego wolni, ponieważ ich działanie jest stałe i zgodne z naturą. Zło pojawia się dopiero tam, gdzie istnieje możliwość odchylenia: w duszach cząstkowych, czyli ludzkich, oraz w ciałach, które mogą ulegać rozkładowi. W duszy zło ma postać słabości i braku symetrii między jej częściami, gdy to, co niższe, nie słucha tego, co wyższe. W ciele przybiera postać tego, co jest wbrew naturze: choroby, brzydoty, rozpadu.

Z punktu widzenia całości wszechświata nawet to zło jest w pewien sposób wpisane w porządek. Rozpad jednego ciała jest powstaniem innego, a to, co dla części jest wbrew naturze, dla całości może być zgodne z naturą. Proklos nie twierdzi przy tym, że zło jest pozorne. Twierdzi tylko, że w perspektywie opatrzności zostaje ono wykorzystane i ograniczone, tak że nigdy nie staje się zasadą.

Droga do Pseudo-Dionizego

Najbardziej zaskakujący los spotkał tę rozprawę w myśli chrześcijańskiej. Autor pism przypisywanych Dionizemu Areopagicie w czwartym rozdziale traktatu O imionach Bożych, w części poświęconej złu, idzie krok po kroku za De malorum subsistentia, przejmując argumenty, kolejność zagadnień, a często także sformułowania. Wykazali to niezależnie od siebie w 1895 roku Hugo Koch i Josef Stiglmayr, a ich odkrycie stało się jednym z głównych dowodów na to, że autor korpusu dionizyjskiego pisał po Proklosie, a nie w czasach apostolskich.

Za pośrednictwem Pseudo-Dionizego nauka o złu jako o czymś, co nie ma własnej przyczyny i istnieje jedynie jako niedostatek w dobrym, weszła do teologii średniowiecznej. Tomasz z Akwinu, komentując O imionach Bożych, przyjmował ją jako naukę autorytatywnego Ojca, nie wiedząc, że jej źródłem jest ostatni wielki scholarcha pogańskiej Akademii. Pełna świadomość tej zależności przyszła dopiero pod koniec XIX wieku, wraz z filologicznym porównaniem obu tekstów, choć łaciński traktat Proklosa był dostępny w bibliotekach od czasów Moerbekego.

Historia ta pokazuje, że trzy krótkie pisma, długo traktowane jako margines wielkiego systemu, okazały się jednym z najtrwalszych jego elementów. Teza, że zło nie ma własnej istoty, nie zostało zamierzone przez żadną przyczynę i może istnieć jedynie na obrzeżach dobra, zdefiniowała na stulecia sposób, w jaki filozofia zachodnia mówiła o tym, czego nie potrafiła ani wyjaśnić, ani usprawiedliwić. Proklos nie odebrał złu realności doświadczenia, lecz odebrał mu godność zasady, i właśnie w tym leży oryginalność jego rozwiązania.